czwartek, 31 grudnia 2015

OD Saikhan'a CD Lunalight

Wstałem wcześnie rano. Postanowiłem iść na spacer. Wyszedłem z mojej jaskini na Złocistą Polane.
Mój spacer zmienił się w bieg. Dziś energia wyjątkowo mnie rospierała. Położyłem się pod drzewem I zacząłem śpiewać. Śpiewałem w starym szamańskim języku, jak zwykle wszystkie zwierzęta z okolicy zebrały się w okół mnie. Gdy otworzyłem oczy ku memu zdumieniu zobaczyłem znajomą mi sylwetkę. Śnieżnobiałe futro z niebieskimi wzorami.
- Czy mnie oczy nie mylą?! Lunalight miło cię widzieć!
- Ciebie równierz Saikhan.
- Mam takie pytanko masz dzisiaj jakieś zajęcie?
- Nie dziś wyjątkowo mam wolne.
Świetnie! Wybrałabyś się zemną na spacer.
- Czemu nie! Może być fajnie. - powiedziała po czym przyjaźnie się uśmiechnęła
Razem wybraliśmy się nad Czarne Jezioro. Rozpaliliśmy ogień.
- Saikhan zaśpiewaj coś?
- Trochę się wstydze...
- Proszę! Twój głos naprawdę jest piękny.
- No dobrze... - zacząłem śpiewać, a po krótkim czasie wadera właczyła się do występu.
Śpiewaliśmy razem bardzo długo, niewiadomo kiedy nastała ciemność. Niebo było pięknie usiane gwiazdami, księżyc akurat był w pełni. Spojrzałem na Lune gdy ta obserwowała gwiazdy. Już wiem czemu ta wadera jest wyjątkowa... Me serce chce należeć do niej..
- O spadająca gwiazda! - powiedziała radośnie wadera - Saikhan masz jakieś życzenie?
- Tak. Pragnę aby wadera siedząca obok mnie została moją partnerką.

<Lunalight?>

środa, 30 grudnia 2015

OD Essix CD Lukas'a

Próbowałam się dogadać z tymi lisami, ale chyba mówiły w innym języku. Usłyszałam głos, na dodatek znajomy głos. Rozejrzałam się do okoła i zobaczyłam Lukas'a. Podbiegłam do niego, ale wtedy przypomniałam sobie, że jestem lisem. Nie wiem jakim cudem on pozostał wilkiem. Popatrzył się na mnie z góry. Zaśmiał się z wyższością.
- Co, już nie taka twarda? - Zapytał z ironią w głosie. Prychnęłam.
- Przestań rechotać. - Ten to zawsze potrafi wszystkich zdenerwować. - Ale tak na prawdę; musimy coś zrobić.
- To na pewno...- Prychnął. - Tylko co?
Problem w tym, że nie miałam pojęcia. Spróbowałam użyć którejś z mocy, żadna nie zadziałała.
- Przede wszystkim musimy wrócić do domu. - Rzuciłam mu pytające spojrzenie. - Możesz nas teleportować?
- Nie bardzo. - Odrzekł zniesmaczony bezsilnością. - Nie wiem, gdzie jesteśmy...

<Lukas? Proszę, rozkręć akcję, nieważne jak, ale ją rozkręć! Całkowity brak weny mnie dopadł...>

OD Kahloon CD Oriona

Czym prędzej zaczęliśmy biec w stronę watahy. Orion wyprzedził mnie o długość tułowia. Jednak kiedy znajdowaliśmy się prawie na jej terenach, kiedy mieliśmy już tylko kilka kroków, obojga nas rzuciło do tyłu. Popatrzyłam się zaniepokojona na Oriona, lecz ten nie zareagował. Podeszłam do miejsca, w którym zostaliśmy odepchnięci. Wyciągnęłam łapę, poczułam magię, po czym znów mnie odepchnęło, ale tym razem tak, że nie utrzymałam się na łapach. Niefortunnie wygięłam łapę i akurat na nią upadłam. Wstałam ostrożnie, ale nie mogłam uniknąć bólu. Lekko utykając podeszłam do Oriona.
- Wszystko w porządku? - Zapytał troskliwie, kiedy zobaczył, że kuleję. Kiwnęłam lekko głową. Jak wrócimy do domu, to wtedy się nią zajmę. Teraz nie ma na to czasu. Siedzieliśmy tak przez chwilę na otwartym ternie.
- Masz jakiś pomysł? - Zapytałam niepewnie. Wyczułam u basiora irytację.
- Nie. - Odburknął. Westchnęłam. Może choć raz to ja bym coś wymyśliła? Przecież on prawie zawsze to robił, a ja głupia siedziałam i zastanawiałam się nad sensem swojego życia. Straszna ze mnie egoistka. Wszystkim tylko zawadzam, po co ja się w ogóle urodziłam? Nie jestem tu potrzebna. Ale w tej chwili muszę pomóc Orionowi się wydostać. Wstałam i podeszłam do ,,ściany'' na mniej, więcej metr. Czułam od niej silną magię. Zaraz przeszłam w bieg, w prawdzie niezbyt szybki, bo jedną, obolałą łapę, miałam w górze, ale jednak bieg. Poruszałam się równolegle do ,,ściany''. Nagle pojawił się Vuplo. Swymi mądrymi oczami powędrował w stronę jakichś drzwi. Miały jasnoniebieski kolor, ale pomimo to, były przeźroczyste. Brakowało mi tych ciemnych oczu i jasnego, miękkiego futra... Nagle w jego pysku pojawił się malutki kluczyk. Podniosłam go telekinezą, po czym ostrożnie włożyłam do zamka. Ten lekko skrzypnął, potem jakby jęknął, a drzwi ciężko się otworzyły.
- Orion! - Wrzasnęłam. Basior podbiegł do mnie, a kiedy zobaczył wyjście wyglądał, jakby miał mi się rzucić na szyję. Jednak zamiast tego, rzucił się na tereny watahy. Z pewnością był wyczerpany wszystkimi tymi podróżami, zresztą tak samo jak ja.
- Jak odnalazłaś wyjście? - Zapytał zachwycony chwilą spokoju.
- Vuplo mi pokazał... - Odwróciłam się i wskazałam łapą na... Powietrze. No właśnie. Vupla już nie było. Orion popatrzył się na mnie jak na wariatkę. Zaraz zaczęłam się tłumaczyć: - On zniknął, on zawsze znika, kiedy mi pomoże...
Basior kiwnął głową, ale nie byłam pewna, czy mi uwierzył.
- A kim jest Vuplo? - Zerknął na mnie, a w jego oczach widać było zaciekawienie.
- To jest... Mój przyjaciel... Jest lisem. - Trochę się zawahałam przy odpowiedzi. - Może coś byś mi o sobie powiedział? W końcu prawie nic o sobie nie wiemy...
Głupia ciekawość. Basior westchnął ciężko co było odpowiedzią; nie.
- A może ty opowiesz coś o sobie? - W jego głosie zabrzmiała nutka troski. Wzdrygnęłam się. Przeszłość nie była najlepsza. Poza tym, nie mogę nic mu powiedzieć, ani się wyżalić, bo mam na siebie nałożoną klątwę.
- Ech... Nie wiem czy masz ochotę marnować czas. - Zerknęłam na niego, ale ten wyczekująco się we mnie wpatrywał. - Urodziłam się normalna, jako szczenie. Miałam szczęśliwe życie. Potem, kiedy skończyłam dwa lata, postanowiłam znaleźć własną watahę i nowy dom. I teraz jestem tu...
Wydawał się być zawiedziony, ale postanowiłam, że nic więcej, nikomu nie powiem.

<Orion?>

wtorek, 29 grudnia 2015

OD Electro CD Lukas'a

Przewróciłam oczami. Nienawidzę, jak robi ten swój parszywy uśmiech.
- Prowadź geniuszu. - odparłam z udawanym radosnym uśmiechem. Jak widać Lucas'owi o to chodziło, aby mnie chodź trochę zdenerwować. No dobra. Jak kto woli. Nie będę udawać że lubię tego jego krzywy pysk. No ale w sumie gdyby nie ten wilk z krzywym pyskiem było by strasznie nudno. Tak jestem wiele kilometrów stąd od sfory, walczyłam z demonami, przeszłam jakąś dziwną metamorfozę, skakałam po lewitujących skałach, prawie spalili nas żywcem... takie dziwne życie mi bardzo odpowiada. A wiecie co jest najlepsze? Że na czas nieokreślony zdobyłam "kumpla". Jeśli wogle mogę tak powiedzieć. W starej sforze tak właśnie nawiązywaliśmy znajomości, a potem je utwierdzaliśmy - przez takie właśnie ryzykowanie życia. Ale wracając do teraźniejszości... Ruszyłam za basiorem w stronę tych gór, albo przynajmniej tak mi się zdawało.

<Lukas? Brak weny>

poniedziałek, 28 grudnia 2015

OD Lunylight - Quest IV

Pewnego dnia, kiedy szłam sobie przez zarośniętą dróżkę, nagle poczułam, że ziemia się pode mną zapada; biegłam szybko, aby uniknąć spadnięcia na dół. Niestety, nie udało mi się. Długo spadałam, aż w końcu znalazłam się w strasznym miejscu... Był to Krwisty Las. Przypomniałam sobie, że w Lesie Krwistym są wampiry, a kiedy złapie się jednego z nich, można zmienić wygląd. Zastanowiłam się. Czy chcę zmienić wygląd? Postanowiłam, że tak, więc ruszyłam w poszukiwaniu wampirów. Kryją się one w opuszczonych lochach. Trudno było znaleźć takie miejsce, ale wreszcie mi się udało. Wzdrygnęłam się na myśl o wampirach, ale poszłam.
Nic nie usłyszałam - dosyć dziwne. Ale kiedy weszłam do środka...
Nagły hałas i ból; trzy wampiry rzuciły się na mnie, jęcząc i wrzeszcząc. Starałam się podnieść z ziemi, ale na próżno. Warczałam, szczekałam, a nawet wyłam, ale wampiry trzymały mnie mocno za gardło i nie chciały puścić.
Nie pamiętam, co było dalej. Chyba straciłam przytomność. Kiedy się obudziłam, wampirów nie było. Rozejrzałam się zdziwiona - co się z nimi stało? Nagle zobaczyłam jednego z nich. Leżał na ziemi i próbował wstać, ale chyba coś mu się stało i nie mógł. Złapałam go w gardło - dokładnie tak samo go męczyłam, jak on mnie jeszcze przed chwilką - i pobiegłam z nim, najszybciej, jak się da, ponieważ wyrywał się okropnie i próbował mnie przewrócić.
Dotarłam do miejsca, gdzie niedawno spadłam. Kiedy tam stanęłam, pofrunęłam do góry i czułam się dziwnie. Najwyraźniej taki jest Las Krwisty.
Kiedy wróciłam do watahy, wszystkie wilki już na mnie czekały. Kiedy opowiedziałam im, co się wydarzyło, zazdrościły mi. Najmniej zazdrościł mi Reahel, którego kiedyś spotkała podobna przygoda. To był wspaniały dzień!

Koniec

niedziela, 27 grudnia 2015

OD Lukas'a CD Electro

-No dobra.- podniosłem lekko kąciki ust.- Było całkiem zabawnie.- odparłem.- Ale już tego wystarczy.- przybrałem normalny wyraz pyska.- Życie ci nie miłe? Zachowujesz się jak szczeniak.- warknąłem na waderę.
-Pan drętwy się odezwał.- mruknęła Electro spuszczając wzrok a potem skupiając się na drodze.- Już lepiej ruszajmy bo chcę wrócić do watahy.- odparła robiąc naburmuszoną minę. Przewróciłem oczami.
-Wystarczy przejść przez te góry przed nami, a potem iść przez łąki i dolinę i jeszcze parę polan i jesteś w tak zwanym "domu".
-Wydają się wysokie.- stwierdziła wilczyca spoglądając na krajobraz przed nami.
-Bo są.- powiedziałem jak do dziecka.- Ale ja znam skrót.- dodałem z moim typowym uśmiechem.

<Electro?>

Bal Maskowy

Wraz z Mizu, naszą wspaniałą Alfą, chciałybyśmy zaprosić wszystkich członków watahy na bal maskowy, z okazji nowego roku, który odbędzie się w pobliżu jaskini Mizu. Każdy wilk powinien napisać opowiadanie, w którym opisze jak wygląda jego maska, lub strój, a następnie, jak z jego punktu widzenia wyglądała impreza. Można przedstawiać się innym wilkom, albo prowadzić rozmowy anonimowe. Opowiadanie można pisać od 31 grudnia do 3 stycznia. Przewidziane są przekąski i zabawy.
Serdecznie zapraszamy!
~ Alfa Mizu
~ Beta Essix

OD Kahloon CD Invicto - wojna cz. III

Mizu, Essix i Orion wiedzieli co robić. Jednak ja, mimo, że Mizu była przekonana, że ze wszystkim dam radę, wahałam się co robić. Razem coś szykowali, a ja tylko się temu przyglądałam. Pod ich nieuwagę wybiegłam z jaskini. Tak szybko jak potrafiłam, biegłam na polanę. Z pod moich łap wylatywała ziemia. Przestałam myśleć o czymkolwiek. Skupiłam się na rytmicznym uderzaniu moich łap w ziemię. W ten sposób szybko znalazłam się u celu. Za pomocą jednej z moich mocy uniosłam się w górę i zaczęłam wypatrywać walczących wilków. Obie części walczących watah znajdowały się stosunkowo blisko. Usiadłam i smętnie opuściłam głowę. Po sierści zaczęły spływać mi krople deszczu. Natura chciała chyba wymyć całe tereny watah z krwi, brudu i nienawiści. Z oczu poleciały mi strużki łez. Po chwili woda zaczęła po prostu wsiąkać w moją sierść. Z pewnością wyglądałam żałośnie. Nagle, coś mignęło mi przed oczami. Całkiem niedaleko zobaczyłam basiora. Miał szarą sierść, choć pysk i łapy pokryte były krwią. Mimo tego, że był tak samo mokry jak ja, jego oblicze nie było w tak opłakanym stanie. Wydawał się być odważny i dumny. W tej chwili toczyłam wielką wojnę z samą sobą. Demon zaczął się nade mną znęcać, oprócz tego nie mogłam się ruszyć. Tylko wpatrywałam się w tamtego basiora. Na dodatek gryzło mnie sumienie. Zamiast walczyć do ostatniej kropli krwi, ja siedzę sobie na polanie i rozmyślam... Jednak zamiast atakować mnie, basior biegł w stronę bitwy. Opuściłam łeb. Zmusiłam się by wstać i... I zostać zabita, broniąc swojego domu. Rzuciłam się w stronę walk. Jednak coś zmusiłiło, by obejrzeć się za siebie. Biegł tam wilk, całkiem inny, poza tym nie był tak wymazany krwią. Skoczyłam za nim, jednak robiłam wszystko, by nie odkryć swojej obecności. Doszłam za nim aż na ich tereny. Kiedy je przekraczałam, serce waliło mi jak oszalałe. Wiedziałam, że jest to dla mnie pewna śmierć. W pewnym momencie basior po prostu postawił przestraszonego szczeniaka na ziemi. Sam zaczął rozmawiać z... Tym szarym wilkiem. Kiedy znów go zobaczyłam, poczułam się jakby żąłądek próbował wykonać fikołka. Spróbowałam się opanować. Oba wilki co jakiś czas zerkały uważnie na małego. W momencie ich nieuwagi, chwyciłam malca i na złamanie karku zaczęłam biec na nasze tereny. Biegnąc w takim tępie potykałam się o własne łapy. Macki strachu zacisnęły się z całych sił na moim gardle, więc gdyby przyszło mi z kimś rozmawiać, zaistniałby mały, logistyczny problem. Odwróciłam się szybko, tylko, żeby zerknąć na tamte basiory. Jeden z nich biegł za mną, lecz był on odrobinę mniejszy od tego, którego widziałam na polanie, poza tym ten posiadał beżową sierść. Najgorszą przeszkodą były korzenie, które wystawały z pod ziemi. Całkiem zgrabnie je przeskakiwałam, jednak traciłam na tym sporo czasu, a wilk, który znał te tereny omijał je z łatwością. Na horyzoncie widziałam już swoją watahę. Przyspieszyłam. Nie zajęło mi dużo czasu dotarcie do watahy. Wrzuciłam Lloyda w krzaki i szepnęłam do niego:
- Poczekaj tu! - Teraz biegłam przed siebie, nieznacznie odbijając na lewo, by znaleźć się na terenach goniącego mnie basiora, a następnie go zgubić. Jednak powoli zaczynałam się męczyć. Nie byłam przyzwyczajona do długich biegów w takim tempie. Każdy krok był coraz wolniejszy i bardziej ociężały, każdy oddech stawał się coraz cięższy i krótszy. Kiedy znajdowałam się już daleko od kłębowiska i wszelkich walk, spróbowałam wbiec w las, gdzie zamierzałam zgubić basiora. Rozglądałam się za odpowiednią kryjówką. Ujrzałam jaskinię, do której wbiegłam bez wahania. Siedziałam w kącie, oddychając jak najciszej, jednak miałam wrażenie, że i tak jestem za głośno. Nie myliłam się. Do jaskini wparował lekko zdyszany wilk. W ogóle się nie zawahał, gdy na mnie skoczył. Chciałam zrobić unik, ale on był szybszy. Skoczył na mnie i mocno przytrzymał. Wyrywałam się, nawet kilka razy ugryzłam go w łapę. Już miał mnie zabić, ale nad czymś się zastanowił, więc tylko wypowiedział zaklęcie i odszedł. Nie wierzyłam własnym oczom. Poczułam pewnego rodzaju ulgę, ale zaczęłam isć przed siebie. Nie tak normalnie, tylko mimo woli. Dałam się złapać, jak zając, albo ufny szczeniak, jak Lloyd...
- C... Co ty ze mną robisz? - Zapytałam cicho. Serce waliło mi jak oszalałe.
- Nic specjalnego. - Odrzekł bez wyrazu. Usłyszałam gdzieś za sobą nieznaczny szlest. Odwróciłam łeb, ale nic nie zobaczyłam. Uznałam, że z otwartymi oczami nic nie wskóram, więc je zamknęłam i zaczęłam nasłuchiwać. Słyszałam zająca, a nawet niektóre wojenne krzyki, ale nic poza tym. Nagle zza krzaków wyskoczyła wadera, całkiem jak sprężyna. Rozpoznałam w niej Invicto. Wskoczyła na wilka i zaczęła go atakować. Zostałam uwolniona. Kiedy zobaczyła, że ruszam się normalnie, odskoczyła zwinnie od basiora. Poczułam narastające napięcie. Czy zdąrzymy uciec? Wyskoczyłyśmy do przodu, co sił w nogach. Wyglądałyśmy jak dwa ścigające się, młode ząjące. Zerknęłam przyjaźnie na waderę. Sama zainteresowała się moim brakiem, czy może Mizu nakazała moich poszukiwań? W tej chwili chciałam już tylko poświęcić swoje życie na wojnie. Szybko znalazłyśmy się na swoich terenach. Wskazałam jej głową, byśmy lekko odbiły na prawo. Musiałam wrócić po Lloyda. Jednak wadera powiedziała, że ona wraca do walki. Nerwowo wetknęłam pysk w krzaki. Kiedy nosem dotknęłam sierści szczeniaka, ulżyło mi. Chwyciłam go w zęby i czym prędzej rzuciłam się do jaskini Alfy. Kiedy dobiegłam, nikogo już tam nie było. Postawiłam szczeniaka na podłodze jaskini i popchnęłam go w jej głąb.
- Słuchaj, masz tu zostać - Powiedziałam. Mój głos drżał. Kiedy Lloud kiwnął głową, zwinnie odbiłam się od podłogi i zaczęłam zasfanawiać się, gdzie podziała się Mizu. Kiedy ujrzałam ją i Oriona, którzy szli w stronę kłębowiska, krew zaczęła mi szybciej krążyć. Biegłam, potykajac się o własne łapy, byle szybciej, byle szybciej... Oboje zaczęli walczyć. Mój wzrok przykuła jedna wadera. Miała skrzydła, a jednak się skradała. Jej śnieżnobiała sierść, mimo ubrudzenia krwią, połyskiwała. Zobaczyłam, że zaczaiła się na Mizu. To, co zrobiłam, było dla mnie czymś normalnym, zwykłym odruchem. Wyskoczyłam jak strzała. Przeskodziłam waderze w skoku, ale kiedy upadłyśmy, ta szybko wstała i rzuciła się na mnie. Poczułam ugryzienie w tchawicę i ciemność... Obudziłam się wśród wielu poległych wilków. Wstałam powoli i zaczęłam biec, ale zaraz zakasłałam i przewróciłam się. Miałam problemy z oddychaniem. Bitwa przeniosła się trochę dalej. Poddałam się. Straciłam chęć i siłę życia. Nikt nie przyjdzie mnie ocalić, a nawet jeżeli, to przekonam go, że i tak zaraz umrę i nie ma sensu mnie ratować. Na pagórku ujrzałam Invicto. Patrzyła się na mnie. Powoli podeszła. Szybko zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech. Musiałam wyglądać jak trup, byleby się mną nie zaiteresowała. Czułam, że krew jednym, dużym strumieniem ze mnie wycieka. Z każdą chwilą, stawałam się co raz bardziej prawdziwym trupem.

<Invicto?>

OD Lunylight

Jestem już duża i najwyższy czas, aby znaleźć basiora. W końcu bardzo chciałabym dzieci, a samej źle mi się mieszka.

Wiem, że niektóre wilki z watahy kryją coś tajemniczego... Otóż mówią, że są zakochani w jakiejś waderze... Kto wie, czy to nie ja? Nie wiem zupełnie nic, a naprawdę jest to dla mnie ważne. Od kiedy jestem w watasze? 2 miesiące, jeśli się nie mylę. A wkrótce sylwester. Chciałabym spędzić go z nową rodziną, a nie sama. Jeżeli któryś z basiorów chce właśnie mnie, proszę się przyznać. Poszłam wiec na spacer z myślą o tym, aby kogoś poznać nowego. Dawno nie wychodziłam, wiec moze kogos spotkam. Bylam bardzo pozytywnie nastawiona, ale rowniez tez zamyslona. Idac nawet nie patrzyłam gdzie ide, bylam strasznie zamyślona. Nie wiedzac jak ide prawie bym wpadłam w jakis dół gdyby ktos mnie nie uratowal. Spoglądają za siebie, zobaczyłam basiora.
- Dziękuję za pomoc. - powiedzialam lekko zmieszana. - Jak masz na imię? - spytałam lekko zmieszana.

<Basiory? Proszę Was...>

piątek, 25 grudnia 2015

Event Świąteczny

Event Świąteczny, a prawie już po świąteczny 
[nie jest obowiązkowy]
 Polegał by na tym, abyście opisali jak spędziliście i z kim spędziliście te święta. 
Liczę na waszą bujną wyobraźnię i kreatywną wenę. 
Co do nagrody zostało to jeszcze nie uzgodnione, ale niedługo zostanie.

~ Alfa Mizu 

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt Kochane Wilczki!!!

Wam wszystkim tym co należą do naszej watahy
 i 
tym co obserwują naszego bloga
życzę dużo szczęścia, miłej jak i ciepłej atmosfery.
WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI!
Dziękuję wam również za spędzony miło czas,
pomagania mi i miłą atmosferę na czacie jak i poza nim.
Dziękuję Wam Kochani!
~ Alfa Mizu 

Życzenia Świąteczne !

Wszystkim należącym do tej watahy jak i tym co z ciekawością śledzą wszystkie opowiadania chciałabym życzyć WESOŁYCH ŚWIĄT ! Zwłaszcza chciałabym te życzenia skierować do Mizu ♡ Która codziennie stara się aby w watasze była dobra atmosfera i aby wszystko było jak najlepiej zorganizowane ♡ Mizu , cała wataha choć nie okazuje tego codziennie jest Ci bardzo wdzięczna za W S Z Y S T K O co dla niej robisz . 
I również chciałabym życzyć szczególne życzenia dla moich ukochanych - Invicto i Sky ☆ DZIĘKUJE wam dziewczyny za to że jesteście ^^ 
Niech cała wataha księżycowego ducha będzie miała pogodne i szczęśliwe święta w których nie zabraknie rodzinnej miłości i życzliwości . 
~ Życzy ; Tiramisu , Lloydzio i Crystal .

poniedziałek, 21 grudnia 2015

OD Sky CD Invicto

Zaczęłam ciężka dyszeć, z trudem łapiąc oddech. Invicto podała mi mój amulet.
- Dzięki - mruknęłam. Ciągle bolała mnie łapa. Ciężko usiadłam na ziemi.
- Więc... . Co teraz? - rzuciła wadera.
- Zostaw mnie tu muszę wypocząć.
Wadera niechętnie odeszła w jakimś kierunku. Pochyliłam się nad strumykiem i napiłam się wody. Od razu czułam się lepiej. Zajęłam się za wyciągnięcie olbrzymiej drzazgi z łapy. Gdy ją wyjęłam, pociekło trochę krwi.
Nagle na polankę przyleciało dużo ptaków. Było ich naprawdę dużo, wszystkie były czarne jak smoła. Obsiadły kilka drzew, nie wydawały się przyjazne :[

<Invicto?> Niestety nie miałam pomysłu co tu napisać

piątek, 18 grudnia 2015

OD Oriona CD Mizu

Zacząłem się zastanawiać, gdzie mamy przenocować. W końcu odparłem:
- Możemy w jaskini w pobliżu gór.
- To chodźmy - rzekła Mizuś.
Ruszyliśmy w stronę gór. Po drodze uważnie przyglądałem się wszystkiemu. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się przed jaskinią.
- To tu - oznajmiła wadera.
Weszliśmy do środka i położyliśmy się. Byłem zmęczony, przez co od razu zasnąłem.

Kiedy się obudziłem, było jeszcze ciemno. Spojrzałem na Mizu, która o dziwo cała się trzęsła. Przybliżyłem się do niej i ją przytuliłem. Wadera od razu uspokoiła się i uśmiechnęła. Ponownie zasnąłem.
Rano po przebudzeniu się od razu wyszedłem z jaskini. Mizu jeszcze spała, więc postanowiłem coś upolować. Szybko zajęło mi znalezienie jakiejś sarny i złapanie jej. Zaciągnąłem je do jaskini i położyłem przed waderą. Po chwili Mizu obudziła się.
- Dzień dobry - powiedziałem z uśmiechem na pysku.

<Mizu?>

czwartek, 17 grudnia 2015

OD Parysa CD Charlott

Ucieszyłem się, że wstążka którą podarowałem wilczycy spodobała się jej. Pytając się co zrobi ze starą wstążką, powiedziała że ją odłoży do swojej jaskini, ale trochę później. Nie wiedziałem co mam dalej robić. Byłem szczęśliwy, ale też i trochę zdezorientowany.
- To co teraz robimy? - spytała się Charlott, z uśmiechem na pyszczku.
- Sam nie wiem, a gdzie chciałabyś iść? - miejsc do których chciałbym zabrać Charlott było dość dużo, a ja nie wiedziałem gdzie miałbym ją zabrać. Dlatego wolałem, aby ona sama wybrała jakieś miejsce do którego chciałaby iść i zobaczyć ją.

<Charlott?>

wtorek, 15 grudnia 2015

OD Invicto CD Sky

Podczas gdy Sky wybiegła, zabierając ze sobą większość wilków, ja postanowiłam zająć się resztą i uwolnić Alfy. Wyskoczyłam przed ognisko, patrząc dzikim wzrokiem na pozostałych. Spojrzeli na mnie, oblizując się ze smakiem. Przez chwilę z CZYMŚ mi się to skojarzyło, ale od razu ta myśl minęła. Zaczęłam biegać jak szalona wokół pomieszczenia, nie wiadomo jak odbijając się z łatwością od ścian (nawet raz od sufitu XDD). Wilki biegały za mną ujadając wściekle. Pierwszym moim planem było ugaszenie ogniska. Przez chwilę tak manewrowałam, że udało mi się jak owce zapędzić do ciemnego kąta. Zawarczałam cicho i zrobiłam coś dziwnego: odbiłam się z miejsca i poleciałam nad ognisko, pod sam sufit. To była próba życia. Jeśli odbiję się pod odpowiednim kątem od sklepienia, polecę za ognisko. Jeśli jednak pod idealnie prostym...no to wiecie, co by się stało.
Tak więc doleciałam do sufitu i odbiłam się od niego sprężyście. Na szczęście dobrze się odbiłam i wylądowałam ok. 1 metra za ogniskiem. Wilki-kanibale, jak przeczuwałam, okazały się na tyle tępe, że nie patrzyły, jak ja się odbiłam. Ich jedynym celem byłam ja, dlatego nie myśleli jak i gdzie skaczą i biegają. Odbili się centralnie prosto i...no, wszyscy po kolei powpadali do ogniska, gasząc je własnymi ciałami (tak wiem zabrzmiało to dosyć drastycznie, ale musiałam). Wtedy do jaskini wpadła tamta zgraja wilków, ciągnąc za sobą związaną i najwyraźniej mocno zamroczoną Sky. Z rykiem rzuciłam się na nich i załatwiłam tak, jak poprzednią grupę. Kiedy już wszyscy się smażyli, miałam już rozwiązywać wszystkich uwięzionych, kiedy nagle zauważyłam, jak jeden z nich trzyma coś w łapie. Okazało się, że jest to ten amulet, który zawsze nosi Sky. Urwałam go w porę, bo jego rzemyk już się palił na stosie. Podbiegłam do Sky i ją rozwiązałam. To samo zrobiłam z Mizu i Parysem.
- Wszystko OK? - zapytałam.
- Taaa.. - mruknęła Mizu. - Oprócz tego, że prawie się tu ugotowaliśmy, to tak.
- Dobra. Parys, mógłbyś wziąć Sky? Ona nie może chodzić. - powiedziałam. - Ja wezmę jej amulet.
Wzięliśmy wszystko, co musieliśmy i odbiegliśmy jak najdalej od tamtego miejsca. Parys położył waderę nad małą rzeczką. Ja ochlapałam jej twarz zimną wodą. Po chwili zaczęła dochodzić do siebie i pokasływać.

<Sky?>

poniedziałek, 14 grudnia 2015

OD Sky CD Invicto

Wadera patrzyła na mnie pytająco. Z taką dużą ilością wilczych kanibali nic nie zdziałamy.
Wychyliłam się zza ściany. Mizu ukradkiem spojrzała na nas proszącym wzrokiem.
- Spróbuje chociaż część tej grupy wywabić z jaskini - zaproponowałam szeptem.
- Nie dasz rady - zgasiła mnie Invicto - Oni nie są aż tak głupi.
- A właśnie że są
- Myślisz że za tobą pobiegną? Musiałabyś się pojawić z jakimś kąskiem.
- Zaraz wrócę - mruknęłam i na palcach wybiegłam z jaskini zostawiając Inv samą.
Znalazłam świeżą padlinę sarny. Mniam. Z trudem udźwignęłam smaczniejszą część mięsa, po czym pobiegłam do jaskini. Dobrze, że wychodził z niej zapach ogniska bo gdyby nie to, to nie znalazłabym jaskini. Stanęłam w wejściu. Z całej siły kopnęłam jeden z kamieni, który potoczył się wydając głośny dźwięk.
- Odbiło ci? - warknęła bezgłośnie Invicto, ale było już za późno. Wilki-kanibale odwróciły się w moją stronę.
- Cześć chłopcy, mogę sobie upiec sarnę? - pisnęłam słodko, jednak mój głos lekko drżał i dodałam - Starczy dla wszystkich.
Wilki zaczęły się oblizywać i powarkując wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Nagle spora część ekipy skoczyła w moim kierunku, a ja myślałam już o tylko jednym. Wiaaać!! Miałam nadzieję, że Invicto rozprawi się z wilkami które pozostały. Tymczasem ja uciekałam.
Pościg był wolny, ale ja co jakiś czas zwalniałam by nie tracili nadziei i nie zawracali. Odbiegłam z nimi dosyć daleko. Wtem potknęłam się i runęłam na mokrą trawę.
Wilki mnie dogoniły. Nie mogłam już uciec, skręciłam łapę. Jeden z basiorów wyrwał mi mięso. Drugi uderzył w głowę i ściskając za łapę podniósł z ziemi. Na wpół pijani zaczęli wszyscy rechotać kierując się w stronę jaskini. W pewnym momencie ktoś zerwał mi amulet z szyi. Niebo zrobiło się szare. Kiedy byliśmy już blisko jaskini, zaczęło lać jak z cebra.
Nauczyłam się dwóch rzeczy: aby następnym razem nie brać tylę mięsa i żeby patrzeć pod nogi.
Przed jaskinią jeden z kanibali wziął rozpęd i rzucił mną do jaskini. Byłam pewna że zaraz wrzucą mnie na ogień, ale ogień się ....nie palił?

<Invicto?> Spróbuje Ci rozbudzić wene ( :

OD Mizu CD Oriona

Orion gdy pokazał mi gwiazdozbiór Oriona, powiedział również mi trochę o swojej matce. O tym, że bardzo kochała gwiazdy. Mało kiedy zdarza się, aby Orion coś mówił o swojej rodzinie, ale nie chciałam go zmuszać do mówienia.
- Bynajmniej pamiętasz swoich rodziców. - powiedziałam cicho, trochę zazdrościłam wilkowi tego, że pamięta swoich rodziców. Wreszcie ja swoich nie pamiętałam.
- Czy coś mówiłaś? - spytał po chwili Ori.
- Nie to nic takiego. To jak wracamy do jaskiń, czy idziemy przenocować do pobliskiej jaskini? - nie chciałam zbytnio wracać do swojej jaskini.
Basior zaczął rozmyślać nad propozycją.
- To jak idziemy do naszych jaskiń czy do jaskini która znajduje się w pobliżu gór? - dopytałam, po czym uśmiechnęłam się.

<Orion?>

OD Invicto CD Sky

Widok był przerażający. Wilki na szczęście nie zauważyły nas, ale mało brakowało. Udało nam się ukryć za dużym, ostrym filarem wystającym ze ściany. Sala, w której się znajdowałyśmy miała dość dziwną budowę. Była duża, ale nie sprawiała takiego wrażenia, bo wszędzie wystawały cienkie ściany, które sprawiały, że wszystko wyglądało jak taki mały labirynt. W jednej z "przegródek" płonęło ognisko. Duże ognisko. Jego płomienie trzaskały miło i promieniowało od niego takie fajne, przytulne ciepło. Wiedziałam jednak, że to miało służyć jako przynęta dla ofiar. One zziębnięte, wygłodzone i przemoczone szukają schronienia w z pozoru wyglądającej przyjaźnie jaskini, i co tam znajdują? Gromadę wilków-kanibali siedzących przy ognisku i śmiejących się z niczego.
No właśnie...skąd wzięła mi się myśl, że są kanibalami? Może to mój instynkt wojowniczy informował mnie o zagrożeniu. I, jak się okazało, słusznie.
Nad ogniskiem, na ogromnym, grubym rożnie, smażył się wilk. Jeszcze ŻYWY wilk. Widziałam, jak cierpiał, jak strasznie wił się z bólu. Wył i skowyczał. Wiedziałam, że zaraz po prostu się stopi. Rozejrzałam się ostrożnie dookoła i wtedy zobaczyłam ICH. Tak. Dokładnie.
W rogu sali siedzieli spętani Mizu i Parys.
Wbiłam wzrok w Alfę robiąc wszystko, żeby zwróciła na mnie uwagę. Żeby mnie zauważyła. Po kilku minutach Miz spojrzała w moją stronę i ujrzała mnie. Na szczęście miała na tyle rozumu, żeby nie zacząć wrzeszczeć i piszczeć bo wtedy wilki zauważyły by też mnie. Spojrzałam przerażonym wzrokiem na Sky mając minę typu "Co robimy?!"

<Sky?> Wybieramy się na polowanie na tęczowe jednorożce, bo bekon mi potrzebny :/

Od Tiramisu CD Invicto

- Tiramisu - odparłem - Nikogo Ci nie przypominam ?
- Nie i skończ dręczyć temat ! - warknęła .
Gdzie się podziała moja dawna Invicto..? - pomyślałem tłumiąc łzy .
- Dobrze - mruknąłem - Wielka paniusia się znalazła !
- Tak , i nic ci do tego ! Nie śmiej się! Dopiero będzie Ci do śmiechu jak Blacky z tobą skończy.
- Masz ty w sobie trochę uczuć ?
Właśnie uczucia ! Jedyne co chyba mogłoby ją ogranąć to przypomnienie jej o uczuciach - pomyślałem .
- Wyobraź sobie że ma.. - niedokończyła bo mocno ją pocałowałem . Tak namiętnie pierwszy raz , a zarazem pierwszy raz tak mało znacząco . Wyczułem że na jej zębie tkwi coś w rodzaju kulki która wypuszcza te dziwne zielone opary z pyszczka . Ta odechnęła mnie od siebie .
- Totalnie zgłupiałeś ?!
- Nie , to ty mądrzejesz ! - odpowiedziałem i pocałowałem ją poraz drugi . Udało mi się wyrwać dziwną kuleczkę w chwili gdy akurat odpychała mnie nogami . Nie fajnie się złożyło że ją połknąłem . Inv wyglądała już normalnie.
- Kocham Cię .. - powiedziałem dławiąc się zielonymi oparami - Tylko dla ciebie to zrobiłem .
Nagle moje oczy zabłysnęły na czerwono , a futro przybrało czarną barwę . Zapomniałem o tym co było wcześniej . Zakaszlnąłem tym zielonym paskudztwem poraz ostatni.
- Timis, nie mdlej , nie umieraj , mów do mnie to przeżyjesz - usłyszałem ostatni głos i zemdlałem ? No albo umarłem jedno z tych dwóch .

< Invicto ? > xD xD Totalna głupawka xD Tylko proszę nie uśmiercaj mnie ;)

niedziela, 13 grudnia 2015

OD Sky CD Tiramisu

Stałam jeszcze przez dłuższą chwilę w miejscu. Chciałam biec za basiorem ale powstrzymałam się. Postanowiłam tym razem się w nic nie mieszać. Z jednej strony lubiłam Tiramisu a z drugiej sądziłam że nie jesteśmy ze sobą szczerzy. Ciężko usiadłam na trawie i zaczęłam rozmyślać. Postanowiłam wybrać się gdzieś na spacer.
Dotarłam do Złocistej Polany. Trochę po niej połaziłam. Nie było na niej nikogo, ale w powietrzu unosił się dziwny zapach. Zapach zgniłego ciała. Zaczęłam kaszleć. Mimo to szukałam źródła zapachu. I znalazłam.
Na środku polany leżał rozszarpany wilk. Ble. Przerażona odwróciłam wzrok. Spojrzałam w niebo, które zrobiło się czarne. Nie było na nim ani jednej gwiazdy. Coś mi kazało uciec do jaskini. Czułam na karku czyiś oddech. Nie mam pojęcia co mnie wtedy goniło. Pamiętam tylko że podczas ucieczki natknęłam się na Tiramisu.
- Też to widziałeś? - zapytałam zdyszana. Basior popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Ale co?
- Nieważne - mruknęłam i pobiegłam dalej.
- Czekaj... . - powiedział Tiramisu. Zatrzymałam się i odwróciłam łeb.
- O co chodzi?


<Tiramisu?>

OD Invicto CD Tiramisu

Basior pobiegł gdzieś w głąb zamku. Phi! W życiu nie ucieknie. Znam ten pałac jak własną kieszeń. On nie ma żadnych szans.
Najciszej jak umiałam pobiegłam za nim. Wcześniej rozmawiałam z Blackym, który powiedział, że mogę za nim biec ale muszę też zrobić coś, żeby łatwiej było go złapać. Na za dużo sobie pozwolił.
Po jakichś 10 minutach spokojnego biegu usłyszałam ciche kroki. Najwyraźniej wilk zwolnił i szedł teraz zdezorientowany, nie wiedząc, gdzie jest. Postanowiłam pójść na około i zajść go w takim miejscu, że nie będzie mógł uciec.
Pobiegłam za salę, do której zmierzał i zaczaiłam się za tylnym wejściem do niej. Usłyszałam, jak basior do niej wchodzi, a po tym jego kroki ustały. Wyskoczyłam na niego z tyłu. Wyglądał na dosyć zdziwionego.
- Dosyć tego. - warknęłam. - Idziesz ze mną, albo skończysz tu jako wygłodniałe i zgniłe ciało.
Westchnął i dał się posłusznie prowadzić.
- W ogóle...jak ty się nazywasz?

<Tiramisu?> BW :[

Od Tiramisu CD Sky

Lekko zakłopotany, ciężko usiadłem na ziemi . Popatrzyłem na waderę . Po jej uśmiechu nie było śladu . Zbladłem i wycofałem się do tyłu.
- Lubisz mnie ? - powtórzyła pytanie.
Cicho obróciłem się na palcach i z rozbiegu wzbiłem się w powietrze.
- Lubisz mnie ?! - spytała już z wyraźnym zniecierpliwieniem.
- Po tej całej kłótni.. Nie wiem czy Cię lubię, czy też nie. Wiesz dla mnie przyjaźń jest ważna , ale kiedy ją utracisz, nie jest łatwo ją odzyskać - powiedziałem i rozżalony poleciałem do jaskini . Usiadłem tam i zacząłem rozmyślać jak bardzo lubie Sky, a jak bardzo ją odtrąciłem. Nie wiedziałem czy powinienem teraz uznać ją ponownie za przyjaciółkę, czy ponownie za wroga... Chciałem się pogodzić , ale dlaczego moja podświadomość nie umiała ponownie jej zaufać ?
- Czemu jestem taki trudny w obsłudze ? - powiedziałem sam do siebie tłumiąc dziki napad łez jaki wtedy cisnął mi się do oczu .

< Sky ? > Wybacz że tyle to trwało .

sobota, 12 grudnia 2015

OD Electro CD Lukas'a

Lewitujące skały zaczęły się trząśc, jak podczas trzęsienia ziemi. Jednak to nie był dla mnie żaden problem. Skakałam dalej. Ze skały na skałę. W końcu nie wiadomo jak może się zakończyć stanie na tych skałach. Wylądowałam w końcu na drugim brzegu, a dokładniej na drugim klifie, któy prowadził na łąke. Odwróciłam się. Lucas też był bylisko, ale jednak za daleko. Wszystkie głazy runęły w przepaść. Zaczęły spadać, najpierw wolno, a potem tak, jak nakazuje fizyka. Lucas dalej skakał. Złapał się skały i delikatnie osunął po klifie. Złapałam go za łapę i z trudem jakoś wszedł na klif.
- Nie wiedziałem, że potrafisz być taka radosna. - powiedział widząc mój uśmiech.
- No widzisz. Jednak są rzeczy, które mnie uszczęśliwiają niczym szczeniaka. - odpowiedziałam i ruszyłam na dół. - Ale przyznaj, nudno nie było. - spojrzałam na niego kątem oka.

<Lucas?>

OD Oriona CD Mizu

Gdy potwór zniknął, popatrzyłem w niebo. Było widać gwiazdy pomimo tego, że znaczną część sklepienia niebieskiego zasłaniały drzewa. Po chwili podeszła do mnie Mizu i zapytała, na co patrzę.
- Na nic ciekawego - odparłem.
Spojrzałem na waderę i uśmiechnąłem się.
- Pora wracać - oznajmiłem.
- Masz rację. 
Ruszyliśmy w drogę powrotną. Przez jakiś czas myślałem, że w złą stronę idziemy. W końcu jednak wyszliśmy z puszczy. Byliśmy nad Czarnym Jeziorem, gdzie, o ile mnie pamięć nie myli, świetnie było widać nocne niebo. Spojrzałem w górę i powiedziałem:
- Gwiazdozbiór Oriona.
Mizu popatrzyła w tą samą stronę.
- Rzeczywiście - odparła.
- Urodziłem się w nocy, kiedy to Orion znajdował się najwyżej na niebie. Moja matka kochała gwiazdy, dlatego tak mnie nazwała.

<Mizuś?> Następnym razem postaram się rozkręcić, obiecuję

OD Sky CD Invicto

Wadera ruszyła za śladami. Nie miałam wyboru, poszłam za nią. Ścieżka była mokra i pełna błota, dlatego ślady wilczych łap stawały się coraz bardziej widoczne. Doszłyśmy do rwącego strumyka, ale za nim dalej było widać te same ślady.
- Idziemy? - zapytała Invicto. Ja wzruszyłam tylko ramionami kiwając głową. Podeszłyśmy do strumyka, a jedyną drogą przez niego były wystające głazy. Ostrożnie postawiłam łapę na pierwszym kamieniu. Lekko zadrżał. Szybkim susem przeskoczyłam na drugi, który na szczęście się nie trząsł. Kiedy doszłam na drugą stronę, Invicto już tam była.
Ślady urywały się przed wejściem do dużej jaskini.

Weszłyśmy tam niepewnie. W środku zobaczyłam gromadę wilków. Nie wyglądały przyjaźnie.

<Invicto?> Brak weny ;

OD Oriona CD Kahloon

Ruszyliśmy w głąb labiryntu. Co chwila natrafialiśmy na ślepy zaułek. Z czasem zaczęło to się stawać irytujące. Dosyć długo biegliśmy, dlatego Loone zatrzymała się i poprosiła o krótki postój. W sumie ja też byłem zmęczony. Nadnaturalna kondycja należała do jednej z moich mocy. Dziwnie się czułem będąc niemal wykończony. Usiedliśmy na ziemi. Uważnie przyglądałem się wszystkiemu.
- Gdzie może być wyjście? - zapytałem.
- Nie wiem - odpowiedziała wadera.
Po chwili Loone posmutniała.
- Wszystko w porządku? - spytałem się spoglądając na wilczycę.
- Boję się, że nie wyjdziemy stąd.
- Na pewno uda nam się.
Wtem zauważyłem niewielkie przejście. Wstałem i podszedłem do niego. Loone zrobiła to samo. Przecisnęliśmy się przez dziurę. Po drugiej stronie było następne przejście, z którego wydobywało się światło.
- Wyjście? - zapytała wadera.
- Zaraz się przekonamy - odparłem.
Pobiegliśmy w stronę światła. Nagle zaczęliśmy spadać. Po chwili wpadliśmy do wody. Wynurzyliśmy się z niej i popłynęliśmy w stronę lądu. Niestety nadal byliśmy w tym przeklętym labiryncie. Po dotarciu na brzeg padłem na ziemię.
- Orion, wszystko w porządku? - zapytała Loone podchodząc do mnie.
- Tak - odparłem próbując wstać.
Wtem w oddali dostrzegłem znajome tereny.
- Wataha! - zawołałem.

<Loone?>

piątek, 11 grudnia 2015

OD Lukas'a CD Electro

Spojrzałem na nią z dołu jak na wariatkę.
-Jakbyś nie zauważyła ja nie mam skrzydeł.- prychnąłem i przygotowałem się do skoku na jedną ze skał. Przez chwilę zdawało mi się, że odsunęła się trochę, ale ostatecznie udało mi się wylądować. Odszukałem wzrokiem Electro która niczym szczeniak skakała po lewitujących półkach, a uśmiech nie schodził jej z pyska.
-Nie za dobrze się bawisz?- krzyknąłem i szybko ją dogoniłem.
-A ty chyba wcale.- odparła. Nagle wszystkie skały zaczęły się trząść. Musiałem wbić w podłoże pazury żeby nie spaść.
-Znowu?!- zawołałem- Czy nie możemy przejść nawet kilometra bez jakiś niebezpiecznych przygód?- wadera jednak mnie nie słuchała tylko wolno posuwała się ku drugiemu brzegowi wąwozu. Prychnąłem i ruszyłem za nią. Skały ruszyły się coraz gwałtowniej i z trudem się na nich utrzymywaliśmy.

<Electro?> Brak weny, kompletny :(

OD Invicto CD Lucyfera

Podbiegłam przerażona do basiora i położyłam mu łapę na piersi. Na szczęście serce biło, co oznaczało, że żyje.
- Co mu zrobiłeś? - wyszeptałam roztrzęsiona. Basior westchnął.
- Cóż...czasem muszę wyssać komuś trochę krwi. No a on traci jakąś pozytywną emocję na trzy dni. Potem ją odzyskuje. - taaa...przynajmniej szczery jest.
Przestraszona odgarnęłam Timisa łapą jak najdalej i skuliłam się ze strachu. Bałam się go. Mi też może zrobić to samo, a wtedy nie będę mogła pomóc jemu. Wilk spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Tobie nic nie zrobię. Tylko raz w miesiącu muszę to robić. - oznajmił. I tak byłam zaniepokojona. Następnym razem może paść na mnie.
- Jak się nazywasz? - spytałam trochę pewniej.
- Lucyfer. - przedstawił się.
- Kiedy on się obudzi?! - zawołałam, patrząc z przerażeniem, jak Timisowi ciurkiem leci krew z karku.
- Za niedługo. - zapewnił Lucyfer patrząc na mnie z rozbawieniem.
- Jesteś idiotą. - warknęłam i odsunęłam Tiramisu jeszcze bardziej na bok. Zaczęłam opatrywać mu ranę .

<Lucyfer?> XDD

OD Invicto CD Sky

Rozglądałam się uważnie dookoła, próbując znaleźć jakiekolwiek ślady lub dowody, że Mizu tu była. To było naprawdę niepokojące. Najpierw napada na nas wojsko i muszę zatrzymywać czas, choć tego nie lubię, a teraz, kiedy najbardziej potrzebujemy Alfy, Mizu i Parys wyparowali. Martwiłam się o nich. Obcy żołnierze i ich zniknięcie mogło mieć ze sobą coś wspólnego. Obejrzałam się za siebie. Za mną dreptała Sky z miną mówiącą coś w stylu "Spoko, wszystko jasne, wszystko rozumiem, ok....". Wadera zirytowała mnie, ale teraz siedziała cicho. Jej szczęście.
- Gdzie widziałaś ich ostatnio? - zapytałam Sky. Zmarszczyła czoło.
- Jakich "ich"? Przecież szukamy Mizu... - mruknęła niepewnie. Przewróciłam oczami.
- Jest przecież jeszcze Parys. - burknęłam. - Dobra, nieważne. Widziałaś gdzieś kogoś z nich?
Wilczyca pokręciła głową.
- Nie. I w sumie...nie mam pojęcia, gdzie mogą być. - wymamrotała cicho. Znów zapadła głucha cisza i słychać było tylko nasze kroki. Nagle, przy wejściu do lasu zauważyłam kilka śladów. Jednak nie były to zwyczajne wilcze ślady. Widać było tam co prawda odciski łap, ale za nimi był odcisk, jakby ciągnięto kogoś po ziemi. Zaniepokojona poszłam w tamtą stronę.

<Sky?> Cóż, Wena wyjechała :/

OD Nerin CD Sky

Kiedy pies (lub coś co w nim siedziało) skoczyło na Sky, po prostu zamarłam. Sky zemdlała i zrozumiałam, że nie mogę tak bezczynnie stać, muszę jej pomóc. Pomyślałam, że skoro to jakiś demon to pewnie nie lubi słońca. Pies i siedzący w nim demon skoczyli na mnie. Zrobiłam zwinny unik więc pies upadł na pyszczek. Zaśmiałam się i to był chyba mój błąd. Pies wstał i otrzepał się. Po czym znowu rzucił się w moją stronę. Szybko zareagowałam i oślepiłam go promieniami słonecznymi. Odrzuciło go w drugą stronę i pies upadł na ziemię. Wokół niego latała jeszcze przez chwilę czarna chmura, ale po chwili rozpłynęła się. Po tym zdarzeniu podbiegłam szybko do Sky i usiadłam obok niej. Wadera obudziła się i zapytała co się działo. Opowiedziałam jej o wszystkim. Po moim monologu podeszłyśmy do leżącego na ziemi psa.

<Sky?>

OD Sky CD Nerin

- Cześć - powiedziała Nerin do nieznanego wilka. Mimo że zachowywałyśmy się bardzo ostrożnie i spokojnie, to istota z każdą sekundą zaczęła się wycofywać. Kiedy podeszłam do niej (lub do niego) to zaczęła cicho skomleć. Nie wiedziałam jak ją uspokoić.
- Jak się tu znalazłeś? - zapytałam. Pies (bo jak wilk za bardzo nie wyglądał) nie odpowiedział mi. Zaczął się na nas gapić tak jakby chciał porozumieć się telepatycznie. Ale było to zwyczajne gapienie się. Odeszłyśmy na bok i Nerin szepnęła do mnie:
- Mam złe przeczucia... .
- Przecież ten kundelek się nas boi - zapewniłam koleżankę.
- No wiem... . Ale on ma w sobie coś upiornego.
Odwróciłyśmy wzrok na psa. Nie odrywał od nas wzroku, nawet nie mrugnął.
- Nie ma powiek - powiedziała naprawdę cicho Nerin szturchając mnie.
- To może jakaś odmiana - syknęłam, ale powoli zaczęłam się denerwować. Tajemnicza postać już się nie cofała tylko przyglądała się nam z nutką strachu, ciekawości i zdenerwowania
Nie wiedziałam, co zrobić. Nerin czarno widziała towarzystwo dziwnego zwierzęcia, ale może się po prostu zgubił? Wystąpiłam na przód.
- Zgubiłeś się? - powiedziałam pogodnie a pies odwrócił na chwilę wzrok. Zauważyłam że ma czerwone oczy. Za dużo czytania po ciemku.
- Przecież to wy się zgubiłyście - mruknęło nagle zwierze.
- Jak masz na imię?
Piesek nic nie odpowiedział. Tym razem naprawdę się zestresował i zawrócił w stronę lasu.
- Poczekaj, proszę! - zawołała Nerin i razem ze mną pobiegłyśmy za psem.
Doprowadził on nas na małą polanę, którą dobrze znałam. Wyprzedziłam Nerin i podbiegłam do kulącego się na ziemi psa. Wycofałam się do tyłu.
Nagle z trawy wyłoniło się (lol?) jakieś straszydło wilkopodobne. Podskoczyło do tego psa i ugryzło go w szyję. Czułam jak aura zwierzęcia słabnie.Musiałam coś z tym zrobić. Kiedy potwór puścił wbiegłam na niego i uderzyłam go z barka. Monstrum rozpłynęło się w powietrzu. Było niematerialne?
Kiedy przekonałam się że jest bezpiecznie podeszłam do Nerin która siedziała obok ugryzionego psa.
- Co teraz? - zapytałam.
- Nie powinnyśmy go tak zostawić na pastwę losu - mruknęła Nerin.
- Ale on się nas boi - przytaknęłam - A to co to było za coś?
Nie zwróciłam uwagi na to, że pies się ocknął. Dopiero się skapnęłam kiedy skoczył na mnie i mnie ugryzł w szyję. Zemdlałam

<Nerin?> Bw

OD Nerin CD Sky

Wychyliłam się zza wadery, a ona odwróciła głowę. Za nami stała jakaś dziwna istota przypominała w sumie nas trochę, ale nie miała w sobie nic szczególnego ani magicznego. Po prostu zwykła biało-czarna sierść, długi ogon i uszy. Nic specjalnego. Stała jak wryta w ziemie, a my patrzyłyśmy się na nią. To stworzenie we wzroku miało strach, niepewność i zdziwienie. Wraz z Sky wymieniłyśmy między sobą porozumiewawcze spojrzenia, po czym obie podeszłyśmy do tego stworzenia. Lecz za każdym naszym krokiem ono się cofało. Zaczęłam do niej przemawiać delikatnym spokojnym i opanowanym głosem, lecz to nic nie dawało.

<Sky?>

Od Tiramisu CD Invicto

- Tak ? W takim razie do widzenia .
Powiedziałem gniewnie i z hukiem wybiegłem w głąb korytarza . Wił się przez długi czas , dopóki nie doszedłem do maluteńkiego pokoiczku na samym końcu . W nim znajdowały się drzwi . Z wstydem w oczach spojrzałem poraz kolejny na korytarz - Przecież w którymś z pokoi została moja dawna Inka .. - wyszeptałem z bólem , a po policzku spłynęły łezki .
Zacisnąłem zęby . Nie jestem lalką w jej łapach . Jeżeli chce mieć kogoś do takiego traktowania , to niech sobie kogoś wynajmie . Ale ja napewno nie będę tym kimś . Zdecydowanie wyszedłem trzaskając zarazem masywnymi drzwiami . Delikatnie położyłem łapę na ziemi, i odskoczyłem . Śnieg ?! Tylko tego brakowało! Zimno jest okropne , ale jeszcze gorsze były chłodne atmosfery między mną a Inv .
Musiałem podjąć ostateczną decyzję .
Uciec czy walczyć pomimo ran ?
Nagle zza jakiegoś okna wychyliła się postać ..

< Invicto ? > Kto to będzie ?

czwartek, 10 grudnia 2015

OD Lucyfera CD Tiramisu i Invicto

- Schlebiasz mi. - Odrzekłem sucho, po czym uśmiechnąłem się srkastycznie. W basiorze dziwiła mnie tylko jedna rzecz. Skoro jestem odporny na wszelką magię, czemu magia powietrza Tiramisu na mnie działała? Tego nie wiem. Zacząłem wpatrywać się w leżącego przede mną martwego zająca. Nie najadł bym się tym. Pchnąłem go łapą, po czym wstałem i sprężystym krokiem ruszyłem przed siebie.
- Gdzie idzesz? - Zapytał z wyraźnym triumfem w głosie.
- Idę upolować coś, czym da się najeść, poza tym nie jadam mięsa. - Opdarłem bez wyrazu. Nie minęły dwie minuty, a już namierzyłem cel. Niestety, zaraz po tym, jak wgryzłem się w jej kark, zrzuciła mnie na ziemię i uciekła. Z zakrwawionym jak zawsze po jedzeniu pyskiem wróciłem tam, gdzie był Tiramisu.
- I co, upolowałeś coś? - Zaśmiał się. Był wyraźnie zadowolony z siebie.
- Tak, upolowałem. - Syknąłem. Jeden szybki ruch skrzydłami i znalazłem się obok basiora. Pchnąłem go, sprawiając, że upadł. Przytrzymałem go łapą. Próbował się wyrwać, ale byłem silniejszy. Zatopiłem w jego szyi zęby i wypiłem trochę krwi, tyle, żeby się nie być głodnym, ale na tyle mało, by basior przeżył. Kiedy skończyłem leżał nieprzytomny, a ja siedziałem i rozmyślałem. Nagle z lasu wyszła wadera. Napierw wyglądała na zadowoloną, ale kiedy zobaczyła leżącego bezwładnie basiora, wydała z siebie zduszony okszyk.
- Timis! - Popatrzyła się na mnie. Była bardzo zdenerwowana. - Co mu zrobiłeś?!
Uśmiechnąłem się i wstałem.
- Czy to, że znajduję się w pobliżu znaczy, że to ja mu coś zrobiłem? - Wpatrywała się we mnie. - Jak panienka ma na imię?
- Invicto. - Mruknęła. - To ty go skrzywdziłeś!
- Można tak powiedzieć. - Odpowiedziałem lekko znudzony konwersacją.

<Invicto? Jak się Tiramisu obudzi, to znów będzie ze mną pisał, a może się obudzić już w twoim opowiadaniu.>

OD Invicto CD Tiramisu

Spojrzałam na niego znudzona. Czego on ode mnie chce? A poza tym...Po co marnuję za przeproszeniem na tego upierdliwca czas?! Jeju...Dobra, jeszcze chwilę wytrzymam. Ale tylko chwilkę. Tylko jedną.
- Słuchaj...ładne te błyskotki, ale przestań udawać, że mnie znasz. Bo to nie prawda. - dwa ostatnie słowa wypowiedziałam z ogromnym akcentem. Basior spojrzał na mnie z dziwnym błyskiem w oku. Było w tym coś...co kazało mi się zastanowić. To mnie jakby...do tego zmuszało. To było naprawdę dziwne uczucie. Jednak otrząsnęłam się z tego czegoś i znów spojrzałam na niego twardo.
- Invicto, zastanów się. Naprawdę mnie nie pamiętasz? Into, nie rób mi tego... - powiedział cicho. Zawarczałam.
- Ty jesteś stuknięty! - stwierdziłam. - Od zawsze znam Blacky'ego i od dawna z nim jestem! A CIEBIE nigdy nie było w moim życiu! - krzyknęłam zirytowana. Chwilę staliśmy w ciszy, po czym basior zadał mi pytanie, które zupełnie wytrąciło mnie z równowagi.

<Tiramisu?> Ratuj, bo BW >:c

OD Sky CD Lucyfera

Nastała cisza. Lucyfer usiadł na brzegu jeziorka. Ja zrobiłam to samo.
- A co Ty lubisz robić? - zapytał basior.
- Zależy od pogody, nastroju, miejsca bądź sytuacji - zaczęłam wyliczać - Ale chyba najbardziej lubię pływać i zwiedzać nowe tereny.
Basior zaczął się wpatrywać w taflę jeziora. Nagle zanurzył dynamicznie rękę w wodzie i wyłowił piękną czerwoną rybkę.
- Chyba nie zamierzasz jej jeść? - szepnęłam.
- Czemu nie?
- Ona jest za śliczna... . - parsknęłam ale było już za późno bo Lucyfer odgryzł rybie znaczną część ciała - Czemu ją zjadłeś?
- Jeszcze nie całą - zaśmiał się wilk.
- Ale śmieszne... nawet się nie podzieliłeś. Skoro jesteś taki głodny to może coś upolujemy?

<Lucyfer?>

OD Sky CD Nerin

Po długim tarzaniu się po piasku Nerin ochlapała mnie pianą. Piana wpadła mi przypadkiem do ust i zaczęłam się krztusić solą morską. Nie wiem co tak rozbawiło białą waderę.
- W tym nie ma nic do śmiechu! - powiedziałam i kichnęłam głośno, ale to ją jeszcze bardziej roześmiało. Dosłownie tarzała się ze śmiechu. Zirytowana podeszłam do brzegu morza i z całej siły chlapnęłam w Nerin wodą, a ona otrzepując się skoczyła na mnie i znowu zaczęłyśmy się pluskać. Jak szczeniaki.
I całkiem przypadkiem podczas zabawy Nerin udrapnęła mnie w oko. W sumie z okiem nic się nie stało.
- Sorry - mruknęła wadera.
- Nic mi nie jest - bąknęłam i sięgnęłam językiem oka - Się wyliże.
To powiedziawszy usiadłyśmy w wodzie sięgającej nam do kolan i zauważyłam że Słońce zaczęło zachodzić. Zanim się ściemniło gadałyśmy jeszcze o różnych rzeczach. Myśle że Nerin jest bardzo spoko.
W pewnej chwili usłyszałyśmy za sobą głośny plusk.

<Nerin?>

OD Barfi CD Tiramisu

Nadal siedziałam na ziemi i wsłuchiwałam się w jego piosenkę. Podobała
mi się... Wzleciałam w powietrze i usiadłam obok basiora. Gdy powtarzał refren przyłączyłam się do niego. Nasze głosy bardzo ładnie ze sobą współgrały. Kiedy piosenka się skończyła nastała cisza. Popatrzyłam się na basiora, a on natomiast patrzył się w dół.
- Ładnie śpiewasz... - powiedziałam cicho, ale jednak tak, aby usłyszał.
- Dzięki- wyszeptał Tiramisu, ale on jednak był dość zakłopotany.
Przez to wszystko nastała niezręczna cisza.

<Tiramisu?> Brak weny.

OD Nerin CD Sky

Odbijałyśmy piłką przez dłuższy czasz. Kiedy piłka wyleciała na środek jeziora spojrzałyśmy na siebie i ustawiłyśmy się jak do wyścigu. Sky krzyknęła
- 3,2,1 START!
I obie wystrzeliłyśmy jak petardy Jednak ona okazała się szybsza. Naskoczyłam na piłkę i z niej spadłam. Sky jakby mogła to tarzała by się ze śmiechu.
- Tak ci śmieszno?- Wyszeptałam i rzuciłam w nią piłkę. Piłka odbiła się od jej głowy a Sky popatrzyła się na mnie. Po czym zaczęła mnie gonić... Wyszłam na brzeg i zaczęłam tarzać się w piasku, po chwili Sky dołączyła do mnie i obie tarzałyśmy się w piasku...

<Sky?> Sorki, że tak długo czekałaś...

OD Nerin CD Tiramisu

-Dobra- mrukną Tiramisu. Szliśmy obok siebie w milczeniu( znowu). Nie lubię takiej przesadnej ciszy... postanowiłam trochę urozmaicić ten spacer i zmieniłam się w małego białego kotka.
Po czym zaczęłam się łasić do basiora. Ten popatrzył na mnie i również zmienił się w kota tyle, że czarnego... Bawiliśmy się jako koty. Biegaliśmy i hasaliśmy razem a Tiramisu nagle krzyknął
-Berek!
Po czym zaczął uciekać, a ja zaczęłam go gonić.
~Po długiej gonitwie~
Tiramisu nagle się zatrzymał a ja niezdarnie w niego wleciałam... Gdy się pozbieraliśmy rozejrzałam się do okoła
-Wiesz co... nie jesteśmy w naszej watasze, na pewno nie jesteśmy w naszej watasze!
Ja i on siedzieliśmy w samym środku wielkiego miasta.... Byliśmy daleko od watahy. Obok nas przechodziło pełno ludzi. Tiramisu chciał użyć mocy wiatru ale go powstrzymałam i pociągnęłam w stronę jakiegoś zaułka. Obije siedzieliśmy zrezygnowani po przeciwnych stronach. Patrzyłam na niego i stwierdziłam, że go lubię... nawet bardzo go lubię... NIE!Tak nie może być, zawsze jest inne wyjście! Trzeba wrócić do watahy.
-Tiramisu trzeba wrócić do watahy, nie wolno się poddawać!
Basior podniósł oczy i popatrzył na mnie. Uśmiechnęłam się i wskoczyłam na jakąś skrzynkę. Tiramisu popatrzył ma mnie z przerażeniem
-Co?-Zapytałam, chyba nie jestem aż taka straszna? Nagle jakiś facet zarzucił mi na głowę siatkę i wziął do samochodu...
-Tiramisu!
Krzyknęłam za kryjącym się w ciemności czarnym kotem.

<Tiramisu?>

OD Parysa CD Mizu - Wojna część II

Na wieść o tym, że będzie wojna od razu przyjąłem postawę do walki. Po wysłuchaniu tego co chciała powiedzieć nam Mizu. Od razu z Electro, Lukasem i Charlott wyruszyliśmy w stronę bramy której musieliśmy pilnować. Electro i Lukas doskonale się dogadywali, a ja natomiast z Charlott. Mało kiedy rozmawiałem z Electro czy też Lukasem, a dosłownie mówiąc to nigdy jak już to, aby coś przekazać.
- Parys czuję się trochę niezręcznie. - podeszła do mnie Charlott i powiedziała szeptem mi na ucho.
- Tak wiem o ci chodzi. - odpowiedziałem po czym uśmiechnąłem się. - Electro to co mamy zrobić? - spytałem się zagadanej waderze z basiorem. 
Ale nim wadera zdążyła odpowiedzieć, ktoś zaczął się zbliżać w naszą stronę. 
- Electro ktoś się zbliża w naszą stronę. - oznajmiłem wilczycy.

<Electro?> 

OD Lucyfera CD Sky

Zerknąłem na waderę. Grzywka lekko opadała jej na oczy.
- Lucyfer. - Mruknąłem. Sky także się na mnie popatrzyła. Usiadła i zaczęła wpatrywać się w deszczowe chmury. Wyglądała na znudzoną. Chmury przelciały kawałek dalej i promieniom słonecznym udało się przedrzeć przez szarą ścianę. Coś błysnęło tak mocno, że na chwilę mnie oślepiło. Zwróciłem wzrok w stronę wadery. Na jej szyi zwisał naszyjnik. - Do czego służy?
Popatrzyła się na mnie, jakby zastanawiając się o czym mówię, lecz po chwili odparła:
- To Amulet Deszczu. - Kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem. - Nudno tu, nie sądzisz?
- Nie. - Powiedziałem. - Deszcz jest ciekawy, ale skoro ciebie nudzi...
- To nie tak! - Wadera zaczęła szybko się tłumaczyć. - Ja bardzo lubię deszcz, ale w jesień jest go tak dużo, że mam go już dość, to tyle.
Zacząłem się nad nią zastanawiać. Wadera wydawała mi się bardzo specyficzna, choć nie wiem czemu.
- Nad chmurami nie ma deszczu - Zerknąłem w górę.
- Ale ja nie latam... - Westchnęła zawiedziona. Niby ja posiadam skrzydła, ale nie będę służył jako autobus na chmury dla przypadkowych wilków.
- Chodź! - Powiedziałem dość stanowczo, po czym wolnym krokiem ruszyłem na południe. Z każdym naszym krokiem, słychać było cichy chlupot. Przez całą drogę nic nie mówiliśmy, ale dla mnie cisza jest czymś całkiem normalnym. Zaprowadziłem waderę do pewnej jaskini. Na środku znajdowało się małe jeziorko. Te kilka promieni, które się wyrwały, świeciły wprost na wodę, tworząc na niej wzory. W środku było dość ciepło. Zerknąłem na waderę. Uśmiechała się.
- Ale tu fajnie... - Zaczęła z entuzjazmem. - A tak w ogóle, co lubisz robić?
- Wiele rzeczy. - Odpowiedziałem zwięźle, jak to zwykle robię.

<Sky?>

środa, 9 grudnia 2015

OD Lucyfera CD Crystal

- A znasz jakieś ciekawe miejsce? - Rzuciłem na wpół zajęty rozmową, na wpół oglądaniem otoczenia.
- Nie, ale może ty coś znajdziesz? - Zapytała, ale ja spojrzałem się na nią zaskoczony.
- Zapraszasz mnie na spacer, ale nie wiesz gdzie? - Po chwili wrócił mi normalny wyraz pyska. Powoli kiwnęła głową. - A a propos pytania, tak znam kilka ciekawych miejsc.
Zerknęła na mnie z iskierką zaciekawienia w oczach.
- Zaprowadzisz mnie? - Zadając to pytanie lekko się zawahała.
- Jeżeli ładnie poprosisz... - Uśmiechnąłem się ironicznie, po czym leniwie wstałem. - Chodź za mną.
Wadera posłusznie ruszyła. Przyglądała mi się, przy czym wyglądała wręcz komicznie. Na jej pysku widniało skupienie, zupełnie jakby chciała mnie rozgryźć. Uśmiechnąłem się pod nosem. Szybko zreknąłem do jej myśli. Oczywiście zastanawiała się, czemu nie może przeczytać moich myśli. Wyszliśmy poza tereny watahy i zaprowadziłem Crystal do dużego, pięknego jeziora, w którym woda była całkiem przeźroczysta.
- Wow... - Szepnęła wadera. Wokół nas roztaczał się iglasty las, którego piękny zapach docierał aż do nas. Za to po drugiej stronie jeziora znajdowały się góry, których ledwo widoczne szczyty pokrywała warstwa śniegu. - Całkiem tu ładnie.
- Przecież lubisz wodę. - Mruknąłem. Crystal popatrzyła się na mnie lekko zdziwiona.
- Skąd wiesz?
- Znam się na wilkach... - Uśmiechnąłem się w swój specyficzny sposób. Jeszcze chwilę patrzyła się na mnie jak na zagadkę, ale po chwili po prostu skoczyła do wody. Usiadłem na przeciwko jeziora i zacząłem wpatrywać się w góry. Miałem wrażenie, że coś się znajduje na jednej z nich i na dodatek robi to samo co ja - wpatruje się w nieznaną żywą istotę.
- Nie kąpiesz się? - Zapytała obojętnie. Spojrzałem się na nią.
- Nie wiem. - Odrzekłem lakonicznie, lekko poirytowany i znów zwróciłem się w stronę gór. Tego ,,czegoś'' tam nie było. - Cholera jasna... - Zakląłem cicho. Zacząłem grzebać łapą w ziemi, jak koń, który szykuje się do szarży.
- Coś się stało? - Zapytała trochę zaniepokojona moim specyficznym, nawet jak na mnie, zachowaniem.
- Nic. - Odrzekłem szybko, po czym wszedłem do wody. Jak to zwykle robię, na środku jeziora zanurkowałem i usiadłem na dnie. Wadera zrobiła to samo. Mimo tego, że jest ode mnie słabsza, bardzo dobrze radziła sobie w wodzie, jak i pod jej taflą. Zamknąłęm oczy i zacząłem myśleć, czym mogło być to ,,coś''. Crystal jak poparzona odbiła się od dna i wyszła na brzeg. Zrobiłem to samo. Wadera stała, rozmawiając z jednorożcem.
- To Avril, mój towarzysz. Zaniepokoiła się, że jestem poza watahą wraz z nieznanym jej wilkiem... - Otworzyłem szeroko oczy. Jednorożec zaniepokoił się o wilka... To dziwne, ale jak widać zdarza się.

<Crystal?>

OD Sky CD Invicto

- Ty się teleportujesz? - zapytałam zaskoczona wadery o imieniu Invicto.
- Ciężko to wyjaśnić, tak jakby mogę zatrzymać czas - westchnęła.
- Super!
Po chwili wzniosłyśmy się ponad chmury. O kurcze, nie ufam Invicto. Jeśli mnie teraz puści... . Lepiej żeby nikt nie wiedział jak bardzo boje się ciemności.
- Gdzie lecimy? - zapytałam starając się niczego po sobie nie poznać.
- Jak najdalej.
- Weź nie przesadzaj
Wadera zniżyła lot. Zaczęłyśmy wypatrywać jaskini alf. Ale aby te jaskinie znaleźć musiałyśmy się jeszcze zniżyć. Nienawidzę tak fruwać. Na smoku Shadow'a było fajnie, ale takie latanie to co innego. Wiem że Invicto nie wyglądała podejrzanie ale ja przecież też swoje ważę.
Nagle tak jakby wpadłyśmy na drzewo. Naprawdę! Gałąź prawie wybiła mi gałkę oczną, ale z boku to musiało wyglądać komicznie. Spadłyśmy na ziemię, tuż obok jaskini alf. Przypadek? Nie sądzę... .
Podniosłam się pierwsza i nie patrząc na Into pobiegłam do jaskini. Mizu nigdzie nie było. Nikogo nie było.
Wybiegając wpadłam na towarzyszącą mi waderę.
- Jest?
- Nie ma jej - szepnęłam. Nie wiedziałam kompletnie co mam teraz robić. Zaczęłam biegać dookoła Invicto. To ją chyba zirytowało.
- Przestań tak biegać musimy ją znaleźć! - warknęła ruszając ścieżką. Pobiegłam za nią.

<Invicto?>

OD Sky CD Tiramisu

Wbiłam swoje zdenerwowane spojrzenie prosto w Tiramisu. Ten popatrzył na mnie pytająco.
- Nie wiem co powiedzieć - palnęłam w końcu - Przepraszam za moje czepialskie czepialstwo. Zależy ci na naszej znajomości?
Basior wydał się lekko speszony:
- No... , w sumie tak - mruknął
Odetchnęłam z ulgą, zdobywając się na lekki uśmiech.
- Wiedziałam! - zawołałam po chwili z triumfem.
- Co się stało z twoim amuletem? - powiedział basior zmieniając temat rozmowy.
- Wyciekł prawie cały śluz - prychnęłam i dodałam - Nie będę zbytnio tęsknić. Wreszcie przestanie padać... .
- Może jakoś go naprawisz
- Nom... .
Nastała chwilowa cisza. Wpatrywałam się zaniepokojona w słońce. A co jeśli będzie na odwrót? Jeśli zniszczenie przeze mnie mojego amuletu stworzy tornado? Oby nie.
- Lubisz mnie? - zapytałam nagle Tiramisu.

<Tiramisu?>

Od Tiramisu CD Lucyfera

- Mnie też to bawi - odezwałem się ironicznie , ale jednak było w tym trochę racji . Basiora siedzącego obok było stać tylko na uśmiech . Ale lepsze to od grymasów - pomyślałem i odwzajemniłem spojrzenie . Ten odwrócił głowę lekko w bok i zaczął chichotać :
- Nie rozmumiesz ironi .
- W twoim charakterze jest jej aż nadto - odparłem nieco śmielej .
Lucyfer ciężko przewrócił oczami .
Po jego głowie chodziły równie interesujące myśli jak on sam . Stanąłem i rozglądnąłem się . Ni z tąd ni z owąd wyskoczył na niego inny wilk . Wilk przeprosił go za zachowanie i chciał odbiec dalej ale Lucyfera chyba wprawiło w lepszy nastrój to że mógł go z lekka opie**zyć . Stanąłem obok niego z lekkim uśmieszkiem . Może wreszcie zaczynam go rozumieć ?
- Chcesz coś zjeść ? - zapytałem z iskierką przyjacielskiej życzliwości .
- Może i chcę - rzekł chłodno .
- Zapoluję .. - zaproponowałem , ale z mniejszym entuzjazem udałem się w las . Upolować nie było trudno . Moją zdobyczą były dwa zające . Kiedy przyniosłem je w miejsce pobytu basiora ten popatrzył na mnie z góry.
- Umiesz ty chociaż polować ?
- Nie , ale chętnie bym się nauczył od mistrza - powiedziałem z sarkazmem .


< Lucyfer ? >

Od Tiramisu CD Sky

- Ty to masz parcie na szkło ! Wiesz że ktoś Cię nie chcę , ta osoba jawnie Cię odtrąca .. ale , nie ! Ty musisz . Ty musisz się do niej przyczepić ! - powiedziałem . Czułem narastającą radość ze wzglęgu na uszczypliwość  której było w mojej wypowiedzi dużo.
- Tiramisu .. przestań . Ja nie wiem o co Ci chodzi - powiedziała spokojnym i stanowczym tonem .
-  A ja wiem .. - burknąłem z jeszcze większym triumfem .
- To podziel się tą informacją .. Ja z chcęcią posłucham - odpowiedziała nieco wzburzona .
- A jednak .. to nie leży w mojej naturze aby być wylewnym . Żegnaj Sky ! - powiedziałem podchodząc do lasu na granicy sfory .
- Co ty zamierzasz zrobić ? Tiramisu, czy ty chcesz uciec ?! - zawołała donośnie i głośno . Wariatka ! Chciałem po prostu pójść na inne tereny .. wyładować emocje, pozwiedzać , ale to ?!
- A nawet jeżeli to ty mnie nie powstrzymasz ! - odrzekłem sarkastycznie . Nie miałem zamiaru uciekać , ale Sky najwidoczniej myślała nieco inaczej . Postanowiłem dać jej nauczkę .. Jeżeli pójdzie za mną , to pójde w najbardziej niebezpieczne miejsce . Jeżeli nie , to pewnie ochłonę i prędzej czy później się pogodzimy . W jej głowie rodziły się dziwne pomysły . Przewróciłem więc oczami i ruszyłem w las .
- A idź sobie ! Nie potrzebuje Cię ! - zawyła z natastającym żalem .
Uśmiechnąłem się lekko . Ty to jednak masz w sobie resztkę mózgu ..
Wyruszyłem w podróż którą zakończyłem w zwykłym brzozowym lasku . Pnie tych drzewek dawały straszny konyrast na tle całej reszty lasu . To wyglądało mi na jedno z tych " magicznych miejsc " . Zamknąłem oczy i zdrzemnąłem się .
***
Obudziły mnie nocne pohukiwania sów. Zerwałem się i pobiegłem w stronę watachy . Biegnąc potrącałem niezliczone ilości mniejszych roślin . Wreszcie docierając do domu , położyłem się na legowisku w kącie i ponownie udałem się spać . Tym razem do rana .
***
Pobiegłem do jaskini Sky z małym bukiecikiem stokrotek. Kiedy wadera wyszła odezwałem się:
- Ładne nieprawdasz ? Tak po przyjacielsku, no wiesz . Chcesz się pogodzić, koleżanko ?


< Sky ? > Mam ostatnio dużo zadania, dużo kartkówek i sprawdzianów więc wybacz opóźnienia.

Od Tiramisu CD Invicto

- Dobra .. - burknąłem z lekką urazą . Przy jednej z łapie miałem kawałek bandaża .
Rozwijając go , na ziemię spadła bransoletka " U & Me " . Taką samą dałem Inv - pomyślałem spoglądając na jej łapę - Ona ciągle tam jest ...
- Oddawaj ! - warknąłem zrywając ozdóbke z jej łapy - Zasługuje na nią tylko moja Invicto . A my nie jesteśmy już razem . Odwróciłem się a wadera naskoczyła na mnie wyrywając mi ją z pyska .
- Dostałam ją od kogoś wyjątkowego . Tym kimś na pewno nie byłeś ty ! Ta osoba musiała pewnie dbać o siebie i nie chodzić z takim ogonem .. Tym kimś jest oczywiście mój Blacky ... I nigdy nie byliśmy razem ty brzydki osobniku .. skończ mówić że coś nas łączyło bo tak nie jest .. Chyba wiesz że nie ładnie jest kłamać ! Taki duży chłopak jak ty powinien to wiedzieć ... - rzekła .
Odwróciłem się i zawinąłem ogon .
- Lepiej ? - rzuciłem z goryczą .
Wadera podeszła , zabrała bransoletkę i usiadła naprzeciw mnie obok Blacky'ego .
Rzuciłem w jej stronę moją kopię .
- Widzisz ? Jesteśmy razem ! Ty nie kochasz tego typa .. kochasz mnie ! Tiramisu !
Invicto spojrzała z zaciekawieniem na obie błyskotki. Spojrzałem w jej oczy:
- Naprawdę nie pamiętasz ?

< Invicto ? > Era zadań domowych mnie zabiera ;c Inv , ratuj xD

wtorek, 8 grudnia 2015

OD Mizu CD Oriona

Informacje których dowiedział się Orion o potworze były bardzo pożyteczne. Orion kontynuował swoją rozmowę z Algiusen, jednak po chwili wilk podszedł do mnie i spytał się dlaczego on to robi.
- Porozmawiaj z nim jeszcze przez chwilę. Za jakiś czas powinnam odzyskać swoją moc po czym odeślę go tam gdzie powinien być. - uśmiechnęłam się do wilka, a on zaczął dalej rozmowę pomiędzy Algiusem. Ja jeszcze musiałam chwilę poczekać, ale gdy światło księżyca dotarło do mnie. Od razu odzyskałam swoją moc. Podeszłam do Oriona, który stał na przeciwko Algiusa, uśmiechnęłam się.
- Algius czy nie chciałbyś wrócić z stamtąd skąd pochodzisz? - spytałam
- Chciałbym, ale to raczej nie możliwe...
- Wszystko jest możliwe o ile w to wierzysz. - uśmiechnęłam się, a Algius był szczęśliwy. Wypowiedziałam jedno z zaklęć i Algius wrócił tam gdzie powinna być dusz i do podobnego świata w którym kiedyś żył jednak w niebiosach. Spojrzałam się na wilka, a on patrzał się w niebo.
- Na co tak patrzysz? - spytałam się

<Orion?>

OD Invicto CD Sky

Podeszła do mnie jakaś wadera. Nie wydawała się podejrzana, ale wiadomo - ja, jak to ja, zawsze jestem nieufna.
Sky nagle podniosła głowę i spojrzała gdzieś za horyzont. Kątem oka zauważyłam, że marszczy czoło. Niechętnie również podniosłam łeb. To, co zauważyłam, było naprawdę straszne.
- Wilki - szepnęłam. - To...wilki. Z Podupadłej Krainy. To nasi wrogowie! - pisnęłam. Czułam, jak zaczynam się trząść. Sky patrzyła na mnie z przestrachem. Krzyki wojska i tupot łap były coraz bliżej. Czułam, jak wzbiera we mnie wściekłość. W pewnym momencie krzyknęłam:
- PADNIJ!
Wadera instynktownie położyła się na ziemi, ale ja tego nie zrobiłam. Z dzikim rykiem rzuciłam się na obcych żołnierzy. W oczach zapalił mi się dziki ogień. Zawsze tak mam, jak rzucam się do walki...
Jednemu skoczyłam do gardła; padł od razu. Innemu specjalną techniką powykręcałam łapy. Jeszcze innego ogłuszyłam, rzucając go w drzewo. Tym sposobem załatwiłam ok. 30 przeciwników. Jednak ich było o wiele więcej. Okrążyli mnie i zaczęli przytykać do mnie swoje dzidy i inne bronie. Wtedy musiałam zaufać moim mocom. Zatrzymałam czas i wzniosłam się w powietrze. Jak najszybciej doleciałam do Sky, która zamarła z wyrazem przerażenia na twarzy. Znów "włączyłam" czas i podbiegłam do niej.
- Jak ty...przecież...przed chwilą byłaś tam! - wyjąkała wadera. Najwyraźniej już nie wiedziała co się dzieje.
- Potem ci wyjaśnię! - krzyknęłam i bez namysłu chwyciłam ją w pół. Wzniosłam się jak najwyżej i zaczęłam odlatywać. Jak najdalej od tamtego miejsca. Jak najdalej od wroga.

<Sky?> Hyh XD

OD Sky DO Invicto

Wyszłam jak zwykle po południu z jaskini. Było bardzo słonecznie, aż mnie grzało, więc pobiegłam pod cień pobliskiego drzewa. Tam zauważyłam jakąś waderę.
- Cześć - powiedziałam na powitanie.
Wadera odwróciła się nieufnie. Po chwili zapytała:
- Czy my się znamy?
- Nie wiem, jestem Sky - przedstawiłam się. Nieznana wadera popatrzyła na mnie lekko skrzywiona.
- Invicto - szepnęła i odwróciła głowę w innym kierunku. Usiadłam obok niej i popatrzyłam w dal. Na horyzoncie coś się pojawiło... .

<Invicto?> To co się pojawi zależy od wyłącznie Ciebie ;3

poniedziałek, 7 grudnia 2015

OD Sirius'a CD Ifus

Wojna? Mogła by mi to powiedzieć, jak dołączałem do watahy. Kurde. Znalazłem sobie watahę, która jest w czasie wojennym. Ja to mam szczęście.
Zaczęliśmy wracać z plaży, która pomimo stanu wojennego wyglądała wspaniale. Aż szkoda, że ten teren może zostać zniszczony. Dopiero co tam byłem.
- Masz swoją jaskinię? - zapytała Ifus.
Pokręciłam przecząco głową.
- Dopiero dołączyłem i nie zdążyłem się zapoznać z tutejszymi terenami, a tym bardziej jaskiniami. - wytłumaczyłem.
- Możesz iść na razie do mnie. A alfa mówiła ci coś na temat wojny?
Znowu pokręciłem przecząco głową, a Ifus przytaknęła, jakby ona też mało znała informacji na ten temat.
Gdy doszliśmy do jaskini, stwierdziłem, że jak na grotę jest dosyć urządzona. Tym bardziej, że nie było w niej kurzu. Usiadłem opierając się o jedną skałę.
- To jak? Co lubisz? - zagadnąłem kontynuując poprzedni temat.

<Ifus?>

niedziela, 6 grudnia 2015

OD Kahloon CD Oriona

- To twój wybór. - Powiedział w końcu. Westchnęłam głęboko. Zrobiłam krok do przodu i stanęłam obok chłopaka.
- Idę. - Rzekłam krótko i wskoczyłam do portalu. Przez chwilę widziałam nicość, ale za chwilę ujrzałam gdzieś w oddali drzewa, a obok jeziorko. Obraz ten zbliżał się do mnie w zawrotnym tempie, a po chwili byłam jego częścią. Nie widziałam tu Oriona, ani, co gorsza, portalu... Jednak gdzieś w oddali zobaczyłam błysk. Zwróciłam się w tamtą stronę. Zerknęłam w dół. Ech... Znów wilk. Łapy, te same co przez całe życie, poniosły mnie przed siebie. Nie znałam tego miejsca, więc wnioskowałam, że nie są to tereny naszej watahy. Zwinnie omijałam drzewa, ale szybko się zmęczyłam, miałam zadyszkę. Oddychałam ciężko, ale lekko się opanowałam. Rozejrzałam się wokoło. Wszędzie drzewa i tylko drzewa. Wysokie, takie, jakich nigdy jeszcze nie widziałam. Ale jak w takiej puszczy mam znaleźć Oriona? Tego nie wiedziałam, a szkoda. Stanęłam na cztery łapy i ponownie zaczęłam dążyć w stronę, z której widziałam błysk. Zaczęło się ściemniać. Mimo późnej pory roku, zapowiadało się na gorącą i duszną noc. Mimo zmęczenia, zapewne wywołanego skokiem przez portal szłam dalej. Wydawało mi się, że las nigdy się nie skończy. Tak. Las, las, las, las, las... Kiedy Słońce poszło już spać, a na straży stanął księżyc, przestałam iść. Stanęłam i wycieńczona opadłam na ziemię. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
~*~
Kiedy się obudziłam, miałam niejasne wrażenie, że spałam naprawdę długo. Otworzyłam oczy i... I zobaczyłam zupełnie inne miejsce. Znajdowałam się w kompletnej ciemności, wokół mnie znajdowały się cztery ściany i wyjście, które prowadziło do labiryntu. Zaczęłam panikować. W pewnym momencie po prostu usiadłam i zaczęłam płakać. Długo i szczerze. Upewniłam się jeszcze raz, że nikogo w pobliżu nie ma. Nagle to dziwne miejsce zostało rozświetlone. Szybko otarłam łapą łzy i stanęłam na łapy. Błysk zniknął tak szybko, jak się pojawił. Jednak coś ze sobą przyniósł. Był to Orion. Leżał na ziemi jak martwy, jego oddech był płytki i urywany.
- Orion! - Pisnęłam przez zaciśnięte gardło. Nie zareagował. Wyglądało na to, że jeszcze dobrych kilka godzin będzie spał. Wbiegłam w labirynt. Możliwe, że znajdę tu coś, co się przyda. Niestety, wróciłam po kilku godzinach. Nie dość, że nic nie znalazłam, to na dodatek się zgubiłam i przez większość czasu po prostu szukałam wyjścia. Basior dalej spał. Usiadłam nad nim i zaczęłam się mu przyglądać. Kiedy spał wydawał się być taki bezbronny i zadowolony. Nie wiem ile czasu zajęło mi myślenie, ale ujrzałam, że Orion się na mnie patrzy. Wstał powoli i wyprostował się, ale mimo to wyglądał źle.
- Orion, wszystko w porządku? - Kiwnął głową, ale jego mina na to nie wskazywała.
- Gdzie jesteśmy? - Zapytał cicho.
- W wielkim, magicznym labiryncie... - Powiedziałam zmartwiona, ale kiedy spróbowałam użyć magii, mina mi zrzedła. - A dodatkowo nie mogę używać magii... A ty?
Spróbował się zapalić, ale bez rezultatu. Zaprzeczył głową.
- Musimy się z tąd wydostać... - Na jego pysku widać było determinację.


<Orion?>

OD Ifus CD Sirius'a

- Jestem Ifus. Nie obraź się, ale twoje imię brzmi trochę jak... Świrus. - zaśmiałam się. - Ale to tylko takie żarty.
- Tia. Wybacz, że Cię tak przestraszyłem.
Strzepałam pojedyncze źdźbła trawy z futra i zapytałam:
- Może pozwiedzamy trochę terenów? Jestem tu nowa i zupełnie się tu nie orientuję.
- W sumie, to też jestem nowy. Ale jeśli chcesz pozwiedzać, to poszukamy czegoś, co jest warte odwiedzenia.
***
- Dobra... Zupełnie nic nie rozumiem. Tu jest las, a tam plaża? Dobra, chodźmy na tą plażę chwilę odpocząć. Bolą mnie łapy.
Usiadłam na miękkim piasku i poczułam ulgę w łapach. Ale zaraz, zaraz... Ja mam przecież skrzydła! Oh, że też nie pomyślałam.
Martwą ciszę przerwał głos basiora:
- Opowiesz mi coś więcej o sobie?
- Noo... Lubię... - w tym momencie usłyszałam czyiś znajomy głos:
- Ifus? Sirius? Co wy tu robicie?! Jest wojna, a tu zaraz będzie Wataha Podupadłej Krainy! Wracajcie do jaskiń, do watahy! - zawołała Mizu.
- Dobrze, już idziemy! -odparłam.

<Sirius? O: >

Od Invicto Cd Tiramisu

Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- O co ci chodzi? Nie znam cię, brzydalu. I wiesz co...śmierdzisz czymś. Nie wiem czym, ale to okropny zapach. Zrób coś z tym. - burknęłam, nie patrząc się w jego stronę. Basior patrzył się na mnie błagalnie. O co mu chodziło?! Ja nawet nie wiem, kim on jest. I nie wiem, czego ode mnie chce.
- Inka...co ci jest? Dlaczego mnie nie poznajesz? - jęknął, ledwo utrzymując przytomność. Widziałam, jak cierpiał z powodu rozgryzionego ogona. I cieszył mnie ten widok.
- Skąd znasz moje imię? - warknęłam pochylając się nad nim. Wyglądałam, jakbym była wyższa od niego, choć było odwrotnie.
- Ja znam CIEBIE! - krzyknął wilk i zwinnym ruchem wyswobodził się z mojego uścisku. Przestał zwracać uwagę na krwawiący ogon. Wiedziałam, że zaraz się wykrwawi. Rana była poważna.
- Nie dotykaj mnie śmierdzielu! - krzyknęłam i uderzyłam go w głowę. On poleciał na drugą stronę i uderzył o nią łbem. Nie zemdlał, ale wyglądał naprawdę słabo. Przez ułamek sekundy przeleciała mi przez głowę myśl, że chyba jednak skądś go znam, ale ta myśl uciekła równie szybko, jak się pojawiła i od razu o niej zapomniałam.
- Ogarnij ten ogon. - zawarczałam. - To wygląda obrzydliwie. No, i chyba właśnie to w tobie śmierdzi. Dawno się nie myłeś chyba. Uhhh...ale cuchniesz! Jeju...gdzie ty byłeś?! W chlewie pełnym niemytych przez miesiąc świń?! Nie, czekaj...to wilki! To wilki z tej watahy...tej..jak jej tam...Watahy Księżycowego Ducha? To przeklęte miejsce. - powiedziałam grobowym głosem, napawając się widokiem cierpiącego zwierzęcia. - A skoro ono jest przeklęte...to ty też. - powiedziałam tak niskim głosem, że wilk skrzywił się i zwinął z bólu.
- Na czym to ja...aha, no tak. OGARNIJ TEN OGON!

<Tiramisu?> XDD

Od Tiramisu CD Invicto

Niestety nie zrozumiałem o co jej chodziło(XD). Nie zdążyłem także przeczytać nic w jej myślach więc usiadłem jak głupi . Patrzyłem jak wyprowadzają moją ukochaną .. Czy tylko ja czuje w tym coś dziwnego ? Jakiś basior porywa moją Inv i myśli że zostanie za to nagrodzony ? Och grubo się myli . W tej kamiennej sali był niski również kamienny sufit z żyrandolami umieszczonymi jeden przy drugim . Patrząc w górę miałeś ochotę zwymiotować bo tyle tam było tego nadźgane . Czułem że może mnie to uratować . Popatrzyłem na stojących obok strażników . Jeden był dużo wyższy odemnie w szarym "mundurze" z napisem Charlie , o blado zielonej sierści i pełnych niebieskich oczach . Wyglądał bardzo spokojnie i ze staraniem wykonywał swą pracę patrząc na mnie tymi swymi patrzałami . Drugi zaś był o głowę od niego mniejszy , w żółtym mundurku z napisem Owen, miał mocno nasycone brązowe futro i czerwone oczy . W porównaniu do Charliego był o wiele grubszy , i wyglądał na lenia - siedział wsparty jedną łapą , patrzył we wszystkie strony byle nie w moją i co chwilę ziewał. Zawiesiłem wzrok na żyrandolu wiszącym pod Owenem. Pewnym energicznym ruchem skoczyłem na niego i odbijając się od głowy basiora z impetem wyleciałem na koniec sali . Charlie ruszył za mną a Owen tylko przewrócił oczami .
Biegłem wąskim zardzewiałym korytarzykiem niczym rura . Po paru chwilach goniący mnie basior przyparł mnie do ziemi .
- Zostaw mnie ! Tam jest moja dziewczyna !! - zawołałem piskliwie.
- Ale panie - odezwał się zachrypniętym nieco tonem - Nie można przerwać cermoni zaślubin !
- Że co proszę ?! - warknąłem próbując się wyrwać .
- Skoro tak wolisz .. - powiedział i siłą nałożył mi szary, okrągły wisor .
Momentalnie usnąłem .
***
Obudziłem się w tym samym miejscu .
Zauważyłem pochylającego się nademną tego samego basiora .
- Już po wszystkim - westchnął , a z przeciwległej sali wyszła Invicto w towarzystwie jakiegoś basiora . Nie wyglądała jak dawna Invicto . Była ubrana w ciemną koronkową suknię , jej oczy zmieniły kolor na czerwony , a z ust wydobywały się kłęby zielonkawego dymu .
- Invicto ? - zawołałem troskiwie , wyrwając się z uścisków basiora popędziłem w jej stronę .
Ta odpechnęła mnie i przewróciwszy oczami powiedziała do stojącego obok basiora :
- Weź stąd tego gada , kochanie .
Ten uśmiechnął się szyderczo i wskazał na mnie Charliemu . On jak na zawołanie podbiegł , ugryzł mnie w ogon . Cicho pisknąłem . Invicto wrednie się zaśmiała .
- No chodź mazgaju - powiedział Charlie gryząc mnie w to samo miejsce .. Polała się krew a ja stanąłem jak oparzony .
- Nawet grzeczniutki jest  . Zostaw go tu - powiedziała Invicto .
- Czyżbyś odzyskiwała zmysły ? - zapytałem patrząc na ściekającą krew.

< Invicto ? > Pamiętaj nie zgadzaj się odrazu , i graj nieprzystępną !

OD Sirius'a CD Ifus

Poczułem jakąś woń. Minęło już pół roku od spalonego lasu, oraz od odłączenia mnie z bratem. Teraz znajdowałem się na terenach czyjejś watahy. Skąd to wiem? Czułem woń. I to nie byle jaką. Woń wilka, a szczegółowo, to wadery. Ruszyłem w tamtą stronę. Znajdowałem się w lesie, znowu. Szedłem przed siebie za wonią, która ciągle stawała się coraz bardziej wyraźniejsza.
Zauważyłem waderę. A może anioła. Nie wiem. Była taka śliczna. Była może trochę mniejsza ode mnie, miała malutkie skrzydełka, sierść długą i lśniącą w promieniach słońca, które dopiero teraz zauważyłem. Była biała, niczym śnieg, z dodatkiem delikatnego niebieskiego. Jej oczy błyszczały oceanem. Posiadała nawet obrożę. Moje serce zaczęło szybciej bić. Od razu to wiedziałem - była najpiękniejszą waderą jaką kiedykolwiek ujrzałem.
Podszedłem do niej żwawym krokiem, próbując uspokoić swoje serce. Gdy tylko na mnie spojrzała, wystraszyła się i odskoczyła do tyłu, co było słodkie. Zaśmiałem się i uśmiechnąłem miło.
- Spokojnie. Raczej wystraszyłeś. – odparłem, a wadera się mi przyjrzała. – Jestem Sirius, a ty? – przedstawiłem się. Są szanse, że może to są początki pięknej przyjaźni.

<Ifus? :3>

Nowy Basior

Nowy Mag w naszym stadzie ~Sirius

OD Electro CD Lukas'a

Uśmiechnęłam się delikatnie, wręcz niedostrzegalnie.
- Może masz rację. – znowu zapadła cisza.
Szliśmy lasem niczym dwie zbłąkane dusze. A tak naprawdę to dwa wilki próbujące wrócić do watahy. Fajnie. Przynajmniej nie będzie nudno i może zdarzy się coś ciekawego.
Cisza mi nie przeszkadzała, wręcz była mi na rękę. Lucas raczej nie miał teraz ochotę na rozmowę, a ja nie musiałam się męczyć, aby zacząć rozmowę. Jednak z czasem cisza robiła się uciążliwa. Może i jestem samotniczką, jednak w tak długiej ciszy nie trwałam z nikim. Zazwyczaj chodziłam wszędzie sama, aż tu nagle zapoznałam się z pewnym basiorem, z którym chyba z byt dużo czasu przebywam i to nawet w ciszy. Jak dojdziemy do watahy, chyba będzie lepsza rozłąka, każdy pójdzie w swoje drogi, a potem może znowu przeżyjemy jakąś przygodę, dzięki jego wizji. Tak. Wszystko możliwe.
W pewnym momencie ziemia się skończyła. A tak na serio doszliśmy do urwiska, do klifu, gdzie nie było drogi.
- Dobrze szliśmy? – zapytałam, widząc zdziwienie basiora.
- Na pewno. – odparł i spojrzał w dół, gdzie było widać tylko jakąś dolinę.
Gdy on patrzył na dół, ja spojrzałam do góry. Wybałuszyłam oczy ze zdziwienia.
- A na pewno pamiętasz to miejsce? – zapytałam.
Basior spojrzał na mnie złowrogo odwracając łeb w moją stronę. Gdy zobaczył moje zdziwienie patrząc w górę, sam tam spojrzał.
- Teraz nie jestem tego pewien. – odparł.
Przez nami po całym niebie latały skały, te lewitujące, o których mówi się w bajkach. Były ich dziesiątki, a każda innej wielkości jak i rozmiarów.
- To wskakujemy? – zapytałam.
Podbiegłam do klifu i wybijając się z tylnych łap skoczyłam w przestrzeń łapiąc się skały, która była najbliżej. Weszłam na nią. Na szczęście nic się nie stało, nie rozpadła się, ani nie stanęła. Nic. Tak jakby mnie na niej nie było.
- Ty masz skrzydła, więc masz łatwiej. – stwierdziłam głośno i wskoczyłam na kolejną skałę. – Całkiem to fajne. – odparłam z trochę szerszym uśmiechem.

<Lukas? Coś wymyśliłam?>

OD Lukas'a CD Electro

Unikałem wzroku wadery byle by tylko nie musieć odpowiadać. Co ją w ogóle obchodzą moje sprawy? Ale Electro nie dawała za wygraną.
-Bo nie lubię tego miejsca.- odparłem krótko.
-Dlaczego?- spojrzała się na mnie przeszywającym wzrokiem.
-Nie wiem do końca czy tu się urodziłem, nie pamiętam swojego dzieciństwa Ok?- warknąłem w końcu byle tylko się odczepiła.
-Spoko.- Electro na szczęście zadowoliła się tą odpowiedzią. Do końca dnia prawie nie odzywaliśmy się do siebie. Gdy zapadł zmrok postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę. Electro rozpaliła ognisko, a ja upolowałem parę zajęcy. W zimę sarny i reszta większej zwierzyny przeniosła się na południe.
-Za 3 godziny wyruszamy dalej.- oznajmiłem wpatrując się w księżyc na niebie. Wadera mruknęła coś niezrozumiale.
-Czasami cię nie rozumiem.- odparła po chwili cicho.- Niby taki groźny, ale jednak.
-Mhm... Ja też.- odpowiedziałem.- Niby mam duszę mordercy, ale jednak nie lubię zabijać bez powodu. Jeśli nic mi to nie da, to po co? Czasami mam ochotę rozwalić wszystko dookoła, a czasem czuję się jak w depresji. Życie jest bez sensu.- zwierzyłem się, ale zaraz ugryzłem się w język. Znowu palnąłem coś bez namysłu. Pięknie Lukas.

<Electro? BrakusWenus>

sobota, 5 grudnia 2015

OD Lucyfera CD Tiramisu

Wylądowałem na drzewie. Czyli raczej bez większego wrażenia. Basior był bardzo poirytowany. Zaśmiałem się cicho. Tiramisu śmieszył mnie swoim zachowaniem. Wydawał się być nieśmiały, lecz teraz zachowywał się zupełnie inaczej. Zapewne jest jedną z cichych wód...
- Słuchaj, wiatrem nie wiele mi zrobisz... - zaśmiałem się z lekką pogardą. Jednak on był sfrustrowany. Znowu użył wiatru. Wepchnął mnie tylko lekko pod powierzchnię wody, a następnie znów rzucił mną w drzewo. Kiedy stanąłem na łapy, ciężej mi się oddychało. Uznałem, że mam złamane żebro.
- Nie jestem taki biedny i bezsilny jak myślisz! - Rzucił w moją stronę. Jego wzrok przepełniony był gniewiem.
- Czy ja mówiłem coś takiego? - Zapytałem ironicznie. Tiramisu przechylił łeb i jakby się zastanowił.
- W zasadzie nie... - Mruknął - Ale myślisz tak o mnie.
Nie odpowiedziałem. Nie miał racji, ale nie warto się kłócić. Powoli się odwróciłem i zacząłem odchodzić, ale ten znowu użył powietrza. Przybił mnie do dębu i przytrzymał, po czym powoli podszedł.
- Niby taki silny, a ze mną sobie nie może poradzić... - Zerknąłem na niego znudzonym wzrokiem i udałem, że ziewam.
- Jesteś za młody na takie walki. - Nie zabić. Tylko pokazać wyższość i większe doświadczenie. Aiden wykonał jeden szybki ruch, uderzając basiora w splot słoneczny. Tiramisu cicho zaskamlał i zaczął kasłać lekko się podduszając. Moc wiatru jakby się rozpłynęła. Podszedłem do niego. Wstał powoli, rzucił mi takie spojrzenie, jak gdyby był gotów do walki. - Zabawny jesteś, Tiramisu...
Uśmiechnąłem się trochę zawadiacko, trochę ironicznie.

<Tiramisu?>

OD Ifus

Ciepłe promienie słońca wdarły się do mojej jaskini, przy tym mnie budząc. Wstałam, przeciągnęłam się i wyszłam na świeże powietrze. Byłam głodna, a pożywne śniadanie na pewno doda mi sił. Wbiegłam na polanę i wzrokiem zaczęłam szukać pożywienia. Padło na małą sarnę. Zaczaiłam się na nią niczym kot(eł XD) i... Skoczyłam. Zagryzłam ją i szybko zaczęłam jeść. Gdy skończyłam, odskoczyłam do tyłu, bo przede mną stał jakiś wilk.
- Matko! Ale mnie wystraszyłeś! A może wystraszyłaś?

<Ktooooś? :v>

OD Sky CD Lloyda

Szczeniaczek też się śmiał. Mimo że go czyściłam. to nadał był troszeczkę brudny, gdzieniegdzie mokre futerko sterczało na boki.
- Nudzisz się widzę? -spytałam Lloyda.
- Tiaaa... Matta gdzieś zgubiłem.
- Twój tata?
- Nie do końca, Matt mnie zaadoptował - powiedział Lloyd przekrzywiając pyszczek.
Z powodu Lloyda zapomniałam o czym wcześniej myślałam. Nie zaprzeczam jednak że jego towarzystwo poprawiło mi humor. Nagle zobaczyłam że z mojego amuletu cieknie niebieskawa maź. Wyciekło już pół zawartości.
- O k*rde!
- Co? - pochwycił zaraz Lloyd który oczywiście TO usłyszał.
- Nic nie słyszałeś - uciszyłam go po czym podniosłam amulet tak by nic z niego nie ciekło - Ups zepsuło mi się.
- Co teraz?
- Teraz?... .
Kątem oka - dosłownie, zobaczyłam biegnącego Tiramisu. Przeskoczyłam nad Lloydem (co nie było trudne) i poleciałam za basiorem. On widząc to przystanął i powiedział coś pod nosem.

<Lloyd/Tiramisu?> Może lepiej teraz Tiramisu

Od Lloyda CD Kalejdoskop

- Nie zrobiłem nic - powiedziałem szczerze - Korzystanie z mocy to nie jest czyn tylko .. no wiesz , użycie mocy .
Wadera zachichotała :
- No cóż , ale i tak dziękuje !
Ach .. te dziewczyny ! Dziwaczne jakieś ! - pomyślałem a na moim pyszczku malował się uśmiech .
- Chodź do Mizu , a ona coś poradzi na chore łapki - powiedziała troskliwie Oskop .
- Nie pójdę bo nie dam rady - westchnąłem - Ale ty możesz mnie zanieść !
Wadera zarzuciła mnie na plecy . Kiedy tak leżałem na jej ciepłej sierści i plotłem jej warkoczyki , rozmyślałem co by było gdyby byłbym dorosły ..
- Wiesz że jak będę dorosły to przestanę Cię lubić ? Wogóle to nikogo nie będę lubić ! Dopiero będe miał nowych przyjaciół .
- Co ty opowiadasz ? - zapytała łagodnie wadera - Ty chyba nie wierzysz w to co mówisz !
- Masz rację . Rzeczywiście nie wierzę że tak będzie ale to prawda .
Będę dorosły .. czyli nie szcznięcy . Szczeniaki mają swoich przyjaciół a dorośli swoich . Ale o ile nie są tacy że nikogo nie lubią .. bo wtedy tej straszliwej dorosłości nie da się wyleczyć .
- Ależ Lloyd , co ty znowu wygadujesz ? - zawołała Kala - Jasne będziesz dorosły , ale nie wyobrażam sobie żebyś się zmienił chociaż troszeczkę ! To nie jest tak że jako dorosły rozpoczniesz nowe życie tylko .. będziesz starszy , mądrzejszy i będziesz miał różne przywileje .
I wybij sobie z głowy że to jakaś choroba . Starości nie uleczysz , będzie i koniec , możesz jedynie czuć się jak szczeniak - zakończyła dumnie swoją wypowiedź .
- Ty mnie nie rozumiesz .. - szepnąłem nieco obrażony - Myślałem że jesteś taka jak ja - umiesz marzyć, i masz wyobraźnie ale to nie prawda .
- Źle mnie zrozumiałeś . Powiedziałam że dorastając nie zmieniamy się ale może jadnak masz rację że to nie prawda . Zmiana następuje ale od Ciebie zależy jaki będziesz i jak ukształuje się twój charakter - powiedziała.
- Czyli nadal będziemy przyjaciółmi nawet jak będę miał tysiąc lat ?
- O ile będziesz tego chciał - rzekła w głębokim zamyśleniu .
- Jasne że będę . Czy to nie jaskinia Mizu ? - spytałem pokazując łapką w stronę jaskini . Wadera przytaknęła i już po chwili staliśmy w środku .
- Mizuu .. - wyszeptałem a wadera zaczęła lekko ją szturchać .

< Mizu ? >

Od Invicto CD Tiramisu

- ZOSTAW MNIE!! - wrzasnęłam. Zaczęłam wyrywać się potężnemu basiorowi, (który bardziej przypominał psa w sumie). Samiec przytrzymał mnie łapą pod gardłem i zaczął przyduszać.
- Przestań się wyrywać, albo zginiesz. - warknął. Z prędkością światła zaczęłam obmyślać strategię. Po chwili zdobyłam się na chytry uśmieszek.
- Nie możesz mnie zabić. Przecież twój pan mnie kocha, tak? Zabiłby ciebie jednym machnięciem łapy, gdyby mi przez ciebie spadł włosek z głowy.
Wilk zdawał się być zbity z tropu. Nie chciałam się wyrywać ani uciekać. Miałam inny, bardziej skuteczny plan. Po kilkunastu sekundach znów spojrzał na mnie morderczym wzrokiem i wrócił mu ten ostry, stanowczy ton.
- Jak chcesz księżniczko. - mruknął. Westchnęłam teatralnie, jakbym wiedziała, że już po mnie, że będę musiała wyjść za tego obrzydliwego króla. Olbrzym najwyraźniej się nabrał, bo uśmiechnął się z zadowoleniem. Chwycił mnie delikatnie, ale tak, że nie mogłam wyrwać, za łapę i zaczął prowadzić w kierunku całej armii takich psów. Stanął naprzeciw mnie i zaczął się we mnie wpatrywać. Nagle z zaskoczenia chwycił mnie za kark, po czym wrzucił mnie do jakiegoś żelaznego pudła, po czym zatrzasnął wieko. Po kilku sekundach zaczął dostawać się tam jakiś gaz. Poczułam, że jestem straszliwie senna, po czym upadłam zemdlona.

***

Ocknęłam się gdzieś pod ziemią. Nie byłam już w pudle, ale leżałam na ziemi. Byłam w jakiejś ogromnej, kamiennej sali. Na ścianach wisiały kamienne pochodnie, palące się zielonym ogniem, a na samym środku pomieszczenia płonęło wielkie, fioletowe ognisko.
Chwiejnym ruchem podniosłam się i ujrzałam Tiramisu, również podnoszącego się po drugiej stronie sali. Chciałam coś do niego krzyknąć, dać znać, że wszystko ze mną w porządku...ale wiedziałam, że nie mogę.
Podszedł do mnie ten sam sługus, który porwał mnie z domu. Spętał mnie i stanął przede mną. Zaczął mamrotać jakieś zaklęcie. Wiedziałam, że z zaklęciami jest tak, że zanim zaklęcie zacznie działać, umysł musi się przygotować do wydania tego zaklęcia. Bardzo rzadko umysł nie musi tego robić i zaklęcie działa od razu. Dlatego też spojrzałam obojętnym wzrokiem gdzieś w dal i zaczęłam udawać, że zaklęcie na mnie działa, dzięki czemu basior wydawał je z małą mocą, na którą byłam odporna. Było to zaklęcie, które miało sprawić, że przestanę kochać Timisa i zakocham się w ich władcy. Po wyrecytowaniu zadowolony wilk złapał mnie za łapę i zaczął prowadzić do któregoś z mrocznych tunelów wychodzących z sali. Po drodze przechodziliśmy obok mojego partnera. W ułamku sekundy odwróciłam się do niego i mrugnęłam po czym znów zaczęlam wpatrywać się gdzieś daleko. Tiramisu akurat wtedy patrzył na mnie i widział, jak mrugnęłam. Miałam nadzieję, że zrozumiał, o co chodzi...

< Tiramsu? > Noo? :3

OD Electro CD Sky

Przyjrzałam się waderze. Było jakaś uśmiechnięta, co mnie od niej odrzuciło. Nie lubię rozweselonych i optymistycznych wilków.
- Przed siebie.
Nie byłam pewna co odpowiedzieć. Niby mam być miła, ale jednak najchętniej to bym w tej chwili chciałabym być sama, ale może jakieś towarzystwo się przyda? Po za tym przez Lucas'a się przyzwyczaiłam do towarzystwa tylko jednej osoby.

<Sky? Tamte opo było nie na tego bloga, więc więcej nic nie wycisnę>

Od Lloyda CD Sky

Stałem i cichutko dyszałem za plecami wadery . Nagle odwróciła głowę i mnie zobaczyła - całego w błocie .
- No cześć - wymamrotałem z lekkim strachem.
- Co ty tu robisz ? Cały ociekasz błotem ! - jęknęła Sky .
- Serio ? - udawałem zdziwionego i próbowałem cały się obejrzeć - Na początku było mi przykro że mnie odepchnęłaś ale teraz jest już dobrze. Ja ci wybaczam ty mi też .
Wadera uśmiechnęła się serdecznie .
- Jesteś cały brudny ! Coś ty zrobił ?
- Wpadłem do rzeki .. potem wleciałem w piasek .. potem w błoto a później przyszedłem do Ciebie - odpowiedziałem po chwili .
Sky zaproponowała mi pomoc w zmyciu tego paskudztwa . Na początek nie chciałem ale w końcu ona jest dziewczyną a dziewczyny zawsze mają rację .
- Jak ja nie cierpię dziewczyn ! - warknąłem - One tylko każą się myć i sprzątać ! Ty jesteś taka !
Wadera zaczęła się szczerze śmiać .

< Sky ? > Nie miałam pomysłu jak to napisać xd

OD Sky CD Electro

Spotkałam rano nieznaną waderę. Miała ciemne futro i latały wokół niej jasne iskry.
- O co chodzi? - mrugnęła zaspana wadera którą spotkałam po drodze.
- Nic tak sobie chodzę. A w ogóle to jak masz na imię?
- Electro.
- Sky - mruknęłam i dodałam - Dokąd tak pędzisz?
Elektro zamyśliła się jakby nie wiedziała do końca dokąd.

<Electro?>