sobota, 31 października 2015

OD Parysa CD Crystal

Będąc tak jak zawsze na patrolu, bo raczej nic innego bym nie robił. Szedłem akurat w stronę Starych Ruin. Yui jak i Yai bawiły się gdzieś jednak nie spuszczały ze mnie wzroku. Będąc na terenach Ruin, wyczułem kogoś. Wysyłając Yui & Yai, aby sprawdziły kto to, poleciały bardzo szybko i szybko wróciły. Powiedziały mi, że to jakaś wadera wraz z jakimś towarzyszem i byli dość blisko mnie. Wychodząc zza krzaków, zapytałem się trochę nie miło.
Zobaczyłem waderę o błękitnych oczach niczym brylant i o kolorze futra mało spotykanego. A tuż obok niej jednorożca jak by był z diamentu.
- Wybacz, ale chyba się nie znamy. - powiedziałem po chwili, a to dzięki temu że Yai mnie szturchnęła.
- Jestem w tej watasze od nie dawna. - odpowiedziała
- Teraz rozumiem. Ja jestem Parys, następca tej watahy. A to moje podopieczne Yui & Yai. - przedstawiłem siebie jak i moje podopieczne. - A ty? - dopytałem się.

<Crystal?>

OD Lukas'a CD Electro

Prychnąłem.
-Chciałabyś.- wadera chyba oczekiwała takiej odpowiedzi.
-Śniadanie.- wskazała łapą na przyniesionego łosia.
-Dzięki.- mruknąłem i odgryzłem nogę zwierzęcia. Chwilę siedzieliśmy tak skubiąc kości.
-Pora ruszać.- oznajmiłem w końcu. Ponowiliśmy naszą wędrówkę przez pustkowie. Nie było czuć już żadnych wilków ani słychać żadnych dźwięków. Nudy. Dookoła nie było żywej duszy. Po lewej skąpy ciemny las, po prawej i z przodu pasmo wysokich gór.
-Może ich wataha jest w tych górach? Demony, które zabiliśmy pewnie patrolowały okolicę.- powiedziałem jakby do siebie. Szczerze to chyba jedyna opcja. Bo gdzie indziej mogłyby się osiedlić? W ziemnych norach, albo na drzewach?- Moglibyśmy się tam teleportować, ale wyczuli by szybko naszą obecność więc bezpieczniej jest chyba dotrzeć tam pieszo, ale możemy spotkać też inne patrole...

<Electro? Brak weny XD >

piątek, 30 października 2015

OD Mizu CD Oriona

Orion tak jak zawsze był miły i trochę nadopiekuńczy. Nie chciałam zrzucać wszystkich obowiązków na Oriona, a to tylko abym mogła odpocząć. Chcąc jednak jakoś przekonać, że dam radę. On mnie uciszył kładąc swoją łapę na moim pysku. Patrząc mi prosto w oczy, wilk zrobił kilka kroków w tył, a ja sama usiadłam aby zastanowić się. Przez co nastała niezręczna cisza. Mała Alma podeszła do mnie.
- Mizu odpocznij sobie, a ja pomogę Orionowi a wraz ze mną Galius. Tylko proszę odpocznij chociaż godzinkę. - powiedziała, ze smutnymi oczami i przytuliła się do mnie.
- Dobrze, niech wam będzie. - zgodziłam sie niechętnie.
- To co musimy zrobić? - spytał się Galius.
- Orion będzie musiał sprawdzić czy wszyscy strażnicy są na swoich pozycjach, potrzebuję również kilku ziół, sprawdzić czy wszyscy mają to czego potrzebują. Jak nie to trzeba będzie im pomóc. Sprawdzić będziecie musieli wszystkie bariery, czy są aktywne. Ale tu już wam pomorze Umbreon & Espeon. Będziecie musieli również iść do Kahloon, aby spytać się czy przewidziała coś. Jeżeli tak to niech mi to zapisze. No i oczywiście do Ośrodka Adopcyjnego, będziecie musieli iść, aby zanieść im te lekarstwa. - wskazałam na koszyk, który stał w rogu jaskini. - A to co najważniejsze żebyście zrobili to iść do Lucyfera o strategie wojenną którą miał przygotować. I to by było chyba na tyle, o ile o czymś nie zapomniałam.- powiedziałam im to co mieli zrobić, a oni się na mnie tylko dziwnie spojrzeli

<Orion?>

OD Amiry DO Shadow'a

Przechodziłam z krzaka do krzaka z nadzieją w poszukiwaniu pożywienia. Nie wiedziałam jak się poluje ale wiedziałam że na krzakach rosną ciekawe owoce. Uśmiechnęłam się do siebie widząc jagodę kiedy ujrzałam jakiegoś basiora. Przestraszona użyłam magicznej mocy aby zniknąć i wyszłam po cichu zza krzaków kiedy ten zaczął je przeszukiwać. Odetchnęłam z ulgą i znów stałam się widoczna. Odwróciłam się i ruszyłam kiedy przed twarzą stanął tamten basior. Krzyknęłam odruchowo.
- Śledzisz mnie?! - warknął
- Co, ja? Ależ skądże... Ja, ja, ja po prostu szukam pożywienia...
- Spokojnie. Nie gryzę. - odparł basior śmiejąc się
- Em, ja się wcale nie boję! - krzyknęłam oburzona
- Tak.... Jestem Shadow, a ty?
- Amira, muszę iść... - powiedziałam i napięcie się odwróciłam.

< Shadow? XD >

Nowa Wadera

Dzisiaj dołączyła do nas ~Amira

OD Luny CD Hiro i Celesti

Szłyśmy przez Widmową Puszcze i bardzo mi się ona podobała, ale mojej siostrze nie, jak zwykle.
-Możemy już z tą iść?- Zapytała Celstia.
- Tutaj jest bardzo ładnie i fajnie.- Odpowiedziałam.
- Bo ty zawsze dobrze się czujesz w takich miejscach!- krzyknęłam,.
- Uważasz, że jestem potworem?
- Tak, i szkoda, że cię nie zesłałam na ten księżyc na dłużej!
- Jesteś podła!- Krzyknęłam i uciekłam stamtąd.


<Hiro? Celstia?>

OD Shadow'a

Byłem nowy tutaj, ale chciałem sam zobaczyć te tereny. Chociaż alfa cały czas nalegała ja odmawiałem. W końcu wyszedłem z jej jaskini i ruszyłem nad czarne jezioro. Zawsze lubiłem takie miejsca. Po drodze spotkałem mojego smoka, czyli Night'a.
-Co tu robisz mały?- zapytałem.
- Szukałem cie bardzo długo...
- Ty mówisz?
- Nie pamiętasz? Słyszysz mnie tylko w myślach bo jesteśmy złączeni.
- No tak....- Powiedziałem i szybko się odwróciłem, bo usłyszałem coś w krzakach.

<Ktoś chętny?>

OD Hiro CD Luny i Celesti

Luna i Celestia wydawały mi się lekko dziwne. Celestia była bardzo miła, a Luna taka jak ja, czyli nie miła.
- Najpierw może zwiedzimy Widmową Puszcze?- Zaproponowałam.
- Chętnie się przejdę.....- Powiedziała Luna.
- A nie możemy pójść do normalnego miejsca?- Zapytała Celestia.
- Alfa kazała mi pokazać wam wszystkie tereny, więc tak czy siak tam pójdziemy.- Odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę widmowej puszczy. Luna była zachwycona tą puszczą, a Celestia się trzęsła ze strachu.


<Luna? Celestia?>

czwartek, 29 października 2015

Nowa Para w naszej watasze!


Miałam dodać już dawno tego posta jednak nie miałam zbytnio czasu i zapomniałam. Bardzo was przepraszam. Od dzisiaj a dokładniej już od prawie dwóch tygodni Matt & Essix zostali parą. Życzę wam:
* Bardzo dużo miłości, 
* Szczęścia
* Wytrwałości
* ... itp:.
~ Alfa Mizu

Nowy basior

Powitajmy nowego szpiega w naszym stadzie. ~Shadow
I jego towarzysza ~ Nightmare Moon

OD Crystal

Chodziłam sobie po sforze . Była po prostu piękna ... Na najbardziej podobało mi się w Starych Ruinach .
Postanowiłam je zwiedzić , lecz po 5 minutach zrezygnowałam z tego pomysłu . Stwierdziłam że głupio tak w pojedynkę ... Nagle usłyszałam coś w krzakach . Od razu ucieszyłam się na dźwięk tego szelstu , pomyślałam że to jakiś wilk . Niestety to była tylko Avril . Zaczęłam ją głasakać kiedy usłyszałm za sobą wołania :
- Hej , kim jesteś ?
- Do mnie mówisz ? - obróciłam się i zauważyłam za sobą wilka . Bardzo się ucieszyłam .

<Ktoś ?>

środa, 28 października 2015

OD Lunalight CD Saikhana

Basior okazał się miły i fajny, no więc odpowiedziałam mu na pytanie:
- Jestem Luna, miło mi.
Saikhan kiwnął łebkiem, co na pewno oznaczało "ok".
Chodziliśmy tak i rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że Saikhan jest przywódcą szamanów, że dawno temu wygnano go z rodziny i takie różne rzeczy. On też wiele dowiedział się o mnie. Od tamtego czasu bardzo się polubiliśmy. Myślałam sobie nawet, czy to on ma zostać tym basiorem który będzie mój? No cóż, ta sprawa pozostaje dla mnie tajemnicą. A przynajmniej na razie.

<Saikhan? No i sorry, że długo nie odpisywałam>

Nowa wadera

Powitajmy nowego szpiega w naszych progach. - Crystal
I jej towarzyszkę - Avril


wtorek, 27 października 2015

OD Mizu CD Barfi

Zwierzak przypominający ni to królika, ni to łasice. Tylko jakąś mieszankę każdego zwierzęcia, było dość urocze. Mały futrzak chciał, aby ktoś go przygarnął co mogłam zrozumieć, gdyż rozumiałam niektóre zwierzaki. Wiedziałam też, że chciałaby aby to Barfi ją przygarnęła. Wykręcając się tym, że mam już towarzyszy. Barfi się zgodziła przygarnąć małego futrzaka. Wadera od razu wymyśliła dla niej imię. Shadow. Łatwe do zapamiętania i pasujące do zwierzęcia. Oprowadzając je po watasze, dałam im kilka wskazówek jak i też pokazałam kilka skrótów. Barfi jak i Shadow świetnie się dogadywały co mnie bardzo cieszyło. Dochodząc do mojej jaskini, czekały na mnie wilki. Wilki które miały mi pomóc. Jednak był ktoś kto chciał dostać zadanie. Była to Kahloon, która jak zawsze chciała dodatkowe zadania. Była tak szybka zupełnie jak ja kiedyś.
- Mizu czy...- nie zdążyła dokończyć, a ja już wiedziałam jakie dać jej zadanie. Ale nie tylko jej jaki i Barfi.
- Kahloon twoim jak i Barfi zadaniem będzie pozbieranie kilku tych ziół i roślin. Po czym zaniesiecie je do mojej jaskini. A co najważniejsze musicie z nich coś przyrządzić. W mojej jaskini tuż obok różnych proszków, które pachną za każdym razem inaczej, leży księga. W niej są przepisy, co możecie przyrządzić z podanych ziół i roślin. Jak to wykonacie, powinnam wrócić. Dzięki temu co zrobicie z ziół czy je zaparzycie czy coś innego zależ od was. Jak i to jak po wypiciu będę się czuła.
Teraz muszę już iść, więc liczę na was. A i Barfi mała podpowiedź. Shadow ci pomoże tak samo jak i Vulpo, Kahloon. - po daniu im zadania i daniu parę wskazówek. Odeszłam.

<Kahloon? Barfi? Mam nadzieję, że dacie sobie rade z małym zadaniem? :) >

OD Mizu CD Kahloon

Gdy zjawiła się Kahloon pytając się czy nie mogła by mi w czymś pomóc. Ułatwiła mi sprawę związaną z pozostawieniem małej Almy z kimś. Zgadzając się, od razu wyruszyłam na spotkanie. Spotkanie miało dotyczyć sytuacji związane z wojną w świecie Almy jak i też z moją watahą. Coraz więcej wilków mówiło mi o śnie w którym śniło się im, jak nasza wataha stoczy wojnę. Chciałabym tego uniknąć więc musiałam rozpatrzyć pewną możliwość uniknienia tego wszystkiego. Przez trzy długie, męczące dni. Nie zdziałam prawie nic. To co udało mi się ustalić to to, że do wymiaru Galiusa zostaną wysłane wojska, które pomogą mu i jemu stadzie. Natomiast ja musiałam trochę poczekać ze wszystkim. Mike obiecał mi, że zajmie się wszystkim i dopilnuje wszystkiego, aby ponownie moja watah nie ucierpiała. Pocieszył mnie tym, jednak nie wiedziałam co dalej robić.

~*~

Wróciłam do watahy. Alma jak i Kahloon doskonale się dogadały. Co mogłam to stwierdzić po ich minach i stosunku do siebie. Wadera prosząc mnie na słowo, poprosiłam Almie, aby została w jaskini do póki nie wrócę. Kahloon opowiedziała mi co się jej przyśniło. Ja już wiedziałam jak zareagować i odpowiedziałam spokojnie.
- Wiesz jesteś już kolejną osobą, która mi o tym mówi. Ale nie bój się. Dzisiejszej nocy wzmocnię bariery. A duchy pomogą nam strzec bram. Także spokojnie możesz spać. Nie powinnaś sie tym tak przejmować. Ja się już przyłożę do tego, aby nic wam nie zagroziło. - chciałam jakoś uspokoić waderę, co mi się chyba zbytnio nie udało. Zakrywając swoje zmartwienia, uśmiechem. I tak nie wiedziałam co dalej zrobić, aby ją pocieszyć.
- Mizu pamiętaj o tym, że możesz liczyć na mnie jak i na pewno innych. - dopowiedziała i uśmiechnęła się.
- Dziękuję ci, jednak wolałabym nikogo nie narażać na zagrożenia. - odpowiedziałam. - A omijając ten temat. To jak sprawowała się Alma? Była grzeczna? - chciałam się dowiedzieć jak zachowywała się mała smoczyca pod moją nieobecność.

<Kahloon?>

OD Luny i Celesti DO Hiro

Dołączyłyśmy do watahy nie dawno. Nie widziałyśmy jeszcze terenów watahy i nawet co gdzie jest. Alfa poprosiła jakąś waderę imieniem Hiro, aby nas oprowadziła. Na początku wydawała się chłodna, co mnie zaciekawiło. Jednak Luny już nie za bardzo. Wolała wilki które czynią dobro, a nie zło.
- Ja jestem Hiro i mam za zadanie was trochę zapoznać z watahą.- powiedziała wadera chcąc być jak b miła, co nie za bardzo jej to wychodziło. - Przejdziemy się? - dodał po chwili.
- Z miłą chęcią. - odpowiedziała Luna
- Okey. - również się zgodziłam, jednak z mniejszym entuzjazmem.

<Hiro?>

OD Electro CD Lukas'a

Lukas zasnął. Ja jeszcze patrzyłam na ognisko. Ogień, który się palił w nieskończoność. Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana. Spojrzałam na Lukas'a, podnosząc łeb. "Gdy śpi, nie wygląda jak demon. Jest słodki" pomyślałam. Patrzyłam jeszcze na niego. W końcu jednak pomachałam głową zdenerwowana. "Debilka" skarciłam siebie w myślach. O czym ja myślę? Tak. Jak śpi, nikt nie wygląda jak demon, albo przynajmniej większość. Wstałam. Otrzepałam się z piachu i spojrzałam na niebo. Czarna noc i tyle. Gwiazdy już zostały zakryte przez chmury, których i tak nie było widać. Nawet księżyc był ledwo widoczny. Czatowałam. Jakoś nie mogłam spać. Mi wystarczy mało snu, chociaż to zależy od masy elektrycznej w moim ciele. W tej chwili miałam jej dużo, więc nie musiałam się martwić, że zasnę niespodziewanie. Wręcz przeciwnie. Z własnej woli zamknęłam oczy i zdrzemnęłam się, oczywiście nadal byłam wszystkiego świadoma. Tak jak delfiny. Jedna połowa mózgu śpi, a druga czatuję. Bardzo przydatne.
Wstałam jakoś godzinę przed słońcem i poszłam na polowanie. Byłam głodna, Lukac pewnie też. Udało mi się złapać, a jednocześnie przypiec łosia. Zaciągnęłam go do ogniska, który już dawno temu wygasł. Przy spalonym drzewie siedział Lukas, jakiś zdenerwowany.
- Gdzie byłaś? - od razu zapytał, gdy tylko na mnie spojrzał. Jeszcze pociągnęłam martwe zwierzę do końca. Położyłam je dopiero, gdy znalazłam się obok niego.
- Na polowaniu - odarłam spokojnie, prawie jakby znudzona. - A co? Martwiłeś się? - zapytałąm sarkastycznie, bo odpowiedź byłą przecież oczywista. "Nie".

<Lukas? Porwanko kiedy indziej, spokojnie xd a teraz, zadziw ją xd>

OD Oriona CD Mizu

Mizu poszła z Almą i zostawiła mnie i Galiusa samych. Przez jakiś czas patrzyłem na znikającą za drzewami waderę.
- To... idziemy? - zapytał smok.
- Tak - odparłem i poszliśmy do mojej jaskini. Ignis widząc nas poleciała do mnie.
- Gdzieś ty był? - zapytała z troską.
- To ma być powitanie? - spytałem żartobliwie. - ciesz się, że wróciłem.
- A to kto? - wskazała skrzydłem na Galiusa.
- To Galius, mój nowy przyjaciel.
Ignis poleciała do smoka.
- Jestem Ignis - przedstawiła się.
- Galius, miło mi - rzekł smok.
- A właśnie, jak tam twoja Mizu? - zapytał feniks siadając mi na grzbiecie.
- Ona nie jest moja - odparłem poważnie.
- Ale nie ma partnera, nie? - wtrącił Galius.
- No nie ma - mruknąłem.
- No to masz u niej spore szanse - rzekła Ignis.
- Ona mnie nie kocha! - krzyknąłem - chyba...
- Gdyby cię nie kochała, to by zapewne mnie tu nie było - rzekł smok.
- Ale to tylko przyjaźń - warknąłem.
Igi zleciała z mojego grzbietu. Usiadłem przed wyjściem z jaskini i spuściłem głowę.
- Ale coś do niej czujesz - usłyszałem za sobą głos Ignis.
- Nie pomagasz - mruknął do niej Galius, po czym podszedł do mnie i powiedział:
- Po prostu wyznaj jej to, co czujesz.
- Łatwo powiedzieć - mruknąłem.
- Jutro odwiedzimy Mizu. A teraz chodźmy spać.
Popatrzyłem na smoka i uśmiechnąłem się lekko. Położyłem się na łożu ze skór i liści i zasnąłem.
* * *
Z samego rana wyruszyłem z Galiusem do jaskini Mizu. Tam przywitała nas Alma. Wadera była zmęczona, spytała, czy mogę oprowadzić smoki. Ona chciała zająć się obowiązkami.
- A nie mogę ja się nimi zająć? - zapytałem. Mizu wyglądała na zdziwioną.
- Jesteś zmęczona. Powiedz, co man zrobić i odpocznij - powiedziałem.
- Ale co z Almą, Galiusem i oprowadzeniem? - pytała wadera.
- Alma i Galius na pewno pomogą mi w obowiązkach, a oprowadzenie poczeka.
- Ale... - nie dokończyła, ponieważ położyłem swoją łapę na jej pyszczku.
- Nie możesz się przemęczać - powiedziałem poważnie. Martwiłem się o nią. Niedawno wróciliśmy do domu, powinniśmy wszyscy odpoczywać. Były jednak zaległe obowiązki. Popatrzyłem prosto w oczy Mizu. Po chwili zrobiłem kilka kroków w tył. Wadera usiadła i zamyśliła się. Nastała cisza.

<Mizu?>

poniedziałek, 26 października 2015

OD Lukas'a CD Essix

Essix poleciała gdzieś korytarzem. Odszedłem powoli od krat i położyłem się w kącie.
-Co ona w ogóle wie?- spytałem sam siebie.- Całe życie byłem traktowany z góry jak śmieć. Nigdzie nie potrafiłem zagrzać miejsca. Po co ja do h*ja jestem? I jeszcze gadam teraz do siebie jak wariat.- zamknąłem oczy. Otworzyłem je i wstałem gwałtownie.
-Co ty k*rwa wyprawiasz Lukas? Zachowujesz się jak szczeniak! Przestań do ch*lery skamleć. Jesteś demonem!- wbiłem pazury głęboko w lewą łapę. Ból rozjaśnił mi umysł. Zacząłem krążyć po klatce,ciepła krew spływała na ziemię tworząc szkarłatną smugę.- Dobra, więc tak. Jestem w lochu, nie da się jak na razie wyjść, Essix gdzieś zniknęła i możliwe, że nawet nie żyje.- przystanąłem.- Masz przestać się nad sobą użalać i wyjść stąd. Odegram się za to co zrobił.- Zabiję go.- dodałem już w myślach. Rozejrzałem się uważnie po pomieszczeniu. Bardzo prosta konstrukcja- jama wykuta w litej skale, pręty wbite głęboko w ziemię i sufit. Ale za to wzmocniona magią. Pomyślałem przez chwilę.
-Ale Essix jakoś się wydostała.- mruknąłem.- To może spróbuję zaklęć.- wypowiedziałem dwa, które nie dały żadnego rezultatu, spróbowałem trzecie mocniejsze i jednocześnie cały czas myślałem o zemście na Supremo. Nagle znalazłem się poza kratami. Umknąłem szybko w bok na wypadek gdyby znowu chciały mnie złapać. Nic się nie stało. Uradowany pobiegłem tym samym korytarzem co wcześniej wadera.

<Essix? To ty opowiedz jak to cię uratowałem :3 ... No dobra jak chcesz możesz też ty nas ocalić albo przedłużmy jeszcze tą historię.>

OD Lukas'a CD Electro

Wziąłem głęboki oddech.
-Czemu? Bo jesteś właśnie inna. Nie taka sama jak wszyscy tylko niepowtarzalna. I dlaczego że jak na razie ty jedna mnie akceptujesz. Inni widzą we mnie tylko potwora i uciekają albo ignorują mnie. A ty normalnie ze mną rozmawiasz. Dlatego.- nie odrywałem wzroku od nieba. Znowu zapadła cisza. Nie miałem ochoty kontynuować tej rozmowy ani zaczynać nowej więc położyłem się przy ognisku. Teraz wpatrywałem się w pomarańczowe języczki i iskierki. Electro położyła się naprzeciw. Zamknąłem oczy i zasnąłem.
Nastał świt. Słońce uporczywie raziło. Jęknąłem i przewróciłem się na bok. Posmakowałem wężowym językiem powietrze, czegoś tutaj brakowało. Otworzyłem oczy i pierwsze co spostrzegłem to brak czarnej wadery.
<Electro? Porwali cię? Uciekłaś? Czy coś innego? :D >

niedziela, 25 października 2015

OD Mizu CD Oriona

Widząc strażnika portalu, trochę mnie zaskoczył. Zaskoczył mnie tym, że był przeogromny. Caligo powiedział nam, że musimy z walczyć i w dodatku wygrać by przejść przez portal. Smok wykonał swój pierwszy atak, ale zrobiliśmy szybki unik. Orion zrozumiał, że trzeba walczyć, jednak dla mnie walka była niepotrzebna. Zmieniając sie, zaczęłam śpiewać jedną z księżycowych kołysek. Dzięki czemu smok się uspokoił i pozwolił nam przejść.
- Widzicie chłopcy. Czasami i bez walki można wygrać. - powiedziałam uśmiechając się. Alma chwyciła sie mnie za ogon, a ja odwróciłam się uśmiechając. - Orion czas wracać do watahy, do naszego prawdziwego domu. Ale teraz i też waszego domu. - dopowiedziałam, po czym przeszliśmy wspólnie przez portal. Wylądowaliśmy nad Czarnym Jeziorem. Było już dość późno, wyjątkowo ta noc była dość ciepła i miła. Na granatowym niebie świecił w pełni księżyc, a do tego całe niebo rozświetlały gwiazdy.
- Miło wreszcie powrócić na swoje tereny. - odpowiedziałam
- Zgadzam się z tobą. - dopowiedział Orion.
- Chyba powinniśmy iść się przespać. Ja wezmę Almę do swojej jaskini, a ty Galiusie pójdzie do jaskini Oriona. Bo on ma większą jaskinię niż ja.
- Tak to akurat prawda. W jej jaskini znajduje się pełno ksiąg, eliksirów i różnych takich tam rzeczy. - zażartował wilk, dzięki czemu rozśmieszył smoki. - Z resztą zobaczysz z samego rana. - dopowiedział
- Ale dzięki tym księgom czy też eliksirom, zawsze jestem w stanie ci jak i inny pomóc. - dopowiedziałam, lekko się złoszcząc na Oriona za to co powiedział. - Chodźmy Alma lepiej już spać. - powiedziałam do smoczycy i we dwójkę poszłyśmy do mojej jaskini.
Gdy tylko do niej dotarliśmy, Alma położyła się na skórach i zasnęła. A ja zaczęłam nadrabiać swoje obowiązki, które zaniedbałam przez jakiś czas.
~wczesnym rankiem~
Alma się obudziła i była pełna energii, co u mnie to było w zupełności przeciwieństwem. Orion jak i Galius przyszli do nas.
- Witajcie! - przywitała się Alma z promiennym uśmiechem na pyszczku.
- Witaj Almo. Widzę, że dobrze się czujesz co mnie bardzo cieszy. - odpowiedział Orion, głaszcząc ją po głowie. - Ale widzę, że nasza kochana alfa ponowie się przemęcza. Czy ty wiesz kiedy masz iść spać? - spytał się Orion, podchodząc do mnie.
- Orion czy mógłbyś wziąć Almę i Galiusa na  małą oprowadzkę po naszej watasze, a ja pójdę na patrol i zajmę się resztą twoich i moich obowiązków.

<Orion?>

OD Kahloon CD Mizu - Opieka nad Almą

Szłam szybko przez las. Mimo, że poranek był piękny, teraz, po południu, szykowała się wielka burza. Czarne chmury pędziły po niebie, zasłaniając słońce. Moim celem była jaskinia Mizu. Chciałam się jej zapytać, czy nie pomóc jej w czymkolwiek, a przy okazji lepiej ją poznać i na dodatek pobyć z kimś podczas przerażającej burzy. Kiedy w oddali usłyszałam grzmot, przyspieszyłam do biegu. Wielkie, zimne krople wody zaczęły lecieć z nieba. Po krótkim czasie byłam już cała mokra, a deszcz nieustatnie padając, spływał po mnie jak po kaczce. Przed samą jaskinią Mizu otrzepałam się jak najdokładniej, a potem powoli wkroczyłam do jaskini. Ujrzałam tam widok, którego nigdy nie zapomnę. Nasza ukochana Alfa, biegała w tą i z powrotem, po drodze łapiąc w zęby różne zioła i jednocześnie co jakiś czas, zerkała na... Smoka! Smoka, siedzącego na środku tego bałaganu.
- Mizu...? - zapytałam dość cicho i wadera nie usłyszała. Powtórzyłam więc. Myślę, że teraz też mnie nie usłyszała, ale w tym samym momencie, gdzieś w pobliżu uderzył piorun rozświetlając pobliże jaskini. Mizu jak za działaniem magicznej różdżki zatrzymała się i popatrzyła w moją stronę.
- Witaj Kahloon... - rzekła - Przepraszam za ten bałagan, ale mam urwanie głowy, a jeszcze dziś muszę się wybrać na bardzo ważne spotkanie. Co Cię do mnie sprowadza?
- Ja... - udało mi się oderwać spojrzenie od smoka i popatrzyłam na Mizu. - Chciałam przyjść i zapytać, czy mogę Ci w czymś pomóc.
- Och! Idealnie trafiłaś! Zaraz Ci wyjaśnie, co bym chciała, żebyś zrobiła, oczywiście jeżeli się zgodzisz... - rzuciła mi pytające spojrzenie.
- Oczywiście! - rozpromieniłam się.
- A więc; czy mogłabyś się zaopiekować tym o to smokiem? Ma na imię Alma. Resztę wytłumaczy Ci ona sama, bo już muszę iść. Dziękuję Ci bardzo, do zobaczenia! - I tyle ją widziałam. Stałam jak kamień, wpatrzona w dal, poza jaskinią.
- Czy wszystko w porządku? - usłyszałam za sobą dziecięcy głos. Odwróciłam się i ponownie zobaczyłam smoka. To on do mnie przemiawiał, ale nie w języku smoków, czy gadów, ale w normalnym, jakim posługujemy się my...
- Tak... To ty jesteś Alma? - zadałam oczywiste pytanie, ale musiałam się upewnić.
- To prawda. A ty nazywasz się Kahloon?
- Skąd znasz moje imię? - Byłam naprawdę zaskoczona.
- Tak nazwała Cię Mizu, więc pomyślałam, że jest to twoje imie. - mruknęła lekko skruszona.
- Jesteś spostrzegawcza. - Uśmiechnęłam się do niej sczerze. - Czy mówiła coś o tym... zebraniu?
Przez chwilę zabrakło mi słowa.
- Niestety mówiła tylko tyle, że je ma i że wróci dopiero za trzy dni.
- Ech... Co znaczy, że będę musiała się Tobą opiekować przez trzy dni. Jesteś grzeczna? - uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
- Pewnie, że tak! - odpowiedziała jakby lekko wzburzona.
- Jeśli mamy cokolwiek tu robić, to najpierw posprzątajmy, dobrze? - zapytałam, a Alma kiwnęła głową. Zabrałyśmy się do pożądków. Alma zebrała woreczki z ziołami i wszelkiego rodzaju proszkami, ale część z nich się rozsypała, więc użyłam telekinezy i wsypałam je do jednego z wolnych woreczków.
- Jestem głodna... - powiedziała marudnie mała smoczyca.
- A... Przepraszam, że zapytam, ale co jedzą smoki?
- Większość z nich je mięso, lub Smoczylist, ale ja raczej jadam to drugie i Wilcze Jagody. - Był już wieczór, więc zastastanawiałam się gdzie w pobliżu rosną te rośliny.
- Almo, poczekaj, pójdę je dla Ciebie znaleźć, ale proszę, nie wychodź z jaskini! - Miałam nadzieję, że się posłucha i ruszyłam biegiem w ciemność. Pamiętam, że całkiem niedawno, widziałam w lesie obie rośliny, więc skierowałam się w stronę lasu. Po około piętnastu minutach poczułam woń Smoczylistu. Na początku był to przerażający odór, ale gdy tylko do niego podeszłam, poczułam się błogo, jakby wokoło nie było niczego prócz tej woni, ale zaraz otworzyłam oczy i się otrząsnęłam. Przypomniała mi się legenda, która mówiła, że dla zwykłych stworzeń, Smoczylist pachnie tak okropnie, że wszyscy go unikają, ale dla potomków Zygona Starszego, pachniał wspaniale. Otrząsnęłam się ze wszystkich niepotrzebnych myśli i pobiegłam dalej, w poszukiwaniu Wilczych Jagód. Okazało się, że w tym lesie jest pełno tych owoców, a jakimś cudem, nie natrafiłam jeszcze na ani jeden, najdrobniejszy krzew. Po chwili poszukiwań, postanowiłam wrócić do jaskini bez jagód. Ale miałam wyjątkowe szczęście i podczas drogi powrotnej, natrafiłam na takowy. Zebrałam wszystkie owoce jakie znajdowały się na krzaku i pobiegłam do jaskini. Ku mojej radości zobaczyłam tam Almę wąchającą jakieś zioła. Weszłam do jaskini, a młoda smoczyca od razu powiedziała:
- Powąchaj to! - Po czym podsunęła mi jeden z woreczków. Przy pierwszym wdechu poczułam wspaniałą mieszaninę zapachów. Zaraz rozpoznałam w nim jagodę, miętę i cytrynę. Później, zaciągnęłam się jeszcze raz. Tym razem poczułam świeży zapach, który kojarzył mi się z jakimś wspaniałym miejscem, jak... Morze, albo jakaś piękna kraina, zamieszczona wysoko w chmurach... Spragniona wspaniałych, magicznych zapachów, powąchałam zioła jeszcze raz. Znowu pachniały inaczej. Pachniały słodko, jakby truskawkami i malinami, albo miłością, bo tak mi się to skojarzyło. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Piękny zapach... - westchnęłam. Alma ziewnęła - Jesteś zmęczona?
- Tak... - Przetarła na wpół przymknięte oczy. - Ale najpierw zjem.
Rozbawiło mnie to, jak się ożywiła na widok jedzenia. Za pomocą telekinezy podałam jej pożywienie. Łapczywie zjadła wszystko co przyniosłam a potem powiedziała:
- Z pełnym brzuchem mam przyjemne sny. Dobranoc. - Po czym ułożyła się na wielkim, grubym kocu. Widziałam takie w świecie ludzi, ale nie wiedziałam, że Mizu taki posiada. Sama ułożyłam się w jednym z rogów jaskini. Nie mogłam zasnąć, więc wstałam i przemieniłam się w człowieka, po czym wyszłam z jaskini. Kiedy spacerowałam, usłyszałam pohukiwanie sowy.
- Witaj. Piękna noc, nieprawdaż? - Powiedziałam, po czym popatrzyłam się na niebo. Gwiazdy i księżyc świeciły jasno.
- Tak, to prawda. - odpowiedziała, a kiedy usłyszałyśmy czyjeś kroki odleciała pospiesznie. Nie zdążyłam się przemienić, a zza drzew wyleciał jakiś dziwny, szary dym, który ledwo ujrzałam. Uderzył mnie w brzuch, sprawiając, że upadłam do tyłu, ale przed samą ziemią złapał i owinął się wokół mnie. Mimo, że nie chciałam, zamknęłam oczy i usnęłam. Kiedy się obudziłam, zrozumiałam, że jestem w innej krainie. Wszędzie wokół była tylko niebieska nicość i miliony drzwi. Weszłam do pierwszych, które stały przede mną. Zobaczyłam tam siebie, siedzącą ze szczeniakami. Zapatrzyłam się w ten widok, nie zauważając, że staję się co raz starsza, lecz kiedy to dostrzegłam, w możliwie szybkim tępie wyszłam z nich. Po wiejściu do kolejnych; stawałam się młodsza, większa, mniejsza, wyrastały mi różne kończyny... Po kilkugodzinnych poszukiwaniach byłam padnięta. Opadłam na nicość i westchnęłam.
- Hahaha... - usłyszałam czyjś cichy śmiech, który wydawał się tak odległy. Jedne z drzwi były zniekrztałcone i przypominały uśmiech. Postanowiłam się do nich dostać, lecz były zawieszone wysoko. Spróbowałam użyć telekinezy na sobie... Trzeba było spróbować! Skupiłam się jak tylko mogłam i wzleciałam do góry. Szybko pchnęłam drzwi i opadłam za ich progiem. Przede mną stał kot. Uśmiechał się, ale nie wyglądał przyjaźnie.
- Możesz mi pomóc...
- Wydostać się z tąd? - dokończył - obserwuję Cię od kąd tu jesteś. Tak pomogę Ci. Tu masz mapę.
Podał mi zwój i zniknął. No... Prawie cały. Jego uśmiech pozostał. Na mapie zobaczyłam krzyżyk. Ruszyłam w jego stronę. Wpatrywałam się w mapę. Po kilku minutach straciłam grunt pod nogami! Spadałm dość długo, a zamiast na ziemię, opadłam na chmurę. Rozejrzałam się. Pod sobą ujrzałam naszą watahę, ale była pod szklaną osłoną. Skoczyłam z jednej chmurki na drugą. Byłam zrozpaczona! A co, gdyby Almie się coś stało?! To będzie moja wina! Przyspieszyłam i po mniej więcej półtorej godziny znalazłam się na ziemi. Niestety byłam poza terenami watahy. Usłyszałam syczenie. Jakby ktoś wrzucił ognisko do wody. Nad sobą zobaczyłam lecącego wilka. Był zapalony. Jego oczy wyglądały jak dwa, zielone płomienie. Za nim leciało takich więcej. Wszystkie na raz uderzyły w szkalną ochronkę. Szkło rozprysło się, po czym zniknęło. Wilki zapalały po drodze zapalały drzewa i wszystko co może zająć się ogniem. Z pobliskiego lasu wybiegli ludzie ze strzelbami. Kiedy usłyszałam pierwsze strzały... Obudziłam się! To wszystko było snem! Niechęć do snu, porwanie i ppczątek wojny. Ale podejrzewam, że była to również przepowiednia. Wojna była nieunikniona. Popatrzyłam się na Almę. Spała i cicho pochrapywała. Odetchnęłam z ulgą i zasnęłam. Cały następny dzień, spędziłyśmy z Almą opowiadając sobie swoje historie i mówiąc o sobie. Następnego dnia obudziłam się bardzo późno. Słońce wisiało już wysoko, a Alma czytała jedną z ksiąg Mizu.
- Co czytasz? - zapytałam troskliwie.
- Smoczą historię. Tu jest dużo napisane o mojej mamie i czym ja jestem dla smoków. - uśmiechnęła się smutno i melancholijnie. Usiadłam koło niej, a ta oparła głowę o moje ramię. Zdecydowanie brakowało jej matki.
- Poczekaj chwilę... - rzuciłam i pobiegłam do lasu. Tam narysowałam jeziorko, nad którym rosły rozmaite drzewa. Po skończeniu pracy wypowiedziałam zaklęcie, którego nauczyła mnie kiedyś matka. Sprawiało ono, że kartka nie zniszczy się. Kiedy wróciłam dałam Almie podarek. - Proszę, to dla ciebie, na pamiątkę, gdybyśmy miały się już nigdy nie spotkać.
Uśmiechnęła się, a z jej oczu popłynęły struszki łez.
- Wiele osób nie rozumie, co ja czuję...
- Ale ja rozumiem. Moja matka zmarła, zanim dołączyłam do tutejszej watahy... - Wtem do jaskini weszła spokojnie Mizu. Na nasz widok rozpromieniła się.
- Witaj Almo, witaj Kahloon - Alma się uśmiechnęła - dobrze się bawiłyście?
- Tak! - odpowiedziała radośnie.
- Mizu... - zaczęłam niepwenie - Mogę cię na chwilę porwać? Muszę z tobą porozmawiać...
- Oczywiście. Almo, proszę, nie oddalaj się od jaskini, dobrze? - Alma skinęła głową. Wraz z Mizu poszłyśmy nad jeziorko. - Czy coś się stało?
- Tak... Jakby... Miałam wizję. Rozpoczęła się wojna z demonami, ludzie też tam byli. - Mizu popatrzyła się na mnke smutno.
- Ech... Co raz więcej wilków mi to mówi...

<Mizu?>

OD Oriona CD Kahloon

Widziałem, jak Loone mdleje.
- Loone! - zawołałem, po czym sam oberwałem.
Obudziłem się w jakiejś klatce, która zamiast krat miała szklane ściany. Klatka była w pomieszczeniu, w którym był jakiś panel kontrolny, a ściany miały kolor biały. Wstałem i oparłem się o szybę. Zacząłem w nią mocno walić pięściami, lecz tonie działało. Po chwili do pomieszczenia wszedł jakiś facet w garniturze. Chciałem krzyknąć "Wypuść mnie!", jednak nie mogłem. Złapałem się za szyję i poczułem coś metalowego i podobnego do obroży. Zauważyłem, że na rękach też mam to coś. Facet w garniaku wyciągnął z kieszeni jakiś przedmiot i nacisnął na nim guzik. Wtem zostałem porażony prądem. Padłem na ziemię.
- Już myślałem, że się nie obudzisz. Kim albo raczej czym jesteś? - zapytał ze złowieszczym uśmiechem na twarzy - A no tak, nie możesz odpowiedzieć.
Po chwili facet pstryknął palcami. Nic się nie stało.
- Za tobą jest kartka i długopis. Odpowiedz na pytania zapisane na niej - rzekł i wyszedł zostawiając mnie samego. Wstałem i popatrzyłem na kartkę. Po chwili usłyszałem łopot skrzydeł. Odwróciłem się i ujrzałem małego wróbla stojącego przede mną.
- ,,Wróbel? Ale jak?'' - pomyślałem.
- Biedak. Jak mu pomóc? - powiedział ptak. Wskazałem ręką na panel kontrolny. Wróbel podleciał do niego i nacisnął jakiś guzik. Nic się nie stało. Nacisnął inny. Szyby osunęły się w dół. Byłem wolny. No prawie. Popatrzyłem na kartkę, po czym napisałem na niej dużymi literami: "WAL SIĘ". Ptak usiadł mi na ramieniu. Wyszedłem z pomieszczenia i zacząłem biec pewnym korytarzem. O dziwo nie było żadnego agenta. Zatrzymałem się przed jakimiś drzwiami i powoli je otworzyłem. Ujrzałem Loone leżącą na łożu. Podbiegłem do niej. Nacisnąłem jakiś przycisk na łóżku. Pasy, które ją trzymały, puściły. Chciałem ją zawołać. Wróbel podleciał do niej i zawołał:
- Wstawaj!
Dziewczyna otworzyła oczy. Ptak szybko wrócił na moje ramię.
- Orion? Czy to naprawdę ty? - zapytała. Skinąłem głową i uśmiechnąłem się.
- Dlaczego nic nie mówisz - spytała wstając. Wskazałem palcę na obrożę.
- I co tu robi ten ptak?
Wzruszyłem ramionami.
- Dobra, musimy wydostać się stąd - powiedziała Loone. Wyszliśmy z pomieszczenia. Skręciliśmy w lewo. Nagle dziewczyna zasyczała i zachwiała się. Popatrzyłem na nią ze zdziwieniem.
- To tylko kostka - rzekła. Wtem ujrzeliśmy jakiegoś agenta. Znieruchomieliśmy. Mężczyzna otworzył jakieś drzwi i wyszedł. Zanim je zamknął, zobaczyłem drzewa.
- ,,Wyjście" - pomyślałem i machnąłem ręką. Zaczęliśmy biec ku drzwiom, gdy nagle znów poraził mnie prąd. Klęknąłem i zacisnąłem zęby. Usłyszałem za sobą znajomy głos:
- Nie ładnie tak uciekać.
Loone zasłoniła dłonią usta.
- A i dzięki za wiadomość - rzekł agent. Ponownie zostałem porażony.
- Uciekaj - ledwo wydusiłem z siebie. Dziewczyna odwróciła się. Tuż obok niej było wyjście. Po chwili popatrzyła na mnie. Wyglądała na niezdecydowaną. Wtem usłyszałem tupot stóp i jakieś głosy. No tak, agent wezwał swoich kumpli.
- Nie zostawię cię! - zawołała Loone.
- Uciekaj - powtórzyłem, lecz już ciszej. Nie wiem, czy usłyszała.

<Kahloon?>

OD Oriona CD Mizu

Podczas wędrówki Mizu na chwilę zatrzymała się ze smoczycą. Ja i Galius poszliśmy dalej. Po chwili dziewczyny do nas dołączyły. Przez całą drogę podziwiałem krainę. Nad naszymi głowami latały smoki. Niektóre patrzyły na nas z lekkim zdziwieniem.
- Czemu te smoki się dziwią na nasz widok? - zapytałem.
- U nas nie ma wilków - odpowiedział Galius - kiedyś była pewna wataha, ale jej członkowie zbuntowali się. Według ich smoki im przeszkadzały. W końcu doszło do bitwy. Z racji, że smoki są silniejsze, wilki przegrały. Przetrwało ich tylko kilka, ukrywają się w ciemnych jaskiniach.
- A oprócz smoków są jeszcze jakieś inne zwierzęta?
- Są owady, ryby - rzekła Mizu.
- I owce - dokończył smok.
- Ty to wiesz wszystko - pochwaliłem Mizu. Wilczyca uśmiechnęła się. Po dłuższej chwili zatrzymaliśmy się przed wejściem do jaskini.
- Jaskinia! - zawołała Alma.
- W niej znajduje się portal - rzekł Galius.
- No to chodźmy - powiedziałem. Szliśmy korytarzem, który zdawał się nie mieć końca. W końcu dotarliśmy do pomieszczenia, w którym były kolorowe kryształy. Wszystko wyglądało wspaniale. Po środku znajdował się ogromny kryształ, był dwa razy większy od Galiusa.
- Łał - powiedzieliśmy równocześnie, co mnie trochę rozśmieszyło.
- I gdzie ten portal? - zapytałem.
- Przed tobą - odparł Galius. Spojrzałem na ten ogromny kryształ.
- To? - spytała Mizu. Wtem mniejsze kryształy poruszyły się. Okazało się, że to wielki, kryształowy smok. Stwór ryknął przeraźliwie.
- Zapomniałem wam powiedzieć - rzekł Galius - ten smok to strażnik portalu. Jeśli chcemy przejść przez portal, to musimy go pokonać.
- A nie możemy się z nim dogadać? - zapytała wadera.
- To jest niemożliwe. Nawet Caligo nie przejdzie bez walki - odpowiedział smok. Wtem przeciwnik podniósł ogon, na którym pojawiły się kryształowe kolce i chciał nas nim zmiażdżyć. Na szczęście zrobiliśmy unik. Mała smoczyca była wystraszona. Wstałem i zawołałem:
- Nie zostaje nam nic innego, jak walczyć!

<Mizu?>

OD Nerin

Po tym pojedynku byłam bardzo zmęczona i wyczerpana. Nie dość tego wszystko mnie bolało, a najbardziej łapa.Ostatnimi resztkami sił dowlokłam się do pobliskiego strumyka czy coś w tym stylu. Po czym zemdlałam, ale tego nie wiedziałam... Gdy obudziłam się to stał na de mną jakiś wilczur.Nie wiedziałam co się stało. Ten pies pomógł mi wstać i powiedział przyjacielsko.
- Leżałaś tu jakieś dziesięć minut. A co ci się stało w łapę? - powiedział po czym zapytał, będąc zatroskany.
- To tylko lekkie skaleczenie. Stoczyłam walkę z alfą jakiejś watahy. On mnie tak urządził i jakoś trafiłam tutaj. Gdzie jesteśmy? - powiedziałam co nieco wilkowi, ale po rozejrzeniu się wokół, nie przypominałam sobie tych terenów, więc spytałam się basiora.
- My jesteśmy na terenach Watahy Księżycowego Ducha. - odpowiedział. - Chodź lepiej będzie jak zabiorę ciebie do tutejszej watahy. - dopowiedział
- A tak po za tym jak masz na imię? - spytałam

<Jakiś basior?>

OD Essix CD Lukas'a

- Nie obchodzi mnie to... - burknął zasmucony, a ja poczułam przypływ gniewu.
- Lukas! To, że dowiedziałeś się o przeszłości, nie znaczy, że masz się teraz nad sobą użalać! - prychnęłam, po czym podeszłam do krat i rozejrzałam się wokół.
- Nie wiesz jak to jest mieć takie życie... - wydusił z siebie - więc nie możesz wiedzieć jak się teraz czuję...
- Ja... Jak to?! A wiesz jakie miałam dzieciństwo?! Nie! Więc zastanów się nad tym co mówisz! - opadłam na ziemię, a z oka poleciała mi łza, którą zaraz otarłam. - Jesteś demonem, tak? Więc spróbuj się teleportować za te kraty!
Popatrzył się na mnie jak na debila, ale po chwili wstał i spróbował to zrobić. Kiedy zobaczyłam go za kratami ucieszyłam się, ale to nie trwało długo, gdyż te kraty się wyciągnęły i wrzuciły Lukas'a do lochu, z taką siłą, że udeżył o ścianę i upadł, a potem pozostał w tej pozycji przez chwilę. Lukas mocno wytrącił mnie z równowagi. Próbowałam zamienić się w pył. Na początku nie wychodziło, ale byłam zdeterminowana i próbowałam dalej. Basior patrzył się pustym wzrokiem przed siebie. Wcześniej nawet mi imponował swoją siłą i hartem ducha, ale teraz był jak zagubiony i zapłakany szczeniak. Kiedy nad tym rozmyślałam.. Udało mi się zmienić! Natychmiast przeleciałam pomiędzy kratami. W pobliżu nie było nikogo.
- Tylko nie daj się złapać, bo nas zabiją... - mruknął, wstał i podszedł do krat. Posłuchałam go i poleciałam po schodach do góry. Dobił mnie widok Lukas'a którego oczy były przepełnione smutkiem i gorczą, a także były pozbawione chęci życia. Na następnym piętrze znajdowało się więcej wilków. Mimo to, ruszyłam do góry. Po kilkunastu miutach, znalazłam się w tej jaskini, w której byliśmy wcześniej. Demonów tam nie było, ale zaraz zobaczyłam, że przed wejściem do jaskini stoi dwójka. W tym momencie wszystko zrozumiałam. Mogłam z tąd wylecieć, lub wrócić po Lukas'a. Nagle poczułam na sobie czyiś oddech. Był to Supremo. Kiedy go zobaczyłam bardzo się wystraszyłam, ale po chwili opanowałam emocję i postanowiłam uciec, by wymyślić sposób na wydostanie z tego parszywego miejsca Lukas'a. Nie zdąrzyłam przelecieć metra, a demon wypowiedział zaklęcie i stałam się wilkiem. Nie zamierzałam się przed nim kłaniać. Wyprostowałam się, by wyglądać na wyższą i wyzywająco popatrzyłam mu się prosto w oczy. Na moom pysku widniało zacięcie i determinacja. Uśmiechnął się ironicznie. Zaczęłam działać; po cichu, by nke dokońca to słyszał chciałam wypowiedzieć zaklęcie snu, którego nauczyła mnie jakaś babka

Weep not, poor children, for life is this way
Murdering beauty and passions
Hush now, dear children, it must be this way
Too weary of life and deceptions
Rest now, my children, for soon we'll away
Into the calm and the quiet
Come, little children, I'll take thee away
Into a land of enchantment
Come, little children, the time's come to play
Here in my garden of shadows

Było to zaklęcie nasenne. Niestety na silnego demona nie zadziałało w ogóle! Wilk zaśmiał się i powiedział:
- Jesteś odważna. Będę miał z ciebie jakiś pożytek... Chodź za mną - przez chwilę się wahałam, ale poszłam za nim. W sobie usłyszałam głos Lukas'a mówiący mi, żebym tego nie robiła, ale nie słuchałam - Zastanawiałaś się kiedyś, kim był twój ojciec? - skinęłam głową. - To on. - Demon wskazał na jakiegoś wilka, z licznymi ranami, psychopatycznym uśmiechem i obłędem w oczach.
- To nie on! - krzyknęłam ze łzami w oczach. Nie mogłam w to uwierzyć...
- A teraz patrz... - demon wypowiedział zaklęcie, a basior został pochłonięty przez płomienie. - Jako niezniszczalne demony, potrafimy robić praktycznie wszystko. Radzę więc, byś była posłuszna, bo jak nie... - w jego oczach widać było nicość. Jakby nie miał uczuć. I dobrych i złych. ,,Bo jak nie, to co...?'' pomyślałam i pod wpływem furii uderzyłam go łapą w pysk. Popatrzył się na mnie jak na osobę, którą trzeba zabić. Możliwe, że mocą, ale poczułam, jak mnie chwyta i wrzuca do jakiegoś dokładnie zamkniętego pomieszczenia. Ciągle słyszałam głos, który mówił:

~ Supremo jest waszym władcą.
~ Jesteście silniejsi od innych.
~ Remis jest przegraną,
~ Stać was na wszystko...

I tak w koło Macieju. Ten głos był wszędzie, odbijał się od ścian i ponownie do mnie wracał. Kiedy starałam się go nie słuchać, stawał się głośniejszy, przeszywał mnie na wskroś, a za każdym razem jego cząsteczki pozostawały we mnie. Nie wiem ile się z tym męczyłam, ale znowu znalazłam się na zewnątrz. Stał tam Supremo.
- No, to już się zdecydowałaś? - zapytał pewien, że padnę mu do łap.
- Nigdy! - powiedziałam, po czym usiadłam i zamknęłam oczy. Nie zamierzałam się patrzeć na tego parszywca.
- Głupiaś! - nie byłam pewna, czy był to śmiech, czy krzyk, a może i to, i to... Znów znalazłam się w tym pomieszczeniu...

<Lukas? Nie musisz mnie jeszcze ratować... xD Znaczy... Chodzi mi o to, że możesz po prostu opisać co się wtedy z Tobą działo. Oczywiście jest to tylko propozycja>

Nowa wadera - Nerin

Powitajmy nową waderę w naszym stadzie.


sobota, 24 października 2015

OD Lukas'a CD Essix

Miałem już dość tej małej więc po prostu sobie poszedłem. Nawet jeśli Essix też postanowi wybrać się na spacer to gdzie pójdzie? Szedłem przez tunel, gdy nagle zobaczyłem światło w głębi.
-Co to u licha?- mruknąłem do siebie. Wtedy poczułem jakiś zapach. Wilki!- pomyślałem. Najciszej jak było to możliwe zbliżyłem się do źródła zapachu. Dotarłem do oświetlonej jakimiś dziwnymi latarniami dużej jaskini. Z sufitu zwisały stalagmity a na ścianach widać było coś jakby kamienie świecące własnym blaskiem. Na środku stał wilk. Od razu rozpoznałem w nim demona Unasan. Charakteryzują się one tym że wyglądają jak normalne rogate wilki,a w rzeczywistości są niezwykle silne, szybkie i przebiegłe. W przeciwieństwie na przykład do mnie, wilków zrodzonych z piekieł, te są tak zwanymi Upadłymi Aniołami. Pochodzą z tego miejsca zwanego Niebem, ale obrały raczej ścieżkę zła. Otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia. Nie spodziewałem się że kiedykolwiek spotkam jakiegoś.
-A ty co tu robisz?- usłyszałem głos za sobą. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem drugiego demona. Miał skrzydła i poroże owinięte kwiatami. Pchnął mnie mocno, tak że znalazłem się tuż przy tym pierwszym wilku. Ten złapał mnie za kark i powalił na ziemię jednym ruchem.
-Spójrz Panie kogo znaleźliśmy.- odezwał się skrzydlaty. Wtem z cienia wyłonił się trzeci demon. Odsłoniłem kły i spojrzałem na niego gniewnie.
-Proszę, proszę.- biały basior spojrzał na mnie z zaciekawieniem.- Wylazłeś z piekła poczwaro? Jeśli mnie nie znasz jestem Supremo.- powiedział dumnie wypinając pierś. Poczułem lekki... strach? Jeden Unasan mógłby pokonać całą watahę w mniej niż minutę. Wstałem powoli i lekko się skłoniłem. Nie kłaniam się nikomu, ale bardziej nie mam ochoty ginąć. Po za tym, słyszałem już o Supremo, jest dosyć sławnym generałem no i jest ode mnie ponad 5 razy starszy i jakieś 10 silniejszy. Demon uśmiechnął się lekko.
-A więc wiesz gdzie twoje miejsce.- odparł cicho.- Pilnuj go Questo. A ty Fior, sprawdź czy nie ma tu jego kolegów.- basior z kwiatowym porożem zwany skłonił się posłusznie i wyszedł. Milczałem. Obecność demonów bliżej lub dalej ze mną spokrewnionych była dla mnie czymś nowym. Unasan nie zabijają dla przyjemności, robią to tak po prostu, bez wyraźnego powodu, jakby do tego zostały stworzone. Biały wrócił do cienia. Dopiero wtedy zobaczyłem że stoi tam wysoki tron zrobiony z tej samej skały co reszta jaskini. Spuściłem łeb. Co za poniżenie.- mruknąłem w myślach. Wtedy przyszedł Fior.
-Ma znajomą.- oznajmił zwracając się do swego Pana.- Zaraz tu przyjdzie.- Essix!- przymknęło mi przez myśl. Wadera weszła powoli do jaskini jakby w transie. Spojrzała się na mnie, wyglądała jakby powstrzymywała się od śmiechu. Jestem spalony w tej watasze.- pomyślałem. W tamtej chwili miałem ochotę sam poderżnąć sobie gardło.
-Witaj.- Supremo zwrócił się do Essix.- Niezmiernie cieszymy się że do nas dołączyłaś.- Warknąłem cicho. Fior pchnął waderę w moją stronę.
-Czego od nas chcesz?- spytałem twardym tonem i spojrzałem mu prosto w oczy. Basior popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
-Czy my się przypadkiem nie znamy?- zapytał spokojnie.
-Nie zmieniaj tematu Supremo.- odparłem ostro. Biały uśmiechnął się szeroko.
-Ach tak. Ja pamiętam cię, a ty najwyraźniej nie pamiętasz mnie...
-O czym ty mówisz?- nie miałem bladego pojęcia o co mu chodzi.
-Więc opowiem Ci. Jesteś tym młodym demonem, który tak dzielnie walczył o swoją watahę, tą na którą napadłem i doszczętnie wybiłem. Pamiętacie to chłopcy?- wilki wymieniły porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechnęły się złowieszczo.- Taki waleczny.- Supremo powiedział to słodkim głosikiem.- I twoi rodzice, ach że też ich syn był silniejszy...- słuchałem wszystkiego z osłupieniem.
-Kłamiesz! Ty kłamiesz!- krzyknąłem obnażając kły. Jaskinia zatrzęsła się. Basior zachowywał się tak jakbym nic nie zrobił.
-A tak w ogóle jak udało Ci się przeżyć? Mieliście wszystkich zabić!- Questo i Fior skulili się lekko.- Nieważne.- mruknął.- Teraz zabrać ich stąd.- Unasan powaliły nas na ziemię i teleportowaliśmy się gdzieś daleko. Wokół była tylko czerń. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem że jestem w jakiejś bardzo ciemnej jaskini, z kratami. Loch albo więzienie.
-Cudownie. Po prostu cudownie.- szepnąłem do siebie. Teraz wiem co się stało. Żyłem w watasze demonów. Miałem rodzinę. Dom. A on mi to odebrał...
-Lukas?- spojrzałem w bok. Essix też tu była, siedziała niedaleko.- Co robimy?- spytała z lekkim strachem w głosie.
-Nie obchodzi mnie to.- mruknąłem smutno.

<Essix?>

OD Kahloon CD Oriona

- Spokojnie, nie złapią nas... - powiedziałam. Orion trochę się uspokoił po tych słowach. Nie znałam go dobrze, ale miałam wrażenie, że go lubię... Po chwili usłyszeliśmy zbliżające się głosy. Ktoś powiedział:
- Tam uciekli panie władzo... - rzuciłam Orionowi przerażone spojrzenie, a on zrobił to samo. Westchnęłam głęboko. Dawno tego nie robiłam, ale to dla dobra sprawy... Uklękłam. Orion popatrzył się na mnie zaciekawiony, ale nie zwróciłam na to uwagi. Szybko chwyciłam kawałek żyletki, która leżała przy śmietniku i przecięłam sobie skórę.
- Co robisz?! - wydał z siebie pół okrzyk. Użyłam krwi, by narysować na asfalcie znak. Wyglądał jak okrąg z różnymi wzorkami w środku. Przyłożyłam do ziemi dłonie i skupiłam się. Już nie widziałam świata wokół. Krąg stworzył czerwoną poświatę, ale to widziałam tylko ja. Mur za nami zniknął, a nowy pojawił się przed nami. Byliśmy zamknięci z obu stron. Wstałam. Rana dalej krwawiła, ale nie zwróciłam na to uwagi.
- Ale panie władzo! Oni schowali się tutaj! - krzyknął jeden z chłopaków.
- Chłopcze, ty się dobrze czujesz? Przed tobą znajduje się pięcio metrowy mur! Nie uciekliby tędy!
- Ale...!
- Dosyć - syknął męszczyzna - wracajcie do domów, bo zaraz znajdziecie się na komisarjacie!
Później usłyszeliśmy oddalające się kroki i ciszę.
- Wow... - szepnął wpatrzony w ścianę Orion. - To twoja moc?
- Nie dokońca... To jest raczej umiejętność. Uczyłam się tego jako szczeniak... - W tym świecie nie słyszałam już tego dziwnego głosu, ale samokrytyka i ambicje pozostały.
- Ale... Jak teraz wyjdziemy?... - zapytał patrząc się na mur.
- Niestety dawno nie używałam alchemii, więc nie wiem, czy uda mi się go zniszczyć, ale spróbuję.
Znowu uklękłam, a dłonie przystawiłam do ziemi. Długo nie wychodziło, ale po pewnym czasie znów się udało.
- Poczekaj. - powiedział chłopak - ja już nie mam okularów.
- Zostań tu, a ja zaobaczę, czy nie leżą gdzieś tam na ziemi. - poszłam w kierunku fontanny, ale nigdzie nie było tych okularów. Wróciłam do Oriona i powiadomiłam go o tym. - Poruszajmy się bocznymi ulicami, może nikt nas nie zauważy.
Weszliśmy w kolejną uliczkę. Ciągnęła się daleko, a ponieważ była noc, nie widzieliśmy jej końca. Mimo to poszliśmy przed siebie. Stała tam gupka młodzieńców. Byliśmy od nich parę metrów, ale okazało się, że nke możemy zawrócić, bo za nami stoi kilku kolesi w garniturach.
- Hah... - zaśmiał się cicho jeden z mężczyzn i odkleił się od ściany budynku. Podszedł do nas, po czym powiedział: - Czekaliśmy na was. Wolno uciekacie... W każdym razie zabieracie się z nami.
I pstryknął palcami. Dwóch mężczyzn w garniturach podeszło do nas i chcieli nas chwycić, ale oboje odskoczyliśmy. Facet drobniejszy podszedł do mnie i chciał złapać mnie za nadgarstek, ale odskoczyłam. Chciałam zadać mu cios, lecz był dobrze wyszkolony i chwycił mnie za pięść. Wyrwałam mu się, ale złapał mnie za włosy i od tyłu udeżył w ramię. Zdąrzyłam zobaczyć już tylko, jak Vuplo się na niego rzuca i zostaje odepchnięty, a potem ciemność... Obolała obudziłam się w jakimś pomieszczeniu. Było tam jasno, ściany były białe, a ja leżałam na metalowym łożu, przypięta za nadgarstki i kostki. Jedna z nich była owinięta w bandarz i czułam, że mnie boli. Po chwili usłyszałam pikanie i do pomieszczenia wszedł jakiś facet, którego w życiu nie widziałam.
- Dobrze, skoro się obudziłaś, to powiesz mi, kim jesteś, skąd przybyłaś i co się przydarzyło - powiedział sucho, wbijając we mnie mordercze spojrzenie. Moje usta zacisnęły się w wąską kreskę. Nie zamierzałam mu nic mówić. Do pokoju wszedł mężczyzna w białym faruchu.
- Agencie Z, już przybyłem
- Tak widzę... - syknął Agent Z podszedł do kostki owiniętej w bandaż i z całej siły ją ścisnął. Wydałam z siebie pisk. - Może coś powiesz? Oszczędź sobie bólu, bo i tak to z ciebie wyciągnę!
- Nic nie powiem! - rzuciłam stanowczo.
- Przynieś... Wiesz co.. - szepnął do tego drugiego, a tamten wyjął z kieszeni fartucha strzykawkę. Wbił mi ją w ramie, a jego zawartość wpłynęła do mojego krwiobiegu. Zrobiło mi się niedobrze, wszystko widziałam rozmazane. Po chwili się otrząsnęłam i zobaczyłam przed sobą Oriona. Czułam się jakby w moim ciele znajdowały się miliony wściekłych, syczących węży.
- Co się stało?... - zapytał niewinnie.
- My... My... - nie mogłam dokończyć, myślałam bardzo niejasno i język mi się plątał.
- Mów! - krzyknął. - znów poczułam w sobie ten strach. Po chwili wydusiłam z siebie:
- Ty nic nie pamiętasz? To... Czemu wiesz jak się nazywam? - popatrzyłam na niego podejżliwie. Domyśliłam się, że był to Agent Z. Ten, zdenerwował się i uderzył mnie tak, że zemndlałam.

<Orion?>

OD Electro CD Lukas'a

"Dziwne pytanie" pomyślałam. Przełknęłam jeszcze ostatni kęs tego królika. Chudy i bez mięsa. Czy tylko takie stworzenia tu się znajdują? Podeszłam do basiora, który siedział do mnie tyłem i patrzył się na gwiazdy.
- Jestem inna niż te waderki z tej watahy. Jestem dziwna - nie wiem czy to miało go obrazić, czy co. Jednak ja tam widzę siebie. Usiadłam obok niego i patrzyłam się na ciemny las, który znajdował się przed nami
- A dokładniej? - zapytał. Przekręciłam oczami.
- Jeśli myślisz, że wszystkie normalne wilki się boją demonów, to źle myślisz. Ja akurat je akceptuje, a nawet lubię. Ze względu na to, że moja rasa tylko z nimi się zadaje i z nimi może w jakikolwiek sposób się dogadać. Po za tym ciebie pierwszego poznałam i o dziwo nie spiedzieliłeś ode mnie jak inne wilki. A jeśli chodzi o śmierć, to dla mnie nic nowego. Praktycznie moja rasa się rodzi do walki i do śmierci. A co do ciebie, to lubię cię - wytłumaczyłam. Więcej raczej się nie da powiedzieć. Spojrzałam na niego. - Teraz ty. Czemu się ze mną zadajesz, jak praktycznie wszystkie wilki się mnie boją? Prócz tego, że jesteś demonem - zapytałam. Wszystko było powiedziane poważnie, jednak z odrobiną znudzenia.

<Lukas?>

OD Saikhana DO Lunalight

Wstałem dziś dosyć wcześnie i o dziwo miałem dobry humor, postanowiłem coś zjeść lecz o tej porze roku było to praktycznie niemożliwe. Na szczęście jestem wilkiem, który włada nad naturą więc, użyłem swej mocy aby przede mną urosło drzewko z gruszkami, nie miało ono wielkich rozmiarów bo nie było takiej potrzeby.
Po sytym posiłku postanowiłem pospacerować po lesie ale po chwili namysłu postanowiłem wybrać się na góry północy. Wędrówka zajęła mi trochę czasu ale nie miałem dziś nic zaplanowanego. Dzisiejszy dzień był inny czułem w sobie radość ale nie wiedziałem dla czego. Zacząłem biec do najbliższego drzewa, gdzie się położyłem.
- Dobra teraz chwilka odpoczynku. - powiedziałem sam do siebie na głos.
Zacząłem śpiewać radosną pieśń, którą nauczyła mnie stara znajoma. Pieśń opowiadała o zakochanej parze.
Basior był miły i przyjazny, choć kiedy ktoś groził słabszym nawet on potrafił rzucić się na innego wilka.
Samica była mądra i nieśmiała a szlachetności wcześniej wspomnianego basiora zawsze jej sie podobała.
Podczas śpiewu czułem na sobie czyjeś spojrzenie ale byłem zbyt zajęty śpiewem aby to sprawdzić.  Po zakończeniu pieśni otworzyłem oczy i ujrzałem piękną, białą waderę, której sierść zrobiły niebieskie pasy.
Po spojrzeniu wadery stwierdziłem, że mój śpiew podobał sie jej.
- Witaj! Jestem Saikhan. - powiedziałem uśmiechając się - Jak się nazywasz?
Czekałem na odpowiedź wadery.

<Luna?>

OD Lukas'a CD Electro

Także usiadłem. Zapadła cisza, żadne z nas nie wiedziało co dalej robić.
-Hmm, czyli jednak idziemy?
-A mamy wybór?- spytała Electro. Chciałem już powiedzieć, że mamy, ale ugryzłem się w język.
-To chociaż zróbmy sobie postój. Trzeba by znaleźć coś do jedzenia i się choć trochę zdrzemnąć.- Nie czekając na odpowiedź podniosłem tyłek z ziemi i zacząłem szukać jakiś suchych gałązek.
-To ja zobaczę czy jest tu coś jadalnego.- odparła Electro. Po chwili siedzieliśmy przy małym ognisku jedząc dwa mizerne króliki.
-Lepsze to niż nic.- mruknąłem odgryzając głowę chudego gryzonia. Po skończonym "posiłku" wpatrzyłem się w gwiazdy. Białe punkciki świeciły jasno na nocnym niebie. Zamyśliłem się na chwilę.
-Electro?
- Tak?- wadera spojrzała na mnie.
-Zastanawiam się, czemu ze mną poszłaś i czemu się ze mną w ogóle zadajesz?- mój ton był poważny.- Możesz tu przecież łatwo zginąć, a i tak dalej tu jesteś.

<Electro?>

OD Essix CD Lukas'a

Byłam poirytowana. Wstałam i odwróciłam się tyłem do basiora, po czym zmieniłam się w feniksa... No... Raczej próbowałam, bo się nie udawało. Rzuciłam Lukas'owi rozwścieczone spojrzenie. Uśmiechnął się arogancko, po czym wstał i zaczął kierować się na... Wschód? Nie wiem, w tym miejscu głupiałam; nie mogłam używać mocy, moje zmysły nie działały...
- Czekaj! - krzyknęłam za nim. Odwrócił się i zaśmiał się cicho, po czym powiedział:
- A co? Potrzebujesz mnie? Czyżby? - kiedy zadał mi to pytanie na chwilę osłupiałam, ale zaraz się otrząsnęłam i ruszyłam w innym kierunku. Nie potrzebuję nikogo do pomocy, a napewno nie kogoś takiego! Mój krok był pewny, ponieważ byłam zła. Czemu mnie tu zabrał? I właściwie, dlaczego moje moce nie działają, skoro po części jestem wilkiem ognia... Długo nad tym myślałam, z zadumy wyrwał mnie dźwięk muzyki. Nie potrafiłam określić jej rodzaju, nigdy takiej nie słyszałam. Była trochę tajemnicza. Nagle poczułam, że w pewien sposób mnie ciągnie i poszłam w tamtą stronę, ale nie do końca z własnej woli. Starałam się to powstrzymać, ale nie mogłam. Po nie całych 5 minutach zobaczyłam grupę wilków. Wyglądały raczej jak Lukas, ale dużo dziwniej. Miały rogi i dziwne barwy. Najbardziej rzuciły mi się w oczy te
wilki, które patrzyły się na mnie, jakby chciały mnie zabić:
<kliknij>
Najbardziej zdziwiło mnie to, że Lukas też tam był i patrzył się obrażonym wzrokiem w ziemię. Wyglądał jak szczeniak, który został zmuszony do posprzątania. Powstrzymałam się od śmiechu.
- Witaj - podszedł do mnie wilk, który wyglądał na przywódcę:

<Lukas? Nie miałam weny... No ale coś jest :/>

piątek, 23 października 2015

OD Mizu CD Oriona

Jak tylko zobaczyłam Oriona, a tuż za nim ogromnego smoka. Trochę mnie to zdziwiło, ale też i również ucieszyło. Mówiąc towarzyszowi o małej Almie, która pójdzie z nami. Nie pogniewał się. Chcąc już wyruszyć, Galius zaproponował nam jego pomoc. Ale jak spojrzałam się na Caligo, wiedziałam, że ma jeszcze coś do powiedzenia.
- Galiusie pójdziesz wraz z Mizu i jej towarzyszem do jej, a raczej ich wymiaru. Twoim zadaniem będzie obrona Almy. Za cenę jej życia masz poświęcić swoje. - powiedział Galius, a ja nie mogłam nic powiedzieć. Po jego minie zobaczyłam, że trudno jest mu rozstać się z małą. Dlatego podeszłam do niego i wręczyłam mu księżycowy kryształ na rzemyku.
- Proszę, dzięki temu kamieniu będziemy mogli się z tobą porozumiewać jak i zarówno widzieć. - uśmiechnęłam się. Alma pożegnała się ze swoim ojcem i wyruszyła z nami. Ja również pożegnałam się z Calig'em. Po drodze towarzyszył nam miły nastrój może po za Almą. Ona była smutna i przybita z tego powodu, że musi opuścić swój dom.
- Orion, Galius idźcie przodem, a y was dogonimy. - powiedziałam do chłopaków, a Orion rozumiejąc wszystko wziął ze sobą smoka.
- Rozumiem, jak coś będziemy czekać na końcu tej drogi. - powiedział basior i odszedł wraz ze swoim nowym przyjacielem.
- Alma, czy nie chciałabyś zabrać pamiątki z tego miejsca. Będzie ci przypominać o twoim domu jak i zarazem wszystkie te miejsca. Bynajmniej do czasu jak nie wrócisz. - powiedziałam uśmiechając się, a na pyszczku małej można było zobaczyć uśmiech. Pobiegła kawałek dalej i zerwała kwiatka, którego wręczyła mi. Ja natomiast go zmieniłam w kryształowy kamień, aby wciąż był żywy. Wręczyłam Almie kwiatka i dołączyłyśmy do pozostałych.

<Orion?> Przepraszam, że tak długo i za to coś

OD Oriona CD Kahloon

Po małym zajściu wyszliśmy z baru. Loone podziękowała mi.
- Nie ma za co - odparłem z lekkim uśmiechem na twarzy.
Zacząłem się rozglądać. Mało mogłem dostrzec ze względu na tłum. Ruszyłem przed siebie, a dziewczyna podążyła za mną. Po chwili dotarliśmy na jakiś plac, pośrodku którego był duży kościół. Ludzi było tam mało. Niedaleko znajdowała się fontanna. Podszedłem do niej i sprawdziłem, czy nikt na mnie nie patrzy, po czym wyciągnąłem prawą rękę z kieszeni, która po chwili zapłonęła. Szybko włożyłem ją do wody. Na szczęście moje moce nie zniknęły. Obok mnie przeszła jakaś kobieta z małym kundelkiem.
- Jaki ładny piesek - powiedziałem trochę dziwnie i kucnąłem przy zwierzaku.
- Jak masz na imię? - szepnąłem do kundelka.
- Moja pani na mnie mówi Rufus - powiedział piesek. Zrobił zdziwioną minę. Chciał coś powiedzieć, jednak kobieta pociągnęła za smycz i rzekła:
- No chodź.
Rufus poszedł wraz ze swoją właścicielką dalej. Podniosłem się i podszedłem do stojącej niedaleko mnie Loone, która cały czas patrzyła na mnie.
- Na szczęście moce mamy - szepnąłem do niej.
- To dobrze... prawda? - zapytała.
- Raczej tak.
Wtem podeszło do nas dwóch gostków, wyglądali na około 17 lat, a może i nawet 18. Jeden z nich, brunet popatrzył na nas i zaśmiał się.
- Z czego się tak śmiejesz? - zapytałem lekko zdziwiony.
- Po co ci okulary przeciwsłoneczne! Jest noc półgłówku - zawołał śmiejący się. Wkurzyłem się. Nazwał mnie półgłówkiem! Niech lepiej popatrzy na siebie! Towarzyszący brunetowi blondyn również zaczął się śmiać. Kątem oka widziałem, jak Loone powoli się cofa. Po chwili nie wytrzymałem i walnąłem pięścią bruneta. Jego mina od razu spoważniała.
- O ty! Zaraz ci się oberwie! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczęła się bójka. Nawet dobrze mi szło. Nagle przeciwnik jakimś cudem zabrał mi moje okulary i rzucił je gdzieś, po czym popatrzył mi prosto w oczy. Zdziwił się i to bardzo. Chciał mnie uderzyć w twarz, lecz jakoś udało mi się złapać jego nadgarstek. Brunet popatrzył na moją metalową rękę i jeszcze bardziej się zdziwił. Jego kolega widząc to wyciągnął z kieszeni telefon i oddalił się od nas. Przeciwnik nie poddawał się, nadal walczył ze mną. W końcu nie wytrzymałem. Moje ręce zaczęły płonąć. Zdezorientowany brunet padł na ziemię. Wkurzony podszedłem do niego i już miałem go spalić, gdy nagle usłyszałem syreny policyjne. Wtedy zdałem sobie sprawę, co ja właśnie przed chwilą zrobiłem. Ogień na moich rękach zgasł. Podbiegłem do lekko wystraszonej Loone i zawołałem:
- Uciekajmy!
Dziewczyna skinęła głową i pobiegliśmy do jakiegoś ciemnego zaułka. Stamtąd mieliśmy widok na fontannę, przy której była policja oraz ci dwaj. Rozmawiali ze sobą zapewne o bójce itp. Poszedłem do kąta i kucnąłem.
- No i super - szepnąłem do siebie. Myślałem, że jakoś pozbędę się tego głupka, lecz myliłem się. Nie dość, że straciłem część przykrycia, dokładniej okulary, które nawet polubiłem, to jeszcze policja będzie nas szukać. Po chwili podeszła do mnie Loone i powiedziała:
- Spokojnie. Na pewno policja im nie uwierzy.
Popatrzyłem na dziewczynę i uśmiechnąłem się lekko.

<Kahloon?>

OD Barfi CD Mizu

-Nie, nie...- Powiedziałam. Szłyśmy do przodu rozmawiając. Nie zauważyłyśmy, że robi się ciemno. Nagle Mizu się zatrzymała i powiedziała
-  Barfi robi się ciemno, czy mogłabyś użyć swojej mocy, aby rozświetlić naszą drogę?
-Wedle życzenia.- I W tym momencie rozświetliłam swoje futerko.Wracałyśmy do watahy, po czym rozeszłyśmy się, każda poszła w swoją stronę.

~Następny dzień~

Obudziłam się jak co rano i poszłam nad rzekę żeby się napić, spotkałam tam Mizu
-Hej Barfi. - przywitała się alfa. Podeszłam do niej bliżej
-Hej.-powiedziałam po czym dodałam- Co dzisiaj robisz?
-Nic. Chciałam się ciebie zapytać czy nie miałabyś ochoty na małe zwiedzanie naszej watahy? Bo pewnie nie wesz dokładnie gdzie co jest. - zapytała się Mizu.
-Bardzo chętnie-odpowiedziałam z entuzjazmem. - Gdzie pójdziemy wpierw ?
- Na plażę.- odpowiedziała
Szłyśmy obok siebie nic nie mówiąc nagle usłyszałam jakby ujadanie psów.
- Mizu ty też to słyszysz? - spytałam się, wyostrzając swój słuch
- Ale co? - spytała się lekko zdezorientowana wadera.
- No to ujadanie i teraz jeszcze szepty i inne odgłosy.
-Tak...teraz słyszę, to coś się zbliża i na pewno nie ma dobrych zamiarów!
- Mam taki pomysł wiesz!
- No jaki?
- WIEJ!!
Obie biegłyśmy przed siebie co tchu. To coś cały czas nas goniło! Nagle odgłosy gonitwy ucichły. Popatrzałyśmy za siebie zwalniając. Na trzech ogromnych walkach stał ktoś czy raczej coś, popatrzyło na nas. Po chwili do nas podeszło i słodkimi oczami się na nas patrzyła jakby chciało powiedzieć"Przygarnij mnie"

-Mizu co to jest?
-Nie wiem, ale chyba nie ma domu i chce żebyśmy, a raczej ty go przygarnęła, bo ja mam już podopiecznego a nawet podopiecznych. A po za tym do ciebie się przytula.- Popatrzyłam na zwierzątko i rzeczywiście przytulało się do mnie. Było takie słodkie!
- Dobrze przygarne je.
- A jak je nazwiesz?
- hmm...Shadow (szadoł)
- Ładne teraz może oprowadźmy Shadow'a i ciebie po watasze po czym powinnam już wrócić do swoich obowiązków.
- Ok
Shadow poszła za nami i pokazaliśmy jaj watahę.

<Mizu?>

czwartek, 22 października 2015

OD Lukas'a CD Essix

Przeniosłem się z waderą do pierwszego wymiaru, który przyszedł mi do głowy. Była to kraina ognia, dobrze więc, że znaleźliśmy się w jaskini- na szczęście bez wyjścia, a nie na jakimś rozpalonym pustkowiu. Nie spuszczałem z wadery wzroku ani na sekundę, nawet nie mrugałem. Ta też się we mnie wpatrywała, w jej oczach widać było wściekłość, ale też leciutki strach. Minuty mijały, wilczyca nadal siedziała cicho najwyraźniej obmyślając jakiś plan działania. Nagle zaczęła śpiewać cicho jakąś nieznaną mi melodię.
-Nie wiem co chcesz osiągnąć, ale ten twój słowiczy śpiew nic nie zdziała.- mruknąłem z odrazą.- Z wyjątkiem spowodowania u mnie wymiotów.- wilczyca przestała śpiewać i znowu zaczęła się we mnie wpatrywać.
-Czego ty w ogóle ode mnie chcesz? Aż tak cię to bawi?- spytała z udawanym zdziwieniem.
-Bardziej bawiłyby mnie jakieś wyszukane tortury, ale nie chcę zniszczyć takiej ślicznej buźki.- zaśmiałem się gorzko.
-Ha, ha. Dziękuję za komplement.- odparła jakbym na prawdę powiedział jej coś miłego.- A mogę chociaż poznać Twoje imię? Chciałabym wiedzieć jak mówić na mojego oprawcę.- wilczyca uśmiechnęła się słodko. Teraz na prawdę zebrało mi się na pawia. Takie przeurocze scenki to nie dla mnie.
-Lukas.- powiedziałem cicho.- A ty? Chcę wiedzieć jak mam mówić na moją zakładniczkę.
-Essix. Skoro się już znamy to może zawrzemy rozejm? Ty mnie wypuścisz, a ja nie spiorę cię na kwaśne jabłko.- samica mówiła to takim tonem jakby marzyła o mojej śmierci.
-Chciałabyś co? Jak na razie ci się to nie udało więc czemu ma się coś zmienić?

<Essix? Wybacz, że tak długo, ale nie mam weny XD Wiem nie jest zbyt ciekawe, ale nic lepszego nie mogłam wymyślić. >

OD Kahloon CD Oriona

- To co robimy? - zapytał basior. Nie wyglądał na zbyt zadowolonego.
- Napewmo musimy wtopić się w tłum... - powiedziałam cicho, ale tak, by usłyszał.
- Chodź, przejdziemy się. - chwycił mnie za rękę i pociągnął do siebie, po czym ją puścił. Ruszyłam za chłopakiem. Nie wiem na ile lat wyglądaliśmy. Dzień był słoneczny, a wokół było pełno ludzi. Poszliśmy do miejsca, które Orion nazwał parkiem. Usiedliśmy na ławce.
- Znasz to miejsce? - spytałam co jakiś czas patrząc na dziwne budowle znajdujące się wszędzie wokoło.
- Tak... Jakby... - mruknął niezadowolony - Ale musimy wydostać się z tąd jak najszybciej.
Popatrzyłam się na niego, w jego jedno; całkiem czarne i drugie; czerwone oko. W prawdzie oba kryły się pod okularami, ja je widziałam. Jeden z jego czarnych kosmyków opadł mu na twarz. Nie zareagował. Niedługo nastał wieczór. Niebo było ciemne, gwiazdy świeciły, ale wszędzie wciąż było głośno i jasno, przez jakieś podświetlane napisy i obrazy.
- Czy cały pobyt w tej krainie spędzimy na tej ławce? - zapytałam niepewnie, lecz po chwili zrozumiałam, że wytrąciłam go z głębokiego zamyślenia.
- Nie, pewnie, że nie... Zamyśliłem się. Chodź za mną - uśmiechnął się tajemniczo. Wstałam i po chwili wahania poszłam za nim. Weszliśmy, a raczej wbiliśmy się w tłum ludzi. Chwyciłam go za ramię, by się nie zgubić. Skręciliśmy w jedną z bocznych uliczek. Znajdował się tam bar. Kiedy znajdowaliśmy się już w środku, zauważyłam, że sporo osób się na mnie patrzy. ,,To pewnie przez kolor włosów'' - pomyślałam. Razem z Orionem usiedliśmy przy barze.
- Poproszę jedno Martini - powiedział do barmana Orion. Kiedy barman podał mu już napój, zapytał:
- A ty panienko, co chcesz? - uśmiechnął się do mnie w dziwny sposób. Kiedy chłopak to zobaczył, posłał mu złowrogie spojrzenie. - No?
- Poproszę... Szklankę wody... - powiedziałam cicho. Barman zaśmiał się pod nosem i gdzieś poszedł. Dwóch męszczyzn, którzy siedzieli obok mnie zaczęli się ze mnie nabijać.
- Tu nikt wody nie pije! Chyba, że wodę, jako wódkę... - nie wyglądali mi na trzeźwych. Jeden z nich upadł na ziemię. Szybko uklękłam u jego boku, by mu pomóc, ale drugi odepchnął mnie mocno, a po chwili zastanowienia, przyciągnął do siebie.
- Lepij zajmij się mną, a nie tym parszywcem! - uśmiechął się zalotnie. Spróbowałam się odsunąć, ale nie pozwolił mi na to. Wtem, zobaczyłam, że ktoś złapał męszczyznę od tyłu i pociągnął na ziemię. Po chwili zobaczyłam, że był to Orion. Facet chwilę leżał na ziemi, a w tym czasie Orion chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął do wyjścia. Kiedy wyszliśmy powiedziałam:
- Dziękuję... Czuję się trochę zagubiona w tym świecie... - popatrzyłam się na ziemię.

<Orion?>

OD Electro CD Lukas'a

Przekręciłam oczami, po czym zrobiłam podobną minę zbytego psiaka jak Lukas.
- Oooo... - wydałam z siebie udawane westchnienie słodyczy, gdy to się robi na widok czegoś słodkiego. - Jak ja bym mogła pozwolić wywalić swojego kochanego Lukas'ka - powiedziałam z udawaną słodyczą w głosie i żalem. Tak na serio to trochę szkoda mi go by było. W końcu to pierwszy wilk jakiego poznałam i o dziwo mnie jeszcze nie zostawił, a wręcz przeciwnie. Rozmawia ze mną.
- No właśnie - on także udawał. Ta scena wyglądała... dziwnie. Za dużo słodyczy w tej mowie, nawet jeśli jest ona sztuczka. - To jak wolisz? - przebrałam normalną minę. Spojrzałam na niego znudzonym wzrokiem.
- W to coś wątpię, abym się jeszcze zamieniła. Do tego alfa nie musi wszystkiego wiedzieć. A co do tych wilków, nawet jeśli będzie wojna, to jest raczej nieunikniona - powiedziałam, siadając na trawę.

<Lukas?>

środa, 21 października 2015

OD Oriona CD Kahloon

Podczas oglądania rysunku pojawiły się jakieś dłonie, które złapały waderę i zaczęły ciągnąć do jakiegoś portalu. Chciałem pomóc Loone wydostać się, lecz nie udało mi się. Razem wpadliśmy do portalu. Obudziłem się w jakimś pomieszczeniu. Wszędzie były lustra. Wtem zauważyłem, że nie jestem wilkiem, tylko człowiekiem. Powoli wstałem. Po chwili się lekko zachwiałem, jednak szybko odzyskałem równowagę. Popatrzyłem na dziewczynę siedzącą obok mnie.
- Loone? - zapytałem.
- Tak - odparła.
Popatrzyłem na swoje odbicie w lustrze. Moja cera była blada, nie wiem czemu. Czoło przykrywała burza czarnych włosów. Lewa ręka była cała z metalu. Lewe oko było czerwone i lekko świeciło. Miałem na sobie białą koszulę, czerwoną bluzę z kapturem, jeansy i czarno-białe trampki. Przede mną na podłodze leżały okulary przeciwsłoneczne. Podniosłem je i założyłem. Moich oczu nie było widać.
- ,,No i fajnie" - pomyślałem, po czym włożyłem ręce do kieszeni.
- Co to za miejsce? - zapytałem rozglądając się.
- Jakaś sala luster - odparła niepewnie wstając Loone. Wtem ujrzałem wyjście.
- Jest wyjście - powiedziałem i pobiegliśmy ku niemu. Byliśmy w dużym mieście. Pomieszczenie, z którego wyszliśmy, zniknęło. Zacząłem patrzeć na przechodniów, którzy nie zwracali na nas najmniejszej uwagi.
- Świetnie - szepnąłem do siebie, po czym popatrzyłem na Loone i powiedziałem z lekkim uśmiechem na pyszczku... to znaczy na twarzy:
- To... co robimy? Może się gdzieś przejdziemy?

<Kahloon?>

OD Kahloon CD Oriona

Basior zaprosił mnie do swojej jaskini.
- A więc... - zaczęłam lekko skrępowana - mógłbyś mi powiedzieć, co lubisz robić?
Starałam się zagaić rozmowę, by nie było tak cicho
- Hm... - zamyślił się basior. - Interesuje się astronomią i ogniem. A ty?
- Ja lubię rysować - uśmiechnęłam się delikatnie, po czym wskazałam łapą na książkę - Jaki ma tytuł?
- Nie wiem... - Zdziwiłam się tą odpowiedzią, ale Orion zaraz mi wytłumaczył - Dostałem ją od Mizu, ale nie miała żadnego tytułu... Powiedziałbym Ci o czym jest, ale dopiero zacząłem ją czytać, a ty...
- Ja Ci przeszkodziłam... - dokończyłam zamyślona i trochę zapeszona. - Skoro tak było, to nie krępuj się, przeczytaj ją, może jeszcze kiedyś się spotkamy...
Westchnęłam głęboko i zwróciłam się w stronę wyjścia.
- Czekaj! Jeżeli lubisz książki, to możesz ją czytać razem ze mną. - Uśmiechnął się szerze.
- Jeśli nie będę Ci przeszkadzać, to chętnie, ale... - znów usłyszałam ten głos syknął do mnie ostro, że z pewnością będę mu przeszkadzać, więc powtórzyłam - Ale pod warunkiem, że nie będę Ci przeszkadzać.
- Nie będziesz - odpowiedział łagodnie i otworzył ksiażkę. Przysiadłam koło niego i zaczęłam czytać. Książka była naukowa, opowiadała o wyprawie w nieznany świat, który podzielony był na dwie części; dobrą i złą. Kiedy Orion przewrócił kartkę ujrzeliśmy ilustrację, przedstawiającą ów krainę. Chwilę oboje się w nią wpatrywaliśmy. W pewnym momencie, jeden z elementów kartki błysnął. Był to kwiat, a mianowicie sasanka. Ponieważ na tej stronie znajdowały się kwiaty, motyle i ptaki zakładałam, że jest to ta dobra część. Po chwili cała kartka się rozświetliła tak, że musiałam zmrużyć oczy. Basior zrobił to samo. Za moment, z tego światła wyłoniły się ręce koloru niebieskiego, ale był to taki kolor, jakiego jeszcze nie widziałam, patrzyłam się nań jak zahipnotyzowana. Dłonie zaczęły mnie łapać i oplątywać się wokół moich łap, a później tułowia. Jednym, szybkim szarpnięciem powaliły mnie na ziemię i pociągnęły do portalu. Próbowałam się oswobodzić, ale na marne. To miejsce zaczęło mnie pochłaniać. Mimowolnie wyciągnęłam łapę do Oriona, ale nie spodziewałam się pomocy. A jednak. Chwycił moją łapę i zaczął mnie wyciągać, ale te ręce najpierw go popchnęły, a potem pociągnęły tak, że stracił równowagę i wpadł do portalu. Nie wiem ile czasu mi to zajęło, ale obudziłam się i wstałam. Ku mojemu zdumieniu, zamiast łap, ujrzałam nogi. Ludzkie nogi. Odwróciłam się. Za mną leżał basior, który właśnie się wybudzał. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że... On też był człowiekiem. Znajdowaliśmy się w pomieszczeniu, które przypominało salę luster. Wszędzie widziałam swoje i Oriona odbicia.

<Orion? Wcale nie czekałam tak długo :)>

OD Lukas'a CD Electro

Kiwnąłem tylko głową i uleczyłem moje rany.
-Nie wiedziałem, że potrafisz się zmieniać w takie coś.- mruknąłem obojętnym tonem.
-Ja też nie.- wadera wyglądała na zdezorientowaną.
-Czyli nikt z nas nie wie co się dokładnie stało z tymi demonami?- spytałem.- To co? Dokańczamy poszukiwania czy robimy przerwę?- nie chciałem dalej szukać tej watahy, jeszcze zginę ja albo co gorsza Electro... Z resztą wiadomo że jakaś wataha demonów tu jest skoro spotkaliśmy i zabiliśmy już cztery.
-Przestań, musimy jakoś zapobiec tej wojnie pamiętasz.- zamyśliłem się na chwilę. Zaczynało powoli mi nie zależeć na ocaleniu tych wszystkich wilków.
-Electro, a potrafiłabyś jeszcze raz się zmienić w tego ludzkiego demona? Albo chociażby w wilczego, gdybyśmy my dwoje mieli takie umiejętności łatwiej byłoby nam uporać się z tą nadchodzącą wojną.- Electro nie wyglądała na przekonaną.-Albo możemy sobie odpuścić i zostawić to losowi. Oczywiście możemy też powiedzieć wszystko alfie, a jestem pewien że wtedy mnie wyrzuci bo będzie się bał że ich wszystkich pozabijam.- powiedziałem z udawanym smutkiem.- A chyba nie chcesz żeby wyrzucili biednego Lukas'a?- dostałem robiąc minę zbitego psa.

<Electro?>

OD Oriona CD Kahloon

Tego dnia Mizu pożyczyła mi jedną ze swych książek. Gdy wróciłem do mojej groty, było już ciemno. Usiadłem na łożu z liści i niedźwiedziej skóry. Mój ogon zaczął się palić. Otworzyłem książkę i zabrałem się do czytania. Po jakimś czasie usłyszałem pęknięcie gałązki i cichy pisk. Wyszedłem z jaskini i zobaczyłem jakąś waderę. Ta zapytała, kim jestem, tyle, że po elficku. Przedstawiłem się. Wilczyca również. Powiedziała skąd pochodzi, chciala coś powiedzieć, jednak przerwała i popatrzyła na mnie. Zapewne zdziwił ją mój wygląd. Podszedłem do niej bliżej i powiedziałem:
- Ja również należę do tej watahy. A, ładne imię.
Loone nic nie odpowiedziała. Cały czas przyglądała mi się. Popatrzyłem w górę. Niebo było bezchmurne, moje metalowe części odbijały światło księżyca.
- Może wejdziesz? Noce bywają - zacząłem, lecz nie mogłem dopasować odpowiedniego słowa.
- Chłodne - dokończyła za mnie wadera.
- Więc jak - uśmiechnąłem się.

<Kahloon? Wybacz, że tak długo czekałaś>

OD Mizu CD Barfi

Ucieszyło mnie, że Barfi się spodobało. Mało kto lubi oglądać spadające gwiazdy. Przyjęcie się skończyło, a wadera podeszła do mnie, pytając się jak ja zdobyłam swoją moc. Nie wiedziałam jak jej to powiedzieć, ale wreszcie miała prawo wiedzieć w jaki sposób.
- Może lepiej przejdziemy się, po drodze ci opowiem. - powiedziałam, a wadera zgodziła się. Szłyśmy drogą watahy nad rozgwieżdżonym niebem. - Nie pamiętam dokładnie jak zdobyłam swoja moc, ale pierwszą swoją moc odkryłam na treningu z moją siostrą. Od tamtego czasu udoskonalałam swoją moc. Pewnego dnia poznałam Mike'go i to dzięki niemu odkryłam resztę swoich mocy, ale też zdobyłam umiejętności i moc dzięki której mogę rozmawiać z duchami. Chyba tyle mogę ci powiedzieć jak zdobyłam swoje moce. Czy jest coś jeszcze o co chciałabyś się mnie zapytać?

<Barfi?> Przepraszam, że tak długo czekałaś.

poniedziałek, 19 października 2015

OD Barfi CD Mizu

Zawołałam wszystkich na zewnątrz usiadłam obok alfy:
- Spadające gwiazdy, nigdy czegoś takiego nie widziałam! Są piękne!
- Mi też się podobają. - odpowiedziała Mizu.
Wszyscy się zachwycali tym zjawiskiem, jednak byłam bardzo szczęśliwa nie tylko dla tego, że miałam urodziny...
- Dla czego się tak cieszysz? Wiem, że masz urodziny i w ogóle, ale cieszysz się bardziej niż zwykle.-zapytała Mizu
- Aż tak to po mnie widać? - spytałam spoglądając na waderę.
- No po za tym, że masz tajemnicze światło w oczach, to nie.
- Aha bo dokładnie w taką sama noc jak ta uciekłam ze swojej poprzedniej watahy w której się urodziłam i otrzymałam moc.
- To ciekawy i bardzo nietypowy prezent dostałaś wtedy. - powiedziała, uśmiechając się.
- No, a żebyś wiedziała.- odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech
Przez resztę wieczoru nie odzywałyśmy się do siebie. Lecz byłam bardzo ciekawa jak ona dostała swoją moc.
- Mizu, a jak ty otrzymałeś swoją moc?

<Mizu?>

OD Electro CD Lukas'a

Przemieniłam się. Nie rozumiem czegoś. Nie pamiętam niczego, prócz jakiś urywek sekund, podczas tej mojej przemiany. Stałam twardo na ziemi, gdy poczułam, że moje ciało skrywa futro i poczułam także swoje napięcie. Wróciłam do normy, jednak tego nie rozumiałam.
- Co się stało? - usłyszałam cichy głos, dobrze mi znany. Wtedy jakby obraz się wyostrzył. Zobaczyłam znanego mi basiora. Lukas. Pomachałam głową i się opanowałam. Podeszłam do niego chwiejnym krokiem, niczym po alkoholu.
- Nie wiem - mruknęłam patrząc na te trzy demony. Co się z nimi stało? Nie dość, że był czarne niczym węgiel, to jeszcze w powietrzu unosił się zapach spalenizny. Tak jakby ktoś ich spalił i to dosłownie.

<Lukas?>

niedziela, 18 października 2015

OD Lukas'a CD Electro

Najpierw usłyszałem krzyki przerażenia i cierpienia. Nie mogłem się zorientować co się dzieje, gdzie jestem ani kim jestem. Potem rozjaśniły mi się myśli. Otworzyłem szybko oczy, wszystko było zamazane. Głowa mnie bolała jakbym dostał młotem albo i dwoma. Potem poczułem zapach spalenizny. Przypomniałem sobie co się stało. Moją wyprawę z Electro. Demona. Potem trzy demony... Zaraz Electro! Obraz się wyostrzył i zobaczyłem leżące na ziemi trzy wilki które wyglądały jakby ktoś je spalił od środka oraz coś co wyglądało na ludzkiego demona.
-Electro!- krzyknąłem z lekkim strachem. Powoli wstałem gotowy do walki z dziwną istotą, ale łapy się pode mną ugięły.
-Czekaj...- usłyszałem jakiś dziwny, chrapliwy głos. Wtedy ku mojemu wielkiemu zdziwieniu postać która niedawno przede mną stała zmieniła się w Electro. Tyle że była trochę zmieniona, jakby silniejsza. Pomogła mi wstać i uśmiechnęła się lekko.
-Co się stało?- spytałem cicho nadal wpatrując się w waderę.

<Electro?>

Nowe wadery!

Powitajmy dwie siostry, które dołączyły do naszej watahy.
~ Celestia i Luna

OD Electro CD Lukas'a

Zginę. To koniec. Albo przynajmniej  taka była moja pierwsza myśl. Skoczyło na nas z trzy demony. Ta walka w żaden sposób nie mogła nam życzyć wygranej. To bardziej była walka demonów, trzech na jednego. Ja nic nie zrobię. I za to teraz siebie znienawidziłam. Co mam teraz zrobić? Niepostrzeżenia została przez kogoś zepchnięta. To Lukas przyjął na siebie atak trzech demonów. "Ty debilu!" krzyknęłam w myślach. Miałam nadzieję, że mnie usłyszy telepatycznie. Niestety nie zyskałam odpowiedzi. Nie wiem co się z nim stało. Jednak zauważyłam krew. Nie wiem czyja to była. Jednak do oczu napłynęły mi łzy, same z siebie. Pazury wbiłam w ziemię.
- Zostawcie go! - krzyknęłam na cały głos. Wtedy poczułam, że coś się ze mną dzieje. Nagle stałam na dwóch łapach, przednie łapy zmieniły się w długie... brzytwy? Uszy mi się wydłużył, dzięki czemu słyszałam bicie serca czterech demonów. Na pysk opadły mi... włosy? Z pleców poczułam jak mi wyrastają chyba skrzydła, duże, potężne i mocne. Poczułam w sobie tyle siły.
Spojrzałam na nich. Widziałam ich zdziwienie, u jednego dostrzegłam błysk w oku, jakby przerażenie. Za nimi leżał na ziemi Lukas. Krzyknęłam jeszcze raz, jednak to bardziej brzmiało jak ryczenie... lwa? Może i nawet czegoś straszniejszego. Wszystkie trzy wilki poraziłam taką mocą prądu, że by zabiło to całą watahę wilków. Poczułam, ze teraz mogę wszystko.

<Lukas?>

OD Oriona CD Mizu


Po długszej chwili byłem już na kolejnej wyspie. Był to teren górzysty. Raz biegłem pod górę,a za chwilę w dół. Nagle usłyszałem dźwięk toczonego głazu. Popatrzyłem za siebie. Za mną z zawrotną prędkością toczył się ogromny kamień. Przyspieszyłem, jednak głaz był coraz bliżej mnie. Przed sobą zauważyłem wielką dziurę w ziemi. Przed nią odbiłem się od skał i skoczyłem. Głaz na szczęście wpadł do dziury, która wyglądała, jakby nie miała dna. Po dosyć wysokim skoku zacząłem opadać w dół.
- ,,Nie uda mi się" - myślałem. Nagle coś mnie chwyciło za grzbiet. Popatrzyłem w górę i zobaczyłem dwa razy większego ode mnie smoka.

Najbardziej zaciekawiły mnie jego metalowe łuski. Po chwili smok mnie puścił i spadłem na ziemię. Na szczęście stwór nie był zbyt wysoko, więc tylko się poobijałem. Jakoś się podniosłem, jednak szybko upadłem. Przede mną wylądował smok i popatrzył na mnie groźnie. Po chwili zmierzył mnie już łagodniejszym wzrokiem i powiedział:
- Wybacz, że cię puściłem. Jak na wilka jesteś ciężki.
Trochę mnie to uraziło, jednak nic nie mówiłem. Nastała niezmierna cisza. Po dłuższej chwili odezwał się smok:
- Chociaż ja też nie jestem lekki. A tak w ogóle to mam na imię Galius.
- Orion - powiedziałem próbując wstać. Nowy znajomy podszedł do mnie i dotknął mnie swoją łapą. Poczułem się lżej i wstałem.
- Dzięki - uśmiechnąłem się.
- Nie każdemu mogę pomóc, ale tobie aurat tak - rzekł smok - a właśnie, skąd pochodzisz?
- Z innej krainy. Dostałem się tu z moją przyjaciółką przez portal. Ja spadłem na drzewo, a ją zabrał jakiś smok.
- A jak wyglądał ten smok?
- Zdążyłem zauważyć tylko brak skrzydeł.
Nagle Galius wyprostował się.
- Wsiadaj! Wiem, gdzie jest twoja przyjaciółka! - zawołał. Wskoczyłem na smoka, który rozwinął skrzydła i wzbił się w górę.
- Ty nie jesteś takim zwykłym wilkiem - rzekł.
- No tak... władam ogniem i rozumiem wszystkie istoty żywe - odparłem.
- A one rozumieją ciebie?
- Tak.
- Też mam tą zdolność.
Zdziwiłem się. Jeszcze nie spotkałem stworzenia, które ma taką samą moc jak ja.
- Ja władam metalem. Mogę z nim zrobić wszystko - powiedział Galius - jesteśmy na miejscu.
Wylądowaliśmy przed dużą grotą. Zeskoczyłem ze smoka i powoli weszliśmy do groty. Tam zobaczyłem Mizu rozmawiającą z jakimś smokiem.
- Mizu, nic ci nie jest? - zapytałem.
- Orion! - zawołała wadera i pobiegła bliżej, po czym przytuliła mnie.
- To twój partner? - zapytał fioletowo-niebieski smok. Popatrzyłem na Mizu, która szybko odsunęla się ode mnie.
- Nie, nie - odpowiedziała i lekko spuściła głowę. Podniosłem łapą jej pyszczek i uśmiechnąłem się.
- Nie czas na takie rozmowy - powiedziałem. Wtem ujrzałem małego smoczka.
- A właśnie. Orion, to jest Caligo, a ta mała smoczyca to Alma - rzekła Mizu.
- Miło mi was poznać - odparłem kłaniając się.
- Mi też - rzekł Caligo, po czym popatrzył na stojącego cicho za mną smoka. Galius podniósł głowę i powiedział:
- Witaj przyjacielu.
- Witaj Galiusie.
- To wy się znacie? - wtrąciła Mizu.
- Tak. Galius to mój przyjaciel - odparł Caligo. Wadera popatrzyła na mnie, jakby coś się jej przypomniało, i rzekła:
- Właśnie, muszę zaopiekować się Almą, więc zabierzemy ją ze sobą do watahy.
- Będę razem z tobą się nią opiekować, pomimo, że jeszcze nie zajmowałem się małym smokiem - powiedziałem z uśmiechem na pyszczku - a czy wiesz może, jak wrócić?
- Z chęcią wam potowarzyszę w drodze powrotnej, chociaż ja nie wiem - rzekł Galius.

<Mizu?>