poniedziałek, 30 listopada 2015

Nowa para!

W naszej watasze jest nowa para zakochanych, a mianowicie Invicto ♥ Tiramisu
♥♥♥


OD Mizu CD Tiramisu

Tiramisu jak i Sky nie wykonali swojego zadania, a w dodatku nie mieli mojego amuletu. Oni już powoli zaczęli grać na nerwach, jednak nie chciałam się złościć na nich. Wgadywałam sobie wciąż, że kiedyś też błędy popełniałam, w zupełności tak jak oni. Wykonując dalszy ciąg swoich zadań przybyła do mnie Koko, trochę nie zadowolona. Szybko jej to przeszło, gdy tylko poczęstowałam ją jej ulubionymi jagodami. Wręczyła mi list, po czym musiała już iść. Myślałam co prawda, że dzisiejszych kłopotów z tą dwójką nie będzie jednak pomyliłam się. Przyszedł do mnie Matt, a wraz z nim płaczący Lloyd. Matt wyjaśnił mi wszystko i zrozumiałam, że powinnam im dać nauczkę. Przyszli co prawda do mojej jaskini i oddali wisior maluchowi, ale szybko z niej wyszli, a zwłaszcza Tiramisu.
- Wybacz Lloyd za to co się stało i ciebie również Matt przepraszam. - po tych słowach pożegnałam się z chłopakami i od razu poszłam poszukać tej dwójki. Znalazłam ich może nie sama, ale z pomocą Espeon.
- Sky, Tiramisu idziecie za mną! - byłam zezłoszczona na tą dwójkę jednak chciałam załagodzić nasze sprzeczności. Po chwili wędrówki w ciszy, przerwałam ją. - Sky twoje moce polegają nad naturą i wodą, a natomiast Tiramisu twoje na słodkości. - wilki tylko z dużymi oczami spojrzały się na mnie i przytaknęły mi, że się zgadza. - No dobrze skoro wszystko się zgadza. - kontynuowałam dalej swoją rozmowę. - To potrenujemy sobie. Za chwilę będziemy na Złocistej Polanie. Poprosiłam wszystkich, aby nikt na nią nie wchodził, więc mamy całą dla siebie. Gdy dojdziemy powiem wam co będziemy robić.- wilki zaczęły coś szeptać, a ja się tylko uśmiechnęłam. Doszliśmy do polany, a ja odwróciłam się do nich. - Umbreon, Espeon do mnie. - szybko przyszli do mnie i stanęli koło mnie. - Znacie na pewno moich towarzyszy Umbreona i Espeon. - przytaknęli równocześnie głowami. - No to możemy zacząć chyba naszą zabawę. Um, Es czy bylibyście tacy mili i pomogli mi. - uśmiechnęłam się do towarzyszy, a oni zaczęli działać. Tak jak zawsze na sam początek ja rozstawiłam barierę, nie za dużą ale też i nie za małą. Natomiast Um i Es użyli swoich mocy, aby zorganizować trochę grafiki zupełnie takiej jakiej ja chciałam. Um i Es zaczęli się świecić co było dla mnie normalne, jednak dla Tiramisu i Sky nie. - No dobrze wiec przejdę już do waszego zadania. To co prawda wszystko jest iluzja stworzona przez Umbreona i Espeon, jednak potwory, duchy...itp: mogą was skrzywdzić. To wszystko ma na celu sprawdzenia was i waszej ufności do was samych, ale to co najważniejsze abyście współpracowali ze sobą o dużo lepiej, nauczyli się nowych sztuczek jak i odkryli nowych mocy. Ja będę wam się przyglądała i to ja stwierdzę kiedy skończy się wasz trening. Ale żeby było ciekawiej Koko przyszła, aby wam trochę poprzeszkadzać. To co mogę wam zdradzić o niej to to, że potrafi duplikować inne osoby, panuje nad roślinami i lubi odpłacać się za wcześniejsze incydenty. No i dodatkowy ode mnie prezent pocieszenia to to, że pojawi się bos. Bos którego będziecie musieli zniszczyć. A będzie nim ja jak i Um i Es. Oczywiście  Um i Es zmienią swoją formę. W taką:
Może myślicie, że to jest wasza kara, ale nie myślcie o tym zadaniu tak... No to zaczynajcie. - wytłumaczyłam wszystko, a ich wyrazy twarzy nie mogłam wybić sobie z głowy. Przemieniłam się podniebnego demona i obserwowałam ich z góry. Robiłam tak, aby mnie nie zauważyli jednak też nie spuszczałam ich z oczu, bo martwiłam się o nich. Dzięki tym testom mogłam sprawdzić wytrzymałość, szybkość, orientacje i inne ważne dla mnie cechy każde wilka, tak aby wiedziała do jakiego działu mogłabym w razie wypadku przydzielić. A z powodu tego, że zbliżała się do nas pewne niebezpieczeństwa, chciałam ich przetestować. Jak na sam początek szło im bardzo dobrze, ale wtedy napotkali pierwszą przeszkodę, Koko. Koko ustawiła ścieżkę z luster prawdy i drugiego ja. Mało kto przez nie przechodził, jednak miałam nadzieję, że oni znajdą jakieś rozwiązanie i dadzą sobie rade.

<Sky? Tiramisu?> I jak się spodobało wasze nowe zadanie?

OD Invicto CD Tiramisu

- T-tak.... - wymamrotałam. Basior podszedł do mnie i mnie przytulił. Nagle wyciągnął małego, pustego orzecha. Delikatnie wzięłam orzecha i podniosłam górną połówkę. W środku był kawałek waty, na którym leżała piękna bransoleta, bardzo podobna do tej, którą noszę na nodze. Tylko że ta była srebrna, trochę węższa i z napisem "U & Me". Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy.
 - To...to jest...śliczne... - powiedziałam cicho i spojrzałam na Tiramisu. On lekko się uśmiechnął. Wyjął orzecha z mojej łapki i złapał bransoletkę. Nałożył mi ją na tę samą nogę, pod złotą. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Dzięki. Jak wyglądam? - zapytałam.
 - Jak zwykle ślicznie. - powiedział. - Jesz coś?
Kiwnęłam głową i zabrałam się za młodego jelenia. Wciągałam go strasznie szybko, byłam bardzo głodna. Na koniec obgryzłam całą kostkę i zostawiłam szkielet, chociaż wiem, że to niekulturalnie. Oblizałam się ze smakiem.
 - Jeszcze lepszy niż poprzednio... - westchnęłam. Timis wstał i dał mi znać gestem, że idziemy już do domu. Szłam przy nim cały czas i rozglądałam się dookoła. Jak doszliśmy do domu, wskoczyłam do dywanu (tak, do, a nie na, bo ten dywan jest strasznie puszysty i głęboki). Basior napalił w kominku, a ja zasnęłam bardzo szybko.

<Tiramisu?> Sory, ale totalny brak weny xD

OD Sky CD Tiramisu

O co w tym wszystkim chodzi?
- Oddaj to co ukradłeś - zażądała Mizu zwracając się bezpośrednio do Tiramisu.
- Nie - zaprzeczył - To nie było jego własnością.
Wtedy szczeniaczek który chyba miał na imię Lloyd zaczął szlochać. Żal mi go było, choć nie wiem nawet dlaczego szlocha.
- Sky ja wiem, że ty też brałaś w tym udział - syknęła zdenerwowana Mizu - Wierzę Lloydowi.
Tiramisu popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Jakby czegoś ode mnie chciał. Ale czego?
- Ona mu na pewno pomogła! - zawołał basior którego nie znałam.
- Ja? Ależ nie - wyrwało mi się.
Kurna! Miałam powiedzieć coś innego!
Tiramisu cisnął amuletem przed nogi szczeniaczka i wybiegł.
- Coś mu się chyba należy - mruknął Lloyd który już nie płakał. Mój przyjaciel dostał karę, ale ja już tego nie słuchałam. Pobiegłam go szukać. Kątem oka zauważyłam jak zmienia się w czarnego kota i wskakuje na drzewo.
- Timi! - wrzasnęłam i oparłam się bezradnie o pień. Ale ten wściekły wdrapał się wyżej.

<Tiramisu? > Pamiętaj: masz być na mnie wściekły! W końcu Sky się od czasu do czasu coś należy

ODTiramisu CD Invicto

Po obwiązaniu jej oczu , prowadziłem ją choćby jej anioł stróż . Zauważałem nawet najmniejszy kamyczek i usuwałem go z drogi aby moja ukochana nic sobie nie zrobiła .
Czułem się wspaniale prowadząc ją do celu gdzie miałem zadać jej to jedno z ważniejszych w moim życiu pytań .
Westchnąłem cicho , a wadera oczywiście to usłyszała :
- Czy coś nie tak ? Nic nie mówisz ...
- Przepraszam .. Coś mi się przypomniało - powiedziałem jakby wybudzony z transu .
- Ehmm .. - mruknęła i do końca drogi nic nie mówiła . Z jej myśli wyczytałem że nie jest obrażona a więc bardzo mi ulżyło .
Po dotarciu na miejsce odsłoniłem jej oczy . Ukazał jej się widok romantycznego lasu ..

- Wow .. - powiedziała słodko patrząc na mnie z wdzięcznością .
Ja jednak byłem zdenerwowany .
Szliśmy w milczeniu zachwycając się krajobrazem .. Po chwili doszliśmy do stolika stojącego pod wielkim drzewem . Była na nim przygotowana przeze mnie wcześniej kolacja . Stół był oświetlony świecami .

- Usiądź madame - powiedziałem odsuwając jej krzesełko . Ta ze zdziwieniem usiadła i lekko wzdrygnęła z podziwu .
- To dla mnie ? - spytała .
- Oczywiście ! - odpowiedziałem zniżonym tonem - Mogę coś ogłosić ?
- Oczywiście - powiedziała i zamilczała .
- A więc tak . Wiesz że Cię kocham . Ostatni dzień pozwolił mi utwierdzić się w przekonaniu że to ty jesteś tą jedyną - powiedziałem uroczyście - I wiem że czujesz podobnie . Chciałbym
Ci powiedzieć że jesteś najpiękniejsza i czy uczyniłabyś mnie najszczęśliwszym psem na ziemi i zostałabyś moją partnerką ?

< Invicto ? >

OD Invicto CD Tiramisu

Patrzyłam oczarowana na przepiękny wschód słońca. Wyglądało to niesamowicie. Na dole piękna tafla wody, małe fale tworzące delikatny, przyjazny dla uszu plusk przy brzegu, a nad nią pomarańcz stopniowo przechodząca w róż, nad którą wisi duża świecąca kulka, dająca światu życie. I pomyśleć, że jeszcze niedawno nie wiedziałam, że istnieje coś takiego...
Słońce powoli podnosiło się znad widnokręgu tworząc wokół siebie cały czas jaśniejącą łunę. To był jeden z najpiękniejszych widoków mojego życia. Tiramisu cały czas trafiał w mój gust...Ale ale, spokojnie...to wcale nie znaczy, że od początku byliśmy sobie przeznaczeni (c;). On po prostu umie czytać w myślach. Dosłownie.
Westchnęłam rozmarzona i ułożyłam się na piasku. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie zupełnie inną scenerię. Leżałam nad jeziorem w środku lasu. Drzewa były wysokie i cienkie jak tyczki, co sprawiało, że nad jezioro cały czas dostawał się piękny, złoty blask słońca. Leżałam w tym samym miejscu, w którym się położyłam nad jeziorem z Timisem. Poczułam jak w realu, tam, gdzie naprawdę leżałam, delikatnie marszczę czoło. Mój avatar w tym świecie podniósł się i przeciągnął. Wystawiłam instynktownie prawą łapę do przodu. Był tam złoty kolczyk, co potwierdzało, że mój avatar wygląda tak, jak ja.
Siłą woli poruszyłam mój avatar przed siebie i obeszłam jeziorko dookoła sprawdzając, gdzie mogę się znajdować. Cóż, miejsca nie poznawałam, chociaż powinnam, bo sama ten świat wykreowałam.
Znów całą siłą woli podeszłam do wody. Avatar schylił łeb i przejrzał się w jeziorku. Nagle poczułam, jak coś mnie do niego ciągnie. Jakaś...dziwna siła. Poczułam, że moja postać nie może się temu oprzeć. Wiedziałam, że jestem teraz w takim dziwnym rodzaju transu, jak zawsze, kiedy bawię się wyobraźnią. Kiedy stwarzam własny świat i poruszam się po nim za pomocą własnej postaci, którą sama wykreuję. Jest to taki stan, że moje prawdziwe ciało zasypia w miejscu, gdzie jestem naprawdę, a umysł przenosi się do innego świata. A skoro wiedziałam, że nie jestem tam naprawdę, mogłam spokojnie oddać się dziwnej sile, która ciągnęła mnie do wody.
Wpadłam pod ciemną taflę i po chwili otworzyłam oczy nad jeziorkiem. Tiramisu siedział obok i obserwował słońce. Mogło minąć najwyżej kilka minut.
Wstałam i ziewnęłam, po czym oparłam się o mojego chłopaka. On uśmiechnął się i powiedział:
 - Wiesz...mam dla ciebie coś specjalnego. - powiedział tajemniczo. - Zaczekaj tu chwilkę.
Po minucie przyszedł z dużą lianą w pysku, którą ostrożnie obwiązał mi oczy. Zaczął mnie gdzieś prowadzić, a ja szłam za nim, nic nie widząc. Po jakichś 10 minutach odsłonił mi oczy i spojrzał na mnie. Był dosyć zmartwiony, jakby podejmował bardzo ważną decyzję.

<Tiramisu?> No, to już zostawiam tobie :3

OD Tiramisu CD Sky

Kiedy Sky nie było trochę biegałem i wgapiałem się w niebo .. Bo co innego miałem robić ? Nagle spostrzegłem jakiegoś szczeniaka trzymającego TEN amulet !! Dałem susa i wylądowałem przed nim .
- Kim jesteś ? - spytałem ostro .
- Lloyd .. - wyjąkał szczeniak .
- Oddawaj to co nie twoje ! - zażdałem .
- Koksisz ? Najpierw musisz mnie złaaapać - zakipł uciekając . Już po jednyn skoku wyprzedziłem go i wyrwałem z pyszczka własność Mizu.
- Powiem to Matt'owi ! Już on wam pokaże ! To on mi to dał i da ci karę za kradzież ! - rozpłakał się .
Nieśmiało się wycofałem i odbiegłem w stronę lasu gdzie był "Styks" .
- Mam .. - powiedziałem łapiąc oddech . Sky wyrwała mi go i powiedziała :
- Masz szczęście . Ale skąd ? - rzuciła podejrzliwe .
- Tak jakby ukradłem go Lloydowi ..
Opowiem Ci później chodź do Mizu .
***
U Mizu stał już zapłakany szczeniak z Matt'em.
- Oto winowajca ! - warknął basior.
Mizu przemierzyła mnie wzrokiem ..

< Sky ? Mizu ? Matt ? > To się porobiło xd

OD Lloyda CD Kalejdoskop

Widziałem jak ten drań podpala jej łapy .
- O nie , nie ! Ja to jestem od ognia ! - warknąłem rzucając potężną kulę ognia w jego łeb . Nagle z jakiejś norki wyskoczył szczeniak i zaczął krzyczeć :
- To mój tata ! Zostaw go ! Przestań go krzywdzić !
Zacząłem płakać i na ognistych wiązkach podleciałem aby pomóc Kali .
Zauważyłem jak ten ociera swój płonący łeb o jej futra . Wściekłem się nie umyślnie trafiłem go takim pociskiem że zmarł od razu . Kala była wolna i pokazała mi gdzie mam lecieć . Z żalem odleciałem stamtąd słysząc za sobą "Morderca" lub "Barbarzyńca" . Zrobiło mi się przykro . Ciągle czułem moje złamane i wykręcone obie łapy które bolały jakby ktoś w nie coś wbijał . Zemdlałem spadając z gałezi na gałąź wprost na grzbiet wadery .

< Kalejdoskop ? > Jestem mordercą i mam łapy powyginane .. pomóż mi :(

OD Sky CD Tiramisu

Poszukiwania Sky
Nie wiedziałam czego mam szukać, bo Tiramisu już odleciał. Postanowiłam wrócić nad strumyk przy którym spotkaliśmy bóstwo. Przecież amulet powinien gdzieś tu być! Powędrowałam wzdłuż strumyka. Wisiorka z amuletem ani śladu. Pobiegłam na pobliską polanę. Zaczęłam przeszukiwać wyższe kępy trawy.
Wpadłam prosto na Tiramisu.
- Znalazłeś coś? - wydyszałam.
- Nie... .
- Bóstwa już nie znajdziemy - westchnęłam żałośnie.
Basior się nie odzywał. Wpatrywał się w dal. Postanowiłam go pocieszyć.
- Może znajdziemy sposób by zrobić Mizu niespodziankę nie zabierając jej przy tym czasu? - zaproponowałam.
- Może później? Ona pewnie nas nie chce widzieć na razie na oczy.
- A masz inny pomysł?
- Może amulet ją chociaż zadowoli?
- Może - rzuciłam i pobiegłam szukać zostawiając basiora samego sobie.

<Tiramisu? >

OD Tiramisu CD Sky

- Zgubiliśmy go .. - powiedziałem , nieśmiało cofając się do tyłu . Sky szturchnęła mnie jakby chciała mnie powtrzymać ale było już za późno .
- To prawda ?! - wykrzyknęła Mizu .
Równocześnie pokiwaliśmy głowami. Mizu była strasznie wściekła ...
Wyszliśmy z jaskini .
- Głupio wyszło .. - powiedziała Sky, na co ja cicho westchnąłem .
- Zawsze będziemy już tylko Omegami -  dodała po chwili .
- Nie to jest najgorsze ... My ją oszukaliśmy, a to nie leży w mojej naturze - powiedziałem z żalem .
- Chodź może to naprawimy ? - zaproponowała wadera . Zgodziłem się .. i poszliśmy na poszukiwania .
*** MOJE POSZUKIWANIA ***
Ja miałem szukać bóstwa .. No to wzbiłem się w powietrze i szukałem go . Niestety nie mogłem polecieć za wysoko ... Runołem jak długi i z zażenowaniem usiadłem w wskazanym miejscu . Liczyłem na to że Sky znajdzie amulet w jeziorze i pójdziemy przekazać go Mizu ...
*** POSZUKIWANIA SKY *** :

< Sky ? >

niedziela, 29 listopada 2015

OD Sky CD Tiramisu

- Nie masz go? - szepnęłam zdenerwowana do Tiramisu.
- A ty go nie miałaś?- spytał basior.
- Nie... . Pewnie zgubiliśmy go podczas zabawy.
Bóstwo wydawało się zniecierpliwione.
- Macie ten amulet?
- Pójdę poszukać - powiedziałam.
- Jeśli tak ma to wyglądać to nici z listu - rzuciła Koko i zniknęła.
- No pięknie - mruknął Tiramisu zaciskając zęby - Jak nie zdobędziemy listu to wiesz co zrobi Mizu... .
- Powiemy jej że bóstwo nie przyszło?
Tiramisu przytaknął i pokierowaliśmy się w stronę jaskini alf.
- Macie list? - spytała Mizu na którą wpadliśmy w wejściu.
- Koko nie przyszła... .
- Co? Nie macie listu?
- Nie - jąknął Tiramisu, który wyglądał jakby miał się zapaść pod ziemie.
- Chyba wskazałaś nam złe miejsce - wyjaśniłam próbując ratować sytuacje.
- Niemożliwe. Byłyśmy umuwione, No trudno, to dajcie mi amulet.
- ...
- ...

<Tiramisu?>

OD Kalejdoskop CD Lloyda

Kolejny kojot podszedł do mnie z ostrym kamieniem. Poczułam że jestem przywiązana do drzewa. Poczułam ostry ból na krtani. Kilka kojotów próbowało poderżnąć mi gardło. Starałam się odepchnąć ich łapami. Potem jeden przyszedł do mnie z pochodnią.
- Gdzie mi z tym ogniem?!? - krzyknęłam. Ogień podfajczył mi łapę. Wykorzystałam tą chwilę i poparzyłam napastników. Ale łapa paliła się dalej. Wrzeszczałam wniebogłosy. Dlaczego nikt z watahy mnie nie słyszy?

<Lloyd? > help me

OD Tiramisu CD Invitco

- No .. ja myślę że .. - zacząłem niepewnie - że to dobry znak .
- Ale jak to rozumiesz ? - wadera patrzyła na mnie jak na idiotę , delikatnie się uśmiechając .
- Że .. twoja matka powiedziała Ci że skoro .. no wiesz - wziąłem jej łapę i mocno pocałowałem - jeżeli już skończył się ten twój pierwszy etap w życiu , a mianowicie ta .. dziecinność ? Coś w ten design .. to teraz zaczynasz następny bo się w tobie zakochałem .. i .. i to jest takie ważne .. i w tych dwóch pozostałych już ty podejmujesz decyzje co zrobisz i co się z tobą stanie ? - zakończyłem lekko się wachając czy wadera oczekiwała tejrze odpowiedzi. Po chwili jednak mocno mnie przytuliła i dodała ze wzruszeniem :
- Też tak myślę . Jak miło że Cię mam - dodała na koniec i położyła głowę na moim barku . Trochę się wachałem ale w końcu zebrałem się na odwagę i powiedziałem :
- Jest już późno .. Może chciałabyś się położyć spać obok mnie ?
Wadera pokiwała głową . Położyłem się na ciepło wyścielonym łożku w innym pokoju i wpatrywałem się na niespokojnie wiercącą się Invicto .
- Połóż się obok - powiedziałem ciepło , patrząc jak wadera odchodzi na drugi koniec łóżka . W końcu usnęliśmy przytuleni , a Invicto wtulała głowę w moją sierść .
***
Obudziłem się jeszcze przed świtem , aby przyrządzić dla niej śniadanko. Po cichu wymknąłem się z domku aby zapolować na coś zjadliwego . Przygotowałem wszystko idealnie . Od przygotowania jej ulubionego mięsa po ozdobienie go kawałkami truskawek w kształcie serc . Na koniec zacząłem cicho śpiewać . Obudziły ją słowa :

If you ever find yourself stuck in the middle of the sea,
I'll sail the world to find you
If you ever find yourself lost in the dark and you can't see,
I'll be the light to guide you

Wadera leciutko mnie musnęła łapą na co się odwróciłem . Podziękowała mi a ja ją pocałowałem ... Och jakie to było cudne uczucie .. nie do opisania . Po zjedzeniu wspólnego jedzenia , wybiegliśmy z domku . Było ciepło i słonecznie , a skoro miały być to ostatnie dni lata , to miałem w planach je spędzić z Invicto i nie żałować że za nie długo będzie jesień która także pokaże swe uroki . Natutalnie że na świecie zrobi się łyso ale z nią i tak będzie cudownie . Miałem w planach pewnego jesiennego wieczoru zabrać ją w jakieś urocze miejsce i zapytać ją o partnerstwo .
Ach .. świat jest taki piękny kiedy można się nim dzielić z kimś wyjątkowym ! - pomyślałem.
Dotarliśmy nad małe wybrzeże i podziwialiśmy wschód słońca . Bajeczny widok.

< Invicto ? >

OD Invicto CD Tiramisu

Podeszłam do niego i go przytuliłam. Nie chciałam, żeby płakał. Nie chciałam, żeby ktokolwiek przeze mnie płakał.
 - Timis, ja... - nie wiedziałam co powiedzieć. - Ja...
Odsunęłam się od niego lekko i spojrzałam mu w oczy. Były szkliste, ale silne. Przełamał nieśmiałość. Wytrzymał moje spojrzenie. Po raz pierwszy.
Nasze pyszczki przez jedną, cudowną chwilę złączyły się. Te 3 sekundy były chyba najszczęśliwszymi sekundami w moim życiu. Wtedy stało się coś niesamowitego. Mój czarny wzór na boku i niebieski wzór przy oku zaczęły się świecić. Po chwili dołączył do nich wzór na nodze, a najjaśniej zaczął świecić się ogromny kryształ na moim czole, którego nie wiedziałam skąd mam. Po tym zdarzeniu poczułam, jak sztywnieję. Stanęłam sztywno i prosto, patrząc się w dal. To było ostatnie, co zapamiętałam.
Miałam wizję. Słyszałam w głowie głos, który skądś kojarzyłam. Głos....dochodzący jakby z okropnie gęstej mgły, ale jakoś go rozpoznawałam. Znałam go. Jakby to był...głos mojej matki.
"Invicto!
Każda wadera w swym życiu trzech wyborów dokonać musi;
Są wszystkie inne, nie na każde się skusi;
Przy pierwszym tylko matka towarzyszyć jej będzie;
W tym samym momencie ona sama w inny świat odejdzie.
Przy następnych będziesz sama, pamiętaj;
Swą rolę w istnieniu świata dobrze odegraj."

Ocknęłam się przy kominku. Wciąż stałam wyprostowana, ale czułam już, jak do mięśni z powrotem napływa mi krew. Zamrugałam oczami i upadłam na dywan. Tiramisu podbiegł do mnie.
 - Dobrze się czujesz? - zapytał zaniepokojony.
 - Mhm... - mruknęłam. - Miałam wizję i chyba...chyba słyszałam moją matkę.
Opowiedziałam mu cały wiersz, jaki usłyszałam. On słuchał uważnie, intensywnie myśląc.
 - Co o tym sądzisz?

<Tiramisu?> No, jak sądzisz, o co cho? xDD

OD Lloyda CD Kalejdoskop

Widziałem jak Kalejdoskop straciła przytomność i zacząłem głośno płakać. Kojoty wydawały się być nie przejęte tym że cierpię .. Obchodziło je tylko moje " zakłucanie spokoju " mimo że wszyscy co do jednego także głośno się zachowywali.  Po niespełna dwóch minutach mojego płaczu , jeden z nich warknął:
- Morda w kubeł !
Na co jeszcze głośniej szlochałem.  Parę kropli łez spadło na suchy piasek. Było tak .. sucho (?) że po chwili po wilgoci nie było śladu .
Kiedy zauważyłem że zbliżają się do mnie z kamieniem - ucichłem .  Płakałem tylko w duszy .. Po paru kwadransach ( podczas tego smutku przypomniało mi się co to kwadrans ) donieśli nas do małego zalesionego obozowiska . Zostałem chamsko zrzucony z grzbietu tego złośliwca .
Nagle zauważyłem że któryś z tych zwierząt zbliża się do mojej Kali z czymś ostrym . Instynktownie pobiegłem i się na niego rzuciłem . Ten odpechnął mnie tak że uderzyłem o gałąź drzewa i na niej zawisłem. Ten bydlak ciągle do niej idzie - zauważyłem i zeskoczyłem na łapki tak z 4 metrów . Usłyszałem tylko donośne chrupnięcie . Zacząłem się rozglądać , i zauważyłem że przyjaciółka się obudziła i właśnie uporczywie macha wszystkimi nogami.
W tejże chwili poczułem konsekfencję skoku i próbując wstać spostrzegłem że " działają " tylko przednie łapki a tylne są odwrócone w złe strony . Zacząłem szlochać ...

< Kala ? > :(

OD Tiramisu CD Mizu

- To co robimy ? - zapytała Sky kiedy straciliśmy Mizu z oczu .
- Jak to co ? - zapytałem z jakby nie zamierzonym zdziwieniem .
- No .. co będziemy robić ..? - odpowiedziała sarkastycznie .
- Wiesz że nie możemy się stąd ruszać ! - skomentowałem suchym tonem - Już to jest dla nas kara , a mogliśmy w tej chwili robić lepsze żeczy .
- Może i masz rację , ale widzę że ty równie jak ja nie chcesz tu siedzieć jak kołek - stwierdziła wadera .
- Chyba się skuszę na chwilę zabawy ale za minutkę wrócimy .. przecież wiadomo że bóstwa są spóźnialscy !
Sky uśmiechnęła się i klepnęła mnie w plecy - BEREK ! - krzyknęła zaczynając biec . Po długim biegu wróciliśmy w tamto miejsce . Czekała tam znudzona Koko .
- Witajcie , jestem Koko i mam tutaj list dla Mizu . Wiecie gdzie ona jest ?
- Mamy go odebrać - powiedziałem dumnie zaczynając szukać naszyjnika.
- Masz go ? - szepnęła zdezorientowana Sky .
- Nie ... - odpowiedziałem .
- Macie specjalny naszyjnik z amuletem ? - zapytała się bogini .
- Nie .. ale możemy Ci odpowiedzieć na każde pytanie dotyczące Mizu aby Cię upewnić że to my mamy go odebrać - powiedziała wadera . Niestety na pierwszym pytaniu polegliśmy . Posłałem Sky znaczące spojrzenie - Co teraz ?

< Sky ? >

OD Kalejdoskop CD Lloyda

Biegłam niespokojnie po lesie. No gdzie ten Lloy? Po drodzę zaczepiłam jakąś wadere.
- Przepraszam, nie widziałaś nigdzie małego szczeniaczka Lloyda?
- Niestety nie... . - mruknęła wadera i odeszła.
Zdenerwowana pobiegłam w ciche miejsce i powiedziałam do siebie pare wulgaryzmów. Zaczęłam od czegoś lekkiego - szlag, cholercia, kurcze, A co mówiłam poźniej? Lepiej o tym nie mówić!
- Dobrze się czujesz?? - usłyszałam za sobą głos. Za mną stał jakiś basior.
- Nie bardzo - jęknęłam - szukam pewnego szczeniaka... .
- Lloydzik znowu uciekł? - przerwał mi basior - Powodzenia w szukaniu!
- Ty, ty nie zamierzasz mi pomóc?
- Co będe z tego miał?
- Czyli nie widziałeś go?
- Pobiegł tędy - odparł basior wskazując na Białą plaże po czym fuknął - co za natrętna kobieta!
- Dzięki - szepnęłam i czym prędzej pogalopowałam na plażę. Ale Lloyda nigdzie nie było widać. Czyżby ten basior mnie okłamał? Na pewno powiedział cokolwiek by ta ,,natrętna kobieta" się od niego odczepiła.
Nagle jednak zauważyłam stado kojotów. Jeden z nich niósł za kark nieprzytomnego Lloyda.
Jeszcze mnie nie widzieli więc zajżałam do myśli jednego z nich. Nie udałomi się. A to cwaniak.
Teraz był chyba odpowiedni moment, by zadziałać.
- Co wy tu robicie? - zawołałam wychodząc z zaspy piasku.
- Nie widać - burknął najgrubszy z bandy - Nakrywamy do stołu. Chcesz taki kąsek jak my mamy to sobie i zezdź nam z drogi.
- Nikt nie będzie tego wilka zabijał! - wrzasnęłam pełna furii.
- A w pysk chcesz?!? - przekrzyczał mnie kojot.
- Zabić ją - rozkazał szef stada. Dwa psy rzuciły się w moją stronę. Ja zrobiłam unik - tzn przeteleportowałam się w inne miejsce. Przeciwnicy ryknęli. Udało mi się zrobić kilka uników, ale nagle ktoś zaskoczył mnie od tyłu. Oberwałam w łeb, tracąc przytomność.

<Lloyd?> No to jesteśmy zgubieni

sobota, 28 listopada 2015

OD Kahloon CD Oriona

Spojrzałam się we wskazaną przez chłopaka stronę.
- Nie. - Odrzekłam. Nie wiem co on tam widział, ale ja niestety tego nie spostrzegłam. Kiwnął głową, jakby lekko zasmucony. Powoli dokończyliśmy sprzątanie stajni. Zmęczona po całym dniu, szybko zasnęłam.
~*~
Obudziłam się koło piątej i już nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam, że wcześniej zacznę pracę. Praca z końmi szła mi bardzo powoli, ale koło siedemnastej skończyłam. Skoro wykonałam wszystkie swoje obowiązki, postanowiłam coś narysować. Od kiedy ta książka nas wciągnęła,  zajmowałam się wieloma rzeczami, ale rzadko moją pasją. Przeskoczyłam przez płot z tyłu farmy i wbiegłam do lasu. Szybko się zmęczyłam, więc zwolniłam do szybkiego kroku, ale dalej szłam przed siebie. Miałam nadzieję, że wyjdę na jakąś polanę, jednak las ciągnął się dalej. Spróbowałam przebić się wzrokiem przez tłum drzew. Nic nie widziałam. Wszędzie wokół tylko drzewa i drzewa... Odwróciłam się na pięcie, bo nie zamierzałam się zgubić. Szłam prawie cału czas w prostej linii, więc powinnam wyjść tam, gdzie weszłam. Droga ciągnęła się, jakbym szła po bieżni, a nie ziemi. Zaczęło się ściemniać. Powoli wpadałam w panikę. Nigdzie wyjścia! Poczułam ścisk w żołądku. Z każdą chwilą robiło się ciemniej. Ptaki ucichły. Słychać było ciszę, nic więcej. Szybko nastał mrok. Wtedy się załamałam, bo ja boję się i ciemności i nocy, a ja znajduję się głęboko w lesie, na dodatek sama. Poczułam się tak, jak wtedy gdy w watasze ten głos do mnie przemawiał.
- Cześć... - Usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się, ale nikogo tam nie było. Przestraszona zaczęłam biec. Pomysleć, że ja tylko chciałam coś narysować... Znalazłam miejsce, z którego widać było księżyc, bo drzewa w pobliżu były uschłe. Usiadłam i zaczęłam ciężko oddychać.
- Co u ciebie? - Znowu to coś - Pewnie dalej taka beznadziejna jak zawsze.
Przypomniałam sobie. To to, co dręczyło mnie w świecie wilków postanowiłam nie reagować.
- Ha, udaje silną, nawet rzuciła na siebie klątwę. Nie łudź się, że ona coś pomoże, prędzej, czy później komuś powiesz. Jesteś... - Przerwał nagle. Zrobił to kiedy spojrzałam się na księżyc. Nie zamierzałam odwracać wzroku. Zamyśliłam się, a po twarzy zaczęły mi płynąć łzy. Rozpłakałam się całkowicie. Miałam ochotę krzyczeć, miałam dość wszystkiego... Wstałam i postanowiłam wydostać się z lasu. O dziwo tym razem poszło mi jak z płatka. Usiadłam na płocie i zaczęłam rysować las. Ostatnią rzeczą, jaką musiałam narysować był księżyc.
- Czemu nie przyszłaś na kolację? - Odwróciłam się. Stał za mną Orion.
- Ja... - Zawahałam się - Nie byłam głodna.
Popatrzył się na mnie ze zrozumieniem. Zerknęłam na rysunek. Pozostało mi tylko dorysować szczegóły na księżycu.
- Co rysujesz? - Zapytał się zaciekawiony i zerknął mi przez ramię. Pokiwał głową z uznaniem. Uznałam, że nie miszę odpowiadać, skoro zobaczył już rysunek. Już tylko ostatnia kreska... Jest! Nagle kartkę rozświetliło niebieskie światło. - To to światło!
Orion wydał z siebie stłumiony okrzyk. Notes wypadł mi z rąk. Otworzył się portal.
- Do kąd prowadzi? - Zapytałam cicho.
- Mam nadzieję, że do naszej watahy... - Chłopak westchnął. Zrobił krok do przodu, po czym chwycił mnie za nadgarstek i powiedział - Chodź!
Wyrwałam mu się  nie byłam pewna czy wracać... W tym świecie jest mi dobrze. W watasze muszę jeszcze pomóc Mizu i może poznam jakiegoś wilka który mnie polubi?... Tutaj nie dręczy mnie to ,,coś''... Myśli krążyły mi po głowie i szalały tak, że nie mogłam ich opanować.
- Nie wiem. - Popatrzyłam mu w oczy. - Ja po prostu nie wiem...
Byłam bliska płaczu. Mimo to, nie zamierzałam wyjawić NIKOMU sekretu...

<Orion? Przekonasz mnie, żebym wróciła? Mam tylko prośbę; nie chcę jeszcze nikomu mówić co mnie dręczy...>

OD Electro CD Lukas'a

Zacisnęłam zęby.
- Niestety nie - odwróciłam wzrok i spojrzałam na ogień. "Tak jak kamień w rzece, nie mamy ucieczki. Musimy czekać" pomyślałam. W sumie ja wogle nie miałam pomysłu, więc chwała basiorowi. Mogła bym biec dalej, już nie raz tak robiłam, ale to i tak bezskuteczne. Teraz obydwoje staliśmy za ścianą i nabieraliśmy powietrza, chociaż to było trudne. Ogień był wszędzie, z każdej strony, nawet z góry, więc w chwili obecnej nawet jego skrzydła nie pomogą. A do oddychania, tlen kończył się, a przez ogień nie docierało tu żadne powietrze. - Ale zaraz się usmażymy - stwierdziłam czując ogromne ciepło.
- Jakbyś nie zauważyła, wyjścia nigdzie nie ma - powiedział do mnie jak do idiotki. Uśmiechnęłam się sarkastycznie.
- Dzięki. Nie wiedziałam - powiedziałam sarkastycznie. Ogień nie znikał, nawet się nie zmniejszał.
- Dobra, nie ważne - burknął basior. - Twoje moce są z czym związane? - próbował wymyślić coś na szybko.
- Elektryczność. Tylko. A twoje może się na coś zdają? - powiedziałam nie spuszczając ze wzroku ognia. Niestety kątem oka zauważyłam, że ściana powoli pęka.
- Podczas furii wzrokiem zabiję, telepatia, widzę przyszłość, szybka regeneracja, teleportacja, głos melodyjny i uwodzicielski, działa on na większość wader ogłupiająco i mogę wtedy nimi łatwo manipulować - wyrecytował niczym z książki. Zamyśliłam się na chwilę.
- Teleportuj nas! - niemal krzyknęłam, bo czas się kończył.
- Nie wiem czy mi się uda. Teleportuje się tylko tak, gdzie mam zakres wzroku, albo gdy mam w pamięci dany obszar, ale w takich warunkach...
- Spróbuj - niemalże rozkazałam. - Jakbyś nie zauważył, ściana się rozpada - powiedziałam jak do idioty, a on odwzajemnił mój wcześniejszy sarkastyczny uśmiech. Chwilę myślał, a ja się nie powstrzymałam. - Serio masz melodyjny głos? - basior spojrzał na mnie jak na głupią.
- Nie na to czas. Daj łapę – chwycił mnie za kończynę. Ujrzałam jak ściana pęka. W tym momencie zamknęłam oczy i poczułam, że nie czuję już tego gorąca. Otworzyłam oczy. Lucas teleportował nas do całkowicie nieznanego mi miejsca. Rozejrzałam się.

<Lucas?>

OD Sky DO Lucyfera

Ech, znowu pada... .
Pogrążona w myślach wędrowałam po lesie. Miałam już dosyć tego deszczu. Postanowiłam że wrócę do jaskini, gdy nagle zobaczyłam jakiegoś wilka mijającego mnie. Nawet mnie nie zauważył. Pewnie również nad czymś się zastanawiał.
- Cześć, co tam? - zagadnęłam nieznajomego. Basior odwrócił się w moją stronę.
- Nic - powiedział basior bez wyrazu.
- Sky - mruknęłam przestawiając się - A ty?

< Lucyfer? >

OD Lukas'a CD Electro

-A to co ma być?- spytałem bardziej sam siebie.
-Coś złego w każdym razie.- odparła Electro. Spojrzałem na nią kątem oka.
-Chyba trzeba się ruszyć. Albo możemy też poczekać co się stanie. Jak wolisz.- wadera spojrzała na mnie wzrokiem "Are you kidding me?" i zaczęła się wycofywać. Szczelina pełna ognia była coraz bliżej więc też zawróciłem. Po chwili biegliśmy już ile sił w łapach czując na karku piekielne gorąco. Góry z tyłu zdawały się nie oddalać tak jakbyśmy cały czas byli w jednym miejscu. W końcu zatrzymałem się i zwróciłem ku ciągle zwiększającej się szczelinie. Podniosłem łapę i uderzyłem nią w wysuszoną ziemię. Przede mną pojawiła się kamienna ściana. Ogień dotarł do nas i ominął półkę za murem na której stałem z Electro tak jak woda omija kamień pośrodku strumienia.
-Brawo teraz jesteśmy w pułapce.- odparła oschle wilczyca.
-A masz lepszy pomysł?- spytałem ostro patrząc jej w oczy.

<Electro?>

OD Mizu CD Tiramisu

Po zakończeniu ciężkich zadań jakie musiałam zrobić, czekało mnie jeszcze dużo pracy w jaskini. Przez te wszystkie obowiązki mam coraz mniej czasu, aby spędzić czas z Umbreonem i Espeon, którzy na pewno się mnie gniewali. Wnerwiałam się przez to, że nie mogę się zorganizować. Jednak nie pokazywałam tego i wciąż uśmiechałam się. Jednak w dzisiejszym dniu byłam bardzo zdenerwowana. I robiła to raczej ta pogoda. Od kilku dni padało przez co czułam się jeszcze bardziej zmęczona. Skierowałam się natychmiastowo do swojej jaskini, gdzie chciałam resztę swoich zadań wypełnić i mieć chwilę dla Es & Um. Idąc tak spojrzałam się na zachmurzone niebo, po czym ponownie przed siebie. ~ Przez ostatnie dni dużo padało i zrobiło się chłodno. Można już poczuć zbliżającą się jesień, a tuż za nią zbliżającą się wielkimi krokami zimę. - pomyślałam sobie, po czym uśmiechnęłam się sama do siebie. Trochę zezłościłam się na Miketsukiego bo powiedział mi coś czego nie chciałam usłyszeć, przez co chodziłam jeszcze bardziej naburmuszona. ~ Brak czasu, więcej obowiązków, mniej rak do pomocy, a w dodatku ta pogoda - sama nie wiedziałam o czym zacząć już myśleć i jak dać sobie radę. Będąc prawie przy samej jaskini, coś na mnie poleciało. A dokładnie ktoś mnie oblał wodą, przez co zdenerwowałam się jeszcze bardziej. Podchodząc do wilków, moim oczom ukazał się Tiramisu, a wraz z nim Sky.
- Przepraszamy! - powiedziała głośno Sky, jednak mi to i tak nic nie dało.
- Sky! Tiramisu! za mną i to już. - wydałam po raz pierwszy im rozkazy, a oni poszli za mną i to w milczeniu. Zaprowadziłam ich do płynącego w lesie strumyka. - Przeprosin od was jak na razie nie przyjmę. Ale abyście mieli szansę na to, abym wam wybaczyła. Musicie coś zrobić. A dokładnie wasze zadanie będzie polegało na tym: Dzisiaj zjawi się tutaj Bóstwo.

Na imię ma Koko i przekaże wam list, który będziecie musieli do mnie przynieść. Oczywiście, aby wam uwierzyła, że to wam ma przeznaczyć ten list, musicie mieć ten naszyjnik. Dlatego wy poczekacie tutaj na Koko, a ja wrócę do siebie. Tylko nie zgubcie naszyjnika, bo inaczej nie dość tego że nie dostaniecie listu to Koko posmutnieje, a do tego zezłości. Życzę wam powodzenia. - wilki nic nie powiedziały, a ja już odeszłam. Tak na prawdę to nie gniewałam się na nich. Ale dzięki temu mogli mnie wyręczyć chociażby z jednego obowiązku.

<Tiramisu?> Przepraszam za to opowiadanie, ale nie wiedziałam co napisać...

OD Crystal DO Lucyfera

Tego dnia czułam się samotnie . Parys nie miał czasu wyjść .. a pozatym miał Charlotte , i nie chcę im wchodzić w paradę , bo kto wie .. może będą razem ? Chodziłam sama w okolicach Pechowego Wąwozu . Nawet moja towarzyszka nie raczyła pójść ze mną i gdzieś zniknęła .
- Durny dzień - mruknęłam .
Położywszy się na trawie mój wzrok objął jakiegoś basiora latającego wśród chmur . Natychmiast wzbiłam się w powietrze .
- Cześć ! - powiedziałam uprzejmie podając mu łapę - Crystal .
- Lucyfer - odrzekł odwracając na mnie wzrok.
- Co tu robisz ? - zapytałam .
- Stoję ? - powiedział z sarkastycznyn uśmiechem . Powtrzymałam się od odgryzania mu i odpowiedziałam :
- Może zechciałbyś gdzieś ze mną pójść ? Wiem , nie znasz mnie .. Więc do niczego nie namawiam - powiedziałam utrzymując miły ton głosu .

< Lucyfer ? >

OD Lloyda CD Kalejdoskop

Te całe sprawunki trwały jakby za długo .. Postanowiłem uciec i się pobawić . Wybiegłem nie zostawiając za sobą żadnych śladów . Mądre no nie ? Podążyłem nad Białą Plażę . Bez namysłu wskoczyłem do wody . Tego dnia była wyjątkowo zimna . Wyskoczyłem z wody jak oparzony (ale wręcz przeciwnie bo z zimna) .
Wylądowałem na grzbiecie jakiegoś wilka . Ten patrzył na mnie ze złością. Przywitałem się ale ten nic nie odpowiedział . Kiedy się odwróciłem aby odejść walnął mnie czymś twardym i odbiegł ... Myślałem że leże w wodzie , ale to była krew .
Bo Lloyd oczywiście postąpił na swój głupi rozum ... Może wreszcie zacznę słuchać dorosłych ? Chociaż nie .. jeszcze trochę zostanę normalny .

< Kalejdoskop ? >

OD Tiramisu CD Sky

- No .. chyba tak - zaśmiałem się , a wadera dokładnie oglądała każdy kąt.
- Długo jesteś w watasze ?
- Nie , raczej nie  - odpowiedziałem z zakłopotaniem - Coś do picia ?
- Możesz coś nalać - odpowiedziała .
Podałem nam obojgu wywar z maliny i mięty .
- Pyszne .. - powiedziała już po pierwszym łyku - Sam wymyśliłeś ?
- Wiem z doświadczenia że to jest najlepsze do podania .
- Ale nie o to mi chodziło .. Eh, nie ważne - mruknęła . Spojrzałem na nią a na twarzy malował mi się uśmiech . Kiedy wadera na mnie patrzyła odwracałem wzrok .
- O co Ci chodzi ? - zdziwiła się po chwili .
- Nigdy nie widziałem takich wąsów na pyszczku - powiedziałem .
Wadera oblizała się ze śmiechem .
- Jak myślisz dlaczego kiedy jesteśmy razem jest burza ? - zapytała po chwili i przysiadła się bliżej mnie .
- Czarne koty przynoszą pecha , zwłaszcza te śliczniutkie - powiedziałem i aby trochę ją rozweselić zmieniłem się w kociątko .
- Oh .. Kochany Timisiu ! - zawyła kiedy popatrzyłem jej w oczy . Zaczęła mnie głasakać.
- Koniec , bo mi wszystkie włosy powypadają ! - miałknołem po chwili odsuwając się na bok. Gdy przybrałem normalną postać Sky cicho jęknęła .
- Fajny jesteś w tej kociej postaci ...
- Ja jednak lubię swoją normalną .
Sky nagle wbiła wzrok w wejście jaskni . Wstała i powolnie wyszła . Podążyłem za nią . Na niebie malowała się cudowna tęcza kontrastująca z zachodzącym słońcem.
- Piękna ! - wydukała Sky .
- I zaraz zniknie - powiedziałem sucho zawracając w stronę wnętrza jaskini .
- Nie podoba Ci się ? - zagadała chwytając mnie za łapę.
- Często tu bywa .. ostatnio dużo leje - rzekłem przewracając oczami .
Wadera wyszczerzyła oczy - Serio , tak myślisz?
Pokiwałem głową . Sky chyba wolała zakończyć temat aby unkinąć konfrontacji . Zapytała co będziemy robić .. Na początku rozmawialiśmy trochę . Dowiedziałem się że to że znalazłem ją topiącą się w wodzie to było z góry zaplanowane . Po tej informacji wyszczerzyłem zęby :
- Może my też coś wymyślmy ?
- Naprawdę chcesz ?! - zapytała z podekscytowaniem .
- Tak , i nawet mam pomysł .
- No to mów ! - zachęciła mnie Sky.
- Pójdziemy do kogoś do jaskini i oblejemy go wodą ! - zaproponowałem .
- Ach , cudowny pomysł ! - zawołała wadera - Ale do kogo pójdziemy ?
- Może Parys ? - powiedziałem z łobuziarskim uśmiechem .
- Idealnie ! - zakrzyknęła i wyszliśmy z jaskini . Deszczu już nie było , a po burzy zostały tylko wyławane drzewa . I ten cudny zapach po deszczu ! Z rozkoszą go wdychałem .
Droga nie była długa , więc już po dziesięciu minutach byliśmy pod jeziorem .
- W co weźmiemy wodę ? - spytała .
Rozglądałem się niezdecydowanie . Po chwili jednak zobaczyłem pień wyłamany na kształt wiadra .
-  Bingo ! - powiedziałem biorąc go w pysk . Wadera uśmiechnęła się .
Po nabraniu wody nieśliśmy je na zmianę przez wąską drużkę prowadzącą do jaskini Alf . Mieliśmy nadzieję że od razu Parys wyjdzie i będziemy mieli ubaw , lecz niestety (a może stety ? ) nikt przez długi czas nie wychodził . Kiedy po aż sześciu godzinach zobaczyliśmy zbliżającą się sylwetkę , nie patrzyliśmy kto to . Bez wachania ochlapaliśmy tę osobę . Mieliśmy w planie czmyhnąć za drzewo , ale łapa mi się podwinęła i wylądowałem przed obliczem mokrej i wściekłej Mizu . Sky ze spanikowaniem spoglądała na sytuację ale nie miała odwagi podejść.

< Mizu ? > Wybacz Sky , to tylko tak jednorazowo daje komuś innemu do dokończenia :3 Nie bądź zła .

OD Mizu CD Kahloon

Kahloon była na początku czymś zmartwiona, jednak mówiąc mi że nic nie jest, odeszła. Kahloon poszła na polanę, a ja musiałam jeszcze zrobić kilka rzeczy i również wyszłam. Po wykonaniu swoich zadań które miałam do zrobienia wróciłam do swojej jaskini. Ale gdy tylko weszłam do niej, coś mnie zaniepokoiło. Jedna z moich ksiąg o zaklęciach jak i klątwach nie leżała na swoim miejscu. Od razu wyszłam z jaskini i zaczęłam szukać Kahloon, która przyszła mi pierwsza na myśl, że to właśnie ona mogła użyć na sobie tego zaklęcia. Jednak biegnąc na polanę, zatrzymałam się przy jeziorze, aby pomóc jednemu ze szczeniaków. Chciałam już pobiec dalej, ale w tym samym czasie,  spotkałam biegnącą w moją stronę Kahloon z wiadomościami. Szczeniak odszedł z uśmiechem, a a zaczęłam rozmawiać z wilczycą. Pokazała mi pewien tatuaż który wyglądał jak wąż wijący się wzdłuż krzyża. Coś mi przypominał jednak nie wiedziałam dokładnie co. Ale to co mnie jeszcze bardziej zmartwiło to to, że ludzie odradzali się. To informacje które zdobyła wadera, były bardzo przydatne. Ale gdy tylko skończyliśmy o tym temat, ja musiałam zacząć temat odnoszący się rzuconej klątwy którą na siebie rzuciła.
- Kahloon omijając ten temat, przejdziemy do pewnej sprawy, który dotyczy ciebie. Gdy wróciłam do swojej jaskini, jedna z moich ksiąg o zaklęciach i klątwach nie była na swoim miejscu. Wiesz że mnie nie oszukasz w takiej sprawie. A zwłaszcza, że wyczułam twoją aurę w powietrzu. Czy mogłabyś mi powiedzieć jaką rzuciłaś na siebie klątwę? Nie chciałabym, abyś cierpiała przez jakąś z tych klątw. Ja ciebie przepraszam, że musiałaś z mojej winy rzucić na siebie tą klątwę. Ale ja ją zdejmę z ciebie, tylko proszę powiedz mi jaka to klątwa?

<Kahloon?> I jak powiesz mi jaka to klątwa?

OD Charlotte CD Parysa

Parys był bardzo słodki. Wyciągnął łapę z wstążką i czekał na moją reakcję. Powoli na jego twarzy budowała się napięcie. Kiedy miał już się wycofać powiedziałam:
- Dziękuję.
Podałam łapę żeby wziąć prezent. Parys pisał mi ją i uśmiechnął się. Spojrzałam na niego.
- Pomożesz mi ją założyć? - zapytałam uśmiechając się do niego.
- Jasne. - powiedział jakby trochę zdziwiony. Pomógł mi zdjąć poprzednią i założyć nową.
- Co z nią zrobisz? - zapytał wskazując na starą wstążkę.
- Nie wiem. Chyba wrócę na chwilę do jaskini i ją odłoże. - odpadłam. - Ale zrobię to później. - dodałam.

<Parys?> brak weny

OD Kalejdoskop CD Lloyda

Rzuciłam okiem na Lloyda, wzięłam głęboki oddech, i poszłam w kierunku wskazanej przez szczeniaka jaskini.
Jaskinia od środka była bardzo duża. Zobaczyłam brązowo-białą wadere wpatrującą się we mnie podejrzliwie.
- Kim jesteś? - zapytała obca wadera spokojnie, chociaż właśnie nieproszona wbiłam jej na chatę.
- Szukam alfy stada
- To ja - poinformowała wadera - Mizu
- Kalejdoskop.
Kiedy to powiedziałam wadera skrzywiła się jak każdy, kto słyszy moje pełne imię.
- Co cię tutaj sprowadza?
- Chciałabym dołączyć do Twojej watahy.
Mizu przyjrzała się mi dokładniej. To pewnie przez moją brudną krew i mieszankę ras.
- Oki, od teraz jesteś oficjalnym członkiem watahy - odparła wadera uśmiechając się - Znaleźć ci kogoś na pokazanie terenów?
- Nie trzeba, dam radę. Do widzenia
Po tych słowach wyszłam z jaskini. Poszukałam wzrokiem Lloyda. Szczeniaka nigdzie nie było.
- Lloyd!
Cisza
- Lloyd!
Gdzie on jest?

<Lloyd?> Zgub się znowu default smiley xd

OD Sky CD Tiramisu

- A jednak mniej niż 36 sekund - rzuciłam, widząc co chwila krótkie błyski.
- To wracamy?
- Teraz za późno - jęknęłam - Nie damy rady!
Tiramisu zatrzymał mnie na chwilę.
- Sky!
- No co?
- Kim jesteś? - zapytał. Odpowiedź była jedna
- Jestem zwycięzcą... .
- Kim jesteś?!?
- Jestem zwycięzcą! - zawyłam na całe gardło. Siły powróciły i pobiegłam z basiorem pomiędzy drzewami. Dawno nikt mnie tak dobrze nie zmotywował. Taki jest właśnie prawdziwy przyjaciel. Przyjaciel, który poda pomocną łapę.
- Wiesz, że zawsze gdy jestem przy Tobie, przychodzi i burza? - zawołałam do Tiramisu - Wtedy gdy się poznaliśmy przebiegł mi drogę czarny kot.
- A, ciekawe - mruknął, udając że nie wie o kogo chodzi.
W tym momencie dobiegliśmy do jakiejś jaskini. Była bardzo ładnie urządzona.
- Wow, to Twoja jaskinia?

<Tiramisu?>

OD Mizu CD Oriona

Orion co jakiś czas odpuszczał sobie podchodząc do mnie. Wciąż nie chciał uwierzyć w siebie, co mnie co raz bardziej to wszystko rozśmieszało. W pewnym momencie Ori podszedł do mnie i powiedział mi: '' Przepraszam Mizuś... może i jestem silniejszy, ale nie mam anielskiej cierpliwości.'' Po tych słowach nic mi nie pozostało jak zebrać resztę swojej mocy, a zwłaszcza sił. Wstałam może i na nogi, ale nie na długo.
- Mizuś nie powinnaś wstawać. - powiedział zmartwiony wilk. Mi nic nie pozostało jak uśmiechnąć się.
- Ori nic mi nie będzie. A po za tym to ty i tak musisz się nim zając. Zacznijmy od początku. Może tym razem i ja włączę się do rozmowy. - uśmiechnęłam się jeszcze bardziej i podeszliśmy bliżej do naszego potwora.
- Przepraszam ciebie, za nachodzenie jednak chciałabym, a raczej chcielibyśmy z tobą porozmawiać. I co ty na to? - zaproponowałam krótką rozmowę z potworem po czym krok po kroku jakoś się dogadać.
- Dobrze... - odpowiedział trochę spokojniej potwór.
- Ori teraz ty zacznij z nim rozmowę, bo ja długo nie wytrzymam, aby ustać na łapach. - szepnęłam do wilka stojącego tuż obok mnie. Na początku się zawahał jednak, gdy tylko spojrzałam mu się w oczy, zaczął rozmowę. Ja natomiast przysłuchiwałam się. Wtem o dziwo światło księżyca przedarło się przez ogromną ciemność, która otaczała te terytorium. Wiedziałam, że nie na długo, jednak mogliśmy zobaczyć potwora z którym rozmawiał Ori.

<Orion?>

piątek, 27 listopada 2015

OD Parysa CD Charlott

Gdy Charlott próbowała złapać motyla, chciałem jej pomóc, ale nie udało nam się. Charlott zupełnie jak mały szczeniak była bardzo rozśmiana. Dzięki temu motylkowi przypomniałem sobie czas w którym jako szczeniaki łapaliśmy motyle.
- Tak zupełnie jak zadawanych czasów. - odpowiedziałem będąc rozśmiany zupełnie tak jak ona. Po chwili chodzenia doszliśmy nad Białą Plażę. Dni stawały się coraz zimniejsze co było można odczuć, ale nad morzem było to odczuwalne niemalże dwukrotnie bardziej. Bryza która owiewała nasze futra była dość słaba. Spojrzałem się na Charlott. Jej grzywka cały czas spadała na oczy, przez wiatr. Wyglądała uroczo, ale szybko oderwałem wzrok, aby niczego nie domyśliła się.
- I jak podoba ci się? - spytałem po chwili.
- Tak przepięknie jest. - odpowiedziała. Tak szczerze to chciałem jej wręczyć nową wstążkę o którą poprosiłem Mizu, aby mi ją znalazła.
- Charlott wiem, że masz już jedną wstążkę. Jednak ja mam dla ciebie również wstążkę nawet w tym samym kolorze...ale...ale różni się odcieniem i tym, że napisane jest na niej twoje imię, a tuż koło imienia serce. Czy zechciałabyś tą wstążkę przyjąć? - odważyłem się po jakimś czasie, ale byłem tak zdenerwowany, że nie wiedziałem czy się jąkam czyt też i nie.

<Charlott?> I jak przyjmiesz ode mnie prezent? 

Od Tiramisu CD Sky

- Lubię swoje pełne imię bo przypomina mi moją historię , ale możesz mi mówić .. tak jak Ci się podoba .. ale błagam nie Timuś !
- Ok .. coś sobie wymyślę - powiedziała wystawiając głowę z nory. Lał mocny deszcz .
- Co robimy ? - spytała zrezygnowana wadera .
- Skoro się boisz , to chyba tu zostaniemy ? - zapytałem .
- Pytanie ! - wrzasnęła - Ja na burzę nie wyjdę . Nagle walnął piorun i rozświetlił szare otoczenie . Wybiegłem z jaskini , i zaczałem liczyć ile czasu jest do grzmotu .
- 36 sekund - powiedziałem wchodząc spowrotem . Wadera spojrzała na mnie jakbym mówił w innym języku .
- Damy radę uciec i wrócić do jaskini, bo burza jest daleko - westchnąłem .
- Wyjdę jeżeli przysięgniesz że nie wystawisz mnie na cierpienie .
Pokiwałem głową .
- To mi nie wystarczy ! Masz przysiądz ! - powiedziała podniesionym głosem .
- Przysięgam - rzekłem krótko .
Wadera patrzyła na mnie bez większego przekonania .
- Chodź .. - powiedziałem pociągając ją do wyjścia .
- Ufam Ci ! - ostrzegła mnie i ruszyliśmy . Na początku było dobrze. Szliśmy wolnym krokiem w stronę jaskiń gdyż Sky ciągle bolała łapa .  Nagle piorun trafił prawie w moją głowę - dobrze że nie trafił, a przerażona Sky weszła za drzewo .
- Oszalałaś ? - zawołałem odsuwając ją od pnia . Sekundę później uderzył w nie piorun , a pień rozstąpił się na półowkę .
- Dziękuje - powiedziała łapiąc oddech - To walka z przeznaczeniem, od nas zależy czy uda nam się wrócić.

< Sky ? > Tak właściwie to od Ciebie to zależy;)

OD Sky CD Tiramisu

Zrobiło się szaro. Wróciliśmy więc do znalezionej wcześniej nory. Ciągle bolała mnie noga, ale czułam się już lepiej. Trwaliśmy chwilę w ciszy, nie wiedziałam za bardzo jak zacząć rozmowę. Popatrzyłam na moją zatrutą ranę. Chyba nie była już zatruta. No i dobrze.
Nagle usłyszałam piorun.
- Znowu burza... . - jęknęłam - Kopnął cię kiedyś piorun?
- Nie... . - mruknął niepewnie Tiramisu - Co za pytanie?
- Tylko tak pytam... .
- Nie lubisz burzy?
- Nie nawidzę
Basior spojrzał na mnie pytająco.
- Chcesz wiedzieć czemu? - westchnęłam.
Tiramisu przytaknął tak jak miał w zwyczaju. Nie chciałam tego mówić ale basior zmienił się w kotka i zrobił proszącą minkę. W końcu uległam.
- Mój chłopak umarł przez porażenie prądem. Na naszej pierwszej randce... . - mówiąc to wyrzuty sumienia i poczucie winy wróciły. Odwróciłam zakłopotana łeb.
Tiramisu chyba się przejął. Wrócił do wilczej postaci.
- I dlatego nie chcę z nikim być - dodałam.
- Lżej ci teraz?
- Tak - szepnęłam - Musiałam to kiedyś wyrzucić z siebie. Nie powiesz nikomu?
- Na pewno nie umyślnie.
- Dziękuję, jesteś bardzo miły. Mogę na ciebie mówić inaczej niż Tiramisu?

<Tiramisu?> Mogę?

Od Tiramisu CD Sky

Po odniesieniu jej , poszedłem nad Bezimienną Równinę . Usiadłem na siemi i patrzyłem w dal.  Na linię horyzontu , góry , las i malusieńki strumyczek oddalony o pół kilometra.
Zacząłem sobie wyobrażać różne rzeczy , kiedy nagle spostrzegłem Sky przy strumyku .
- Sky ! - mruknąłem cicho - Zapomniałem o niej!
Pobiegłem do niej jak najciszej kiedy usłyszałem jak coś sobie nuci . Nie chciałem jej przerywać bo wiem jakie to wkurzające więc poczekałem .
- Sky , co z nogą ? - zapytałem kiedy mnie zauważyła .
- Oh , da się żyć , ale dzięki za troskę - powiedziała .
- Ok ... - wydałem z siebie cichy pomruk .
- Wiesz .. trochę mi samotnie . Chcesz tu ze mną pobyć ? - spytała.
Kiwnąłem łbem . Przez pierwsze pare chwil było strasznie drętwo , lecz po chwili zrobiło się całkiem przyjemnie i zaczeliśmy rysować obrazki patykiem na ziemi. Ja narysowałem papugę i chorągiewkę - Achoj , piraci ! A ona , dwa motyle . Patrzyliśmy na swoje dzieła z podziwem .
- Śliczne to , prawda ? - westchnęła wadera leciutko .
- Taa .. - odpowiedziałem . Sky położyła łeb na ziemi i zaczęła opowiadac o najpiękniejszym motylu jakiego kiedykolwiek widziała . Był to motyl wyglądający na przeźroczystego , gdyby nie prawie nie zauważalne , połyskujące srebrne zdobienia . Miał on także czarne "obramowania" na końcówkach skrzydeł . Natomiast najpiękniejszy według mnie to taki przypominający tygrysa - śmiałem się . Na opowieściacg tego typu zleciał nam cały dzień . Oczywiście ona mówiła więcej .. ale to nie moja wina -jestem nieśmiały i koniec .

< Sky ? >

Od Lloyda CD Kalejdoskop

- Nie .. ona powiedziała że nie lubi szczeniaków .. boi się ich .
- Widzisz ? To co innego ! Porozmawiaj z nią ona .. napewno bardzo Cię lubi !
Wziąłem głęboki wdech .
Niesądze żeby była to prawda ale na wszelki powiem że rozumiem żeby nie było więcej tego tematu :
- Pewnie masz rację .
- Widzisz ? - uśmiechnęła się wadera.
- Nie nie widzę - powiedziałem i pokazałem jej ze śmiechem moje zamknięte oczy . Kala zaczęła się śmiać .
- To tu - powiedziałem wskazując łapką na jaskinię alf - załatw co masz do załatwienia i chodź się bawić !


< Kalejdoskop ? > Też mam chwilowy Venus Brakus .. nie wiedziałam co odpisać .

Od Tiramisu CD Invicto

- Bojest taka sprawa .. - urwałem .
- Tak ? - zapytała z ciekawością .
- No .. chciałbym wiedzieć czy może ty też ...
- Możesz powiedzieć mi za chwilkę ? Chcę mi się pić , może pójdziemy razem ?
- No - mruknołem pod nosem . Doratliśmy do takiej rzeczki :

Była ona niedaleko , ale z tamtych terenów ( z których wracaliśmy ) wcale nie było jej widać . Kiedy Inka piła gapiłem się na boki - wszędzie byle przez przypadek nie natknąć się wzrokiem na waderę .
- To już .. - powiedziała wyciągając łapę ku korytu aby złapać płynący kwiat lili wodnej .
Przewróciłem oczami .. ile minie zanim dam radę jej coś powiedzieć ?
Trzeba odpowiedzieć - dużo , bo w tej samej sekundzie usłyszałem donośny dźwięk wody a wadera już w niej była . Podałem jej łapę i wydrapała się z lodowatej rzeki .
- Timis .. Z..z..imno. miii - mówiła przytulając się do mnie chcąc mnie ogrzać .
- Bardzo ? - spytałem patrząc z przerażeniem na zziębniętą i mokrą waderę , którą zaczynał przewiewać wiatr .
- Bądź tak dobry .. i zabierz mnie do ciepłego - powiedziała drżąc . Mocno ją przytuliłem .
- Lepiej ? - zapytałem z zadowoleniem .
- T..tt..tak - odpowiedziała . Kiedy była już troszeczkę wysuszona i ogrzana , z mokrymi futrami wróciliśmy do małego różowego domku . Dorzuciłem drewna do kominka i pozamykałem wszystko co mogło przepuszczać ciepło . Od razu zrobiło się miło i przytulnie .
- Timis ? - zapytała leżąc przykryta kocem na dywanie - O co mnie pytałeś ?
Podbiegłem do szafki i wyciągnąłem zza niej bukiet kwiatów który zbierałem i ozdabiałem kiedyś jak spała . Bardzo mi się podobał :

- To dla Ciebie - powiedziałem podsuwając jej kwiaty - Nie wiem jaka jest twoja opinia na ten temat , bo staram się nie czytać w twoich myślach .. Więc ..Inv chciałbym żebyś wiedziała że chyba jest tak że ja Cię
kocham ... - wydukałem nie patrząc na jej reakcje , i ze wstydu usiadłem przed domem . Na ziemię spadły trzy łzy.

< Invicto ? >

czwartek, 26 listopada 2015

Od Invicto CD Tiramisu

- Dlaczego miałabym cię znienawidzić? Uwielbiam cię! Jak mogłabym to zrobić?! - zawołałam i mocno przytuliłam się do basiora. Tak, cała ja. Szczera do bólu. Po chwili odkleiłam się od niego i spojrzałam na duże drzewo w kształcie serca.
 - No, a wracając do mojej myśli, trochę tu zbyt romantycznie. - stwierdziłam i zaczęłam uważnie badać drzewo. Nie patrzyłam na Tiramisu, ale mogłabym przysiądz, że się uśmiechnął. Po dokładnym zbadaniu zapachu drzewa i jego wytrzymałości, uznałam, że można na nie wejść. Uczepiłam się pazurami grubego pnia i zwinnie wskoczyłam na jedną z grubszych i sztywniejszych gałęzi. Taaa....wilki chodzące po drzewach. Ciekawe...
Usadowiłam się wygodnie i spojrzałam w niebo. Było różowe. Kuuuurdeee...Spojrzałam na Timisa, który patrzył się na mnie niezdecydowanie. Odsunęłam się kawałek.
 - Nie wchodzisz? - zapytałam z uśmiechem. Tiramisu przełknął ślinę.
 - Eee...chyba wolę zostać na ziemi. - mruknął. Pokiwałam głową zawiedziona i zaczęłam się rozglądać. W sumie...jak my tutaj dotarliśmy? Przecież pamiętam, jak wokół nas było mnóstwo drzew, jaskiń, gór, kamieni itp. A na tym polu stało tylko to drzewo. Dziwne...nie przypominam sobie, żebyśmy nagle przeszli na takie pustkowie...Jakby mój mózg uśpił się na dwie sekundy, a w tym czasie teren magicznie zmienił się w takie puste miejsce. Spojrzałam na wilka. On patrzył się w ziemię, myśląc o czymś. Po chwili zwrócił wzrok na mnie.
 - Czy....czy mogłabyś zejść? - zapytał niepewnie. Uśmiechnęłam się i zeskoczyłam na ziemię. Tiramisu podszedł do mnie.
 - Słuchaj, Invicto....
 - Czekaj. - przerwałam mu. - Mów do mnie Inka. Niezbyt lubię moje pełne imię.... - mruknęłam.
 - Dobrze, Inka...muszę ci coś powiedzieć. - powiedział z przerażeniem w głosie.
 - Wal.

<Tiramisu?> No to wal Kartofelku :3

OD Oriona CD Mizu

Pogadać z tym czymś... tylko, że to coś nawet się nie chce pokazać, pomyślałem.
- Przepraszam, czy mogę zapytać... - zacząłem trochę niepewnie podchodząc to stworzenia.
- Odejdź! - warknęła istota.
Położyłem po sobie uszy. Po chwili jednak podniosłem je i wyprostowałem się. Zrobiłem krok do przodu i powiedziałem:
- Słuchaj. Nie jestem twoim wrogiem.
- A mnie to nie obchodzi! - odparło stworzenie.
Popatrzyłem na Mizu, która leżała i przyglądała mi się. Podszedłem do niej i szepnąłem jej do ucha:
- Mizuś, z nim się nie da dogadać.
- Dasz radę, Ori. Wierzę w ciebie - odparła wadera.
Przewróciłem oczami, po czym spojrzałem na żółte ślepia.
- To może się przedstawię - powiedziałem - jestem Orion.
- Orion... - rzekł wolno... eee... sam wiesz, kto.
- Tak, Orion. A ty?
- Orion... Jak ten gwiazdozbiór?
- Taaa... a jak ty się nazywasz?
Nastała cisza. Ślepia cały czas patrzyły na mnie. Powoli już miałem tego dosyć.
- Orion... Orion... - powtarzało cicho stworzenie.
Po chwili odwróciłem się do Mizu i powiedziałem:
- Przepraszam Mizuś... może i jestem silniejszy, ale nie mam anielskiej cierpliwości.

<Mizu?> Brak weeeeeny...

OD Kalejdoskop CD Lloyda

Uśmiechnęłam się do szczeniaczka.
- Miło że mnie lubisz, ale jeszcze nie wiem czy będę mogła być w tej watasze - powiedziałam.
- Ale dla czego? Alfa Mizu na pewno cię przyjmie. Czemu myślisz że miałaby tego nie zrobić? - zapytał Lloyd z lekkim żalem.
- Nie wszystkie watahy są usiane kwiatami... .
Szczeniak stanął jak wryty.
- Ależ my mamy zaraz zimę! - zaprzeczył.
- Nie bierz tego dosłownie, to takie stwierdzenie. Wszystko, co nie jest usiane ,,kwiatami" po prostu jest smutne bądź ponure i złe.
- aaa... . - powiedział Lloyd ziewając.
Postanowiłam zmienić temat.
- Lubisz swoich przybranych rodziców?
- Tak, chociaż Matta bardziej. Essix mnie za bardzo nie lubi... .
- Nie mów tak, ona na pewno Cię lubi ale może tego nie okazuję?

<Lloyd?>

OD Sky CD Tiramisu

Tiramisu wyniósł mnie z dymu naprawdę byłam mu wdzięczna.
I wtedy, gdy dym dusił mi płuca, moja rana od piranii zaczęła okropnie piec. Zacisnęłam zęby, ale nie dałam po sobie niczego poznać.

***

Później Tiramisu położył mnie w jakiejś norce i powiedział abym się nigdzie nie ruszała. No to się nie ruszałam. Do czasu, aż moja rana przestała piec. Skręcona kostka też już nie bolała, więc wyjrzałam zaciekawiona z norki. Basiora nigdzie nie było.
- Co mi Timis zrobi? - powiedziałam do siebie, robią krok naprzód. Niestety ciekawość i tym razem zwyciężyła. Wyszłam z nory, mimo że jeszcze trochę czułam ból w nodze. Przystanęłam na brzegu strumyka i zaczęłam coś cicho nucić.

< Tiramisu ? > brak weny

OD Tiramisu CD Sky

- Wybacz - powiedziałem cichutko - Wiem że to przezemnie i chciałbym Ci pomóc jak najbardziej abyś szybciej doszła do siebie .
- Miłe z twojej strony . To od Ciebie ta różyczka i ta karteczka ?
- Tak - powiedziałem nieśmiało .
- Dziękuje - powiedziała lekko się uśmiechając . Lubię takie momenty . Kiedy myślę że to co zrobiłem było całkowicie niepotrzebne a jednak wywołało czyiś uśmiech .
- Idź się połóż , a ja skoczę po coś do jedzenia .
Wróciłem z zającem .
- Może go upieczesz ? - zaproponowała Sky ze smakiem .
Pokiwałem głową . Aby ją trochę ogrzać rozpaliłem ognisko w środku . Jedzenie była przepyszne a na jej twarzy malował się tajemniczy uśmiech . Po tem położyła się spać , a ja z przejęciem czuwałem nad nią .
W końcu mnie także zmożył sen .
***
Obudziłem się czując się jak w piekarniku . Wszystko się zapaliło . Wziąłem zatrutą dymem Sky na plecy i wyniosłem z jaskini .

< Sky ? >

OD Tiramisu CD Lucyfera

Wpatrywałem się w moją ofiarę - młodego jelenia . Już prawie na niego naskoczyłem , ale spłoszył go głos :
- Cześć Tiramisu !
Po odwróceniu się zauważyłem Lucyfera .
- Tak , cześć - powiedziałem zrezygnowany i usiadłem na ziemi.
- Co robiłeś .? Taki skupiony byłeś , czyżbym w czymś przeszkodził ?
Nie odezwałem się ale byłem masakrycznie wściekły .
- Hej ? Śpisz ? - zaśmiał się basior .
Nie chciałem nic odpowiadać i robić konfrontacji , bo gdyby wyszła z tego bójka to oczywiste że wygra Lucyfer bo jest większy .
- Biedny mały wilczek .. Tak mu przykro że się nie odezwie !
Zacisnąłem zęby . Jeszcze słowo - pomyślałem gniewnie .
Nagle basior mnie popchnął i już nie wytrzymałem . Całą siłą wiatru przerzuciłem go na drugą stronę lasy przyczym powiedziałem :
- Biedny Lucyferek !

< Lucyfer ? >

OD Sky CD Nerin

[Chlup!]
Ochlapałam nieznaną waderę wodą. Ta się zaśmiała i postanowiła mi oddać.
- Takaś cwana? - zawołałam i dołączyłam się do zabawy.
- Mów mi Nerin - powiedziała wadera i odbiegła na głębszą wodę, robiąc łapą gest, bym też przyszła. Kiedy podeszłam Nerin skoczyła na mnie zanurzając mnie w wodzie. Wynurzyłam się z łatwością, bo bardzo lubię pływać. Po chwili tarzałyśmy się po wodzie, rozchlapując ją gdzie popadnie. Było naprawdę fajnie.
- A ty właściwie to jak masz na imię? - spytała Nerin wynurzając się z wody.
- Sky!
Potem wadera wyciągnęła znikąd jakąś piłkę i nadmuchała ją. Piłka była cała zielona, w szare delfiny.
- Co ty na zabawę piłką? - zapytała.
- Jak najbardziej!

<Nerin?> Przepraszam że takie krótkie, ale brak weny... .

OD Sky CD Tiramisu

Po tym jak zemdlałam (znowu) czułam się okropnie. Wydawało mi się, że w mojej ranie jest trucizna... .
Po kilku minutach (lub godzinach) przez moje powieki wdarło się słońce. Otworzyłam oczy. Byłam w mojej jaskini. Przetarłam jeszcze raz oczy i spróbowałam wstać. Jak ja się tu znalazłam?
Leniwie przewinęłam się na drugi bok. Obok mnie leżała kartka i mała różyczka. Niestety kręciło mi się w głowię i nie mogłam odczytać co jest na niej napisane. Chwyciłam kartkę w zęby i postanowiłam wyjść z nią na słońce. Gdy byłam przy wyjściu coś mi strzyknęło w nodze i się wywaliłam na trawę. Nie mogłam się podnieść więc jeszcze raz spróbowałam przeczytać kartkę. Ciągle nic na niej nie widziałam. Wstałam na obolałej łapie i kulejąc wyszłam się rozejrzeć. Zobaczyłam na wprost mnie Tiramisu.
- Cześć - powiedziałam
- Dobry - odpowiedział basior krótko i zwięźle jak to miał w zwyczaju.
- Przemyślałam to i owo. Może nie powinnam zachęcać cię do pójścia do Widmowej puszczy?
- Co ci się stało z nogą?
- Boli mnie. Muszę zostać na jakiś czas w jaskini... .

<Tiramisu?> Brak weny

Od Tiramisu CD Invicto

Nagle obudziły mnie odgłosy sprzed domu . Siedziała tam Invicto i śpiewała jedną ze znanych mi piosenek na cały głos . Ach.. jak ja kocham śpiewać ! - pomyślałem . I przyłączyłem się do śpiewania . Nigdy nie słyszałem ładniejszej wersji , niż tej naszej śpiewanej na dwa głosy . Kiedy wadera usłyszała że piosenka brzmi inaczej odwróciła się i zobaczyła mnie uśmiechającego się w jej stronę . Była bardzo miła atmosfera . Po skończonym występie zapytałem :
- Nie możesz spać ?
- Ach .. jakoś mi ten sen nie wychodzi . Chciałabym jeszcze coś porobić - odpowiedziała energicznie skacząc .
- Może dasz się gdzieś zaprosić ?
- Zależy co zaproponujesz - rzekła z uroczym uśmiechem .
- Ostatnie miejsce ... mam nadzieję że zdobędzie twoje największe uznanie .
- O , mam wielką nadzieję ! - przytaknęła .
- No .. to idziemy ? - wydukałem .
- Okej ! - zawołała żywo .
***
Droga była naprawdę miła. Atmosfera panująca między nami także . Cieszył mnie taki obrót zdarzeń .
Doszliśmy do takiego oto miejsca :

- Trochę tu .. - niedkonończyła gdyż jej przerwałem :
- Znienawidzisz mnie jeżeli powiem że chciałem żeby tak wyszło ?

< Invicto ? >

OD Nerin CD Sky

Byłam w pobliżu plaży akurat wtedy gdy jakaś wadera siedziała w wodzie... Zaciekawił mnie ten widok ponieważ nie na co dzień widzi się wilka wiedzącego w wodzie... Słyszałam zza krzaka i oślepiłam ją blaskiem słońca, a sama jednym skokiem przeskoczyłam za waderę. Ona otarła oczy a ja skoczyłam na nią i powaliłam tak, że leżała w wodzie. Wadera odepchnęła mnie tylnymi nogami i zaczęłam się zabawa!

<Sky?>

OD Tiramisu CD Sky

Musiało paść te pytanie ! Czemu nie chodziło o latanie lub .. czytanie w myślach , bo to umiem. Dlaczego akurat woda ? Why ?
- Nie ... - warknąłem , z fochem spoglądając na kołyszącą się wodę .
- No to mój plan nie wypali . Trzeba coś innego wykminić - powiedziała siadając na ziemi .
- A może .. mam pomysł - zakrzyknąłem - Musimy iść znaleść inne wyjście .
- Ja idę tam gdzie powiedziałam .
- Spoko .. - westchnąłem i poleciałem w głąb czarnej strony jaskini . Sky natomiast wskoczyła do wody .. Szkoda że jej tu nie ma . Szkoda ..
Szedłem w czarną nicość pogrążyony w swoich myślach . Zacząłem cicho nucić tekt pewnej piosenki . Po półgodzinie wyszedłem z jaskini , która kończyła się nad brzegiem jakiegoś jeziora . To druga część Styksu - pomyślałem . Nagle zauważyłem Sky, jej zraniona łapa była ciągle mokra od lejącej się krwi .
Ona zemdlała - pomyślałem i czym prędzej do niej i zauważyłem okropny widok .. Leżała z dwa metry od jeziora na małej kępce trawy , a potok krwi był tak duży że woda zabarwiała się na czerwony kolor .
Po policzku zleciały mi gorzkie łzy , czemu jej nie pomogłem tylko wyruszyłem inną drogą ? To przezemnie ona cierpiała więc trzeba się nią odpowiednio zająć . Zaniosłem ją do jaskini i zatamowałem wyciek krwi . Owinąłem ranę lnianym bandarzem i przykryłem śpiącą waderę kocem . Po tym cichutko wyszedłem z jaskini . Pobiegłem nad łąkę i zerwałem dla niej blado różową różczkę do której dołączyłem kartkę z napisem : Przepraszam ~ Tiramisu. Pobiegłem przed jej jaskinię . Padał deszcz . Położyłem się na ziemi i czekałem na Sky .

< Sky ? >

OD Lloyda CD Kalejdoskop

- Jesteś na mnie bardzo zła ? Bardzo bardzo .. czy mniej bardzo niż myślę?
- Nie jestem zła - rzekła pogodnie wchodząc w zakręt - Każdy kiedyś był szczeniakiem .. I przewinienia maluchów nie powinny być karane .
- Naprawdę ? Myślę że to nie prawda bo jakbym zrobił coś totalnie złego toooo .. ? - zapytałem .
- To .. nie wiem . Jabym nigdy szczeniaka nie ukarała ... Chyba że nie zabrałabym go na jakiś wypad - zaśmiała się .
- To okrutne ! -wykrzyczałem i stanąłem za drzewem .
- Jestem szalona .. ale nie musisz się mnie bać ! - znowu zaczęła się śmiać.
- Przestań się ze mnie śmiać - mój ton zmienił się na poważny .
- Ja się z Ciebie nie śmieje . Śmieje się z tego co mówisz .
- Ja nic .. nie rozumiem Cię ! - za chichotałem wychodząc za drzewa .
- Jak mnie odprowadzisz to idziesz do mamy i taty ?
- Pewnie tak . Nie lubisz mnie ? - spojrzałem na jej zaśmiany pyszczek.
- Dlaczego tak myślisz ? - wadera spoważniała
- Bo chcesz się mnie pozbyć !
- Lubię szczenięta i w żadnym wypadku nie chcę się nikogo pozbywać . Uprzedając kolejne pytanie które zadasz ... Tak chciałabym trochę z tobą pobyć .
- O ! To ja się bardzo cieszę ! Możemy być najlepszymi przyjaciółmi i bawić się zabawkami ! Co ty na to ?

< Kalejdoskop ?

środa, 25 listopada 2015

OD Invicto CD Tiramisu

- No...myślę, że możemy pójść do domu...i się przespać. - powiedziałam z niewinnym uśmieszkiem i ziewnęłam. Jak zwykle byłam śpiąca. Basior po raz pierwszy od dłuższego czasu się uśmiechnął.
 - Jak chcesz....w sumie, ja też bym sobie odpoczął. - mruknął. Zakasłałam cicho i zaczęłam rozglądać się dookoła. Kilka ptaków przeleciało mi koło głowy, ćwierkając. Było ich bardzo mało, co trochę mnie zdziwiło. Wpatrzyłam się w ziemię. Nie miałam siły na nic. Może to ta kąpiel w rzece z krwi trolla tak mnie wykończyła? Nie wiem, jakie ona ma właściwości, ale czułam się chorobliwie zmęczona po tej przygodzie. Może to minie...
Spojrzałam w niebo i z wielką tęsknotą przyglądałam się ptakom fruwającym i śpiewającym. Ptaki, jedne były kolorowe, jedne czarne, jedne białe...ta wspaniała mieszanka kolorów sprawiała, że strasznie się zachwycałam. Próbowałam odgadnąć, co mówią. Niestety nie znam ptasiego więc raczej mi to nie wyszło. Znów spojrzałam przed siebie i ujrzałam wielkie, tęgie drzewo. Oczy mi błysnęły i wystrzeliłam jak z procy w jego kierunku. Obiegłam pień 3 razy, po czym przysiadłam, bo trochę zakręciło mi się w głowie. Tak mam....jak widzę coś, przy czym można się wyszaleć, od razu to wykorzystuję. Stanęłam przed drzewem i poczekałam na Timisa. Wilk podszedł do mnie po chwili i znów zaczęliśmy zmierzać do domu. Po kilku minutach ujrzałam jego dachy wyłaniające się zza drzew. Popędziłam do niego i wpadłam do środka. Położyłam się na ciepłym dywanie i wsłuchałam w trzaskający w kominku ogień. Po chwili wszedł Tiramisu i położył się blisko mnie. Nie chciałam zasypiać. Czułam, że na czymś muszę rozładować energię. To było dziwne uczucie...z jednej strony byłam straszliwie zmęczona, a z drugiej czułam, że jeśli się nie wyszaleję, to wybuchnę. Zamknęłam oczy i udałam, że śpię. Po chwili usłyszałam ciche pochrapywanie. Otworzyłam jedno oko. Basior spał.
Wstałam i pocałowałam go w czoło, po czym wyszłam na dwór. Musiałam rozładować powera, tak? No i zaczęłam śpiewać na cały głos:

< Tiramisu ? >

OD Kalejdoskop CD Lloyda

- Ej, w jakim stopniu jesteśmy zgubieni? - zapytałam Lloyda. Szczeniak miał zapłakaną twarz.
- Nie wiem
- Poczekaj, zobaczę gdzie jesteśmy - powiedziałam i wspięłam się na drzewo. Zaczęłam wołać do Lloyda - To chyba środek lasu, dalej duża żółta łąka, ciemniejszy las... .
- Musimy iść na żółtą łąkę - usłyszałam pisk z dołu - Potem chyba będziemy wiedzieć co dalej.
Zeskoczyłam z drzewa i wskazałam Lloydowi kierunek drogi. Mały miał już chyba dość tego lasu bo poruszał się żwawo. Dogoniłam go i wtedy szczeniak nieco zwolnił.

<Lloyd>

OD Sky

Samotnie spacerowałam plażą. Nudziło mi się. A ja nienawidzę nudy! Zrezygnowana weszłam do wody. Nie mogłam nigdzie znaleźć innego wilka. Usiadłam więc w wodzie która sięgała mi do kolan. Po chwili przepłukałam całe ciało.
Wyczułam czyjąś obecność. Czyżby Shadow? Nie to nie on. Pachniało jakimś obcym zapachem. Może Mizu? Hmm..

<Ktoś, z kim jeszcze nie pisałam>

OD Sky CD Tiramisu

Obudziłam się zmęczona i obolała, obklejona jakąś dziwną mazią. Śmierdziało rozkładającym się zgniłym mięsem. Czułam, że zbiera mi się na wymioty. Zauważyłam wyjście z groty. Wsunęłam tam głowę. Byłam w innym miejscu, niż pamiętałam. Widziałam tylko podwodny tunel, oświetlony dziwnymi światełkami. Ponieważ mogę oddychać pod wodą, postanowiłam tam wpłynąć.
Pokonując kilka ostrych zakrętów wróciłam w to samo miejsce. Potem znalazłam nowy korytarz, który dalej się kręcił w różne strony. Po piętnastu minutach dotarłam na punkt startowy. I wtedy przez głowę przeszła mi okropna myśl... .
To był podwodny labirynt.
Wtem zza ściany wypłynęło stado piranii. Chciałam uciec do groty w której się obudziłam, ale za cholerę nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Energicznie wpłynęłam w jeden z korytarzy, starając się uciec od krwiożerczych bestii. Totalnie się pogubiłam. I stało się! Najszybsza pirania wgryzła mi się w kostkę, a ja ostatnimi siłami wpłynęłam do jakiejś groty. Uderzyłam w coś. Przestraszyłam się, że to jest to COŚ, co mnie porwało, ale to był... Tiramisu?
Energicznym ruchem strzepnęłam z nogi piranię, a noga zaczęła mi od razy krwawić. Popatrzyłam z nadzieją na basiora.
- Nic ci nie jest? - zapytałam.
- Nie - powiedział zmęczony - Jak uciekłaś?
- Jeszcze nie uciekłam - westchnęłam - To środek podwodnego labiryntu. Umiesz oddychać pod wodą?

<Tiramisu?> Umiesz?

OD Lloyda CD Kalejdoskop

- Oczywiście pan.. Kala . Możemy iść - powiedziałem spoglądając głęboko w jej oczy doszukując się prawdy.
Nie wyglądała na kogoś kto kłamie lub łga . Ruszyliśmy do alfy .
- Duża jest ta wataha ? - zapytała aby przerwać ciszę .
- Duża . Jak się zgubię to Matt i Essix długo mnie szukają ! - odpowiedziałem .
- Twoi rodzice ? - zapytała z ciekawością .
- Prawie - rzekłem nieco zmieszany - To znaczy nie urodziłem się obok nich ale to nie znaczy że oni nie są moimi rodzicami . Wiesz przecież że to nie ta twoja " prawdziwa mama " lub tata musi Cię znaleźć w kapuście tylko ta którą pokochasz nią będzie - powiedziałem licząc na uznanie . Wadera zaczęła się głośno śmiać.
- Naprawdę ? - zapytała ocierając łzę .
- Tak . Nie rozmawiaj do mnie . Jest foch , za śmianie się z innych wilkełów !! - warknąłem i ze zdenerwowania rzuciłem ognistą kulą w ziemię .
- Nie zabijaj ! - zaśmiała się z kpiną - Przepraszam !
- Ale masz mnie nie śmiać ! - powiedziałem niezdarnie przewracając się .
- Ok , nie będę się z Ciebie naśmiewać - rzekła z wymaganą powagą ale lekko cichocząc .
- Ile jeszcze do tej alfy się idzie ? - zapytała ze zdezorientowaniem zmieniając temat .
- Zgubiliśmy się - zaśmiałem się , a mój śmiech po kilku sekundach zamienił się w płacz .

< Kalejdoskop ? >

OD Tiramisu CD Barfi

..Że usłyszałem znajomy głos .
- Invicto ? - zawołałem pokazując się .
- Cześć ! - powiedziała przytulając się - Może przedstawisz mi swoją towarzyszkę ?
- Ja .. ten nie wie...
- Barfi - przerwała mi podając jej łapę .
- Invicto - uśmiechnęła się moja przyjaciółka .
- Tiramisu ... - rzuciłem bez przekonania .
- Co robicie ? - zapytała po przyjacielsku .
- My właśnie idziemy na spacer ! - wykrzyknęła Barfi .
- Właśnie .. powiedziałem i niechętnie dołączyłem do idącej wadery .
Droga minęła raczej spokojnie .. milcząco wręcz .
Doszliśmy do Białej Plaży . Wskoczyłem do wody .. była ciepła i idealnie mnie chłodziła . Kocham to uczucie . Natomiast Barfi tarzała się w gorącym piasku .
- Może poodbijamy sobie piłką ? - zapytała wyjmując jakąś z zarośli .
- Czemu nie ! - odpowiedziałem w stanie euforii . Bawiliśmy się do wieczora , aż nie zabłysnął złoty księżyc .
Było cudownie .. ciepło i przepięknie jak to w każdy uroczy wieczór .
- Idziemy razem do jaskiń ? - zaproponowała . Przytaknąłem .

< Barfi ? >

OD Kahloon CD Mizu

Na ostatnie pytanie była najprostsza odpowiedź.
- Co do ostatniego; oczywiście, że mogę - kiedy wymiawiałam te słowa, na moim pysku widać było determinację. - Co do reszty, zamierzam zrobić co w mojej mocy.
Mizu kiwnęła głową i ciężko usiadła. Wyglądała na zmartwioną. Szybko pogrążyła się we własnych myślach. Nagle lekko podskoczyła, jak gdyby o czymś sobie przypomniała, a w jej oczach zatańczyły w parze dwie iskierki - iskierka ulgi i iskierka szczęścia. Usiadłam w cieniu. Zakmnęłam oczy i próbowałam przywołać wizje, tym razem dwie. Tą starę i tą, którą miałam dopiero zobaczyć. Już zaraz... Jest! Obraz mignął mi przed oczami, ale nic nie zobaczyłam, bo usłyszałam głos: ,,Hah, i ty, bezużyteczna ty, zamierzasz pmóc Alfie? Śmiechu warte! Niegdy nie dasz rady!'' Z oka poleciała mi łza. Cofnęłam się, by mieć zacieniony pysk. Nie chciałam by Mizu przejmowała się kimś takim jak ja...
- Loone, wszystko w porządku? - Ech... A jednak zobaczyła. Ujrzała to cierpienie...
- Oczywiście! - zmusiłam się do uśmiechu.
- Nie wierzę w to. - powiedziała to stanowczo, pierwszy raz powiedziała coś w taki sposób... Jakby żądała ode mnie wyjaśnień.
- Mizu. Znasz mnie dość dobrze. Wiesz, że gdyby coś się działo, to powiedziałabym ci! - Wyłoniłam się z cienia i usiadłam przed waderą. Przez chwilę się wahała. Wyglądała, jakby walczyła sama ze sobą, ale zaraz się rozpromieniła.
- To dobrze. Mam nadzieję, że w razie potrzeby wszystko mi powiesz... - Uśmiechnęła się szczerze. Kiwnęłam głową. Dziwiłam się jak łatwo kłamstwo przechodzi mi przez gardło...
- Mizu, idę na polanę, tam jakoś rozjaśnia mi się umysł, będzie mi łatwiej przywołać wizje.
- Zgoda. - Już nie wyglądała na zmartwioną. Tak szybko jak mogłam pobiegłam na polanę i usiadłam pod drzewem. Zaczęłam myśleć. ,,Jestem zbyt słaba. Prędzej, czy później komuś powiem o tym czymś, ale... Ja nie mogę!'' Do głowy przyszła mi myśl. Rzucę na siebię klątwę. Będzie polegała na tym, że gdy  wygadam, to coś mi się stanie. Ciężko zachoruję, stracę wzrok, lub nie będę mogła mówić już nigdy! Poleciałam do Mizu. Ku mojej uciesze, nie było jej tam, więc miałam bezkarny dostęp do ksiąg. Znalazłam zaklęcie. Nazywało się ,,Niewiadoma Klątwa''. Użyłam zaklęcia na sobie. Poczułam pewną ulgę... Wróciłam na polanę i zaczęłam zastanawiać się nad zadaniem od Mizu. Przypomniałam sobie kilka szczegółów. Byli tam ludzie, którzy chcieli porwać Almę. Nie mieli broni, ale posiadali magię. Oboje mieli tatuaże. Więcej nie widziałam, bo było ciemno. Naszkicowałam węglem na korze ów tatuaż. Przypominał węża, który wił się wokół krzyża. Szybko ruszyłam szukać Mizu. Znalazłam ją przy jeziorze. Pokazałam jej rysunek i wszystko wytłumaczyłam. Podczas biegu miałam kolejną wizję.
- Byli to ludzie, ale nie tacy zwykli - mówiłam - Nie dało się ich zabić, ciągle się odradzali...


<Mizu? Przepraszam, że czekałaś, ale napadł mnie brak weny...>

OD Kalejdoskop DO Lloyd

Szłam lasem. Myślałam że nigdy się nie skończy. Uff puf jak mi głodno.
Po długiej wędrówce znalazłam bardzo apetyczne jarzyny. Szybko je zeżarłam.
Idąc wzdłóż strumyka zobaczyłam małego szczeniaczka. Co on tutaj robi?
- Cześć! - zawołałam przyjaźnie. Szczeniak spojżał na mnie.
- Nie znam pani - powiedział nieufnie - Alfa ostrzegała mnie przed nieznajomymi.
- Przepraszam, ale powiesz mi może gdzie jesteśmy?
- To tereny watahy w której żyję - powiedział dumnie szczeniak. Był taki słodki kiedy się uśmiechał.
- Ta wataha... mogę do niej dołączyć?
- Musi pani iść do Alfy. To nie daleko. Jakby co to jestem Lloyd.
- Ja jestem Kalejdoskop. Zdziwiony, co? Możesz mówić też na mnie Kala, ale proszę, nie zwracaj się do mnie nigdy per pani, zgoda?
Lloyd skinął głową. Zapytałam więc jeszcze:
- Zaprowadzisz mnie do alfy?

<Lloyd?> Mam nadzieję, że szybko odpiszesz (;

OD Tiramisu CD Sky

- Sky ! - zawołałem i rzuciłem się w wodę . Wciągał ją pod wodę morski potwór :

Beztrosko rzuciłem się jej na ratunek .. Wpłynąłem do ciemnej groty . Po chwili jednak wynurzyłem się . Powietrza zaczerpnąłem w jaskini . Potwór wypełznął z wody i niósł w pysku przerażoną Sky .
Pobiegłem w ich stronę . Ten aby mnie zatrzymać rzucił buteleczkę z gazem usypiających .
- Uratuję Cię ... - wymamrotałem ostatnim tchem przed zapadnięciem w sen i straciłam przytomność ...
Śniły mi się najgorsze rzeczy jakie on mógł z nią zrobić .. Zabić ..? Nie .. to niemożliwe ...

< Sky ? > Brak weny... bez weny ani rusz !

OD Lucyfera CD Tiramisu

Basior przewrócił oczami. Rozbawiło mnie to, gdyż nie wyglądał na zbyt odważnego, lecz raczej na bardzo nieśmiałego. W milczeniu zerknąłem na Tiramisu. Był ode mnie niższy, trochę drobniejszy... Daleko z tąd uderzył piorun. W momencie, w którym usłyszeliśmy grzmot, podskoczył przestraszony i lekko podkulił ogon, ale po chwili, trochę się opanował. Wyglądał na bardzo zestresowanego, i moim towarzystwem, i burzą. Jego oczy wyrażały strach, ale resztą ciała, pokazywał, że stara się być odważny. Zaczęło mocno wiać. Burza zbliżała się do nas, niosąc za sobą ulewę. Wziąłem rozbieg i wzleciałem w powietrze. Miałem ochotę się przelecieć. Nie miałem ochotę na rozmowy. Wleciałem do północnej części lasu, która była najciemniejsza. W jej głębi było sucho i cicho, lecz nie na długo. Szybko strzepnąłem z siebie wodę i wzleciałem nad chmury, po czym usiadłem na jednej z nich. Spokojnie się położyłem i szybko zasnąłem.
~*~
Obudził mnie jakiś hałas. Leniwie się podniosłem, a potem zleciałem na dół. Nic tam nie było. Zwróciłem się w stronę lasu. Po kilku minutach znów zobaczyłem tego basiora. Obserwował coś, lub kogoś.

<Tiramisu? Brak weny>

wtorek, 24 listopada 2015

Nowa wadera

Powitajmy nową waderę w naszym stadzie. ~ Kalejdoskop

OD Barfi DO Tiramisu

Siedziałam na kamieniu i przeglądałam się blaskowi księżyca. Wokół mnie rozciągał się gęsty las... Moje futerko rozświetlało okolicę kamienia. Kątem oka zobaczyłam jakiegoś wilka kryjącego się w krzakach... Nie chciałam dać po sobie poznać, że go widzę więc nadal głowę  miałam skierowaną w stronę księżyca. Nagle wilk znikną "Pewnie to jedna z jego mocy" pomyślałam i mój wzrok znów utkwił w czarnym niebie na którym świecił dzisiaj piękny księżyc... Wiedziałam, że on tu gdzieś chodzi ale go nie wiedziałam. Po jakimś czasie poczułam czyjś oddech na karku.
- Wiem, że gdzieś tu jest... To że nie reaguje na twój obecność to nie znaczy, że cię nie wiedziałam.
Siedziałam na kamieniu, a obok mnie siedział tajemniczy wilk. Nadal go nie widziałam, ale czułam jego obecność... I pewnie siedzielibyśmy tak wieki gdyby nie to, że...

<Tiramisu?>

OD Sky CD Tiramisu

Nagle arena zadrżała i uniosła się nad ziemię. Zawisła nad chmurami.
- Bogowie... . - jęknęłam. Może uda nam się wyskoczyć?
Zaraz gdy to powiedziałam arena zapaliła się wysokim ogniem po brzegach.
- Zajebiście - mruknęłam - Znasz jakieś tajne wyjście z czegoś takiego?
- Skąd niby mam znać? - spytał Tiramisu.
Nagle na arenie pojawiło się kilka kotów. Tylko nie koty!
- Mam pomysł - szepnął basior i pobiegł w stronę kotów, po czym przybrał kocią postać.
- Co ty tam robisz? - zawołałam.
- Miau!
Po paru minutach zauważyłam że koty zniknęły. Wow, tego się nie spodziewałam.
- Co ty im zrobiłeś? - powiedziałam szturchając znanego mi czarnego kotka - Biedne kicie... .
- Po prostu pokazałem im, że jestem od nich słodszy.
Walnęłam facepalma. Co teraz nam przyślą? Psy na deskorolkach? Kiedy nad tym myślałam, znowu coś mnie opętało. Nie mając kontroli nad ciałem skoczyłam na Tiramisu i przygniotłam go do podłogi.
- Zrób coś, szybko! - krzyknęłam, oklepując go po pysku - złam mi łapę, cokolwiek!
Basior jednak starał się mnie tylko odepchnąć. Odleciałam nieco dalej uderzając się głową w ziemię. Na szczęście z czaszką było wszystko oki.
Nagle podbiegł do mnie opętany Tiramisu i zepchnął mnie z areny. Zawadziłam o ogień i spadałam w dół. Pode mną była Widmowa Puszcza. Nagle uderzyłam o powierzchnie jeziorka Styks. Wynurzyłam się spod powierzchni. Zauważyłam Timisa lecącego w moim kierunku. Ale w pewnym momencie coś porwało mnie pod powierzchnie.
<Tiramisu> Rzeczywiście pływanie w jeziorku jest złym pomysłem default smiley xd

OD Tiramisu CD Invicto

Już od początku drogi okazywałem swoją gniewność nie odzywając się do wadery .
- Timis , spokojnie . To nie jest warte twoich nerwów - odkaszlneła na co skręciło mnie mocniej - Te stworzenie znalazło się tam przez  przypadek . Uspokój się . Nie ma powodów do agresji .
Spojrzałem na nią wątpiąco .
- Żartujesz ? - zapytałem kopiąc kamień - Twoje życie nie jest warte moich nerwów ? Nie nabijaj się .. Dużo znaczysz dla mnie - spojrzałem na nią wymownie - i dla innych pewnie też .
- Nie . Tylko ty okazujesz mi taką troskę - rzuciła beztrsoko .
- Naprawdę ? - patrzyłem na nią ze zdziwieniem .
- Oczywiście . Zaskakujesz mnie tymi swoimi troskami .
- Tak już mam że jak mi na czymś zależy to nie życzę sobie aby ktoś mi to psuł - warknąłem w stronę ścieżki od której się oddalaliśmy . Wadera zarumieniła się .
- Obiecaj mi że już tak nie wybuchniesz - powiedziała torując mi drogę .
- Obiecuje .. - powiedziałem zrezygnowanym tonem i przytuliłem się do niej .
- Jest już wieczór ... - powiedziałem znacząco - Mamy jakieś plany ?

< Invicto ? > Mamy ? ;)

OD Invicto CD Tiramisu

Po jakimś czasie zaczęłam odzyskiwać świadomość. Czułam, jak ktoś robi coś z moimi ustami. Po chwili uczucie ustało. Usłyszałam przez mgłę znajomy głos:
 - Into? Żyjesz? - głos był zdenerwowany i jakby...zażenowany. Powoli otworzyłam oczy. Czułam, że w przełyku mam jeszcze resztki dziwnej, lepkiej mazi, ale i tak było już lepiej. Zamrugałam kilka razy i obraz zaczął mi się powoli wyostrzać. Zauważyłam brązowego basiora siedzącego przede mną. Zaraz, przecież to...
- Tiramisu...? - zapytałam wciąż jeszcze trochę zamroczona. Timis szybko do mnie podszedł.
 - Leż...dojdź do siebie. - mruknął. Po chwili zniknął za drzewem, pod którym leżałam. Usłyszałam jak cicho mówi:
 - Cholera...co on tu robi? Przez niego się zatruła... - w jego głosie słychać było gniew. Z trudem wstałam i przydreptałam do basiora.
 - Co się.... - nagle zamarłam. Zobaczyłam, co leży pod drzewem. - CO TO JEST?! - wrzasnęłam przerażona.
 - Troll. To jego krew pływa w tej rzece. Przez to prawie się udusiłaś. - odparł Tiramisu.
 - I...musimy coś z tym zrobić, tak? - spytałam zrezygnowana. Wciąż byłam zmęczona po przygodzie w rzece z krwi trolla, a w płucach czułam, jak wciąż mam tam przylepione resztki tego kleistego obrzydlistwa.
 - Nie. Ja to ogarnę. Ty tu zostań i odpoczywaj. - powiedział cicho basior. Zwiesiłam głowę. Chciałam mu pomóc, ale byłam w dość słabej formie. Ułożyłam się pod drzewem i czekałam.
Po jakimś czasie usłyszałam kroki. Wstałam i wyszłam przed drzewo. W moim kierunku szedł Timis, cały oblepiony krwią. Podbiegłam do niego.
 - Wszystko ok? - spytałam.
 - Tak. - mruknął. - Chodźmy do domu. Wciąż źle wyglądasz. - powiedział i spojrzał na mnie z troską. Skinęłam głową na znak, że się zgadzam, po czym ruszyliśmy do domu.

<Tiramisu?>

OD Tiramisu CD Invicto

Spanikowałem i zacząłem biegać w kółko . Po chwili dałem sobie w pysk i zacząłem ciężko myśleć . Pyszczek Invicto - zwykle taki promienny i słodki teraz był uśpiony i obklejony szarą mazią . Nachyliłem się nad cieczą - to krew trolla - stwierdziłem. Co ona tu robi ? ..
Zauważyłem że za drzewem leży martwy troll cały w tej mazi .. Fuj !!
Lekko otarłem Invicto pyszczek aby tego nie czuła w ustach . Następnie przysłuchałem się sercu .. - bije .
Udetchnąłem z ulgą . Nastepnie zauważyłem że nie oddycha . Wziąłem głeboki wdech i zacząłem reanimować waderę sposobem usta usta ...

< Invicto ? > XD XD XD

OD Invicto CD Tiramisu

 - Czyli mogę się oprzeć? - zapytałam. Basior skinął głową rozmarzony, a ja znowu położyłam głowę na jego karku. Wpatrywaliśmy się w ciemne niebo, migoczące gwiazdy i piękny, srebrny księżyc. Po chwili nie wytrzymałam.
 - Trochę zbyt romantycznie - zaśmiałam się. - Może się przejdziemy?
Tiramisu spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
 - Z tobą zawsze. - powiedział nonszalancko i podniósł się. Poszliśmy na spacer w głąb lasu. Po drodze Timis dużo opowiadał i bardzo się śmialiśmy. Byłam szczęśliwa, że wilk w końcu się otworzył. Myślę, że w końcu mi zaufał. Doszliśmy nad małą, srebrną rzeczkę. Ja, jak to ja, od razu wskoczyłam do wody i zaczęłam się pluskać. Jednak z tą wodą było coś nie w porządku. To nie była zwyczajna woda. Nie mogłam w niej oddychać i w dodatku była strasznie gęsta, nieprzejrzysta. W takim mule ciężko się pływa. Jak otwierało się oczy pod powierzchnią, widziało się tylko srebrną maź i zaczynało się dusić. To było takie uczucie, jakby pływało się w bagnie.
Wyskoczyłam na powierzchnię jak oparzona, krztusząc się i kaszląc. Co to było? Jaka woda mogła mi tak zaszkodzić? Kocham wodę od małego i zawsze umiałam w niej oddychać i doskonale pływać. A to sprawiało wrażenie jakby...to nie była woda. Timis podszedł do mnie wyraźnie zaniepokojony.
 - Coś się stało? - zapytał i pomógł mi wstać, po czym otarł mnie z srebrnego mułu. Ja wciąż dławiłam się tym czymś.
 - To...to nie jest woda. To mi szkodzi. A woda nigdy mi nie szkodziła...Zawsze potrafiłam w niej oddychać. A teraz....dosłownie się dusiłam. Jakbym...pływała w bagnie.
Mówiłam z wielkim trudem. Srebrna maź dostawała mi się do tchawicy, a ja wciąż nie mogłam oddychać. Krztusiłam się coraz bardziej. Tiramisu był przerażony.
 - Połóż się! Spróbuj odkaszlnąć! - zawołał. W jego oczach był wielki strach. Strach o mnie. Nie sądziłam, że ktokolwiek na tym świecie może jeszcze się tak o mnie martwić. Po chwili wstrząsnęło mną, kaszlnęłam straszliwie, pozbawiając się odrobiny srebrzystego mułu i zemdlałam.

<Tiramisu?> Co zrobisz? :D

OD Tiramisu CD Nerin

Miło że wreszcie się zamknęła . Miałem szczerą nadzieję że sobie pójdzie .. Może wskoczyłbym w ogień za kimś komu ufam ale nie jej .. nie teraz . I tak też jej powiedziałem .
Wadera się oburzyła i usiadła na ziemi :
- Odejdź ! - warknęła .
- Odejdę kiedy będę miał ochotę - zadrwiłem cicho i przysiadłem się czekając co będzie dalej.
- Dobra może ten cały pomysł z robieniem szumu nie był dobry ale chodź coś porobić !! Ja naprawdę nie wiem z kim ! -powiedziała .
 Chyba myślała, że wyróżniając mnie z powodu że jedyny się z nią zadaję był dobry . Otóż nie . Odchyliłem głowę w stronę przeciwną , i wzbiłem się do lotu . Usiadłem sobie dopiero na gałęzi jakiegoś drzewa i zacząłem cicho podśpiewywać ( oczywiście moim tonem i
chicho jak miałem w zwyczaju ) :



< Nerin ? >

OD Tiramisu CD Sky

Po tym jak huragan wyrzucił Sky , wirowałem w nim ze łzami w oczach.
Nagle jeden z konarów drzew trzasnął mi w kręgosłup . Bolało okropnie - myślałem że umrę .
***
Kiedy się obudziłem było po wszystkim . Leżałem na Złocistej Polanie . W oddali zauważyłem waderę . Mimo bólu podbiegłem do niej .
- Sky , co Ci jest ? - zapytałem a mój głos przechodził w syk .
- Albo ja albo ty - załgała .
Przenieśliśmy się na jakąś arenę .
Jakiś głos przemówił :
- Na czas potyczki bóle odchodzą , przegrany otrzyma je z powrotem a w bonusie śmierć !
Sky zaczęła się zachowywać jak opętana , ja rownież . Zaczęła się na mnie rzucać natomiast ja stałem opanowany - Nigdy nie uderzę suczki!
- Sky uspokój się ! - powiedziałem , po czym upadła na ziemię . Podbiegłem do niej jak najszybciej .
- Żyję - powiedziała jednym tchem i wstała - Co się stało ?
- Nie było tematu - rzekłem .
- To jak się wydostaniemy ?
- Trzeba .. nie wiem - zamyśliła się .
- Nie chcę Cie zabijać - westchnąłem cicho - Co tu wymyślić ?

< Sky ? >

Kokursy + pytanie do was!

Wciąż nikt nie zgłosił się do tych konkursów które wymyśliła nasz Beta Essix. Dlatego też chciałabym wam o nich przypomnieć.

Eventy czy też jak by '' konkursy'' wymyślone przez Essix.
1. Piszemy post o tym, co działo się z wami przed dołączeniem i jak wyglądał sam moment dołączenia min. 800 słów
2. Alfa poprosiła was, abyście wyruszyli na wyprawę po Śpiewającą Różę( zazwyczaj wygląda tak, ale zdarzają się wyjątki i mają inny kolor czy też wygląd) ale po wielkiej burzy tracicie orientację w terenie i przypadkiem trafiacie na polanę Maków Marzeń(możecie podać link do zdjęcia), które wciągają was w wasze marzenia. Czy wrócicie do domu? Czy wydostaniecie się z marzeń? min. 750 słów
3. Zwyczajny dzień. Idziecie na polowanie lub spacer. Po posiłku docieracie nad morze. Pogoda jest piękna. Wchodzicie popływać, ale łapie was morski stwór, zwany Diarianem. Porywa was i zamyka w więzieniu zapomnienia. Z tego powodu wszystkie wilki, które Cię znały zapominają o twoim istnieniu. Jak działa to więzienie? Wydostaniesz się samemu, czy ktoś Ci pomoże? Tutaj nie macie ograniczonych słów, ale chciałabym abyście się rozpisali :)
Czas na ich napisanie macie do 25 października. Warto się postarać, gdyż nagrodą za;
Pierwsze miejsce:
- Dodatkowa moc
- Przemiana w inne zwierze
- Dodatkowe stanowisko
Drugie miejsce:
- Dodatkowa moc
- Dodatkowe stanowisko
Trzecie miejsce:
- Dodatkowa moc

Równie chciałabym się od was dowiedzieć co wy na to, abyśmy stoczyli wojnę z jedną z jakichś watah. Wyglądało by to mniej więcej tak, że na ten czas w którym będzie trwać wojna będziecie musieli napisać swoje odczucia, jakie odnieśliście obrażenia, każde swoje myśli itp:.. Zaczynalibyśmy od pierwszego postu, który ja (Alfa) bym napisała i dała komuś do dokończenia. Każdy z was by miał wtedy około dwóch dni na odpisanie. Dzięki takiemu grupowemu pisaniu wyłoniłabym nowe Delty, Gammy jak i wyższe stanowiska....
Jestem ciekawa co o tym myślicie, dlatego też proszę o wasze opinie.

~ Alfa Mizu