środa, 30 września 2015

Nowa wadera!

Imię: Kahloon
Pseudonim: Lune, Lo, Loone
Płeć: Wadera
Wiek: 4 lata 0 msc. | 13 lipiec
♠♤♠
Charakter: Ona... To nie jest do końca jej charakter, ponieważ... Jeśli chcesz wiedzieć, to przeczytaj historię. Kahloon jest nieśmiała, dość delikatna. Kiedy była mała, lubiła się bawić, była radosna i odważna. Cicha, zwykle się podporządkowuje do silniejszych od siebie. Bywa popychadłem. Boi się nocy i ciemności. Czemu? - Pewnie się zapytasz. Przez dzieciństwo. Ale to nie tu i teraz. Nie bardzo potrafi o sobie mówić, ale za to jest świetną słuchaczką, więc jeśli masz problem, może cię wysłuchać, a czasem nawet pomóc. Ma dystans do siebie i całego świata, chociaż rzadko się śmieje. Lune jest artysyczną duszą, wszędzie potrafi dostrzec piękno, kocha obserwować naturę. Aha i jeszcze jedno; ma klaustrofobię. 
Hierarchia: Wadera Omega
Stanowisko: Wyrocznia
Rasa: Wilk Ognia - 20%, Wilk Natury - 10%, Wilk Słońca - 39%, Wilk Artystyczny - 30%, Demon - 1%
♠♤♠
Umiejętności magiczne:
~ Telekineza - Może unosić rzeczy myślami, ale używa tego głównie do tego, by rysować. Czuje ona ciężar tych rzeczy, lecz o połowę zmniejszony.
           ~ Potrafi mówić językiem zwierząt i ludzi, a także wszelkich duchów i demonów, w skrócie - mówi wszystkimi językami.
           ~ Wizje - Od czasu do czasu miewa wizje, zwłaszcza w nocy, podczas snu. Może je także przywoływać, choć nie zawsze się to udaje.              
               Czasami po prostu czyta z gwiazd, lub łapy.
           ~ Przemiana w człowieka - tej mocy chyba nie muszę tłumaczyć 
           Reszty mocy póki co nie odkryła, lecz chętnie będzie nad nimi pracować
Umiejętności niemagiczne:
♠♤♠
Zainteresowania: Lune interesuje się naturą, a tę pasję łączy z inną; rysowaniem. Jej jaskinię zdobią piękne rysunki, zazwyczaj ukazujące cuda natury. Dawniej, jeszcze jako szczeniak interesowała się alchemią, lecz zdarzył się wypadek... Lubi śpiewać
Historia: Urodziła się jako normalny szczeniak. Bardzo lubiła odkrywać świat, podziwiać jego piękno. Odkąd skończyła rok, uczyła się alchemii. Akurat wtedy, rozszalała się tam śmiertelna choroba, a jej rodzice byli medykami, więc mieli dużo pracy. Jeden z ich pacjentów zaraził matkę Kahloon, Azunę. Po jakimś czasie nie mogła już nawet chodzić, bo choroba sparaliżowała jej mięśnie i wyniszczała jej organizm od środka. Lune miała dużo roboty przy swojej mamie; leki, maście, jedzenie, woda itp., a robiła to sama, gdyż dla jej ojca najważniejszy był fach. Wiele wilków zmarło, choroba zaczynała wymierać, znaleziono na nią lek, ale bakteria już od dawna rozwijała się w Azunie i nie było dla niej ratunku. Lo miała ojcu za złe, że nie pomógł swojej partnerce i nie zamierzała tego ukrywać. Podczas jednej z wielu kłótni usłyszeli szept: ,,przestańcie...". Była to jej matka. Nie minęły trzy godziny od tamtej chwili, a Azuna wyzionęła ducha. Wataha miała się rozpaść, lecz miała jeszcze pewne porachunki z watahą demonów, lecz Alfa postanowił zignorować pogróżki władcy demonów i właśnie tak rozpoczęła się wojna. Wokół były inne watahy, lecz nie śmiały się wtrącać, gdyż konflikt z demonami na pewno by im nie pomógł... Demony, zamiast od razu zabijać nawiedzały wilki. Kahloon ukrywała się w podziemiach. Teraz jedyne czego chciała, to wskrzeszenie swojej matki. Łapą dokładnie narysowała krąg transmutacyjny, gałązką z kolcami przecięła sobie łapę. Kilka kropel kapnęło na środek kręgu. Wyszła spoza niego i zaczęła się skupiać na swojej mocy. Usłyszała w głębi siebie znajomy głos, który natarczywie powtarzał: ,,Nie rób tego, nie rób tego!", lecz była tak zdeterminowana, że wciąż używała swojej alchemii. Ciemność rozświetlił oślepiający błysk, a przed Loone pojawiła się postać. Myślała, że jest to jej matka. Tak, była, lecz nie taka jak za życia. Teraz była to chuda maszkara ze strachem w krwiście czerwonych oczach. W tym samym momencie ujrzała demona. Krążył wokół niej, a następnie wstąpił w nią. Skakała, wierzgała i próbowała się go pozbyć, lecz ten, przybierał na sile napawając się jej strachem, smutkiem i goryczą. Wadera nie mogła tego wiedzieć, gdyż była pod ziemią, ale na powierzchni, toczyła się nie równa bitwa. Wybawcą okazał się wędrowca. Stanął w środku tego harmideru i szeptem wypowiedział zaklęcie, aczkolwiek wszyscy usłyszeli je w swoich głowach, jako krążące w głębi echo. Wszyscy się zatrzymali. Demony zniknęły, jak za pstryknięciem palca, lecz te, które znajdowały się w wilkach, zostawiły w nich cząstkę siebie, by co noc do nich wracać. Kahloon nie wiedziała co się stało z jej ojcem, ale teraz nie było to dla niej ważne. Od razu ruszył przed siebie. Chciała trafić do innej watahy i zapomnieć o złej przeszłości. Jednak czekało ją jeszcze dużo... Pewnej dżdżystej nocy postanowiła nie odpoczywać, lecz iść. Po kilku godzinach usłyszała przeraźliwe wołanie o pomoc, a dla wilków nie znających wszystkich języków; przeraźliwe miauczenie. Puściła się biegiem w tamtą stronę. Dwa duże basiory znęcały się nad małym kotem. ,,Zostawcie go!" Wrzasnęła, że aż podskoczyli. Popatrzyli się na drobną waderę, a potem wybuchnęli śmiechem. ,,Jaka odważna!!!''- mówili z sarkazmem. Zostawili kotka, który wykorzystał okazję i skoczył w krzaki. Podeszli do Lo, a wtedy pierwszy raz demon powrócił, ale ona go nie widziała i nie czuła. ,,Jesteś wolna, beznadziejna, słaba, nie dasz sobie z nimi rady..." ciągle to powtarzał. Nie minęła chwila, a już się bała. Podkuliła ogon o cofnęła się o krok. ,,Czyżbyś się zlękła???" - pytali ze śmiechem. Jeden z nich chwycił naszą biedną waderę za skórę na karku i podniósł. Krzyczała i się szarpała, ale trzymał ją mocno. Zaprowadzili ją do jakiegoś wilka, który budził u nich respekt, więc był to zapewne ich szef. Chwilę rozmawiali, a potem rzucił do nich od niechcenia: ,,Zróbcie z nią co chcecie". Ruszyli w stronę jakiejś jaskini, a ona przymusowo z nimi, gdyż dalej ją trzymał jeden z basiorów. Schodzili co raz niżej. Przeszli przez długi labirynt, a potem do jakiegoś pomieszczenia, w którym znajdowała się mała klatka. Wyrostek wepchnął ją tam i zamkną kłódkę na klucz, który wziął ze sobą. Wyszli zamykając drzwi również na klucz. Chwilę słyszała ich rozmowę, a potem już tylko cisza, ciemność i mało miejsca. Kiedy próbowała się poruszyć, w jej skórę wciskały się pręty. Co dziennie, albo co noc, bo przestała już je rozróżniać, gdyż była głęboko pod ziemią, odwiedzał ją demon, psując jej pewność siebie, odwagę i wszelką nadzieję. Powtarzał, że jest głupia, słaba, wolna, ostatnio często zaczynał jej wmawiać, że boi się ciasnej klatki i ciemności. Po pewnym czasie, nawet nie potrafiła powiedzieć jakim, usłyszała czyiś głos. Byli to ludzie. Wcześniej tego nie zauważyła, ale obok jej komórki znajdowała się druga. Właśnie w tej drugiej zapaliło się światło, zamiast ściany była szyba, przez którą ludzie ją obserwowali. Po chwili jakiś facet wszedł do pokoju w którym była. Otworzył klatkę.
Wadera cofnęła się tak mocno, na ile pozwalała jej mała klatka i zaczęła warczeć. Za mężczyzną coś zabłyszczało i pojawiło się białe stworzenie. Wydawało się, że jego sierść świeci własnym blaskiem. Lis zaczął nucić spokojną melodię. Ludziom powoli zamknęły się oczy i wszyscy padli na ziemię. Lune też dała się ponieść urokowi tej melodyjki i powoli zamykała oczy. Jednym susem lis był tuż przy niej. Wskoczył na nią i próbował nie pozwolić jej zasnąć, jednak ona chciała... Sen zaczął się pięknie! Była w rodzinnej watasze, śpiewała razem ze swoją matką. Demon wykorzystał taką okazję, by zmienić wspaniałe marzenia w koszmary. Odtworzył zjawiska sprzed czasów. Mamo... Wojna...Pomocy... Mamrotała tak przez chwilę, a ze snu wybudził ją lis, który swoje drobne ząbki zacisnął na jej uchu. Obudziła się. ,,Chodź za mną..." - lis użył telepatii. ,,Czemu mi pomagasz?" Spytała się go Lo. Lis popatrzył na nią mądrymi oczami, a potem zwrócił się w stronę wyjścia. Mimo sprytu i dobrego węchu labirynt nie był łatwy do pokonania, a wadera z każdym krokiem traciła siły. Po paru godzinach męczącej wędrówki udało się wyjść z okropnego labiryntu. Ruszyli schodami w górę, ku wyjściu. Kiedy znaleźli się na zewnątrz dziewczyna zemdlała. Obudziła się w jaskini, ale innej niż ta, w której przeżyła piekło. Stałą nad nią inna wadera i obserwowała ją ciepłym wzrokiem. Była to Mizu, Alfa tutejszej watahy. Watahy Księżycowego Ducha. Mizu zaproponowała mi dołączenie. Zgodziłam się. Z całą watahą zawsze jest raźniej..
Rodzina: Jej matka zmarła, a ojca się wyrzekła.
Partner: Nie ufa większości wilków, a na pewno nie na tyle, by się z kimś wiązać.
Potomstwo: Brak
♠♤♠
Znak zodiaku: 
Relikt: 
Ciekawostki: 
♠♤♠
Właściciel: Howrse - Czekolad, G-Mail - czekoladpl@gmail.com
Inne zdjęcia: 
Towarzysz: Vulpo
♠♤♠
Imię: Vulpo
Pseudonim: -
Jak się zapoznaliście: Uratował Kahloon przed śmiercią w ciemnościach.
Płeć: Samiec
Charakter: Odważny, troskliwy, mądry, przyjacielski. 
Znaki szczególne: Jest cały biały. Vulpo nie jest jego prawdziwym imieniem, on nie potrafi mówić. Takie imię nadała mu Lune.
Moce towarzysz:
Właściciel: Kahloone

OD Oriona CD Mizu

Wadera kazała mi zostać z niedźwiedzicą i gdzieś pobiegła. Popatrzyłem na samicę. Ona uśmiechnęła się i powiedziała:
- Lepiej ją dogoń. Tutaj nie jest aż tak bezpiecznie.
Uśmiechnąłem się i zacząłem iść w stronę, w którą pobiegła Mizu, lecz po chwili zatrzymałem się.
- Miło było was poznać. Może się jeszcze kiedyś spotkamy - powiedziałem.
- Do zobaczenia - zawołała niedźwiedzica.
- Do zobaczenia!
Ruszyłem dalej. Po chwili zacząłem biec. Po dłuższym biegu w oddali dostrzegłem Mizu rozmawiającą z jakimiś wilkami. Na początku chciałem ją zawołać, jednak postanowiłem schować się między krzakami. Nie usłyszałem wszystkiego. W końcu wyszedłem cicho z krzaków i stanąłem za waderą. Wilczyca odwróciła się i popatrzyła na mnie. Na początku byłem poważny, jednak po chwili uśmiechnąłem się.
- Nie ma to, jak spotkać starych znajomych - powiedziałem.
- Orion, ja - zaczęła wadera, lecz położyłem swoją łapę na jej ustach.
- Nie musisz się tłumaczyć. Lepiej pójdźmy dalej, przed nami długa droga - rzekłem i ruszyłem na północ, a obok mnie szła w milczeniu Mizu. Popatrzyłem na nią.
- Najlepszy przyjaciel, powiadasz? - zapytałem z uśmiechem na pyszczku. Wilczyca popatrzyła na mnie i się lekko zarumieniła.
- Ty nie jesteś moją przyjaciółką - powiedziałem. Mizu posmutniała. Stanąłem przed nią i powiedziałem:
- Ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką.
Przytuliłem waderę. Po chwili odsunąłem się.
- Idźmy dalej - powiedziałem ciepło.

<Mizu?>

wtorek, 29 września 2015

Nowa wadera

Powitajmy nową waderę ~Lunalight

Odejście

Dzisiaj od nas odeszła nasza ukochana Rea (Reahel).

Z tego powodu jest wolne też miejsce Bety. Jeżeli ktoś chciałby nią zostać proszę o napisanie do mnie. Ale nie zwykłe to, że chciałabyś zostać Betą. Musisz to uzasadnić tak, abym mogła ci zaufać. Jakieś pomysły mile widziane. ;)

~Alfa Mizu

poniedziałek, 28 września 2015

OD Mizu CD Matt'a

Wchodząc do jaskini Matt'a, a wraz ze mną Moon. Mówiąc ze złością, abyśmy wyszły. Też tak zrobiłyśmy. Nie chciałam nic mówić Moon i jak tylko musiała iść, ucieszyłam się z lekka. Wciąż nie mogłam sobie wymazać wspomnień z Est. Pomimo tego, że się krótko znałyśmy. Była dla mnie jak siostra. Przechodząc ponownie koło jaskini Matt'a. Wolałam mu raczej nie wchodzić w paradę. Wreszcie to wszystko moja wina. Ale tak jak zawsze, każdy uważa, że nie. Tylko dlatego, że jestem Alfą tak wszyscy uważają. Nim przeszłam obok jaskini wilka, on wyszedł. Po czym podszedł do mnie. Przeprosił mnie, a ja go zrozumiałam. Jednak wiedziałam, że to wciąż moja wina.
- Wybacz Matt, jednak ja wciąż wiem, że to to ja zawiniłam. Nie musisz mnie przepraszać, bo nie masz za co. Gdybym ją zatrzymała to wtedy byś mógł z nią zostać. Jednak ja zawaliłam na całej lini. Nie musisz mnie również przepraszać, bo tak wypada. Powinieneś mnie nienawidzić co bym zrobiła. Ale tego nie chcesz zrobić, bo jestem Alfą. Dlatego zapomnij o tym tytule i wciąż mnie obwiniaj. - powiedziałam Mattowi to co chciałam i ochłonęłam.

<Matt?>

OD Mizu CD Oriona

Przed nami stanęła niedźwiedzica. Bardzo duża i rozzłoszczona niedźwiedzica. Ale dzięki Orionowi uspokoiła się i powiedziała nam co się jej, a raczej jej synkowi stało. Gdy tylko zobaczyłam małego niedźwiadka, nie mogłam tej sprawy tak zostawić. Niedźwiadek będąc blisko swojej matki, podeszłam do niego. Uśmiechając się miło, zaufał mi. Wymawiając zaklęcie, uleczyłam jego rany. Poczuł się od razu lepiej. Zaczął się turlać, śmiać i pełen energii. Niedźwiedzica podziękowała mi. Ale przecież nie mogliśmy tego tak zostawić.
- Orion wypowiem specjalne zaklęcie chroniące ten las i jego mieszkańców, jednak z tymi wilkami będziemy musieli coś zrobić. Dlatego chociażbym musiałam wrócić do watahy z opóźnieniem, muszę ich znaleźć. - powiedziałam stawiając na swoim. - Jednak ty zostaniesz z niedźwiedzicą i jej maleństwem, aby ich chronić. I nie chcę słyszeć, żadnych sprzeciwów.  - mówiąc to tak jak bym mu rozkazała, odeszłam od nich. Jednakże wcześniej wypowiedziałam zaklęcie.

Ruszając za tropem wilków, dotarłam wprost do jakiegoś małego wodospadu. Tam zastałam grupkę wilków. Podeszłam.
- Czy czasami nie powinniście być na terenach swojej watahy? - zapytałam, wychodząc zza krzaków.
- A co ciebie to interesuje mała? - spytał uśmiechając się podstępnie jeden z wilków.
- Czego od nas chcesz? - dopytał się najwyraźniej ich przywódca.
- Może tego, abyście nie krzywdzili zwierząt. - odpowiedziałam. Ich przywódca podszedł do mnie bardzo blisko.
- A co będziemy mieli z tego? - spytał, przyglądając mi się bardzo uważnie.
- Sama nie wiem, a co byście chcieli?
- Wiesz co przypominasz mi kogoś. - powiedział przywódca.
- Przykro mi, ale raczej ciebie nie znam.- odpowiedziałam, będąc wciąż poważna.
- Czy mogłabyś mi się przedstawić? - zadawał mi pytanie po pytaniu, a ja mu odpowiedziałam.
- Ja jestem Mizu. Alfa watahy Księżycowego Ducha. - odpowiedziałam, a on zrobił minę jak by mu się coś przypomniało.
- Czyli to ty! - powiedział ciszej. - To ty jesteś naszą małą Mi. Tą która opuściła swoją siostrę Sierre i gdzieś zniknęła.
- Skąd wiesz? - nie mogłam w to uwierzyć, że zna moją siostrę. W tem przyglądając mu się bliżej, przypomniało mi się. - To ty Mike? Aleś wyrósł! Przepraszam, że ciebie nie poznałam. - nie wiedziałam od czego zacząć. Niebo się lekko zachmurzyło.
- Może pójdziesz z nami do naszej jaskini? - spytał, ale po nim ktoś się odezwał i nie był to ktoś z jego grupki towarzyszy.
- Mizu gdzie ty idziesz? Skoro uporałaś się z problemami powinnaś wrócić do Oriona i reszty. - tym kimś był Miketsuki.
- No tak masz rację. Nie powinnam zapominać o osobie, która mnie zawsze pociesza. - powiedziałam. - Wybacz mi Mike jednak nie pójdę za tobą. A i twoja kara ciebie nie minie. - dopowiedziałam, stając się już na prawdę poważna. - Miketsuki czy mógłbyś nałożyć na nich jakąś klątwę. - skierowałam swoje słowa w stronę swojego komana, który mi zawsze wskazywał drogę, którą powinnam iść.
- Ale o czy ty mówisz Mi? - zapytała zmieszany basior.
- Może o tym że nie powinniście ranić zwierząt. I też może o tym co się kiedyś stało. Dlatego wybacz mi, ale powinnam odejść. Muszę wrócić do Oriona, mojego jedynego najlepszego przyjaciela.. - odpowiedziałam i skierowałam się w stronę którą przyszłam. Ale przede mną staną Orion z wyrzutami. Tak jak by wszystko słyszał. Zaczerwieniłam się.

<Orion?>

niedziela, 27 września 2015

OD Electro CD Lukas'a

Lukas zaczął walczyć z tym wilkiem. Ja się w to nie mieszałam. Mogłam tylko pogorszyć sprawę. Zwykłe wilki nie mają szans z demonami. Może ja się do nich nie zaliczam, ale demony to i tak najsilniejsze wilki na świecie. Przyglądałam się wszystkiemu uważnie, czekając na jakiś znak. Wtedy usłyszałam w głosie basiora.
- Ty z lewej, ja z prawej - jak usłyszałam, włada telepatią. Bez większego namysłu skoczyliśmy jednocześnie na demona, przygniatając go do ziemi. Mogłabym w tej chwili porazić go prądem, jednak na demony nie działa żadna moc. Zaczął się szarpać, wtedy poczułam jak moje łapy płonął. Zapalił się. Żałuję, ze nie jestem demonem, bo jego moc działa na mnie. Pomimo płonących łap nadal go trzymałam, tak jak Lukas. W końcu jednak nas odepchnął skrzydłami. Ja poleciałam do przodu, a Lukas do tyłu. Wstałam z ziemi, a demon się do mnie zbliżył.
- Lukas, teraz! - krzyknęłam w myślach i przed tym jak demon się na mnie rzucił, poczuł ciężar na plecach. Lukas wgryzł mu się w szyję, a ja mu przygryzłam skrzydła, dzięki czemu nie może uciec lecąc. Może na demony nie działa magia, jednak nie zwykłe umiejętności.

<Lukas?>

OD Electro CD Lucyfer'a

Położyłam się na trawie wpatrzona w niebo. Basior zniknął, a ja leżałam tak bez ruchu. Po chwili na mój pysk zleciała z nieba kropla wody. Nabrałam zimnego powietrza w nozdrza, zamykając oczy na chwilę. Gdy je otworzyłam, zobaczyłam szare chmury na niebie.
- I to lubię - powiedziałam sama do siebie wpatrzona w ten obrazek. Zaczęło lać. Wstałam i się otrzepałam. Rozejrzałam się. Nikogo nie było obok mnie, nikt się też nie chował - przynajmniej ja tak myślałam. Spojrzałam w niebo przed siebie. Ujrzałam błyskawicę. - Na to czekałam - po tych słowach zrobiłam sobie trochę długi trening z błyskawicami, aż do samego końca burzy. Uwielbiałam te wszystkie dźwięki, błyski, deszcz, oraz to, ze większość unika takiej pogody.

<Lucyfer?>

OD Oriona CD Mizu

Wadera zapytała, co ja będę jadł.
- Ja... - zacząłem, lecz nie dokończyłem, ponieważ usłyszałem jakiś dźwięk, a dokładniej ryk. Obróciłem się. Wtem do jamy wbiegł niedźwiedź, a raczej niedźwiedzica. Widząc nas stanęła na dwóch łapach i głośno ryknęła. Trochę się przestraszyliśmy. Zrobiliśmy krok w tył i przyjrzeliśmy pozycję gotową do ataku. Trochę się wahałem. Popatrzyłem na Mizu.
- Czekaj. Nie musimy walczyć ani uciekać - powiedziałem.
- To co mamy robić? - zapytała lekko zdziwiona wadera.
- Porozmawiajmy.
Wyprostowałem się i powoli podszedłem do niedźwiedzicy. Samica już miała się rzucić na mnie.
- Spokojnie... przybywamy... w pokoju - powiedziałem. Zaskoczona niedźwiedzica uspokoiła się i usiadła. Przez chwilę przecierała swoje oczy. Potem przyjrzała się nam dokładnie.
- Wybaczcie, że was tak nastraszyłam. Po prostu pomyliłam was z innymi wilkami - powiedziała niedźwiedzica.
- Innymi wilkami? - zapytałem.
- Tak. Te okropne stworzenia, bez obrazy, zaatakowały mojego synka. Wchodząc do mojej jamy myślałam, że wy jesteście tymi wilkami.
Samica posunęła się. Wtem ujrzeliśmy małego niedźwiadka. Był cały podrapany. Widząc nas przestraszył się. Chciał uciec, lecz rany go zapewne bardzo bolały i się przewrócił. Jego matka podeszła do niego i powiedziała:
- Spokojnie. To są te dobre wilki. Nic ci nie zrobią.
Popatrzyłem na Mizu.

<Mizu?>

OD Matt'a CD Essix

Wiedziałem, ze mnie okłamała. Teraz... kiedy nie ma już Est musiałem się postarać o Essix.
~*~
Poszedłem do jaskini Essix z kwiatami róż. Akurat wychodziła.
- Essix mam coś dla Ciebie... - powiedziałem i podałem jej skromny bukiet.
- Dziękuję. - powiedziała z lekkim uśmiechem. Zrobiło mi się ciepło.
- Może się przejdziemy? - zapytałem.
- Dobra. - odpowiedziała. Wyszliśmy wciąż rozmawiając. Zaprowadziłem ją w pewne miejsce...

Rozejrzała się.
- Skąd znasz takie miejsce? - zapytała.
- Chodziło się kiedyś przy wataszy... - odpowiedziałem. Na naszych łyżkach zawitały uśmiechy.

<Essix?>

OD Matt'a CD Mizu i Estery - Pożegnanie

Byłem wściekły jak i smutny. Poszedłem do lasu i atakowałem wszystko co żywe na mojej drodze. Nie zawachałbym się zaatakować nawet Alfy czy Bety. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy co wcześniej zrobiłem. Biegłem ile fabryka sił dała. Po paru minutach zacząłem czuć zmęczenie więc wróciłem do jaskini. Tam ustąpiła złość, a na jej miejsce przyszedł smutek. Powstrzymywałem się od łez. Wtedy do jaskini weszły Mizu i Moon.
- Odejdźcie! - warknąłem odsłaniając kły.
- Matt... przepraszam... - powiedziała Mizu.
- Lepiej wyjdźcie. - wycedziłem przez zęby. Po pewnym czasie stania i uśpienia się na mnie wadery odeszły. Zaraz po ich wyjściu pękłem i zacząłem cicho płakać. Po godzinie już ochłonąłem i wyszedłem z jaskini. Tam spotkałem Mizu.
- Przepraszam za moje zachowanie... - powiedziałem patrząc w ziemię.
- Nic nie szkodzi. Rozumiem twoją reakcję. - oznajmiła.

<Mizu?>

Od Moon CD Mizu

Chodziłam po watasze. Wtedy zobaczylam jakąś waderę przed sobą. Podeszłam do niej.
- Witaj, jak się nazywasz? - zapytałam.
- Firefly. - odpowiedziała.
- Ja jestem Moon. - przedstawilam się. Od słowa do słowa doszliśmy do tego, ze pójdziemy do Mizu. Na miejscu przeprosiła nas za bałagan w jej jaskini i zapytała czy nie wyjdziemy.
- No pewnie. - odpowiedziałam. Wyszliśmy. Czułam w jej głosie podenerwowanie. Dopoki byla z nami nowopoznana Firefly wolalam nie poruszac tego tematu.

<Mizu? Firefly?>

sobota, 26 września 2015

OD Mizu CD Oriona

Byłam strasznie zmęczona co zauważył Orion. Znajdując jamę, weszłam pierwsza, a tuż za mną Orion z kilkoma drewnami. Dzięki swojej mocy ognia rozpalił ognisko, dzięki któremu było nam ciepło. Kładąc się tuż obok ogniska, zobaczyłam że Orion stoi. Chciał wziąć wartę, więc nie miałam nic przeciwko. Wiedziałam po cicho, że zaśnie.

~nad ranem~
Budząc się zobaczyłam, że Oriona nie ma. Domyśliłam się, że poszedł na coś zapolować. Chciałam też już iść jednak on przyszedł szybciej. I miał dla mnie coś do zjedzenia. Nie mogłam uwierzyć.
- Dziękuję! - odpowiedziałam uśmiechając się. - A co ty będziesz jadł? - spytałam się. Orion chcąc coś odpowiedzieć, usłyszeliśmy jakiś hałas.

<Orion

OD Lukas'a CD Electro

Kiwnąłem głową i wysunąłem język smakując powietrze, pozwoliło mi to uniknąć głośnego dyszenia, a wyczułem to samo co nosem. Electro miała rację, czuć było też drugą woń ale za nic nie mogłem odgadnąć do kogo ona należy. Przyłożyłem palec do ust nakazując ciszę i zacząłem się skradać, nie patrzyłem na Electro ale miałem nadzieję że ona też się zniżyła. Byliśmy na jakimś polu ale rosło wokół parę suchych krzaków za którymi mógł się ktoś czaić. Nagle niebo pociemniało ale deszcz nie zaczął padać, zdziwiony rozejrzałem się dookoła szukając przyczyny tego dziwnego zjawiska.
-Lukas, spójrz.- Electro wskazywała łapą na jasną plamę na niebie. Myślałem że po prostu słońce wychodzi ale wtedy z chmur wyleciał wilk.

-Demon.- powiedziałem cicho. Ciągnął za sobą smugę ognia i zbliżał się do nas dosyć szybko. Przez sekundę zastanawiałem się czy bezpieczniej będzie uskoczyć czy stawić mu czoła. Wybrałem drugą opcję i wilk uderzył we mnie z impetem. Przejechałem po ziemi dobre parę metrów i odepchnąłem napastnika tylnymi łapami. Demon zrobił dwa koziołki, stanął gwałtownie na łapach i zapalił się. Krwawa walka była nieunikniona.
-Ty z lewej ja z prawej!- krzyknąłem do Electro w myślach (telepatia) i rzuciłem się na demona.

<Electro? >

piątek, 25 września 2015

OD Oriona CD Mizu

Popatrzyłem na napis na niebie.
- Wow - szepnąłem do siebie i dogoniłem Mizu.
- Nie wiedziałem, że tak potrafisz. Znasz jeszcze inne zaklęcia? - zapytałem.
- Znam i to dużo - odpowiedziała z uśmiechem wadera. Szliśmy po drodze na zachód. Po jakimś czasie skręciliśmy bardziej na północ do lasu. Na niebie nie było ani jednej chmurki, można było podziwiać gwiazdy. Bardzo mało odzywaliśmy się, prawie w ogóle. W pewnym momencie wadera ziewnęła.
- Może poszukajmy jakiegoś miejsca na odpoczynek - zaproponowałem.
- Dobrze - powiedziała lekko zmęczona Mizu. Po niedługiej wędrówce dotarliśmy do jakiejś niewielkiej jamy. Wadera poszła do niej, ja zaś nazbierałem trochę drewna, które położyłem w jamie przed siedzącą Mizu. Zionąłem ogniem. Gałęzie zapaliły się. Usiadłem i zacząłem wpatrywać się w ogień. Wadera położyła się.
- Śpij, ja stanę na straży - powiedziałem.
- Nie jesteś zmęczony? - zapytała Mizu.
- Narazie nie.
Kiedy wadera zasnęła, wyszedłem z jamy i zacząłem się rozglądać. Było cicho. Zapewne nic nam nie groziło. Wróciłem do środka i popatrzyłem na ognisko. Położyłem się przy nim i zamknąłem oczy.
~*~
Otworzyłem jedno oko. Przede mną leżały trzy spalone gałęzie. Otworzyłem drugie oko i spojrzałem na jeszczę śpiącą Mizu. Wstałem i przeciągnąłem się, po czym wyszedłem z jamy. Był dopiero świt. Większość zwierząt jeszcze spało. Postanowiłem pójść na małe polowanie. Szedłem i podziwiałem naturę. Oczywiście, szukałem jakiejś zwierzyny. Po dłuższej chwili wyczułem zająca. Przyłożyłem nos do ziemi i poszedłem za zapachem. W końcu ujrzałem niewielkiego futrzaka siedzącego na trawie. Wyglądał, jakby się nie wyspał. Przyczaiłem się między krzakami i popatrzyłem na niego trochę smutny. Szkoda mi było go.
- Wybacz mały, ale taki jest łańcuch pokarmowy - szepnąłem i skoczyłem na zająca. Biedak nie zdążył uciec. Wbiłem swoje kły prosto w jego szyję i zacisnąłem szczękę. Usłyszałem ciche chrupnięcie. Pobiegłem z martwym zającem w pysku do jamy. Tam zobaczyłem siedzącą Mizu. Wadera popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się. Położyłem futrzaka i powiedziałem z uśmiechem na pysku:
- Czas na śniadanie.

<Mizu?>

czwartek, 24 września 2015

OD Mizu CD Estery - Pożegnanie

Nie mogłam uwierzyć, że Est naprawdę chcę tam iść. Znowu się to dzieje...Ponownie nic nie mogę zrobić. Est przekazując mi słowa, które miałam przekazać Mattowi, zniknęła. Wrota się zamknęły, a ja nic nie mogłam zrobić. Próbowałam je otworzyć, ale nie dałam rady. Byłam wściekła na siebie jak i na nią. Nie miałam za co, ale nie mogłam uwierzyć. Uspakajając się, zadałam sobie sprawę, że to moja wina. Odeszłam od miejsca w którym zniknęła Est i poszłam w stronę watahy. Każdy kto mnie napotkał, wiedział że coś jest nie tak. Spotykając Matt'a nie miałam ochoty nawet z nim rozmawiać. Będąc z nim sam na sam, przekazałam mu słowa Est. Matt będąc wściekły na mnie, uderzył mnie prosto w twarz. Zostawiając kilka rys i wyszedł obwiniając mnie. Mogłam się spodziewać jego reakcji i zrozumiałam go. Łzy poleciały mi same. Nie mogłam uwierzyć samej sobie. Robiąc bałagan w swojej jaskini i nie mogąc powstrzymać gniewu, nie panowałam nad sobą. Do mojej jaskini wtedy przyszła Moon, a tuż obok niej Firefly, której nie miałam okazji lepiej poznać. Jak je zobaczyłam próbowałam się uspokoić. Nie wychodziło mi to zbytnio, ale próbowałam.
- Mizu czy wszystko w porządku? - spytała Moon.
- Czy coś się stało alfo? - dopytała Firefly
- Nie to nic takiego. Może lepiej wyjdziemy z mojej jaskini. Bo jak widzicie mam nieporządek. Co wy na to? - próbowałam się uśmiechnąć i jakoś uniknąć odpowiedzi.

<Firefly i Moon? Co sądzicie o moim bałaganie w jaskini i zachowaniu?
Matt? Co teraz zrobisz?>

OD Mizu CD Oriona

Chodząc po ogrodzie, wszystkiemu przyglądałam się dokładnie. Chcąc zapamiętać wszystko jak najlepiej. Przypominając sobie nasze przygody w mieście, mogłam się pośmiać, ale i zarówno złości na osoby które chciały zranić Oriona. Opowiedziałam również Orionowi o obecnych członkach watahy i o byłych. Przypomniały mi się wtedy spędzane dni. Z Sillenem, szczeniakami, pogaduchach z Moon i o rożnych innych rzeczach, chwilach spędzonych wtedy. Siadając a raczej kładąc się na trawie i mówiąc co dana chmura przypomina, czas szybko się zleciał. Po oglądaniu chmur poszliśmy do zamku. Tam oglądaliśmy obrazy, które były śmieszne ale też i dziwne. Niektóre z nich były tak przepiękne, że mówiły same za siebie i można było ich opisać. Orion oznajmiając mi, ze czas pożegnać się z Liamem, posmutniałam. Ale nie dałam na siebie i biorąc się w garść poszliśmy razem. Strażnik nie chciał nas wpuścić ze względu na to, że był bardzo zajęty. Patrząc przez szparę w drzwiach, mogłam się z nim zgodzić. Poprosiłam strażnika, aby powiedział mu aby za trzydzieści minut wyjrzał na niebo. Zgodził się a Orion się zdziwił.
- Mizu a co z pożegnaniem? - spytał wtedy gdy już wyszliśmy ze zamku i oddaliliśmy się od niego trochę.
- Nie muszę się żegnać z nim. Gdy zawsze chcę się z nim pożegnać nie mam jak, dlatego naszą tradycją stało się, aby żegnać się bez oficjalnego żegnania, ale jednak pożegnania. Niedługo Liam powinien wyjrzeć za okno i spojrzeć na niebo. - odpowiedziałam. I wymawiając zaklęcie, stworzyłam na nocnym niebie napis z pożegnaniem. - Widzisz w taki o to sposób zawsze się żegnamy. - dopowiedziałam i ruszyłam przed siebie.
<Orion?>


OD Mizu CD Lucyfera

Nie mogłam uwierzyć, że moje lekarstwa nie pomagają. Pytając się Lucyfera, dlaczego zmienił od razu temat. Nie chcąc nalegać wyszłam wraz z nim. Chcąc wiedzieć coś więcej na temat tego co zobaczył, spytałam się. Lucyfer mówiąc mi o tym, zaczęłam się przejmować i być bardzo zła na siebie, że ponownie nic nie mogę zrobić. Wojna która niby miała się rozpętać a w dodatku ludzie będą w niej uczestniczyć, to coś czego nie chciałam słyszeć. Lucyfer proponując, że zrobi mały patrol, zawahałam się. Chciałam z nim kogoś wysłać, jednak on powiedział, że ma towarzysza. Co mnie ponownie zadziwiło. ~Niewidomy towarzysz,co?~ pomyślałam sobie. I wtedy po chwili zastanowienia, wiedziałam co zrobię.
- Niech ci będzie. Możesz iść ze swoim towarzyszem. - wreszcie mu odpowiedziałam.
- Naprawdę, więc ja już pójdęęęę...- chcąc już iść, zatrzymałam go.
- A ty gdzie? - spytałam.
- No na patrol, a niby że gdzie? - cofnął się i zapytał robiąc tak jak zawsze ten swój wyraz twarzy.
- Wiem, że na patrol jednak i tak muszę być pewna, że nic ci się nie stanie...- przerwał mi
- Tak wiem, dlatego idzie ze mną Aiden. - odpowiedział, lekko zniecierpliwiony
- Daj mi dokończyć...- powiedziałam, lekko podnosząc głos. - Zamknij oczy! - tak jak bym mu rozkazał, ale się uśmiechnęłam.
- No dobrze niech ci będzie.- powiedział obojętnie.
Biorąc jego łapę, naznaczyłam go. Zostawiając mu ślad w kształcie pół księżyca i gwiazdy. - Dobrze teraz możesz otworzyć oczy. - mówiąc to, odłożyłam jego łapę i się uśmiechnęłam
Basior spoglądając sie na swoją łapę, spytał. - Co to jest?
- Taki mały prezent. - odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie. - Teraz możesz iść na patrol, a ja będę spokojna. - dodałam.

<Lucyfer?>

środa, 23 września 2015

Pożegnanie Estery!

Nasza kochana Est odchodzi, ale miejmy nadzieję że do nas jeszcze kiedyś wróci.


OD Lucyfera CD Electro

- A jeśli można wiedzieć, co lubisz robić? - zapytała się wadera, a na jej pysku pojawił się specyficzny uśmiech.
- Medytować, spać, jeść...
- Nie do końca o to mi chodziło... - ucięła szorstko.
- Ach, mogłem się domyślić - powiedziałem ironicznie. Wiedziałem, że chodzi jej o co innego, lecz jest zabawna, gdy się irytuje. - Lubię wyprawy, przygody, medytowanie...
Przerwałem i popatrzyłem się na waderę. Nic nie mówiła, tylko się na mnie patrzyła. Zleciałem z chmury i wylądowałem za waderą. Ruszyłem przed siebie. Deszcz dalej padał, chmur zbierało się co raz więcej. Zapowiadała się deszczowa noc. Ale jako, że nie mam jaskini przyzwyczaiłem się do tego, że gdy śpię jestem mokry. Nie przeszkadzało mi to.
- Zostawiasz mnie? - zapytała przesłodzonym głosem.
- Ach, no tak... - wywróciłem oczami - do zobaczenia Madame....
Uśmiechnąłem się do niej krzywo. Także wywróciła oczami.

<Electro? Czy pójdziesz za mną?>

OD Estery CD Mizu

- Wybacz Mizu - szepnęłam spuszczając głowę - nie wiem czy powinnam o tym z kimkolwiek rozmawiać
Wadera choć zabolała ja chyba ta odpowiedź udawała obojętną. Nadal miarowym krokiem podążała w sobie tylko wiadomym kierunku. Podążałam za nią uginając się niemal pod ciężarem przytłaczającego milczenia. Byłam jakby nieobecna. Nie rozumiałam tego co do mnie mówiła. Wreszcie dotarłyśmy do niewielkiej jaskini. Weszłyśmy do wnętrza. Cała przestrzeń skał poznaczona była drobnymi żyłkami minerałów. Rosły tam też drzewa o wielobarwnych liściach i silnym niemal duszącym, ale przyjemnym zapachu. Bił od nich tajemniczy blask. Obejrzałam dokładnie wszystkie ściany ale nie znalazłam nic niezwykłego. Wreszcie podeszłam do małego jeziorka. Było ona przejrzysta niczym kryształ. Czułam, że nie możemy tu długo zostać bo opary mogły zaszkodzić Mizu.Nagle Woda wzburzyła i wyłonił się z niej piękny kryształowy duch. Miał on postać dziewczynki z wilkiem.
http://images.forwallpaper.com/files/thumbs/preview/12/121902__art-fantasy-girl-wolf-spirit-ghost-night-moon-mountain-arches-ruins_p.jpg
Jaskinia zaczęła migotać i nagle w ścianie pojawiła się uchylona brama. Postacie podążyły w jej kierunku dając mi znaki bym im towarzyszyła. Niepewnie i chwiejnie podeszłam do drzwi.
- Nie rób tego - krzyknęła alfa.
Spojrzałam na nią, a oczy zaszły mi mgłą.
- Wybacz - powiedziałam cicho - ten znak to znamię przeznaczenia, które przyjęłam, ale nie jestem gotowa, by je wypełnić... muszę tam pójść
Wadera przyglądała mi się patrząc na mnie tym opiekuńczym, łagodnym spojrzeniem
- Przecież nie wiesz co cie tam spotka!
- Owszem ale nie wolno mi walczyć z losem... a przynajmniej nie teraz
- Est nie mam ci tego za złe, ale proszę nie musisz tego robić... pójdę tam za ciebie
- nie! ty musisz tu zostać... opiekować się watahą i rozwijać swoje moce... przepowiednia mówi, że nasze drogi jeszcze się przetną więc nie pozostaje nam nic innego jak tylko ufać
Uśmiechnęłam się delikatnie i położyłam głowę na jej grzbiecie.
- Wrócę... - szepnęłam
Zbliżając się do tajemniczych drzwi odwróciłam się jeszcze raz.
- Proszę powiedz Mattowi, że kochałam go naprawdę, ale mam wrażenie że nasze uczucie stało się dla niego łańcuchem który powstrzymuje go przed odnowieniem przyjaźni... dobrze mnie traktował i jestem mu za to wdzięczna ale ciał być moim partnerem, a nie koniecznie przyjacielem ... może to moja wina miałam za wiele tajemnic... a teraz już za późno... niech nie martwi się o mnie i jakoś ułoży sobie życie... chcę, aby był szczęśliwy nawet jeśli będzie to oznaczało nasze rozdzielenie. Żegnajcie będę was pamiętać i nosić w sercu, a kiedyś być może jeszcze się spotkamy.

<KONIEC. Matt? Mizu? zechcecie opisać swoją reakcję na odejście Est?>

wtorek, 22 września 2015

OD Electro CD Lukas'a

Szliśmy w ciszy. Żadne z nas się nie odzywało. Nie wiem o czym myślał basior, ja jednak byłam zajęta tą sprawą. Ile może być wokół nas watah? A może nie ma żadnej? W końcu doszliśmy do granicy. Zaciągnęłam się. Poczułam w nozdrzach zimne powietrze, a zarazem dwie wonie. To nie były nasze watahy. Wśród woni czułem wyraźnie zapach demonów, albo przynajmniej jednego z nich. Może przy naszej watasze rzeczywiście jest wataha demonów?
- Czujesz coś? - zapytałam basiora. Spojrzał na mnie w milczeniu.
- Demon - zrozumiałam go, a on mnie chyba też. Oboje to wyczuliśmy. Ja ze względu na to, że mieliśmy sojusz z niektórymi demonami i całe życie się spotykałam z jednym z nich. Wtedy jeszcze myślałam, że wiem co to miłość. Ha! Ja może wiem, ale nie inni. Zostawił mnie dla pierwszej lepszej. Moja matka się z tego śmiała, bo on mi złamał serce, a ja złamałam jego dziewczynie nogę, a jemu wydłubałam oko. Chyba rzeczywiście jestem zbyt agresywna. Ale wracając do sprawy...
- A czujesz tą drugą woń? - zapytałam. Staliśmy za naszą granicą, na jakimś polu. Nadal czułam tą drugą woń, ale nie wiedziałam do kogo może należeć.

<Lukas?>

OD Oriona CD Mizu

Mizu zadecydowała wrócić do watahy. Zapytała, czy możemy się przejść.
- Jasne, czemu nie - odparłem wesoło. Poszliśmy do ogrodu. Chodziliśmy między kwiatami i przypominaliśmy sobie nasze przygody w mieście. Wadera opowiedziała mi trochę o członkach watahy. Potem położyliśmy się na trawie i podziwialiśmy chmury oraz mówiliśmy sobie nawzajem, co dana chmura przypomina. Później bawiliśmy się ze zwierzętami. Następnie udaliśmy się do zamku. Tam chodziliśmy różnymi korytarzami i oglądaliśmy obrazy wiszące na ścianach. Niektóre były przepiękne, a niektóre trochę śmieszne. Gdy obejrzeliśmy czterdziesty szósty obraz, powiedziałem:
- Czas pożegnać się z Liam'em. Już jest wieczór.

<Mizu?>

poniedziałek, 21 września 2015

OD Mizu CD Oriona

Liam poszedł w inną stronę, a ja podeszłam do Oriona. Wyjaśniając mi o czym chciał mi powiedzieć, lekko mnie to zszokowało i zaskoczyło. Biorąc wszystko pod wgląd musiałam wybrać pomiędzy zostaniem i wróceniem do watahy za nieokreślony czas czy też za trzy dni i wrócić. Wiedziałam, że Liam będzie smutny tak samo jak ja, ale wreszcie trzeba było zakończyć swoją nieobecność.
- Rozumiem, więc czas zakończyć naszą wycieczkę i wracać. - powiedziałam uśmiechając się jak nie ja.
- Dobrze, więc wyruszymy dzisiaj wieczorem. - oznajmił mi Orion.
- Może byśmy się jeszcze przeszli? - zaproponowałam chcąc spędzić ostatni czas w zamku.

<Orion?>

OD Mizu CD Estery

Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o Est. Jej snach, przepowiedniach... To nie dawało mi spokoju. Nie mogąc usiedzieć w miejscu, zaczęłam przygotowywać różne eliksiry, próbowałam nowych zaklęć... Czas tak szybko mi minął, że co dopiero światło promieni słońca mi o tym powiedziały. Chowając wszystko to co mi było potrzebne w swój medalion, poszłam do jaskini Est. A wraz ze mną Umbreon i Espeon. Docierając do jaskini Estery Umbreona, Espeon jak i mnie zaniepokoiła wyczuwalna przez nas magia. Nie chcąc bardziej niepokoić Est, obudziłam ją. Otwierając oczy i zobaczywszy mnie od razu wstała na nogi. Ja się tylko uśmiechnęłam.  
- To może na sam początek, pójdziemy na coś zapolować, żebyś nabrała sił i przebudziła. - zaproponowałam jej.
- Lepiej będzie jak pójdziemy od razu do jaskini. - powiedziała
- Spokojnie dojście do jaskini zajmie nam około dwóch godzin. Więc mamy czas. - odpowiedziałam. - Dobrze...- usłyszałam, krótką odpowiedź. Idąc na  Złocistą Polanę, Est była tak jak zawsze zamyślona. Chciałam coś powiedzieć jednak, wiedziałam że nie powinnam.
~*~
Będąc na miejscu szybko coś upolowałyśmy i zjadłyśmy. Idąc w stronę jaskini nie mogłam już wytrzymać milczącej wilczycy. Wciąż była nieobecna i się czymś przejmowała.
- Est! - wymawiając jej imię nie usłyszała mnie. - Est, hej Est. Ej Est słyszysz mnie. - i tak nic to nie dawało. - Ester!!!- krzyknęłam, a ona nareszcie się ocknęła.
- Tak Mizu, czy coś mówiłaś? - spytała się lekko zszokowana wadera.
- Czy potrzebujesz czegoś. Tak sie zamyśliłaś, że nie mogłam ciebie zapytać. Czy nie miałaś jakiejś wizji czy czegoś. - uśmiechnęłam się.
- Całkowicie zapomniałam...- powiedziała, stając w miejscu. - Zapomniałam całkowicie o tym co mi powiedziała...- Est wciąż mówiła do siebie, a ja nie mogłam nic z tego zrozumieć.
- Est czy możesz mi to powiedzieć na spokojnie.- wtedy zobaczyłam że na boku ma jakiś znak w kształcie kwiata. - I czy byś mogła mi powiedzieć co to jest za znak na twoim boku. - wskazałam łapą.

<Ester?> Wybacz, że tak długo

niedziela, 20 września 2015

OD Lucyfera CD Mizu

- A teraz - zaczęła wadera - czy mógłbyś na chwilę spokojnie usiąść?
Wadera się uśmiechała, lecz mimo to jej oczy były smutne.
- Ale po co? - chciałem się trochę podroczyć, ale nie wyszło, bo wadera tonem surowej matki powiedziała:
- Bo ja cię o to proszę. - A więc usiadłem - No, dobrze, teraz wypij to, a później zajmę się twoimi ranami.
- Co to?
- To, mój kochany, jest lekarstwo - odpowiedziała spokojnie. Na razie nie chciałem jej ukazywać Aiden'a, więc nie kazałem mu podnieść miski, lecz postanowiłem napić się z ziemi. Takie zaskoczenie może się przydać na inną okazję. Popatrzyłem się na jasnozielony, przezroczysty płyn. W konsystencji przypominał kisiel, który jadłem w świecie ludzi, lecz nieprzypadł mi do gustu. Zacząłem chłeptać miksturę. Nie miała smaku. Była neutralna. Kiedy już skończyłem, zacząłem się przyglądać Mizu. Krzątała się, przygotowując mazidło z ziół. Kiedy skończyła, podeszła do mnie i znów postawiła miseczkę na ziemi. Na łapę wzięła troszeczkę, a potem powiedziała:
- Daj mi prawą łapę - z lekkim ociąganiem, wyciągnąłem do niej najbardziej zranioną kończynę. Wadera zaczęła mi wcierać tą leczniczą maść, w to większe rany. Kiedy mazidło stykało się z krwią, zaczynało świecić na niebiesko, a po chwili powinny sklepiać rany, ale w moim przypadku nie wychodziło. Mizu wyglądała na lekko zdziwioną. Po chwili wstałem.
- Dziękuję za usługi, - tu uśmiechnąłem się chamsko - ale teraz, może porozmawiajmy o sprawach wyższej wagi.
- Ale jeszcze nie skończyłam Cię leczyć - powiedziała z niezadowoleniem.
- Trudno. Do wesela się zagoi... - całe szczęście, nie nalegała więcej. Wyszliśmy z jaskini.
- Co dokładnie widziałeś? - zapytała posępnie.
- Widziałem przeszłość i przyszłość, ale to drugie nie wyglądało najlepiej. Widziałem wojnę, bardzo zażartą i nierówną. Niestety ludzie też się w to wplączą.
- To nie wróży dobrze... - powiedziała zamyślona, a ja pokiwałem głową.
- Nie będziemy mogli używać mocy, a jeśli, to będziemy musieli zadbać, by ludzie, którzy to widzieli zginęli. - odpowiedziałem. Mimo, że wojna mogłaby być wspaniałym rozlewem krwi, to jednak zmasakrowanie watahy, nie brzmi już tak dobrze. - Mizu, jeśli chcesz, mogę zrobić mały patrol poza terenami watahy i zobaczyć, czy przypadkiem wróg się nie zbliża.
Wadera popatrzyła się na mnie. Widać było, że się waha. Akurat o mnie martwić się nie musi.
- Dobrze... - powiedziała lekko zakłopotana. - Ale wyślę z tobą kogoś do pomocy.
- Co?! - wymsknął mi się krzyk. Byłem na prawdę zdziwiony. Ja, z kimś do pomocy? Średnio to widzę.
- Musisz być z kimś, gdyby coś ci się stało, a poza tym...
- Nie trzeba... Ja... Mam towarzysza...
- Naprawdę? - wadera była zaskoczona. Kiwnąłem głową.
- Ale jest niewidzialny. Aiden, przywitaj się z Mizu... - powiedziałem na głos, ale w myślach kazałem mu udawać kota, czy coś w tym stylu, byle by nie zabił wadery. Zobaczyłem jak sierść na jej łapach jest lekko zmierzwiona. Odetchnąłem z ulgą. Oczuwiście przysłowiowo.
- Hm... Nie wygląda na groźnego... - zamyśliła się.

<Mizu? Czy jednak kogoś ze mną wyślesz? A jeśli, to kogo?>

OD Lukasa CD Electro

-Nie. - uśmiechnąłem się diabelsko- Ale możemy to sprawdzić.
-Aha, czyli okrążymy CAŁĄ watahę w poszukiwaniu innych?
-A co? Panienka nie wytrzyma długiej wędrówki?- spytałem odwracając się.
-Ha! Chyba śnisz, idziemy.- odparła urażona wadera i poszła przodem. Zaśmiałem się w duchu i dołączyłem do niej. Gdy tak szliśmy zacząłem jak zwykle myśleć, ale nie myślałem o czasie i zabijaniu, tylko o kimś- o Electro. Zacząłem ją... nawet lubić co mnie bardzo zdziwiło bo to pierwszy raz w moim życiu. "Demony przecież nie mogą kogoś lubić! "- krzyknąłem do siebie w myślach. -" Jesteś bezwzględnym mordercą i nie potrzebujesz nikogo."- podniosłem głowę i rozejrzałem się dookoła. Granica powinna być już blisko.

<Electro?>

OD Electro CD Lukas'a

Prychnęłam i przewróciłam oczami.
- U mnie w watasze nie było wojen z wilkami, a z demonami mieliśmy pokój. Nawet gdybym chciała, nie znam się na tego typu sprawach. Ale jeśli mam jakoś myśleć logicznie, to może nie chodzi koniecznie o naszą watahę. Może to się po prostu odbędzie gdzieś nie daleko, a potem się potoczy na nasze tereny - powiedziałam, patrząc prosto przed siebie. Takie dyskusje to nie dla mnie. Nigdy o czymś takim nie gadałam. Ale szczerze, to nawet fajna odmiana.
- Może - tylko tyle usłyszałam.
- Wiesz może, czy są przy naszych terenach jakieś inne watahy? - zapytałam patrząc na niego kątem oka.

<Lukas?>

OD Lukas'a CD Electro

-Możemy zrobić jedno i drugie.- stwierdziłem po chwili. Zamknąłem oczy i skupiłem się. Jak zwykle nie podziałało, wizje przychodzą niespodziewanie kiedy im się podoba, nigdy na zawołanie. Tupnąłem łapą rozzłoszczony.
-A więc czekamy, a w międzyczasie zgadujemy. Więc po pierwsze, dlaczego w ogóle miałaby wybuchnąć wojna?- spytała Electro. Wstałem i zacząłem iść do lasu, samica dołączyła do mnie i wtedy jej odpowiedziałem.
-Mnie interesuje to, kto zacznie tą wojnę. Jeśli magiczne wilki to zapewne z takiego powodu że demony, przyjdą tu albo gdzieś w okolice w poszukiwaniu czegoś. Na przykład terenów albo jedzenia. Wilki nie będą chciały pomóc, będą chciały wygonić nieprzyjaznych gości i zrobi się z tego wojna.- przerwałem na chwilę. - W każdym razie tak uważam. Albo to demony zaczną. Przyjdą w poszukiwaniu jedzenia albo terenów, a jeśli demon czegoś chcę to to dostaje, oczywiście wilki nie dadzą nic demonom, te się wkurzą i po prostu sobie wezmą.
-I co z tego wynika?
-To że teraz czekamy na następną wizję i pilnujemy terenów żeby nie doszło do spotkania wilków magicznych i demonicznych. Chyba, że masz lepszą teorię albo lepszy pomysł. Słucham uważnie.

<Electro?>

sobota, 19 września 2015

OD Essix CD Matt'a

Rano, gdy się obudziłam wyszłam przed jaskinię. Czułam się dużo lepiej, choć niewiele pamiętałam. Mimo wczesnej pory, chmury już zbierały się ruchliwe. Gołym okiem widać było, że niedługo będzię burza, więc postanowiłam się przejść. W okolicy Złocistej Polany wpadłam na Matt'a. Przywitaliśmy się. Basior dalej był jakiś smętny i zamyślony, więc zaczynałam się o niego martwić.
- Mam dla Ciebie pewne pytanko... - zaczął powoli
- Tak?
- Czy sądzisz, że jesteśmy przyjaciółmi?
- A... W jakim sensie? - zapytałam niepewnie. Modliłam się o to, by powiedział, że tak po przyjacielsku, ponieważ bardzo mi na nim zależało i wiedziałam, że go kocham. Jednak widać było, że podoba mu się Estera. W prawdzie niegdy jej nie widziałam, ale cóż...
- No... - był lekko zakłopotany, a więc wiedziałam, że chodzi mu nie o to co chciałam. Nie dokońca wiedziałam co powiedzieć. Czułam do niego coś więcej, ale przez moje głupie uczucia, nie chciałam mu psuć jego prawdziwej miłości. W pysku mi zaschło, a w gardle miałam gulę przez którą nie mogłam się odezwać. Szybko się zebrałam i powiedziałam:
- Tak - próbowałam to powiedzieć tak szczęśliwie jak potrafię. Matt lekko się uśmiechnął, jakby kamień spadł mu z serca. Za to moje rozsypało się na milion kawałeczków. Powstrzymałam łzy i też się uśmiechnęłam.
- Dzięki - powiedział, a potem pobiegł przed siebie. Zagrzmiało, a niebo przeszyła błyskawica. Nie zearagowałam. To wszystko dziło się jakby obok. Nie mogłam uwierzyć w to co zrobiłam.

<Matt? Jeśli wybierzesz Esterę, dalej będziemy przyjaciółmi>

OD Matt'a CD Essix

Nie mogłem się skupic. Wciąż myślałem o Essix i Esterze. Nie zwracałem uwagi na to co działo się wokół mnie. Po prostu wlepialem wzrok z drzewa przede mną.
- Matt? - zapytała niepewnie.
- Y? - odparłem.
- Czy wszystko w porządku?
"Zasnalem" w ciszy, po czym odpowiedzialem:
- Tak...
Byłem kompletnie zagubiony. Odeszlem bez słowa i wróciłem do jaskini wciąż myśląc o tym wszystkim. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Następnego ranka wyszedłem i wpadłem na Essix.
- Mam dla Ciebie pewne pytanko. - zacząłem. - Czy twoim zdaniem jesteśmy przyjaciółmi? - dodałem.

<Essix?> brak weny

OD Oriona CD Mizu

Po jakimś czasie zobaczyłem Mizu idącą wraz Liam'em, który w pewnym momencie poszedł w inną stronę. Wadera zatrzymała się przy mnie i zapytała:
- Coś się stało?
Wstałem i powiedziałem:
- Pewny ptak powiedział mi, że widział portal, prawdopodobnie prowadzący do twojej watahy. Znajduje się on jednak dosyć daleko stąd, wysoko w górach. Droga do niego zajęłaby nam około dwa dni. Według mnie potral zniknie za trzy dni. Chciałbym wiedzieć, czy chcesz wracać czy wolisz zostać.
- A kiedy pojawi się następny? - zapytała wadera.
- Dokładnie to nie wiem, ale na pewno będziemy musieli długo poczekać.
- Jak długo?
- Nie wiem, może kilka miesięcy.
Mizu zamyśliła się. Ja popatrzyłem prosto w jej oczy. Po kilku minutach powiedziałem poważnie:
- Wybór należy do ciebie.

<Mizu?>

OD Mizu CD Oriona

Będąc w ogrodzie, usiadłam pod jednym z drzew sakury. Chciałam się uspokoić jednak nie mogłam. Lecząc swoją ranę, myślałam o tym co powiedziałam Liamowi. A w dodatku Orion był przy tym. Miałam już siebie dość, a dokładnie osoby którą się stałam. Po dłuższym czasie, przyszedł do mnie Liam.
- Przepraszam ciebie Mizu. Nie chciałem...- powiedział podchodząc do mnie.
- Wiem, ja też nie chciałam tego powiedzieć. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- A i Mizu, lepiej będzie jak pójdziesz do Oriona. Pewnie teraz się martwi o ciebie. - powiedział Liam, a ja tylko przytaknęłam i poszłam do niego.
~No tak ponownie Orion, musiał się mi przyglądać. - pomyślałam i ruszyłam przed siebie. Wreszcie doszłam do Oriona. Był w tym samym miejscu co go szybciej zostawiłam.

<Orion?>

piątek, 18 września 2015

OD Oriona CD Mizu

Stałem nieruchomo i patrzyłem na Mizu, która wkurzona pobiegła do ogrodu. Zmierzyłem wzrokiem Liam'a. Chłopak spuścił głowę i powiedział:
- Ona ma rację... I co ja mam teraz zrobić?
Podszedłem do niego.
- Idź i ją przeproś - powiedziałem z lekkim uśmiechem na pysku.
- Ale jak?
- Normalnie. Podejdź do niej i powiedz, że ją bardzo przepraszasz. Jak się już pogodzicie, to przyprowadź ją tu, chcę jej coś powiedzieć.
- A jak nie wybaczy?
- Na pewno wybaczy.
- A czemu nie możesz sam pójść i jej to powiedzieć?
Nastała niezmierna cisza. Patrzyliśmy sobie w oczy. W końcu powiedziałem:
- Wiesz... lepiej by było, jakbyś najpierw ją przeprosił.
- No dobra - powiedział i udał się do ogrodu. Ja usiadłem na ziemi.
- ,,Oby się jakoś dogadali'' - pomyślałem.

<Mizu?>

OD Mizu CD Oriona

Rana mnie bolała, ale nie była aż tak poważna. Przez całą drogę co szliśmy do zamku, każdy z nas milczał. Z lekka bałam się reakcji Liam'a, ale przyzwyczaiłam się do tego. Moje przeczucia sprawdziły się. Przed wejściem do zamku stal Liam. Podbiegając do nas, zapytał się "- Gdzie byliście?" My staliśmy w milczeniu, ale jak zapytał się po raz kolejny, zdenerwował się jeszcze bardziej.
- Po prostu wyszliśmy się przejść. - chciałam uspokoić Liam'a, ale jak zobaczył moją ranę od razu zaczął się wypytywać mnie o wszystko.
Orion się tylko nam przyglądał. Podczas gdy Liam cały czas mi prawił kazanie. Ja nie wytrzymałam i wybuchłam.
- Liam mam już tego dość. Nie jestem dzieckiem, żebyś musiał mnie pilnować. Mam ciebie cały czas słuchać, ale jak ja ci coś powiem to mówisz, że jesteś dorosły i wiesz co robisz. Dlatego ja ci teraz mówię. Też jestem dorosła i wiem co robię. A teraz mi wybaczcie odejdę od was. - po tych słowach odeszłam i poszłam wprost do ogrodu. O dziwo tam zawsze się uspokajałam.

<Orion?>

Od Electro CD Lukas'a

Zapobiec sami? Czyli co? Mamy powstrzymać atak magicznych wilków czy demonów? A może zawrzemy z nimi pokój, aby nie walczyli na naszych terenach? Siedzieliśmy w ciszy, każdy chyba zamyślony, albo przynajmniej ja. U nas w watasze nikt nigdy nie miał żadnych wizji, więc nie wiem co teraz zrobić. W końcu przerwałam ciszę.
- Albo możemy czekać do następnej wizji, albo zgadywać - taka była moja odpowiedź. Może Lucas będzie miał jeszcze drugą wizję? Mam nadzieję, że jeśli tak się stanie, to chodź trochę da nam to jakieś wskazówki. Jednak jeśli nie dostanie wizji w najbliższym czasie, będzie trzeba zgadywać, myśleć i najwyżej coś spiep***my i wszyscy zginą.

<Lukas?>

OD Electro CD Lucyfera

Przygoda... Na samo słowo robi mi się przyjemnie. Najlepsze są takie, gdzie ryzykujesz życie i ledwo co czasem wychodzisz żywo. Ile ja miałam takich ze znajomymi.
Prychnęłam ironicznie.
- Skoro tylko mi zależy, to się nie opłaca - po tych słowach usiadłam i się położyłam. Coś nie wierzę, że nie jest demonem. Możliwe, że ma tak jakby dwie osobowości czy coś takiego. Takie rzeczy też są możliwe.
- Ale ja nie mówiłem, że nie chcę - skierowałam na niego wzrok z delikatną ironią.
- A co lubisz robić, jeśli można wiedzieć? - spytałam, nadal patrząc na niego.

<Lucyfer?>

OD Lukas'a CD Electro

-Nie wiem, to nie było jakieś konkretne miejsce, takie polany znajdziemy w każdej watasze. Ciekawi mnie bardziej kiedy to nastąpi, tego nie mogłem stwierdzić.- odparłem poważnie.
-A inne wizje? W jakim czasie się one spełniały?
-Tamte nie były tak ważne, to były błahostki jak ostrzeżenie przed skaleczeniem się przepowiednia udanych łowów i takie tam, zazwyczaj spełniały się po tygodniu max. Mam nadzieję że teraz trochę dłużej.- przez chwilę zapadła głucha cisza.
-Nie trzeba tego komuś powiedzieć, na przykład alfie?- spytała patrząc na mnie wyczekująco.
-... Nie.- odparłem po namyśle.- Nie, nikt inny nie może wiedzieć, musimy jakoś zapobiec tej wojnie sami. Tylko ja nie wiem jak...

<Electro?>

OD Lucyfera CD Electro

- Nie - odpowiedziałem bez wahania. Aiden był demonem, ale nie ja. Wadera popatrzyła na mnie podejrzliwie. Było w niej coś fałszywego. Tak mówił mi instynkt i oczywiście Aiden. Deszcz lunął z nieba, bez żadnego ostrzeżenia, bez pojedyńczych kropli. Tak jakby ktoś w niebie, po prostu chlusnął całą zawartością wiadra. Electro cofnęła się pod drzewo, by nie zmoknąć. Ociężałe chmury wisiały nisko nad ziemią, więc wleciałem na jedną z nich.
- Hej! Myślałam, że przeżyjemy razem jakąś przygodę - powiedziała z ironią. Mimo tego, że żartowała, to jak chce przygody, to może ją mieć.
- A chcesz jakąś? - zapytałem z uśmiechem.
- Czemu nie - odpowiedziała. - To co robimy?
- Nie wiem, tobie zależy, ty coś wymyśl... - odpowiedziałem jej dość wrednie, a ta prychnęła niezadowolona.

<Electro?>

środa, 16 września 2015

OD Essix CD Matt'a

Szliśmy w stronę watahy, a oczy mi się zamykały. Czułam się dziwnie. Ponieważ tak jak leżałam, wszystko mnie bolało, przekręciłam się, a potem wtuliłam pysk, w sierść na karku Matt'a.
- Matt... - szepnęłam, ale zaraz potem odleciałam. Pustka. Nic. Obudziłam się nad Niezbadanym Jeziorem. Nade mną siedział Matt i mi się przyglądał. Lekko się do niego uśmiechnęłam. Cieszyłam się, że nie wciągał w to Mizu i nie zaniósł mnie do niej. Dalej byłam słaba, leżałam na boku. Strasznie chciało mi się pić. Wstałam chwiejnie na nogi i ruszyłam do jeziora, by się napić. Matt patrzył w jeden punkt zamyślony. Utykałam, ponieważ bardzo bolała mnie lewa przednia łapa. Schyliłam się z trudem i wzięłam parę łyków wody. Dziwnie się poczułam. Z jednej strony łapa już mnie nie bolała, czułam nagły przypływ energii, a w głowie zaczęło mi się kręcić. No tak.. Ta woda jest magiczna. Pewnie na każdego działa inaczej...
- Wszystko w porządku? - Matt jakby się obudził.
- Tak - powiedziałam. Udawałam. Trochę ciężko było mi się skupić, ale całe szczęście Matt się nie zorientował.

<Matt? :3>

wtorek, 15 września 2015

OD Mizu CD Alexa

Alex był bardzo miły i bardzo rozgadany, co mnie lekko zszokowało. Zazwyczaj jak dochodzą nowi członkowie to są naburmuszeniu, zbuntowani czy też nieśmiali co mi nie przeszkadzało, ale dziwnie spotkać kogoś takiego. Kto zawsze jest uśmiechnięty. Dołączając się do polowania, wyprzedziłam Alexa i dałam ponieść się wiatru. Długo to nie trwało, bo coś zaatakowało Alexa.
- Dlaczego zawsze musi to kogoś spotykać. - powiedziałam do siebie głośno. I zawracając przemieniłam się w jedną ze swoich przemian.
 

Ale jak zaczęłam z nim walczyć. Wiedziałam, ze coś jest nie tak. Gdy Alex się otrząsnął zaatakował potwora kulą ognia. Ja dzięki swojej zwinności ochroniłam ''potwora'' i przyjęłam na siebie atak.

<Alex?>

OD Mizu CD Lucyfera

Przez cały dzień chodziłam po watasze. Z resztą tak jak zawsze. Przypatrując się każdemu wilkowi z osobna, mogłam poznać ich lepiej. Po krótkim przemyśleniu, przypomniało mi się, że nie widziałam dzisiaj Lucyfera. Wszystkich spotkałam, ale jego nie. Zaczęło mnie to trochę zastanawiać i z lekka martwić. Powoli zaczęło się ściemniać. Słońce już zachodziło za horyzonty naszej watahy, a Lucyfera jak nie było tak nie było. Czekając na niego przed jego jaskinią, zmartwił mnie jeszcze bardziej odcień księżyca. Pomimo tego, ze wszystkim mógł by się wydawać normalny jak to księżyc. Nie było tak. Księżyc mając inny odcień. A gdy spojrzałam się w stronę gór. Ujrzałam światło, niczym wir o pięknych kolorach. Granat, błękit a w dodatku pomiędzy nimi był złoty. Mało kiedy mogłam ujrzeć coś takiego.
Ale otrząsając się, zrozumiałam, że może tam być Lucyfer. Gdy tylko dobiegłam, jak najszybciej mogłam. Nie mogłam wejść na terytorium gór. Jakaś bariera, otaczała góry. Pomimo, że nie można było jej zobaczyć, ale za to bardzo dobrze poczuć, czy też wyczuć. Nie mogłam uwierzyć, ale nim okrążyłam całe góry. Słońce wstało a ja byłam zmęczona. A raczej padnięta. W głowie wciąż zadawałam sobie pytanie.~ Gdzie podziewa się Lucyfer?!
 Docierając do mojej jaskini w środku zostałam Lucyfera. Widząc jak wstaje i chwyta się za głowę, zaniepokoiło to mnie. Ale upierdliwy tak jak zawsze basior nie słuchał mnie i opowiedział mi co się mu przytrafiło. Ja natomiast w tym czasie przyrządziłam mieszankę ziół, na ból głowy, Lucyfera. Jak i maść która pomoże mu w szybszym leczeniu się zadrapań.
Usłyszawszy ostatnie zdanie, lekko się zaniepokoiłam. Przez ostatnie wydarzenia, jakie przytrafiły się naszej watasze, nie chciałabym aby wszystko było tak jak wtedy.
- Lucyfer czy byś mógł teraz usiąść na spokojnie. - powiedziałam odwracając się z uśmiechem. Tak aby nie zauważył, że się martwię czy czymś martwię.
- Ale po co? - zapytał się
- Bo ja proszę ciebie o to. - powiedziałam, a wilk usiadł. - Proszę połknij to, a po tem zajmę się twoimi zadrapaniami.
- A co to jest? - zapytał, jak by nigdy nie widział lekarstwa.
- To kochany jest tak zwane ''lekarstwo''. Zmieszałam kilka ziół dzięki którym ból głowy powinien ciebie minąć. - powiedziałam lekko się śmiejąc

<Lucyfer?> Ty mój biedaku ^^

OD Matt'a CD Essix

Nie wiedziałem co robić. Kochałem Es, ale i nie traktowalem Est jak przyjaciółkę. Zostało jedno wyjście - odejście z watahy. Nie mówiłem nic Alfie tylko po prostu odeszlem daleko poza tereny watahy. Kiedy nie wiedziałem już gdzie się znajduje usłyszałem cichy głos:
- Matt... - był to głos Essix. Rozejrzałem się i zobaczyłem w oddali leżącą waderę. Szybko tam pobiegłem.
- Co się stało? - zapytałem. Kiedy już miała odpowiedzieć szybko wstacilem:
- Lepiej nic nie mów, jesteś bardzo słaba.
Szybko umieściłem waderę na moim grzbiecie i zacząłem iść w stronę watahy.

<Essix?>

OD Lucyfera - Quest 6

Rano, zaraz po obudzeniu wstałem i przeciągnąłem się. Byłem wyspany, co poprawiło mi humor na dzień dobry. Ruszyłem w stronę jeziora, by się wykąpać. Woda w jeziorze była przyjemnie chłodna. Słońce grzało, a wiatr lekko powiewał. Wskoczyłem do jeziora. Po chwili małe fale ustały. Dopłynąłem do dna, a następnie się od niego odbiłem i wyleciałem nad wodę. Razem ze mną wyfrunęło kilka tysięcy  kropli. Uspokoiłem się. Szybko pozbyłem się wody z sierści, zapalając się, a po chwili gasząc. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Poleciałem na (mniej więcej) środek jeziora. Usiadłem i zamknąłem oczy. Skupiłem się na wodzie. Powoli, a nawet bardzo powoli z wody zaczęły się unosić kule wody, a następnie krążyć wokół mnie. Od jakiegoś czasu ćwiczyłem tą sztuczkę. Niestety tak się podekscytowałem, że kule opadły, a woda znów się wzburzyła. Zbeształem się w duchu, lecz mimo to byłem zadowolony z tego co zrobiłem. Luźnym truchtem pobiegłem na Złotą Łąkę. Nie zaszkodziło by coś zjeść... Nie była to długa droga, więc szybko dotarłem na miejsce. Od razu spostrzegłem stado danieli. Jeden z nich utykał. Miał sporą ranę na tylnej nodze. Mimo ułatwienia, zostawiłem go. Za to, za cel ustawiłem sobie wielkiego, silnego i zdrowego samca. Podszedłem tak blisko stada jak się dało, a potem skoczyłem na daniela. Wbiłem pazury w jego zad. Zaczął on dziko wierzgać. Nie udało mi się utrzymać. Runąłem na ziemię, lecz od razu się podniosłem. Skoczyłem w pościg za zwierzęciem. Biegłem równo z nim. Kiedy wbiegliśmy do lasu, zacząłem go spychać na drzewa. W pełnym galopie wbiegł w drzewo, ale nie zmarł. Leżał nieprzytomny. Wykorzystałem okazję, by zjeść. W prawdzie nie był szczęśliwy, ale mogę też pić inną krew. Wbiłem zęby w okolicach szyi. Krew buzująca w jego żyłach niemal sam wpłynęła mi do pyska. Kiedy skończyłem, moja beżowa sierść na pysku była czerwona. Wróciłem na polanę. Miałem ochotę się przejść. Szedłem z zamkniętymi oczami wsłuchując się w dźwięki natury. Otworzyłem oczy. Coś niebieskawego mignęło przede mną, a potem urwała mi się taśma. Nic. Miałem wrażenie, że obudziłem się prawie od razu, lecz księżyc był już zawieszony na niebie, co znaczy, że minęło trochę czasu. Wstałem i rozejrzałem się dookoła. Byłem na jednym z większych szczytów gór Północy. Chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie. Niestety nie udało mi się przejść pięciu kroków, a przede mną pojawił się wir z iskier. Część była granatowa, część błękitna, a między nimi mieniło się trochę złotych. Te złote tak świeciły, że musiałem przymknąć oczy. Nie pozwoliły mi postawić już żadnego kroku. Całe szczęście wir nie był zamknięty od góry. Wzleciałem w powietrze i szybko wyleciałem z wiru. No... Raczej próbowałem, bo wyraźnie nie chciał mnie wypuścić. Wydłużył się i stworzył ,,dach''. Opadłem na ziemię.
- Ciekawe czy uda mi się przez To przejść? - pomyślałem. Ryzyk fizyk. Włożyłem łapę w iskry. Nic się nie stało. Poszedłem dalej. Byłem już do połowy na zewnątrz. Dalej nic się nie działo. Przeszedłem cały. Wir zniknął tak szybko jak się pojawił. Lekko oszołomiony miałem ochotę wrócić do domu. Mimo wszystko, schodzenie z góry, do najłatwiejszych nie należy.
Sprężyście kroczyłem ścieżką prowadzącą w dół gór. Nagle przed sobą zobaczyłem klepsydrę. Przede mną znów pojawiły się iskry. Całe szczęście zostawiły mnie w spokoju. Podniosły klepsydrę i nią zakręciły. Znowu ciemność. Tym razem obudziłem się po paru minutach. Znowu byłem na szczycie góry. Kiedy wstałem, zobaczyłem jak iskry zlatują do podnóża gór. Ruszyłem biegiem, a by było szybciej, pomagałem sobie skrzydłami. Na dole, ledwo udało mi się wyhamować. Przede mną, na ziemi mienił się portal i mienił się tymi samymi kolorami co wir. Patrzyłem na niego chwilę, a potem, szybko do niego wskoczyłem. Znalazłem się w pewnym dziwnym miejscu. Przypominał poczekalnie. Nie czułem tu upływu czasu. Było przyjemnie. Nie za gorąco, nie za zimno. Wokół była pustka. Stałem na niczym. Wokół była tylko biel. Usiadłem i obserwowałem otoczenie. Na początku była nicość, lecz po chwili zobaczyłem, coś, co przypominało grupę świetlików. Możliwe, że była to tylko halucynacja... W tym momencie poczułem, że coś mnie ciągnie. Przypominało to malutkie, ale wyjątkowo długie, czarne, ludzkie ręce. Próbowałem się wyrwać, ale całe mnie oplątały i uniemożliwiły ucieczkę. Czułem się, jakby ktoś rozrywał mi duszę. Nie mogłem wezwać Aiden'a. Czas którego nie było w ,,poczekalni'', teraz już tu był i był bardzo przyspieszony. Znów wylądowałem w bieli. Ale tym razem za mną i przede mną znajdowały się wielkie wrota. Także przede mną był jakiś stwór przypominający wilka. Odwrócił się do mnie pyskiem i obserwował co robię.

- Gdzie jestem? - zadałem oczywiste pytanie.

- W Prawdzie - odpowiedziało stworzenie mistycznym głosem.

- Czym jest prawda? - kolejne pytanie, którego mógł się spodziewać każdy.

- Sam się dowiesz. - uśmiechnął się tajemniczo, a następnie oddał ukłon przed jednymi z drzwi. Wrota za mną otworzyły się. Zobaczyłem w nich oko. Z ów oka zaczęły wychodzić te czarne ręce i znów mnie łapać. Wciągnęły mnie do środka. Wokół widziałem obrazy. Obrazy z mojego życia, a także takie, których nie znałem, więc pomyślałem, że jest to przyszłość. Wszystkie obrazy zaczęły wpływać do mojej głowy. To straszy bolało, miałem wrażenie, że głowa mi eksploduje. Po chwili znów byłem na terenach watahy. Tym razem znów byłem na Złotej Polanie. Strasznie kręciło mi się w głowie. Miałem halucynacje. Ledwo udało mi się wstać. Mimo to, ruszyłem do Mizu, gdyż miałem wrażenie, że są to ważne informacje. Po dłużącej się, drodze, w końcu dotarłem do jaskini alfy. Niestety tam jej nie zastałem. Wszedłem do jej domu, i usiadłem. Niestety byłem zbyt zmęczony i usnąłem. Kiedy się obudziłem, było koło południa, bo słońce było wysoko na niebie. Nade mną stałą Mizu.

- Mizu! - gwałtownie wstałem, a głowa znów zaczęła mi pękać, więc przyłożyłem do niej łapę.
- Wszystko w porządku? Może usiądziesz? - zapytała troskliwie, a po plecach przeszedł mi dreszcz.
- Nie trzeba - odmówiłem i opowiedziałem wszystko waderze.
- Ale wiesz, czym były te iskry? - zapytała.
- Tak. To myślące stworzenie. Lecz z tego co widziałem w Prawdzie, to jest wrogo nastawiony...

<Mizu? Słów jest 959. Gdybyś chciała na przyszłość, to masz licznik słów: http://ile.liter.pl/slow.html    Jeszcze jedno: pamiętaj, że jestem odporny na magię, więc gdybyś chciała mnie uleczyć, możesz tylko naturalnymi sposobami>

poniedziałek, 14 września 2015

OD Electro CD Lukas'a

Zdziwiły mnie jego słowa. Walka? Demony? Wilki? Chaos? Widzenie przyszłości? No dobra. W to ostatnie uwierzę, jednak czy to prawda? Równie dobrze mogła to się okazać iluzja, albo przewidzenia. A nawet żart z jego strony, jednak w oczach widać było, że nie kłamie. Gdyby jednak tak było, to kiedy? Jeśli tyczy się naszej watahy... Może zacznijmy od tego, że w watasze jak na razie poznałam dwa demony, a na pewno jest ich więcej. Wogle skąd oni się biorą? Jeśli dojdzie do walki, to raczej będę walczyła ze swoimi, z magicznymi wilkami z tej watahy. A demony? Tak wogle czy to chodzi o nas? Może to ma po prostu nas wszystkich ostrzec przed chaosem? Spojrzałam na wodę i myślałam, patrząc na swoje zniekształcone odbicie w wodzie. W końcu na niego spojrzałam.
- Nigdy nie myślałam nad przyszłością. Teraz ją znając, nawet nie wiem co mam myśleć. Raczej wiesz, ile jest możliwości. To może nas ostrzegać przed wojną, która zniszczy watahę, a równie dobrze, może mówić, że to nasza wataha weźmie w tym udział. A ty co o tym myślisz?

<Lukas?>

OD Essix CD Matt'a

Po tym spacerze ciągle mnie unikał. Zobaczyłam go na polanie z paroma wilkami, więc podeszłam, by go przywitać, ale on udał, że mnie nie widzi i zaczął prowadzić ożywioną rozmowę z jakimś basiorem. No trudno. Poszłam coś upolować, ale moje myśli krążyły wokół Matt'a i nic nie udało mi się złapać. Potem poszłam nad jezioro. Leżałam w spokoju i ciszy, patrząc się w taflę wody pustym wzrokiem.
- Czyżby mnie nie lubił? - myślałam. Matt był dla mnie bardzo ważny. Przyjaźniliśmy się od kąd dołączyłam do watahy. Wstałam i ze łzami w oczach ruszyłam do swojej jaskini. W lesie zobaczyłam Matt'a i nie do końca wiedząc co robię, wyskoczyłam przed niego.
- Czemu mnie unikasz? - byłam pewna, że łzy polecą mi po pysku, ale jakby coś je trzymało.
- Coś... Jak Ciebie ostatnio spotkałem... Wiele się zmieniło i... - powiedział w końcu.
- Chodzi o Esterę? - zapytałam coraz bardziej bezsilna i z beznadziejnym samopoczuciem.
- Nie... Tak... Nie! - próbował się wytłumaczyć coraz bardziej poirytowany. Po chwili uciekł. Nie wiem gdzie biegł, ale odwróciłam się w stronę jaskini i nie mając co robić leżałam w niej do wieczora. Właśnie wtedy wyszłam, by poszukać towarzystwa. Ruszyłam na polanę. Był tam jeden, jedyny wilk. Matt.
- Matt? Co się stało wczoraj? - zapytałam powoli i starając się, by głos mi się nie załamał.
- Nic - odparł leniwie.
- Matt! Co się z Tobą dzieje?! - krzyknęłam bezsilna.
- To jakieś przesłuchanie, czy co?! - wrzasnął na mnie. Wybuchł. Wyładował się. Na mnie... Od razu pobiegłam w stronę jeziora, tak szybko jak mogłam. Żal, smutek i adrenalina dodawały mi sił. Nie chciałam o niczym myśleć, więc skupiłam się na udeżaniu moich łap o ziemię. Kiedy w końcu przestałam, zrozumiałam, że jestem daleko poza watahą. I w tym samym momencie runęłam na ziemię, czując jak bardzo się nadwyrężyłam. Leżałam tak z płytkim i szybkim oddechem.


<Matt? Tylko proszę, nie chcę mdleć!>

niedziela, 13 września 2015

OD Matt'a CD Essix

Essix... Czemu musiałem się na nią natknąć? Teraz jestem rozdarty. Już pogodziłem się z tym, ze nigdy nie będziemy razem i zacząłem układać sobie życie na nowo z kimś innym. Kiedy znów ją spotkałem nie jestem pewien już co do moich uczuć. Wróciła i znów namieszała mi w głowie. Podczas spaceru byłem nieobecny co Na pewno było bardzo widoczne. Cały czas zastanawiałem się czy wolę Est czy Essix.
- Hej, wszystko w porządku? - zapytała patrząc na mnie z uśmiechem.
- Tak. - odpowiedziałem niepewnie i znów się rozejrzałem. Nie chciałem, żeby Estera zobaczyła mnie z Essix. Wiadomo co by sobie pomyślała. Kilka następnych dni było dla mnie strasznie nerwowych. Starałem się unikać Es. Nie wiedziałem jak się jej wytłumaczyć. "Mogłem tu nie wracać, nie spotkać jej, nie urodzić się!" - pomyślałem. To wszystko mnie dobijało. W końcu Kiedy wyszedłem z watahy spotkałem Essix.
- Matt, czemu mnie unikasz? - zapytała. Byłem trochę poirytowany jak i zawstydzony. Podeszłam do niej i odpowiedziałem po chwili.
- Wiesz... oś nad ostatnio Ciebie widziałem dużo się zmieniło i... - zacząłem.
- Chodzi o tą nową? - zapytała przerywając mi.
- Nie... Tak, nie... - próbowałem się tłumaczyć, ale jak widać nie wychodziło mi. Kiedy chciała mi zadać jeszcze jedno pytanie uciekłem. Od tamtej pory znów zrobiłem się zimny i oschly. Dla wszystkich, bez wyjątku. Wieczorem znów spotkałem waderę.
- Co się stało rano? - zapytała.
- Nic. - powiedziałem okazując swoje zniechęcenie.
- Co się z tobą dzieje? - zapytała.
- Co tyle pytań?! To jakieś przesłuchanie, czy co?! Mam już tego dość! - wrzeszczałem. Nadszedł ten moment w którym pękłem. Nie dało się już tego cofnąć. Jakbym tylko mógł to zrobić...

<Essix?>

OD Essix CD Matt'a

Rano wyszłam z jaskini. Słońce przebłyskiwało przez śnieżnobiałe chmury. Na ten widok się uśmiechnęłam. Sprężystym krokiem ruszyłam nad jezioro. Strasznie chciało mi się pić. Idąc obserwowałam latające ptaki. Latały, ukazując wszystkie swoje barwy. Grzywka opadła mi na oczy, a ja odgarnęłam ją ruchem głowy. W końcu znalazłam się nad jeziorem. Spokojnie pochyliłam się nad lustrem wody i zaczęłam ją chłeptać. Nagle, ktoś popchnął mnie tak, że wpadłam do wody. Szybko wypłynęłam na brzeg i ujrzałam Matt'a! Serce fiknęło mi koziołka. Mimo, że byliśmy dobrymi przyjaciółmi, po Wielkiej Wojnie nie widzieliśmy się ani razu... Uśmiechnęłam się i nawet się nie otrzepując skoczyłam do basiora. Skoczyłam na niego z takim impetem, że o mało go nie wywróciłam! Kiedy złapał równowagę, również objął mnie łapą. Staliśmy tak chwilę w bezruchu i ciszy. Po chwili Matt powiedział:
- Co u Ciebie? - uśmiechnął się szeroko.
- W porządku, ale brakowało mi przygód, które razem przeżyliśmy - popatrzyłam na niego porozumiewawczo. Otrzepałam się, gdyż woda w dalszym ciągu ze mnie kapałam. Miałam teraz śmiesznie napuszoną sierść. - A u Ciebie?
- Też. Poznałaś nowe wilki w watasze? - zmienił temat.
- Nie, ale Mizu mówiła mi o Orionie i Esterze. Znasz ich?
- Oriona nie znam, ale Est, tak.
- Miła jest? - rozejrzał się nerwowo, a potem, skutecznie, unikzł mego wzroku.
- Tak - powiedział po chwili. - Może się przejdziemy?
- Chętnie - odpowiedziałam. Czemu tak się zachowywał? Czy ta wadera mu się podoba? Zostawiłam te myśli przy jeziorze, a my ruszyliśmy na spacer.

<Matt? ^^>

OD Parysa CD Charlott

Charlott i Moon nie zamieniły ze sobą dużo zdańmi, a raczej tylko jednym. Poprosiła mnie abym wreszcie je wypuścił. Ale to co mnie zasmuciło i w dodatku rozzłościło to to, że uważała, że do niej nic nie czuję. Wciąż ją kochałem, ale nie wiedziałem jak to jej powiedzieć czy też wytłumaczyć. Opuszczając barierę z piorunów, podbiegła do mnie i podziękowała. Sam nie wiedziałem za co, ale u niej to chyba normalne.
- Gdzie idziesz? - zapytała się Charlott za moich pleców.
- Nie ważne. - odpowiedziałem i odszedłem. A znikając pośród drzew spojrzałem się ostatni raz na nią. Moon podeszła do Charlott i zaczęła coś do niej mówić, a ja odszedłem.

<Charlott?>

OD Lucyfera CD Zefira i Mizu

Basior coś szeptał. Rozumiałem z tego tylko nieliczne słowa, ale w pełni zrozumiałem jego zamiar; zabić tych dwóch. No... A tak dokładniej to dopilnować, by zdechli niczym śmiecie. Skoro ma być zabawa, to czemu miałbym ją omijać? Nie zależało mi na tym, by pomóc Zefirowi. Liczył się cel. Basior dalej coś mówił, a ja grzecznie się wycofałem. Wilk spojrzał się na mnie inteligentnymi oczami, a na jego pysku widać było zdziwienie. Uniosłem się w powietrze, lecz na tyle nisko, by lecieć pod koronami drzew. Ruszyłem szybko i gwałtownie jakby coś mnie oparzyło. Basior od razu się domyślił o co mi chodzi. Ja leciałem tuż pod liśćmi na drzewach, a basior równie szybko biegł na moim cieniu. Było to dla niego ułatwienie, gdyż nie znał tutejszych terenów, a gdyby się patrzył na mnie, to za pewne już dawno przydzwonił by w drzewo. Jezioro nie jest wielkie, więc droga nie zajęła dużo czasu. Kiedy byliśmy blisko zbiegów basior przychamował. Oddychał ciężko i bardzo szybko, jakby dostał zadyszki. Po chwili się ogarnął i zaczął się do nich skradać. Napiął mięśnie gotowy do ataku. Już miał wyskoczyć, lecz jak strzała zleciałem przed niego i przytrzymałem go.
- Odejdź, bo znów uciekną! - warknął bardzo cicho, by nie zdradzić naszej kryjówki.
- Nie odejdę, - powiedziałem stanowczo - bo zepsujesz nam zabawę!
Zefir chwilę się zastanawiał, a po chwili uspokoił się. Kiwnął głową. Uśmiechnąłem się z wyższością, co chyba mu się nie spodobało. Natychmiast zwrócił oczy ku dwóm basiorom. Zrobił to samo co wcześniej ze mną. Patrzył się na nich lodowatym wzrokiem, próbując ich przewiercić na wylot.
- Poczekaj, mam pomysł - powiedziałem, po czym zmieniłem się w człowieka. Zawsze jest to bolesne, ale się przyzwyczaiłem. Po chwili stałem przed Zefirem jako człowiek. Przechylił łeb, w geście zdziwienia. Uśmiechnąłem się krzywo, a następnie, wyszedłem przed dwa wilki, jak gdyby nigdy nic. Popatrzyli się na mnie, a następnie przyjęli pozę do ataku. Wpadli w pułapkę. Nakazałem Aiden'owi przytrzymać ich w powietrzu, lecz nic im nie zrobić. Odwróciłem się do Zefira. Zrozumiał o co mi chodzi i stanął obok mnie. Znów zamieniłem się w wilka. W prawdzie strasznie się krzywiłem i raz nawet jęknąłem z bólu. Po chwili byłem sobą.
- Ty bierz jednego, a ja wezmę drugiego. - kiwnął głową na tak. Zefir skoczył agresywnie na Feather'a, a ja zająłem się Tero. Aiden go puścił, a wilk spadł na ziemię. Wziąłem rozmach łapą i przykułem go do drzewa za szyję. - Zginiesz śmieciu... - powiedziałem mu do ucha, a następnie zacząłem działać. Z ognia stworzyłem bicz. W oczach Tero widniało przerażenie. Biczem uderzyłem go w ogon. Zaskamlał, a potem zawył. Jego ogon płonął żywcem. Biegał jak oszalały. Teraz użyłem mocy Fascino Della Morte. Basior padł na ziemię, jakby został sparaliżowany. Szczerze powiedziawszy, nawet nie wiem co Zefir robi z Featherem... Ogon Tero już nie płonął. Leżał z częścią sparaliżowanych mięśni, pogrążony w czymś podobnym do depresji i z pustym wzrokiem. Feather zawył donośnie.
- Czemu tak przeraźliwie wyją?! - usłyszeliśmy za sobą głos Mizu. Oboje się odwróciliśmy. Mizu nie była zadowolona... - Czemu to robicie?!
Patrzyła się na nas z przerażeniem.
- My... - zaczął Zefir, lecz Mizu mu przerwała.
- Zabierzcie ich do mojej jaskini, spróbuję ich wyleczyć...
- Tego już nie wyleczysz, nie da się odwrócić mojego czaru - wskazałem łapą na Tero - za parę dni umrze.
Oboje się na mnie patrzyli. I Zefir, i Mizu.

<Zefir? Mizu?>

OD Alexa CD Mizu

Popatrzyłem na Mizu.
Ja ? - długo podróżowałem,czas wreszcie odpocząc,a po za tym
należę do tej watahy,od nie dawna.
- Na prawdę ? Słyszałam,że ktoś zawitał na nasze tereny. - szukałam ciebie.
Uśmiechnąłem się lekko.
- W takim razie chyba mnie znalazłaś! - zaśmiałem się.
Później nie rozmawiając,poprowadziłem Mizu nad. złocistą polanę.
Tak szczerze,byłem głodny...a tam były dobre jelenie.Może zaproponuję Mizu
polowanie ? Po krótkiej wędrówce,bez problemowo dotarliśmy na miejsce.
- Hmm co powiesz na polowanie ? - spytałem po chwili.
- Jak chcesz.
Nie kontynując rozmowy,zacząłem ścigać dużego rogacza,po minucie Mizu
poobiegła za mną.

<Mizu ? ;3>

sobota, 12 września 2015

OD Oriona CD Mizu

Furgonetka zatrzymała się. Facet wyciągnął mnie z niej i zaprowadził do jakiegoś opuszczonego domu. Tam przywiązał mnie do jakiejś rzeczy. Otworzył niewielką skrzynię i wyciągnął z niej paralizator, po czym zaczął do mnie powoli podchodzić. Starałem się jakoś wydostać i uciec, lecz na marne. Mężczyzna poraził mnie. Zemdlałem. Kiedy otworzyłem oczy, ujrzałem stojącą nade mną Mizu, która uśmiechnęła się. Ja usiadłem.
- Och Mizu, jak dobrze cię widzieć - powiedziałem. Mój głos był dosyć robotyczny.
- Mi też. Co z twoim głosem? - rzekła wadera.
- Sam nie wiem.
- Jesteś cały?
- Tak. Ale ty nie...
- E tam, to tylko niewielka rana.
Nagle mężczyzna jęknął.
- Chodźmy stąd - powiedziała Mizu. Udaliśmy się wolnym krokiem do zamku. Przez całą drogę milczeliśmy. Kiedy dotarliśmy na miejsce, zobaczyliśmy Liam'a. Chłopak podbiegł do nas i zapytał:
- Gdzie byliście?
Popatrzyłem na Mizu, a potem na Liam'a. Staliśmy w milczeniu przez jakieś trzy minuty. Po tym czasie Liam powtórzył:
- Gdzie byliście?

<Mizu?>

Od Charlotte CD Parysa

- Parys! - warknelam. Ten nie odezwal sie. Moon odwróciła się w moją stronę. Nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Panowała bardzo napięte atmosfera.
- No... to co tam u Ciebie? - zapytałam najgorsze pytanie jakie da się zadać. Nie ma niczego innego co by aż tak zepsuło początek rozmowy.
- Tak... jak kiedyś, a u Ciebie? - zapytała. Nie podobało nam się co Parys zrobił.
- Tak samo... - odpowiedziałam. Nastała długa głucha cisza.
- Parys, dlaczego mi to robisz? Jeżeli wciąż jesteśmy chociaż przyjaciółmi, to proszę, wypusc nas stąd. - powiedziałam miłym i jednocześnie znudzony tonem.

<Parys? brak weny>

OD Matt'a CD Estery

Zdziwiony ruszyłem w drugą stronę. Było mi źle z tym co powiedziała. Po pewnym czasie usłyszałem wycie. Na początku myślałem, że to nieznajomy. Dlatego zignorowała to, ale po czasie zorientowałem się, ze to Est. Zatrzymałem się i zacząłem biec w stronę z której to usłyszałem. Biegilem jak najszybciej się dało, a kiedy dotarłem do miejsca, gdzie Napewno coś się działo z udziałem wadery jej już nie było. Był tylko dół i jej ślady.
- Estera! - zawołałem zrozpaczony. Wtedy zrozumiałem, ze to nie będzie takie proste ją znaleźć. Zacząłem biegać dookoła i wołać ją. W końcu doszła do mnie Mizu i zapytała się co tam się działo. Opowiedzialem jej o wszystkim. Nastała głucha cisza.

<Estera? Mizu?> brak weny

OD Estery CD Mizu

W tym momencie poznałam czym jest prawdziwa klęska urodzaju. Jakiś czas temu miałam na głowie jakąś tam jaskinie z uwięzioną w niej wilczycą, a teraz usłyszałam dwie wersje tego samego mitu i to prawie ze sprzeczne ze sobą. Oczywiście zamierzałam pójść z Mizu do tej jaskini gdziekolwiek, by to było. Nie wiem tak naprawdę an co liczyłam. Może po prostu wciąż żywiłam naiwną, płonną nadzieje, że znajdę tam odpowiedzi. Szłam wiec spokojniejsza już nieco do jaskini, bo choć to co usłyszałam niewiele wyjaśniało czułam, że jestem coraz bliżej poznania sekretu. Jedyne pytanie jakie wciąż tłukło się w mojej głowie to: dlaczego ja? Przecież nie wyróżniałam się niczym niezwykłym. Ostatecznie pewnie na świecie istniało mnóstwo kryształowych wilków. Z tymi myślami układałam się do snu. Wydeptałam sobie grunt pod posłanie i zwinęłam się w kłębek. Wreszcie ułożyłam pyska na łapach i przymknęłam oczy. Miałam nadzieję na spokojną noc bez wizji i innych dziwnych historii. Słysząc trzepot skrzydeł niechętnie uchyliłam jedną powiekę. Do jaskini wleciał Argo pod postacią sikorki.
- Wydaje mi się że nie jesteś nocnym ptakiem... - stwierdziłam ostrożnie z lekką nutką złośliwości.
- Aleś ty się mądra ostatnio zrobiłaś - odgryzł się - ale niestety muszę pilnować pewnego wilka, który pałęta się po nocy...
Feniks nadal w ptasiej formie wcisnął się w szczelinę w skałach i wtuliwszy się w miękkie piórka zasnął. Jak ja uwielbiałam tą jego zdolność do zasypiania na zawołanie. Wreszcie zasnęłam. We nie znów błąkałam się po lesie nagle ujrzałam przed sobą kryształowego ducha. Chciałam go o coś pytać, ale  nie mogłam dobyć z siebie głosu. nagle wilk zatrzymał się i usiadł i zaczął śpiewać.
"Labiryntem życie nasze co mami i łudzi wzrok
By się zagubić wystarczy jeden nieuważny krok
Lecz splata nas przecież mocna nić przeznaczenia
Co łączy nierozerwalnie przeszłość i wspomnienia
A jeśli wreszcie chcesz się wydostać i wolna być
Mocno w swych łapach ściskaj przewodniczkę nić
By ją uprząść weź mocną jedwabną pajęczą nić
I o północy na polanę przy czarnym jeziorze z nią idź
Zanurz ją odważnie w atramentowej wodzie
niech feniks kłębek splecie długi i lśniący
Do jaskini prowadzący
posrebrzy pyłem właściwej drogi
Nawinie na dwunastoletniego jelenia rogi
Wypali w ogniu lodowym
i naznaczy znamieniem purpurowym
On cię jak przyjaciel nigdy nie zdradzi
 I do celu pewnie poprowadzi"
Wilk an chwilę zamilkł i wpatrzył mi się w oczy.
- Czy jesteś gotowa przyjąć swoje przeznaczenie
Pokiwałam głową rozumiejąc doskonale z czym się to wiąże. Duch dotknął mnie w bok i ujrzałam niewielkie błękitne znamię w kształcie kwiatka. Znak palił nie miłosiernie, ale nie okazywałam bólu. Wiedziałam że to moja decyzja i muszę ponieść jej konsekwencje. Wreszcie znak zbladł.
- Ujawni się gdy będzie potrzebny, na razie znajdź nić...
Przebudziłam się rozglądając nerwowo, ale wnet łagodne światło gwiazd uspokoiło mnie i spokojnie zasnęłam. Rano obudziło mnie łagodne potrząsanie. Zerwałam się na równe nogi. Przede mną stała Mizu.
- Wstawaj śpiąca królewno, wstawaj... chciałaś tak koniecznie zobaczyć tą jaskinie a teraz śpisz jak zabita
- przepraszam - szepnęłam zawstydzona i posłusznie podążyłam za alfą która już zmierzał w kierunku wyjścia z jaskini.

<Mizu?>

piątek, 11 września 2015

OD Mizu CD Oriona

Zasnęłam szybko, ale też i szybko obudziłam się. Mało kiedy miewałam koszmary, ale dzisiejszy był najgorszy. Otrząsając się, zaczęłam rozglądać się po pokoju. O dziwo nie było w nim Oriona co mnie trochę zaskoczyło ale też i zaniepokoiło. Wychodząc z pokoju przyleciała do mnie mały duszek, mówiąc mi, że Orion ktoś porwał. Wybiegłam szybko na plac zamku gdzie odkryłam bardzo szybko ślady auta. Biegnąc za nimi miałam nadzieję, że nie przyjdę za późno. Docierając do miejsca w którym ślad się urywał, zobaczyłam furgonetkę. Dom był oddalony od miasta jak i wsi. Opuszczony i stary dom, ale wciąż stojący o dziwo. W tem usłyszałam wycie Oriona. Zakradając się tak szybko jak to możliwe do środka budynku, szłam za tropem Oriona. Docierając do jakiegoś pomieszczenia, stanęłam przed drzwiami i zerknęłam przez szybę. Tam zobaczyłam zakneblowanego Oriona. A mężczyzna o dziwo mi znany stanął przed Orionem z jakimś niebezpiecznym narzędziem. Wtedy wpadłam w furie. Nie kontrolując się, rzuciłam się na mężczyznę. Mężczyzna miał przy sobie pistolet, którym próbował mnie postrzelić. Nie udawało jednak mu się to. Niekończący się huk wystrzeliwanych strzał z pistoletu tak jak w moim śnie, to kiedy jak widziałam we wspomnieniach jak ginie Hana...wszystko jak by chciało się powtórzyć. Mężczyzna wycelował wprost w basiora. Wystrzelona przez niego kula trafiła we mnie, ale stając dalej na łapy. Zaczęłam walczyć. Orion jak by spał czy też śnił, pewnie z bólu jaki zadał mu ten człowiek. Ugryzłam człowieka w rękę i opuszczając pistolet z dłoni, odrzuciłam go na ścianę pokoju. Z mojej rany która była na przedniej łapie u góry leciała krew. Podeszłam do basior nie przejmując się rana i uwalniając go z powrotem wróciłam do swojej normalnej formy. Orion otworzył oczy po upłynięciu trochę czasu. Ja bardzo się ucieszyłam a z moich oczu zaczęły płynąc łzy.
- Dziękuję, dziękuję...zaczęłam mówić do siebie w myślach.

<Orion?>

OD Lukas'a CD Electro

Wzruszyłem lekko ramionami. Każdy ma swój gust, ja na przykład lubię takie spokojne miejsca chociaż nie tak jasne. Podszedłem do wadery, usiadłem obok niej w wodzie i zamknąłem oczy. Myślałem o przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Przeszłość jest nieważna, przyszłość jest niewiadomą, a teraz... No właśnie. Wtedy mój umysł zaczął jakby uciekać i ukazał mi się obraz. Szybko odgadłem, że to oznacza kolejną z moich wizji więc skupiłem się. Zobaczyłem czerwone niebo i czarne pustkowie, chociaż nie za bardzo puste. Szalała tam wojna, wojna między wilkami a demonami, okrutna i krwawa. Basiory przybrane w zbroje starały się odeprzeć armię demonów o martwych oczach łaknących śmierci, wadery uciekały z młodymi w las, panował chaos, słychać było krzyki przerażenia i szaleńczy śmiech demonów. Otworzyłem szybko oczy i łapczywie zaczerpnąłem tchu jakbym przed chwilą się topił. Rozejrzałem się dookoła, Electro nadal siedziała obok, ale teraz patrzyła na mnie z niepokojem, ku mojemu zadowoleniu nie zadawała pytań. Spuściłem wzrok. To co zobaczyłem... Czy to się spełni? A jeśli tak to po której będę stronie? To prawda nie lubię wilków, uwielbiam zabijać i marzę by wziąć udział w jakiejś wojnie, ale ta była nie równa. Przecież nawet szczeniak wie, że wilki zwykłe i magiczne nie mają szans z demonami. I dlaczego w ogóle oni walczyli? Przez całe życie nie widziałem innego demona więc skąd cała armia?- Te pytania kłębiły mi w głowie. Wiem, że przyszłość da się odmienić, żeby tylko wiedzieć jak. Nagle odezwałem się poważnie do wadery.
-Electro, umiem przewidywać przyszłość. Właśnie miałem wizję...- opowiedziałem jej wszystko co widziałem, nie wiem czemu to zrobiłem, słowa same płynęły mi z ust, czułem że komuś muszę to wyznać, a że znam w tej watasze tylko dwa wilki padło właśnie na nią.

<Electro?>

czwartek, 10 września 2015

OD Firefly - "Tułaczka męczennicy"

Zima
Mróz zdawał się ignorować płonące ognisko, wokół którego ułożyły się przeróżne zwierzęta, tworząc ciasny krąg. Dzięki temu mogły czerpać ciepło zarówno z ciał sąsiadów jak i z ogniska. Wizja zamarznięcia na krótki czas pogodziła odwiecznie skłócone stworzenia – i tak sarna zasnęła, trzymając na swym grzbiecie dzieci rysia, zające leżały spokojnie obok lisiej kity, sowa chroniła swoimi skrzydłami myszy od silnego wiatru. Śnieg prószył delikatnie, płatki śniegu wirowały w powietrzu, opadając powoli na sierść lub pióra. Nikt nie zamierzał przerywać cudownej harmonii, błogość wydawała się w tamtym momencie najlepszym wyjściem.
– Jak umierać z zimna, to przynajmniej w świętym spokoju – powiedział stary wilk, patrząc przyjaźnie na młodego jelonka, który właśnie spoczął obok niego.
– Nie umrzemy z zimna – mruknął ryś, szczerząc kły. – Czemu nie możecie tego zrozumieć? Przeżyjemy! Póki ja żyję i posiadam moc ognia, będziemy bezpieczni.
– Dobrze, Ben. Ale nie obarczaj się tą odpowiedzialnością – odezwał się tajemniczy głos. Wszystkie zwierzęta natychmiast spojrzały w kierunku, z którego się on rozszedł. Łuna ognia nie sięgała nieznajomego, ale wszyscy wiedzieli, że nie jest to stworzenie złe. – Nie obarczaj się odpowiedzialnością za nich, bo tobie przeznaczono pomóc mnie, nie im – po tych słowach w świetle ogniska pojawiła się brązowa, drobna wadera. Jej gęsta sierść zapewne doskonale chroniła ją przed zimnem, jednak ciężko było to 100-procentowo potwierdzić. Patrzyła spokojnie swoimi błękitnymi oczami i studiowała zachowanie zgromadzonych.
– Kim jesteś? - odezwał się stary, czarny wilk.
– Nikim dla was ważnym. Muszę wam jednak coś powiedzieć, a to co powiem, już ważne może być – zwierzęta popatrzyły po sobie niepewne, ale pomimo krzty niezdecydowania postanowiły zgodzić się wysłuchać nieznajomej.
– Wyśniłam waszą zgubę – powiedziała krótko, spoglądając po wszystkich. Miny zwierząt były do przewidzenia, każdy się zdziwił i przeraził. – Śnieg was pochłonie na wieczność. Wszystkich, oprócz tego, który w swych łapach dzierży ognisty miecz.
– Możesz jaśniej? - zapytał ryś imieniem Ben.
Firefly wiedziała, co muszą czuć zwierzęta. Chciała im pomóc, uratować młode istnienia jak i te stare, zawierające w sobie mnóstwo mądrości. Niestety nie miała na to pozwolenia. Nie jej zadaniem było zmieniać czyjeś przeznaczenie. To co zostało zapisane w gwiazdach, już nie ma prawa się zmienić, przynajmniej nie z ręki – lub łapy – zwykłego śmiertelnika. Wielka była rozpacz wadery, gdy we śnie widziała umierające pod tonami śniegu młode ptaki, serce zdawało się jej pękać, gdy przed oczami pojawił się obraz konających w męczarniach wilków i saren. Bezsilność nie raz przerastała wilczycę, ale nie miała prawa się poddać. Każdemu zapisano przeznaczenie, Firefly posiadała również swoje, którego jednak jak do tej pory nie potrafiła odczytać. Jak gdyby gwiazdy nie ustawiły się w stałym miejscu i przemieszczały się, gdy wadera podejmowała jakieś decyzje.
– Jest pośród was ognisty wojownik, który poczuje ogromną bezradność, gdy jego ogień nie będzie mógł się równać w starciu z zamrożoną wodą – wyjaśniła Firefly, choć nie wszyscy zdawali się pojmować jej słowa.
– Po prostu chodźcie ze mną, a nuż nic wam się nie stanie – skłamała. Kolejny raz została zmuszona, by skłamać. Nienawidziła tego robić. A jednak nie potrafiła w tej sytuacji zrobić inaczej.
„Dobra, może nie mam szansy zmienić ich drogi, ale przynajmniej mogę postawić przed nimi fałszywe znaki, które dadzą im nadzieję. Przynajmniej tyle jestem w stanie zrobić.”

Jeszcze tego samego dnia rozpętała się potężna śnieżyca, porywając do niechcianego, śmiertelnego tańca najmniejsze stworzonka takie jak ptaki, myszy i zające. To one pierwsze zniknęły w tumanach szalejącego śniegu. Ryś Ben próbował osłonić wszystkich kopułą ognia, jednak zacinający śnieg nie dawał za wygraną. Później poległy sarny i stary wilk. Po kilku krokach padła cała reszta – głównie ze zmęczenia. Umierać im jedynie zostało. Śnieżyca jednak ustąpiła słonecznej pogodzie niedługo po tragedii. Ben nie potrafił się z tym pogodzić, Firefly zresztą też nie. Gdy tylko dotarli do niewielkiego lasu i spoczęli obok jednego z drzew, ryś zaczął rzucać się dookoła, biegał i wrzeszczał. Miotał kulami ognia na wszystkie strony, zapoczątkował w ten sposób pożar lasu.
Firefly przyjrzała się mu – widać było, że złość spina wszystkie jego mięśnie. Miał mocno zaciśnięte zęby, wbijał długie pazury w ośnieżoną ziemię, a las przed nim płonął. Czerwień płomieni w tamtej chwili nie dawała ukojenia, jak to zwykle bywa podczas spokojnych wieczorów, gdy siada się wokół ogniska i opowiada różne historie. Ten ogień został stworzony ze złych emocji, z wściekłości i rozpaczy. Ben stał wpatrzony w pożar i wypłakiwał kolejne gorzkie łzy, które zderzały się ze śniegiem i roztapiały go odrobinę.
– Mówiłam – Firefly westchnęła. Ben spojrzał w ziemię z czystą furią w oczach. - Przykro mi, że nie mogłeś nic zrobić.
Chciała go jakoś pocieszyć. Wiedziała jednak, że niektórego bólu po prostu nie da się wymazać miłymi, troskliwymi słówkami. Po utracie dzieci zbierała się do kupy kilka tygodni, więc wiedziała, czym jest prawdziwy smutek. Do przebaczenia i pogodzenia się ze stratą potrzeba czasu, niestety Ben tego czasu nie miał...
– Nie! – wrzasnął. – Wcale nie jest ci przykro! Nie znałaś ich, ja jednak znałem. Choć nie raz musiałem powstrzymywać swoje instynkty mordercy, dobrze mi się żyło. Byliśmy przyjaciółmi. Ty wszystko zniszczyłaś!
„A później sam wojownik ognia porzuci swój miecz i przegra wojnę z szalejącym w powietrzu chłodem.”
Firefly doskonale wiedziała, że i Ben niedługo zginie w śnieżycy. Nie potrafiła mu tego powiedzieć, poza tym wykorzystała już swój miesięczny limit na przepowiadanie innym przyszłości. Zresztą co za frajda wiedzieć wszystko o nadchodzących wydarzeniach, gdy nie można ich zmienić? Ot co – umiejętności Firefly były bardziej jej przekleństwem, niż błogosławieństwem. I musiała z tym żyć.

Opuściła Bena. Z początku miała do niego interes – chciała zapytać o pobliską watahę. Jednak widząc ból w oczach rysia, spływające po jego policzkach łzy i krew na wargach, które zwierz zagryzał, nie znalazła w sobie na tyle odwagi, by odezwać się choćby słowem.
„Upadki się zdarzają, Firefly” - odezwał się posępny dąb, obok którego wilczyca właśnie przechodziła.
„Nie chcę patrzeć na te upadki. To tak jak gdyby upadać samemu” - odpowiedziała. Smutek zżerał ją od środka. Jedynym pocieszeniem w tamtym momencie byłoby dotarcie do upragnionego celu, do watahy, którą liście jej przepowiedziały.
„Mimo wszystko trzeba się podnieść” - dąb rzekł ostatni raz i zamilkł. Mole i tak nie chciała nawiązywać już kontaktu, nie miała ochoty rozmawiać. Teraz miała jedynie na celu skupić całą swoja uwagę na niedalekiej watasze. Tam miała odnaleźć odpowiedź.



Początek wiosny
Jak się okazało, obrana za cel wataha znajdowała się dalej niż z początku wilczyca myślała. Nadeszły długo wyczekiwane roztopy. Ptaki znów pojawiły się na niebie pośród chmur, z czego Firefly bardzo się cieszyła – miała zajęcie na te nudne lub leniwe dni, kiedy wędrówka zupełnie jej nie interesowała. Wciąż jednak musiała szukać TEJ watahy. W czasie tych czterech mroźnych miesięcy dołączyła do ponad sześciu sfor, żadna nie wydała się odpowiednia. Wadera rzecz jasna nie przyjmowała do siebie wiadomości o porażce, niemniej jednak była już zmęczona wędrówką. Chciała wreszcie osiąść w jednym miejscu i zaznać spokoju, by zaplanować kolejne kroki związane z jej dziećmi. Nadzieja rozbudzała w Mole wolę walki, dzięki czemu mogła iść dalej.

CDN.