piątek, 31 lipca 2015

OD Milo CD Mizu

- Co czułem... czułem strach i złość - odpowiedziałem.
- A możesz mi powiedzieć, co robiłeś tuż przed zmianą? - zapytała Mizu.
- Kiedy skończyłaś bandażować moje skrzydło, usiadłem przy wyjściu z jaskini i zacząłem patrzeć w dal. Po chwili popatrzyłem na ciebie, a ty...
- Już wystarczy - przerwała mi wadera, po czym dodała - a możesz mi coś więcej powiedzieć o patrzeniu w dal?
- Nie mogłem się przez chwilę ruszać ani popatrzeć gdzie indziej.
Byłem lekko zdenerwowany przez pytania. Czy to? A tamto? Jako mroczny demon nie lubię mówić, tym bardziej odpowiadać na czyjeś pytania. Wolę działać.
- A czy... - Mizu nie dokończyła, ponieważ skoczyłem na nią i przygniotłem ją łapami do ziemi.
- Ile jeszcze mi zadasz pytań - warknąłem. Wadera lekko się wystraszyła. Chciałem ją ugryźć, lecz opanowałem się.
- Och, przepraszam - powiedziałem spokojniej i zszedłem z wadery. Mizu wstała i otrzepała się.

<Mizu?>

OD Parysa CD Diamond

Prowadziłem swoich przyjaciół do miejsca w którym, bawiłem się ze swoim rodzeństwem. Gdy dotarliśmy do tego miejsca. Szczeniaki zaczęły skakać i cieszyć się otoczeniem. Pomimo, że było to dość nie ładne miejsce, ale płynąca woda z wodospadu i zielone krzewy wraz z drzewami dodawały uroku temu miejscu. Przypomniałem sobie jak bawiłem się wraz z rodzeństwem. Moje wspomnienia jak i radość wróciły z tamtych czasów.

Przypomniałem sobie jak bawiłem się wraz z rodzeństwem. Moje wspomnienia jak i radość wróciły z tamtych czasów. Mizu leżała i przyglądała się nam wtedy jak bawiliśmy się, a czasami nawet pluskała się z nami. Otrząsnąłem się i uśmiechając się lekko zapytałem.
 - I jak się wam tu podoba?

<Diamond? :3 >

OD Mizu CD Milo

Trochę się przestraszyłam, że Milo nie może się zmienić. Spotykałam się z tym wiele razy, więc postanowiłam wypróbować jeden z moich sposobów. Ale po krótkim zastanowieniu się, powinnam zacząć od tego dlaczego przemienił się.
- Milo, czy może wiesz dlaczego się zmieniłeś? - zapytałam
- Nie, a dlaczego się pytasz?
- Mam taki pomysł, aby dokonać małej analizy, dlaczego się przemieniłeś. Gdy będę wszystko wiedzieć dojdę do tego jak to się stało. - powiedziałam, uśmiechając się.
- Rozumiem. - odparł zaskoczony.
- To zacznijmy od może...już wiem. Powiedz mi co czułeś w tym momencie. - zapytałam zadając najprostsze pytanie. Milo zaczął mówić.

<Milo? W następnym opowiadaniu powiem jak tobie pomóc>

OD Diamond CD Parysa

- Prowadź - uśmiechnęłam się do Parysa.
Odwzajemnił uśmiech i zaczął powoli iść przed siebie. Prowadził nas w pewnym kierunku. Na początku tereny były mi znane, kojarzyłam te okolice. Ale z czasem nie mogłam sobie przypomnieć nazw miejsc, przez które szliśmy. Widocznie jeszcze tu nie byłam. Szczeniaki były wyraźnie zaciekawione celem wycieczki. Leonardo dość szybki zasnął, widocznie był zmęczony. Lila wręcz przeciwnie. Co chwila zdawała pytania ,,Gdzie idziemy? Będzie tam ciekawie? Są tam jakieś wilki w moim wieku?" Dziwne. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ją w ośrodku adopcyjnym, wyglądała na nieśmiałą. Widocznie pozory mylą.
- Jeszcze chwila i będziemy - powiedział Parys.


<Parys? =)>

OD Milo CD Mizu

- Zły od czasu do czasu - mruknąłem.
- A co? - zapytała wadera.
- Gdybyś mnie poznała dwa tygodnie temu, nie powiedziałabyś ''od czasu do czasu''.
- Ach, zapomnij o przeszłości.
- Spróbuję.
Mizu skończyła bandażować moje skrzydło. Czułem się dziwnie. Nie mogłem latać. Usiadłem przy wyjściu z jaskini i zacząłem patrzeć w dal.
- Znowu jesteś zamyślony? O czym tak myślisz? - zapytała wadera. Nastała cisza. Popatrzyłem na Mizu.
- Milo, twoje oczy - powiedziała lekko zdziwiona wadera. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że zaraz zmienię się w mrocznego demona. Chciałem uciec, lecz było za późno. Moja sierść zrobiła się czarna. Mizu zrobiła kilka kroków w tył. Już miałem na nią skoczyć, gdy nagle opanowałem się, wybiegłem z jaskini i pognałem w głąb lasu. Usiadłem pod drzewem. Chciałem powrócić do normalnej postaci, ale nie mogłem. Trochę spanikowałem. Nagle usłyszałem szelest liści. Zza krzaków wyszła Mizu.
- Milo. To ja, Mizu - powiedziała wadera.
- Wiem - odparłem. Mój głos był dosyć niski.
- To odmień się - wadera uśmiechnęła się lekko.
- Ale nie mogę - warknąłem. Uśmiech zniknął z jej pyszczka. Nie wiedziałem, co robić. Mizu chyba też nie. Moja dobra strona chciała uciec, a zła walczyć. Stałem nieruchomo. Może i wyglądałem na złego, ale tak naprawdę się bałem. Próbowałem się skupić, ale mi to nie wychodziło. Po raz pierwszy spotkałem się z takim problemem.

<Mizu? Mam nadzieję, że coś ci przyjdzie do głowy :)>

czwartek, 30 lipca 2015

OD Mizu CD Milo

To co powiedział Milo zasmuciło mnie, a zarazem rozśmieszyło z głupoty innych. Wybuchłam śmiechem i zawołałam Milo.
- Czekaj nie odchodź. - basior odwrócił się w moja stronę z niedowierzaniem. - Po co miałbyś odchodzić. Przecież to nic nie szkodzi. Czasami sama chciałabym widzieć czarno-biało niż kolorowo.  - podeszłam do wilka. Dla mnie wystarczy to co masz tu, a nie w jakich kolorach widzisz.- pokazałam łapą w kierunku jego serca po czym na oczy i uśmiechnęłam się szeroko. - Ściemnia się, a ty powinieneś odpocząć. Twoje skrzydło nie jest do końca wyleczone, a nie chciałabym żebyś miał przez to jakieś problemy. - powiedziałam i lekko szturchnęłam na znak, aby poszedł za mną.
Nasza wataha nie była zbyt daleko oddalona, więc mieliśmy blisko. Doszliśmy prawie w mgnieniu oka do jaskini, gdzie mogłabym staranniej opatrzyć jego skrzydło. Przez całą drogę Milo szedł jak by zamyślony i nieobecny. Gdy opatrywałam jego skrzydło nie miałam już cierpliwości.
- Jeżeli tak się tym przejmujesz to nie masz o co. Jeżeli chcesz, aby ci jakoś pomóc to powiedz. Gdybym przejmowałam się swoimi problemami to najprawdopodobniej nie byłoby mnie tu przy tobie. Co z tego, że widzisz świat czarno-biały! W czym ci to przeszkadza. Przecież masz uczucia. Śmiejesz się całymi dniami, od czasu do czasu jesteś zły, przeżywasz smutek, kochasz i jeszcze inne. Nie przejmuj się tamtymi co ciebie zawiedli. Zostaw przeszłość w tyle i żyj przyszłością. Żyj tym co teraz masz, a nie tym co stało się kiedyś nim nas poznałeś.- mówiąc te słowa zabrakło mi prawie tchu i energii.

<Milo? Wybacz>

OD Mizu CD Ester

Czekałam z początku małą niecierpliwością, ale uspokoiłam się. Zaciekawiło mnie trochę o czym chciała mi powiedzieć Est. Gdy wadera przyszła, spojrzałam się troskliwym spojrzeniem, bo trochę mnie to zaniepokoiło. Jak tylko opowiedziała mi o kryształowym duchu i jego klątwie, lekko się zaniepokoiłam. Nie ze względu na klątwę, a bardziej na wzgląd Est. Biedna wadera musiała przez tyle przejść i to w samotności. Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
- Spokojnie nie musisz się martwić o ''klątwę'' czy jak to powiedzieć. Teraz masz mnie i innych, a o to się nie martw. Już od dawna jesteśmy przyjaciółkami, a klątwy czy jak to nazwać na mnie nie działają.
- Ale...ale, ja się boję. Nie wiem czy twoja odporność na taką magię jest...- Est, ani nie dokończyła zdania bo jej przerwałam.
- Spokojnie nie musisz się bać. Wiem na co jestem odporna, a na co nie. Ale wiesz miała być taka to tajemnica pomiędzy mną, a twoim księżycowym duchem. No, ale ci nie mogę powiedzieć. Kiedy nadejdzie czas, sam ci powie. A teraz lepie skończmy ten temat. Chodźmy na krótki spacer.- zaproponowałam
- No dobrze.- odpowiedziała zmieszana Est.
- Jeżeli masz jakieś pytania to zadawaj mi je śmiało. Pomogę, a nawet doradzę. - powiedziałam uśmiechając się.

<Ester?>

OD Milo CD Mizu

- Chciałabym ponownie zobaczyć mojego ukochanego - powiedziała smutno nimfa. Wtedy przypomniała mi się pewna rzecz.
- Niedawno spotkałem pewnego marynarza. Był bardzo miły. Dał mi kilka ryb i powiedział, że za tydzień ponownie tu przypłynie. Od tamtego dnia minął tydzień - powiedziałem z lekkim uśmiechem na pyszczku.
- Czyli dzisiaj tu będzie? - zapytała Valo.
- Tak. Dokładnie o wschodzie słońca.
- Za kilka minut będzie wschód - powiedziała Mizu.
- Więc ruszajmy - zawołała radośnie nimfa. Udaliśmy się w kierunku wyjścia. Gdy byliśmy już przy wyjściu, odwróciłem się i ujrzałem dwa wilki.
- Ktoś do nas się przyłączył - powiedziałem niespokojnie.
- To są strażnicy - odparła wystraszona nimfa.
- Wy idźcie, a ja się nimi zajmę - poczułem się trochę pewniej.
- Na pewno sobie poradzisz? - zapytała wadera.
- Na pewno - odparłem.
Mizu pobiegła z Valo w stronę plaży, a ja zostałem. Wilki rzuciły się na mnie. W ostatniej chwili zmieniłem się w mrocznego demona i odepchnąłem ich. Walka poszła mi łatwiej niż poprzednio. Po jakimś czasie wilki padły na ziemię. Powróciłem do normalnej postaci i pobiegłem na plażę. Przybiegłem w samą porę. Łódź była niedaleko brzegu. Marynarz popatrzył w naszą stronę i uradowany zawołał:
- Valo!
Nimfa poleciała do niego i go mocno przytuliła, po czym powiedziała:
- Dziękuję wam za pomoc. Obiecuję, że wam się odwdzięczę.
- Do zobaczenia! - zawołała Mizu.
- Do zobaczenia - nimfa pomachała nam. Marynarz poszedł do sterów. Łódź odpłynęła. Nagle posmutniałem.
- Wszystko w porządku Milo? - zapytała wadera.
- Przypomniały mi się czasy, kiedy byłem zakochany w białej waderze. Byliśmy parą, lecz zdradziła mnie, kiedy dowiedziała się, że ja... - nie mogłem dokończyć zdania, ponieważ nie wiedziałem, jak zareaguje Mizu. Wadera patrzyła na mnie pytająco.
- Obiecujesz, że nikomu o tym nie powiesz? - zapytałem.
- Obiecuję - odpowiedziała z zaciekawieniem wadera.
- Zdradziła mnie, kiedy dowiedziała się, że ja nie widzę kolorów - odparłem smutno. Mizu patrzyła na mnie z lekkim zdziwieniem.
- Dla mnie cały świat jest czarno-biały. Przez to straciłem przyjaciół i moją ukochaną. Od tamtej chwili przestałem wierzyć w miłość, a jedynym moim przyjacielem jest Ravi - spuściłem głowę i odwróciłem się tyłem do Mizu, po czym dodałem - Teraz ty tak samo zrób. Odejdź i zostaw mnie samego. A zresztą i tak się mało znamy. Nawet nie wiem, czy ty mnie w ogóle lubisz.
Wstałem i zacząłem powoli iść do lasu.

<Mizu? Sory, że takie, a nie inne>

OD Estery CD Mizu

- Wiesz nie za wiele wiem o tym duchu, znam go tylko z legend i tu także nie bardzo można cokolwiek o nim się dowiedzieć, bo pojawia się tylko niezwykle rzadko, mówią że przyszłym bohaterom... Ma zmienne usposobienie i nie zawsze można rozróżnić co jest prawdą, a co... nie można powiedzieć, że kłamie, ale używa tak niezwykłych przenośni, że nie łatwo je zrozumieć.
Popisawszy się nieco znajomością wilczej religii wpatrzyłam się w Mizu. Była niezwykle zamyślona. Tak to najwłaściwsze określenie. W jej oczach odbijało się jakieś zaniepokojenie, a może nostalgia. Pierwszy raz poczułam, że nie tylko ja mam jakieś sekrety. było mi trochę wstyd zawsze tak bardzo zamartwiałam się swoimi problemami, że nie dostrzegałam innych. Może to zły moment. Zaczynałam się po woli podnosić i zmierzać w kierunku wyjścia. Nie, pomyślałam, dość sekretów. Myślałam jedno robiłam drugie. Odwróciłam się jeszcze tylko, żeby pożegnać się z alfą, gdy nagle dosięgło jej badawcze, przeszywające spojrzenie.
- Nie przyszłaś tu z powodu ducha, prawda?
Czułam jak łapy pode mną się uginają. Wiedziałam ze muszę wytrzymać, bo jak zacznie mnie ratować to będzie mnie musiała też dotknąć. Spróbowałam oddychać głęboko i spokojnie. Oczywiście w tym czasie nie mogłam mówić. Usiadłam więc czując na sobie baczny wzrok właścicielki jaskini. Uniosłam łapę dając znak, by poczekała na wyjaśnienia. Przełknęłam ślinę i otarłam parę łez które zakręciły mi się w oku. Miałam po prostu dość tych, moich nerwowych reakcji. I jeszcze oczywiście zaschło mi w gardle.
- Wiesz pójdę tylko do strumyka napić się trochę wody, bo to dłuższa historia.
- Dobrze - wadera obdarzyła mnie uspokajającym uśmiechem - tylko mi nie ucieknij.
Wyszłam na zewnątrz i nachyliłam się nad pobliskim strumieniem. Woda była zimna i tak przejrzysta. Odbijało się w niej piękne rozgwieżdżone niebo i księżyc. Niby aura sprzyjająca zwierzeniom, ale ja wyjątkowo nie ufałam takim zbiegom okoliczności. Dobrze, że chociaż nie było za bardzo ciemno. Miałam naprawdę ochotę po prostu zwiać, ale teraz było już za późno. Zmoczyłam nieco pysk, po czym otrzepałam się i wróciłam. Chłód przywrócił mi trzeźwość umysłu. Mizu czekała cierpliwie. Zmierzyła mnie wzrokiem, ale bardziej z troską niż wyrzutem, co było dość osobliwe zważywszy na mój wygląd. Zaczerwienione oczy i ociekająca wodą sierść która moczyła wszystko dookoła. Nie chcąc stwarzać zbyt wielu problemów zostałam przy wejściu. Alfa początkowo próbowała mnie przekonać, abym weszła do środka, ale wreszcie dała za wygraną.
- No słucham ... - zachęciła mnie
- Pamiętasz co ten duch mówił?
- Mówił wiele ciekawych rzeczy - odparła wymijająco
- To o klątwie... i... nie pozwalam się do siebie zbliżyć, bo ciąży na mnie klątwa... Jeśli ktoś komu na mnie zależy, przyjaciel ... dotknie mnie... to... to ... zmieni się w kryształ

<Mizu?>

środa, 29 lipca 2015

OD Mizu CD Milo

Chodziłam tunelem w jaskini, o dziwo nie było w nim ciemno. Przez małe szparki wpadały światła księżyca i było dość jasno. Rozglądałam się dookoła. Zastanawiałam się jak radzi sobie Milo, czy nic mu nie jest? Na szczęście nałożona prze ze mnie pieczęć informowała mnie o wszystkim. Idąc zaczęłam sobie po cichu nucić pewną piosenkę. Będąc zamyślona, przez przypadek wpadłam na coś, a raczej na kogoś. Spojrzałam się w górę i ujrzałam, jakiegoś wilka. Nie był on miło nastawiony, a wręcz przeciwnie. Rzucając się na mnie, odepchnęłam go. Pomimo omijaniu jego ataków nic mi to nie dawało. Zapędzając mnie w sam róg, nie miałam jak uciec. Wtedy poczułam, że Milo również jest w niebezpieczeństwie. Nie wiedziała co zrobić. Za wilkiem zobaczyłam światło, które wcześniej widział Milo. Nie było to jakieś zwyczajne światło, a wręcz przeciwnie. Tym światłem była nimfa. Przypomniało mi się, że krąży o tym pewna legenda, ale nikt w nią nie wierzył. Nimfa imieniem Valo, która zamieszkuje w pobliskiej jaskini, a w jaskini jest małe jeziorko. Jeziorko o którym mało kto wie. Wiedzą tylko ci, którzy zostali wybrani przez nią. Nimfa Valo oślepiając mojego wroga, pomogła. Uśmiechnęłam się i pokazała mi, aby za nią szła. Dzięki niej doszłam do rannego Milo. Odsunęłam z jego skrzydła niewielki głaz i zaczęłam je uzdrawiać.
- Mizu, czy ty wiesz kto tu jest? Przecież to jest...- powiedział Milo, patrząc z niedowierzaniem.
- Tak wiem, Milo poznaj Valo. Valo to nimfa, która zamieszkuje w jaskini jeziorko. Zamieszkuje sama jeziorko i nie rozmawia. Kiedyś straciła głos i nikt nie wie dlaczego.
Wtedy przypomniało mi się zaklęcie, chociaż nie wiedziałam czy mi się uda.
- Wiesz Valo znam pewne zaklęcie, ale nie wiem czy zadziała. - powiedziałam uśmiechając się. Skończyłam leczenie zranionego skrzydła Milo i popatrzyłam się na nią. A ona pokiwała na znak, że się zgadza. Wymawiając zaklęcie, rozbłysło się światło, które po chwili znikło. Czekając czy zadziałało usłyszałam czyiś śpiew.
Takie coś do podkreślenia jej śpiewu :)
- Dziękuję tobie! - powiedziała, przytulając mnie.
- Brawo Mizu! Udało ci się.- powiedział zszokowany Milo.
- Opowiem wam dlaczego straciłam głos. Za dawnych czasów, gdy w nas wierzono zakochałam się w jednym z marynarzy, tak samo jak on we mnie. Zawsze, gdy był na morzu spotykaliśmy się. Niestety nasza królowa, będąc zazdrosna odebrała mi głos i uwięziła w tym miejscu. Od czasu do czasu gdy udało mi się spotkać czyjeś czyste serce, prowadziłam go, aż do mnie. Niestety strażnicy, którzy zostali przy mnie, aby mnie pilnować wygnali ich i zostawałam zawsze sama. Ale wam jako jedynym udało się przetrwać. Co mnie bardzo cieszy, nareszcie mogę z kimś porozmawiać. - Valo opowiedziała nam co się jej wydarzyło i dało mi do myślenia.
- Jak możemy tobie pomóc? - zapytał się Milo
- No właśnie jak? - potwierdziłam

<Milo? Mam nadzieję, że tym razem dłuższe niż poprzednie (: >

OD Mizu CD Ester

Nie mogłam uwierzyć słowom ducha, chcąc coś jeszcze dodać nie zdążyłam. Obudziłam się w swojej jaskini z której szybko wyszłam i zaczęłam szukać Est. Na początek poszłam szukać w miejsca, gdzie mogła by być. Szukając ja cały czas, nastała noc, zmęczona szukaniem Est poszłam w stronę swojej jaskini. Patrząc się w ziemie i myśląc o słowach ducha nie zwracałam na nikogo uwagi. Przez moją nie uwagę wpadłam na kogoś. Otrzęsłam się i spojrzałam się na wilka. Osoba z która się zderzyła była przez cały dzień poszukiwana Est.
- Est szukałam ciebie! - wykrzyczałam i uśmiechnęłam się.
- Mizu ja również ciebie szukałam! - odpowiedziała, również uśmiechając się.
Po chwili obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Mizu mam do ciebie pewną sprawę i szukam ciebie od samego rana. - powiedziała Est.
- Ja również ciebie szukałam od samego rana. Chodźmy może do mojej jaskini. - zaproponowałam
Po drodze, gdy szłyśmy doszliśmy do wniosku, że każda z nas się mijała. To dlatego nie mogłyśmy siebie spotkać. Dotarliśmy do moje jaskini, gdzie usiadłyśmy i zaczęłyśmy swoją rozmowę.
- To ty pierwsza Est mów o co ci chodzi.- powiedziałam
- No dobrze więc już mówię o co mi chodzi. Czy my naprawdę spotkałyśmy ducha imieniem Fatus. - zapytała się niepewnie.
- Tak, a odnośnie naszego wczorajszego spotkania z nim. Czy wiesz może o nim coś więcej? I czy może wiesz czy może mówić prawdę? - zapytałam, chcąc się dowiedzieć o nim wszystkiego.

<Ester?>

wtorek, 28 lipca 2015

OD Estery CD Mizu

Znów tylko przypadek ocalił mnie przed demaskacją jednocześnie zrozumiałam, że jeśli chcę chronić przyjaciół muszę im wreszcie powiedzieć całą prawdę. I wtedy nie wiadomo skąd pojawił się ten wilk. Wskazałam go alfie, a ona wpatrzyła się w niego tym swoim przenikliwym spojrzeniem. Nieznajomy już nie uciekał, lecz zbliżał się z dużą prędkością. Nie biegł właściwie, lecz płynął w powietrzu. Wycofałyśmy si za barierę ochronną, ale on bez trudu ją przeniknął. Jego sierść była czarna i tylko na końcówkach włosów drgały granatowe błyski. Jego oczy jarzyły się na niebiesko i wyrażały głębię tak przerażającą iż wydawało się ze można utonąć w tym spojrzeniu. Pysk jego znaczyły dziwne białe ornamenty. Patrzył na nas.
- Kim jesteś? - zapytała hardo Mizu
- Składam ci hołd córo księżyca i tobie córo kryształów
Teraz już naprawdę nie wiedziałyśmy co powiedzieć.
- Jestem Fatus duch czasu i wiem co było i co będzie...
- Wytłumacz mi w takim razie dlatego nachodzisz nasza watahę - Nie dawała za wygraną Mizu
- Bożek roześmiał się.
- Ja nikogo nie nachodzę, bo przybywam  oznaczonym czasie by wieszczyc to co nieuniknione... i nie pozna nikt mych dróg ni ścieżek nie odnajdzie, bo jestem wszędzie i nigdzie i imię moje nieoznaczone
Nie miałyśmy pojęcia czemu służy ten patetyczny bełkot, bo zdawałyśmy sobie sprawę, że choć pięknie to brzmi to nic nie wnosi.
- Po co zatem przychodzisz tkaczu nici życia, czyliż pisane nam jakieś wielki przeznaczenie - zaczęłam nieśmiało zdając sobie sprawę, że niezwykła istota używa języka równie archaicznego, co kryształowe duchy.
- Wiem czego pragniesz zaklęta - przerażona cofnęłam się o krok. Skąd on o tym wiedział? Głupie pytanie. - Odnajdziesz to czego szukasz tylko otwórz swe serce twoja historia jest naprawę bardzo piękna tylko nie bój się ją poznać... Nie znasz jej do końca. A ostatnia strona w księdze czasów jest zawsze najpiękniejsza...
- Czyż śmierć mi zapowiadasz...
- Wręcz przeciwnie, bo każdy koniec jest początkiem czegoś nowego i nie możesz żyć przeszłością
- Rzekłeś, że jest lekarstwo...
- Znajdziesz je obiecuje ci tylko bądź cierpliwa
Mizu słuchała tej rozmowy ze zdumieniem. W końcu udało jej się chyba przyzwyczaić do tej formy rozmowy, bo włączyła się w nią kulturalnie.
- Alfa watahy księżycowego ducha oddaje ci hołd widzący. Jakież dla niej są wyroki boskie?
Pysk basiora rozświetlił jasny uśmiech.
- Ty powiedziesz wilki do boju, do straszliwej bitwy z siłami ciemności... bo ty jesteś ta co ma w sobie światło... będziesz samotna lecz nie zwątpisz... będziesz słaba lecz nie ugniesz się i odnajdziesz siłę... Musisz zaufać sobie i uwierzyć im. Twoja wataha odegra niebagatelną rolę w dziejach świata.
- Czy nie możesz zdradzić coś więcej o naszej przeszłości?
- Wybacz lecz nie dziś... i nie myśl o tym ani zbyt wiele, ani zbyt mało wkrótce znów się spotkamy.
Duch położył łapę najpierw na moim pysku potem na Mizu i zapadłyśmy w sen, z którego ocknęłam się dopiero rankiem. Zastanawawiając się czy aby to wszystko zdarzyło się na prawdę wyszłam z jaskini zdecydowana odnaleźć alfę i szczerze z nią porozmawiać.

<Mizu?>    

OD Estery CD Matt'a

Odskoczyłam od basiora.
- Nie dotykaj mnie - krzyknęłam
Serce biło mi szybko. Oddech miałam nerwowy i nierówny, a w spojrzeniu odbijała się panika. Patrzyłam na Matta rozszerzonymi ze strachu oczami. Na szczęście nic się nie stało. Uświadomiłam sobie że jakiś czas temu skaleczyłam się w łapę i miałam ją zawiniętą w bandaż. Jak zawsze miałam więcej szczęścia niż rozumu. Wilk wyglądał na zbitego z tropu. Cofnął się o krok i przyglądał mi ze smutkiem.
- Przepraszam - szepnął - zrobiłem coś nie tak?
Zastanowiłam się jak by tu wytłumaczyć swoje zachowanie, bo nie chciałam przecież stracić przyjaciela.
- Wybacz - odparłam po chwili jeszcze ciszej spuszczając wzrok.- to... to moja wina...jestem lekko przewrażliwiona na tym punkcie - uśmiechnęłam się starając pokryć zmieszanie i cofnęłam w cień.
- Dlaczego? - spytał basior jak gdyby nigdy nic.
- Nie... nie mogę powiedzieć...
Basior spochmurniał, a w jego głosie zabrzmiała nutka złości.
- To ja skacze wokół ciebie, oprowadzam cie po watasze, a ty nawet tego nie możesz dla mnie zrobić, żeby być ze mną szczera
- Naprawdę to nie ma nic z tobą wspólnego... ja... ja - brakowało mi słów.
- Jak sobie pani życzy pani niedotykalska
Poczułam jak po pysku spływają mi łzy. Lubiłam wilki zdecydowane i pewne siebie i liczyłam się z tym że mogą być nie raz oschłe. Nigdy nie myślałam jednak, że któryś z tych przystojnych odważnych i walecznych zechce się mną zainteresować, a teraz stałam przed koniecznością wyboru. Czy nadal pozostać nieśmiałą, zagubioną waderą, czy wyjść z ukrycia i wreszcie podzielić się z kimś moim sekretem. Ale czy on mnie wtedy nie odrzuci... Widząc moje łzy Matt złagodniał.
- Wybacz nie chciałem cię przestraszyć - jego głos był czuły i wprost urzekający.
- Przykro mi że popsułam ten piękny moment - szepnęłam
- Nie martw się... - chciał mnie przytulić, ale odsunęłam się przezornie.
- To...to klątwa
- Słucham? - wyglądało na to, że nie rozumni co mówię
- Dlatego nie chcę by ktokolwiek się do mnie zbliżał... lubię cie i chce być z tobą szczera do końca - zawiesiłam głos i wpatrzyłam się badawczo w basiora. Milczał oczekując na dalszy siąg opowieści - Widzisz nie całkiem przyszłam tu dobrowolnie... to znaczy uciekałam przed pewnym wilkiem... i on rzucił na mnie klątwę... on skazała mnie na samotność... bo...bo - krztusiłam się słowami jak i własnymi łzami spływającymi obficie po moim pyszczku. Matt był zdezorientowany próbowałby pewnie mnie pocieszyć, ale nie bardzo wiedział jak. - W wyniku tego zaklęcie...jeśli dotknę... kogoś komu na mnie zależy... zamienię go w zimny kryształ - te ostatnie słowa wyrzuciłam z siebie jednym tchem bojąc się że rozmyślę się. Spojrzałam niespokojnie na wilka. Zapadło niezręczne milczenie, a ja z niepokojem oczekiwałam jego reakcji.

<Matt? Mam nadzieję, że mi wybaczysz... >  

OD Milo CD Mizu

- Spokojnie, obejdę się jakoś bez szwanku - odparłem z uśmiechem na pyszczku. Mizu poszła w prawo, a ja w lewo. Im dalej szedłem, tym coraz ciemniej się robiło. Na szczęście dzięki mojej mocy widzenia w ciemności wszystko widziałem. Co jakiś czas zerkałem na księżyc na mojej łapie. Przez chwilę żałowałem, że przerwałem waderze w tłumaczeniu się, ale no cóż, mówi się trudno. Nagle zatrzymałem się. Przede mną była wielka i głęboka dziura.
- Dobrze, że mam skrzydła - powiedziałem do siebie i już się szykowałem do lotu, gdy nagle jakiś wilk się na mnie rzucił.
- Ej! - krzyknąłem. Odepchnąłem go łapami i zaczęliśmy walczyć. Wyglądał jakoś znajomo, lecz nie zdążyłem mu się lepiej przyjrzeć. Po paru minutach zauważyłem, że księżyc się świeci. Lekko mnie oślepił. Przeciwnik wykorzystał ten moment i mnie uderzył. Upadłem tuż przy dziurze. Nagle przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- Narka wilczku - powiedziałem, rozłożyłem skrzydła i poleciałem na drugi koniec dziury.
- Lepiej popatrz w górę - zawołał wilk. Popatrzyłem w górę. Nie wiadomo skąd na moje lewe skrzydło spadł niewielki głaz. Zleciałem razem z nim na ziemię, tuż obok dziury. Poczułem okropny ból. Popatrzyłem w lewo. Głaz przygniótł moje skrzydło. Chciałem go odsunąć, ale nie mogłem, ponieważ byłem za słaby po tej walce. Mocy też nie mogłem użyć, ponieważ przez ten ból nie mogłem się skupić. Zacząłem się rozglądać. Przeciwnika nie było. I dobrze. Położyłem się i popatrzyłem na moją łapę. Księżyc narysowany na niej świecił się cały czas.
- Oby Mizu przybyła tu jak najszybciej - szepnąłem do siebie.

<Mizu?>

OD Mizu CD Milo

Rozdzielenie się było jedynym wyjściem, ale nie chciałabym, aby coś się stało Milo. Byłaby to również świetna przygoda, więc nie miałam innego wyjścia.
- No dobra rozdzielimy się.- powiedziałam z zamkniętymi oczami, a gdy je otworzyłam uśmiechnęłam się.
- Dziękuję ci. Więc ja idę w lewo, a ty w prawo. - powiedział podekscytowany, i chcąc już iść, zatrzymałam go.
- Poczekaj chwilę Milo.- wzięłam jego łapę i narysowałam mały znak w kształcie księżyca.
- Co to jest? - zapytał się.
- To taki mały znak, jeżeli będziesz potrzebował pomocy lub jak będziesz w niebezpieczeństwie to będę wiedziała, gdzie ciebie szukać. Wiesz taki mała kontrola, nie chciałabym, aby coś ci się stało. - powiedziałam, będąc trochę nie pewna, czy dobrze zrobiłam. - Wybacz, że kontroluję ciebie, ale wolę mieć pewność, że nic ci się nie stanie. Ostatnio dużo się wydarzyło no i wiesz...jak by to wytłumaczyć tobie...- nie skończyłam mówić, a Milo mi przerwał.

<Milo?>

OD Mizu CD Ester

Jak zauważyłam tylko Est idąc w stronę jeziora, poszłam za nią. Chcąc ją już zawołać nie zdążyłam. Coś niczym cień wciągnęło Est pod wodę. Podbiegłam jak najszybciej i zaczęłam wołać. Gdy udało mi się wreszcie złapać Est, ucieszyłam się. Natomiast jej się zrobiło głupio. Jak tylko Est złapała większy oddech, przytuliłam się.
- Jak dobrze, że nic ci się nie stało. Tak się martwiłam, o ciebie. Wybacz mi, że nie dopilnowałam...- gdy przepraszałam, Est mi przerwała.
- Nie powinnaś przepraszać, to ja powinnam ciebie przepraszać, a nie ty mnie.- powiedziała będąc smutna.
- Nic nie szkodzi. Chodźmy lepiej już do naszych jaskiń. - powiedziałam, chcąc pocieszyć wilczyce. W przeciągu oka wyraz Est, zmienił się.
- Mizu odwróć się, ale powoli.- powiedziała po cichu. Lekko odwracając się zauważyłam, szukanego przez nas wilka. A był nim...

<Ester? Zostawiam tobie naszego tajemniczego wilka. :) >

OD Mizu CD Matt'a

Miło było zobaczyć jak kolejny szczeniak trafia do prawdziwego domu. Odprowadziłam Matt'a i małą Lyke do ich jaskini. Lyk'a wciąż opowiadała Matt'owi o jej przygodach w Ośrodku Adopcyjnym. Matt bardzo się cieszył i mogłam zobaczyć na jego twarzy uśmiech. Dotarliśmy do Matt'a jaskini. Tam pożegnałam się z małą i Mattem.
- Dobranoc. Matt jak byś potrzebował pomocy śmiało wpadaj do mnie.- powiedziałam i oddaliłam się. Będąc w swojej jaskini zobaczyłam ogromny bałagan o którym zapomniałam. Zamiast iść spać, wzięłam się za sprzątanie.

~~~~~~~***~~~~~~~

Nastał ranek. Ja wreszcie uporałam się z bałaganem i chcąc się już położyć spać, przypomniało mi się o porannym patrolu i kilku innych zadaniach. Dzień był wyjątkowo ponury ze względu na panującą pogodę. Szaro, ciemne chmur i śpiąca, ponura atmosfera. Mając chwilę odpoczynku przyszła do mnie grupka wilków. A byli nimi...

<Kto do mnie przyszedł z pozostałymi? >

OD Milo CD Mizu

Mizu poszła w głąb lasu, a ja za nią. Nagle kątem oka zobaczyłem jakąś jaskinię. Postanowiłem do niej podejść i się jej przyjrzeć.
- Gdzie idziesz? - zapytała wadera.
- Coś zobaczyć - odparłem. Mizu dogoniła mnie. Stanęliśmy przy wejściu do jaskini. W oddali dostrzegłem światło.
- Też to widzisz? - zapytałem.
- Tak - odparła wadera.
- Wchodzimy?
- Jasne!
Gdy weszliśmy do jaskini, światło zaczęło powoli znikać, jakby ktoś uciekał w głąb jaskini. Poszliśmy za światłem. Pewnym momencie zatrzymaliśmy się.
- Tutaj tunel się rozdziela - powiedziałem.
- Idziemy w lewo czy w prawo? - Mizu popatrzyła na mnie.
- Nie wiem. Może się rodzielimy?
- Nie jestem pewna.
- Ale tylko w ten sposób dowiemy się, skąd pochodzi to światło.
Popatrzyłem na waderę błagalnie. Nie najlepiej jest się rozdzielać, ale to by była fajna przygoda. Mizu zamyśliła się. Po trzech minutach zapytałem:
- Więc jak?

<Mizu? Proszę, zgódź się>

OD Matt'a CD Ester

Po "odprowadzeniu" wadery wróciłem do jaskini. Zdrzemnąłem się, a wieczorem wyszedłem z jaskini i chodziłem po lesie. Po jakiejś godzinie wróciłem do jaskini i zasnąłem. Następnego dnia przeszedłem się przy wszystkich jaskiniach. Wszyscy spali. Tylko nie wadera, którą wczoraj poznałem. Ustałem przy jej jaskini. Stałem tak, żeby mnie nie zobaczyła.
- Kto to? - zapytała nieufnie.
- Ja. - odpowiedziałem. Ustałem przy wejściu do jaskini, a wadera mogła być już pewna, że to ja w stu procentach. W tym momencie przypomniało mi się, że się nie przedstawiłem.
- Nazywam się Matt, - dodałem. - a ty? - zapytałem. Trochę musiałem czekać na wyduszoną odpowiedź wadery.
- Ładne imię. - powiedziałem uśmiechając się.
- Dzięki. - szepnęła nieśmiało. Czyżby trzeba było zacząć wszystko od nowa? Oby nie.
- Może chcesz się przejść? - zapytałem.
- Dobra. - odpowiedziała krótko. Stałem na środku wyjścia więc przsunąłem się żeby wyszła. Ku mojemu zdziwieniu nie był to już metr tylko 75 centymetrów. Zaczęliśmy iść w ciszy. Kiedy zapytałem ją o coś ona odpowiedziała i znów nastawała głucha cisza.

Po spacerze zatrzymaliśmy się przed jaskinią.
- To ja już pójdę. - powiedziała i zaczęła wchodzić do jaskini.
- Zaczekaj. - powiedziałem i złapałem ją za łapę. Sam nie wiem czemu. To uczucie było silniejsze ode mnie i nie wiedziałem co zrobić. Odwróciła się w moją stronę. Spojrzałem w jej piękne oczy po czym się uśmiechnąłem.

<Estera?> :3

poniedziałek, 27 lipca 2015

OD Estery CD Mizu

Mizu kazała nam iść z powrotem do jaskiń, ale perspektywa pozostawienia sam na sam z nieznajomym wilkiem, który w każdej chwili może się wyłonić z mętnych wód jeziora jakoś wcale nie podobała mi się. Wiedziałam że nie pozwoli nam zostać więc udałam, że wracam z Labadielem. Nagle jednak nieśmiało szepnęłam do niego, że zostawiłam chyba torbę z kryształowymi proszkami i muszę wrócić. Nie zatrzymywał mnie. Choć w duchu wcale nie byłam pewna czy nie śledzi mnie nadal tymi rozżarzonymi oczami.Zebrałam więc w sobie resztki odwagi i godności i zawróciłam. Wreszcie znalazłam się na skraju lasu. Drzewa wyglądały niezwykle mrocznie z poszarpanymi konarami wznoszącymi się do ciemnego nieba. Przeważały świerki, ale w pobliżu czarnej wody stały też trzy uschnięte dęby przeglądające się w tafli wody. W jednym miejscu dostrzegłam dziwne falowanie. Czarne kamienie mieniły się seledynowo rzucając dookoła migotliwe blaski. Nietoperze wirowały pod sklepieniem rozgwierzdżonego nieba przecinając skórzastymi skrzydłami mgłę. Widziałam mnóstwo ciekawych rzeczy ale nigdzie nie mogłam dojrzeć Mizu. Postanowiłam zadziałać na własną rękę.Chwiejnym z przestrachu krokiem podeszłam do jeziora. Właśnie do tego miejsca gdzie zauważyłam dziwne światło. Dotknęłam łapą tafli i nagle poczułam, że coś ciągnie mnie w głębinę. Nerwowo chwyciłam powietrze. Ujrzałam jakiś cień przed sobą. Na początku byłam zainteresowana, ale wkrótce zdałam sobie sprawę z tego, że otacza mnie nieprzenikniona ciemność. Zaczęłam wpadać w panikę. Powietrze wychodziło z mego pyszczka znacznie szybciej niż bym chciała. Szarpałam się i rzucałam. Jednocześnie czułam czyjąś obecność. Jego głos wydawał mi się znajomy. Nie mogłam jednak usłyszeć tego co mówi, ani w ogóle przypomnieć sobie skąd znam te dźwięki. Jednocześnie czułam, że tracę siły. Przestałam sie już miotać i powoli opadałam na dno, a nade mną świecił piękny srebrny księżyc. Nagle usłyszałam stanowczy głos ducha.
- Nie odchodź Estero jeszcze nie nadszedł twój czas.
I tajemnicza siła uniosła mnie w górę. Zaraz też poczułam jak ktoś chwyta mnie za kark i wyciąga krztusząca się na brzeg. Zdałam sobie sprawę że to Mizu i zrobiło mi się trochę głupio.

<Mizu?>

OD Mizu CD Milo

Milo się zmienił jak tylko zobaczył stado szczeniaków. Wtedy już wiedziałam, że nie przepada za szczeniakami. Pożegnałam się ze szczeniakami i zwróciłam się
- Chodź Milo, pójdziemy w inne miejsce.- powiedziałam.
- Ale możemy zostać. Nie musimy odchodzić tak szybko.- powiedział będąc trochę zdziwiony
- I tak niedługo pójdą spać, więc odwiedzę ich później. A teraz chodźmy, nie będziemy im przeszkadzać. - powiedziałam i ruszyłam przed siebie, a Milo za mną.

<Milo?>

Adopcja

Matt adoptuję małą Lyke. 



OD Matt'a CD Mizu - Adopcja

Chciała żeby wilk, który kompletnie nie wie gdzie jest zaprowadził ją do jakiejś jaskini? No nie wiem czy dam sobie radę... Po dziesięciu minutach szybkiego marszu dotarliśmy do jaskini. Mizu weszła do niej, a ja za nią. Krótko po tym zaczęło lać.

***

Następnego dnia udało nam się znaleźć watahę. Tam wróciłem do jaskini, a Mizu do swojej. Po połowie godziny podjąłem pewną decyzję. Poszedłem do niej i zapytałem:
- Mógłbym zaadoptować jakiegoś szczeniaka?
- No pewnie. Pójdziemy razem do Ośrodka Adopcyjnego. - odpowiedziała z uśmiechem. Zaczęliśmy iść. Kiedy dotarliśmy wszystkie maluchy raczej trzymały się ode mnie z daleka. Nie zdziwiło mnie to. W sumie ja też bym się wystraszył jakbym był mały i za oczy siebie dorosłego.
- Nie bójcie się Matt'a. Jest miły chodź na takiego nie wygląda. - powiedziała Mizu, a na przyjacielsko się uśmiechnąłem. Wtedy jedną małą waderka podeszła do mnie.
- Jak się nazywas? - zapytałem.
- Lyka. - odpowiedziała.
- Chciałabyś znaleźć Nowy dom? - zapytałem miło.
- Tak. - przygarnęła.
- Właśnie go znalazłaś. - uśmiechnąłem się. Kiedy do niej dotarło, że chcę wziąć ją do siebie zaczęła się cieszyć i przytuliła się do mnie, a potem pożegnała z resztą maluchów.

<Mizu?>

OD Milo CD Mizu

Gdy weszliśmy do Ośrodka adopcyjnego, ujrzałem sporą gromadę szczeniaków.
- Witajcie - zawołała radośnie Mizu.
- Mizu! - krzyknęły w tym samym czasie szczeniaki i pobiegły do wadery.
- A kto to? - zapytał jeden z nich.
- To jest nowy członek watahy. Nazywa się Milo - odpowiedziała wadera.
Szczeniaki pobiegły i zaczęły mnie obwąchiwać. Potem zaczęły mnie przytulać i skakać wokół mnie.
- Witajcie - powiedziałem i się niepewnie uśmiechnąłem. Mizu popatrzyła na mnie, po czym powiedziała:
- Przynieśliśmy coś dla was.
Wadera odsunęła się. Szczeniaki ujrzały połowę sarny.
- Mięso! - krzyknęły radośnie, pobiegły do sarny i zaczęły ją jeść.
- Ufff - odetchnąłem z ulgą. Mizu podeszła do mnie.
- Odkąd tu przyszliśmy, zrobiłeś inny niż wcześniej. Coś się stało? - zapytała.
- Nie nic. Tylko ja... nie lubię przebywać w większej grupie wilków oraz...
- Oraz?
Mizu przez cały czas patrzyła na mnie. Nie chciałem tego mówić, ponieważ nie wiedziałem, jak zareagowałaby. Ona uwielbia te radosne i energiczne szczeniaki. Zamknąłem oczy i powiedziałem tak cicho, żeby wilczki nie usłyszały:
- Nie przepadam za szczeniakami.

<Mizu?>

OD Mizu CD Matt'a

Postanowiłam wrócić tak jak tu przyszliśmy. Matt nie był za tym aby wracać drogą, którą przyszliśmy, więc poszłam sama. Usłyszałam wtedy jak Matt woła, że idzie ze mną. Stanęłam i poczekałam na Matt'a. Gdy wreszcie dobiegł do mnie powiedziałam.
- A jednak zmieniłeś zdanie?
- Już taki jestem. Mam zmienne zdanie. - powiedział kierując swój wzrok w inną stronę.
- Wiem,wiem...- uśmiechnęłam się. - Powinniśmy znaleźć jakiś miejsce, bo niedługo się rozpada.
- Ale gdzie...wiem nie daleko była jakaś mniejsza jaskinia więc może tam pójdziemy?
- Tak, ale ty prowadzisz.- odpowiedziałam

<Matt?>

OD Mizu CD Milo

- Wybacz, ale moi towarzysze nie jedzą mięsa. - powiedziałam. - Ale spokojnie, wiem kto zje, a raczej zjedzą resztę.- powiedziałam uśmiechając się.
- Kim są? - zapytał się
- Chodź zaniesiemy im to. Nie daleko stąd jest Ośrodek adopcyjny, chodzę do nich jak tylko mam czas. A dzisiaj czas jest, aby ich odwiedzić i przedstawić nowego członka stada.
- ...Czekaj, że niby mnie
- Tak, a widzisz kogoś innego? -powiedziałam uśmiechając się. Przez czas który szliśmy rozmawialiśmy ze sobą, śmiejąc się i dobrze bawiąc. Wreszcie dotarliśmy do miejsca.

<Milo?>

OD Matt'a CD Mizu

Nie wiedziałem w którą stronę się udać.
- Dobra... - odpowiedziałem nie pewnie. Zacząłem iść, a Alfa za mną. Po jakiejś godzinie położyłem się na ziemi zmęczony.
- Nie wiem... zgubiłem się! - powiedziałem.
- Ja też. - powiedziała.
- To co teraz robimy? - zapytałem. Mizu usiadła i zaczęła się zastanawiać.
- Zawróćmy. - w końcu powiedziała.
- To nie ma sensu. Z miliard razy skręcałem i wyszedłem poza watahę. - wytłumaczyłem.
- Masz rację, ale warto spróbować. - Zaczęła odchodzić. Spojrzałem w jej stronę. Widać już było tylko jej ogon, który po chwili znikł. Szybko wstałem i podbiegłem do niej.
- Idę z tobą. - powiedziałem.

<Mizu?>

niedziela, 26 lipca 2015

OD Milo CD Mizu

Popatrzyłem na Mizu. Może się boi burzy, albo jej nie lubi. A zresztą. Nie padało zbyt długo ani nie grzmiało. Gdy niebo się rozchmurzyło wyszliśmy z jaskini. Nagle zaburczało mi w brzuchu.
- Głodny? - zapytała wadera i się uśmiechnęła.
- Taak - odparłem.
- Może zapolujemy na coś?
- A co z naszymi towarzyszami?
- Spokojnie. Poradzą sobie.
Poszliśmy w głąb lasu. Po paru minutach wędrówki zauważyliśmy dorodną sarnę. Zaczailiśmy się między krzakami: Mizu z jednej, a ja z drugiej strony. Popatrzyłem na nią pytająco, a ona skinęła głową. W tym samym czasie wyskoczyliśmy z krzaków. Na nasze nieszczęście sarna zrobiła szybki unik i uciekła, a my wpadliśmy na siebie.
- Oj, sory - powiedziałem.
- Nic się nie stało - odparła wadera i zaczęła się śmiać.
- Może spróbujemy jeszcze raz?
- Oczywiście - Mizu uspokoiła się. Zaczęliśmy węszyć. Po chwili zobaczyliśmy sarnę, która nam wcześniej uciekła. Nie pobiegła zbyt daleko. Ponownie zaczailiśmy się, lecz tym razem w tym samym miejscu.
- Dobra, to jest dobry moment, żeby zaatakować - szepnęła wadera.
- Ok, to teraz? -zapytałem cicho.
- Tak.
Skoczyliśmy na sarnę. Mizu chwyciła ją za nogę, aby nie mogła uciec, a ja wgryzłem się w szyję. Po minucie zwierzę padło. Było już martwe, lecz ja nadal miałem zęby wbite w szyję sarny.
- Już możesz ją puścić - powiedziała wadera. Puściłem sarnę. Zabraliśmy się do jedzenia. Gdy zjedliśmy połowę sarny, zapytałem:
- Ravi woli mniejsze zwierzęta, więc może zaniesiemy mięso dla twoich towarzyszy?

<Mizu? Wiem, nie najlepiej mi poszło>

OD Mizu CD Milo

Rozpadał się deszcz, a my nie mieliśmy żadnego schronienia. Ale po krótkim zastanowieniu się, przypomniało mi się o pobliskiej jaskini. Jaskinia była nieopodal więc szybko do niej dotarliśmy. Będąc w środku otrzepaliśmy się.
- Ciekawe jak długo będzie padać? - spytał się Milo
- Wygląda na to, że długo nie.- odpowiedziałam uśmiechając się.- Mam nadzieje, ze nie będzie grzmiało.- dopowiedziałam. Jak by nie było boję się trochę jak jest burza.
- A dlaczego miało by nie być?- spytał się
- Bo ja...ja... nie ważne. - nie odpowiedziałam, sama nie wiem dlaczego, ale nie odpowiedziałam.

<Milo? wybacz, że takie krótkie>

piątek, 24 lipca 2015

OD Milo CD Mizu

Kiedy wadera odsunęła się, zobaczyłem śpiącego kruka.
- Ravi - powiedziałem uradowany. Kruk obudził się. Pobiegłem do niego i go przytuliłem.
- Nic ci nie jest? - zapytałem.
- Naszczęście nic - odpowiedziała wadera. Ravi rozłożył skrzydła, uniósł się do góry i usiadł na moim grzbiecie.
- Mniejsza o to, gdzie ty byłeś. Najważniejsze, że wróciłeś.
Na niebie pojawiły się burzowe chmury. Nagle przypomniały mi się czyjeś wołania. Popatrzyłem na ciemny las, a raczej puszczę. Zrobiłem poważną minę.
- Wszystko w porządku? - zapytała Mizu.
- W tamtej puszczy usłyszałem czyjeś wołania. Kiedy zapytałem "kim jesteś", zmieniłem się w mrocznego demona wbrew mojej woli - odpowiedziałem.
- To jest Widmowa Puszcza. Ponoć tam są duchy.
Nagle usłyszałem grzmot. Po chwili zaczęło padać.
- Poszukajmy schronienia przed deszczem, zanim zacznie porządnie lać - powiedziałem.
- Dobra. Chyba wiem gdzie możemy pójść - odparła wadera.
- No to prowadź.

<Mizu? :) >

OD Mizu CD Milo

W tym czasie, gdy Milo zajmował się Umbreonem ja znalazłam Ravie'go któremu pomogłam. Oczyszczając jego duszę z ciemnej magii, wrócił do swojej normalnej postaci. Śpiącego Ravie'go położyłam w wygodne miejsce. Czekałam, aż Um i Milo wrócą do nas. Gdy zobaczyła kogoś myślałam, że jest to następny kłopot, którego bym nie chciała, ale okazało się to pomyłką. Milo gdy się zmienił w swoją normalną postać, uśmiechnęłam się.
- Już nie ważne. A gdzie jest Um?- odpowiedziałam nie chcąc mówić dlaczego się uśmiechnęłam.
- Dałem mu do zabawy piórko i jakoś się jeszcze nie pojawił.- odpowiedział
- Rozumiem. Nic nie szkodzi Es na pewno jego znajdzie. Wiesz mam dla ciebie małą niespodziankę. - powiedziałam uśmiechnęłam się, po czym odsunęłam. Milo ujrzał swojego towarzysza...

<Milo? Ciekawe, czy się ucieszysz?>

OD Milo CD Mizu

Umbreon poszedł do mroczniejszej części lasu, a ja za nim. W pewnym momencie się zatrzymał i popatrzył na mnie. Wtedy sobie przypomniałem, że mam go czymś zająć, ale nie mogłem używać na nim swoich mocy. Szkoda. Po chwili myślenia przyszedł mi do głowy nie najgorszy pomysł. Wyrwałem sobie jedno pióro i powiedziałem:
- Dobra Um, to jest nowa gra. Ja podrzucę to pióro do góry, a ty musisz na nie dmuchać tak, żeby pióro nie spadło na ziemię. Rozumiesz?
Um pokiwał głową. Ja rzuciłem pióro, a on zaczął na nie dmuchać. Położyłem się na ziemi. Zastanawiałem się, gdzie jest Ravi. Nagle usłyszałem czyiś głos:
- Tenebris.
Szybko wstałem i zacząłem się rozglądać.
- Tak, do ciebie mówię - powiedział ktoś.
- Kim jesteś? - zapytałem. Nagle wbrew mojej woli zamieniłem się w mrocznego demona. Po raz pierwszy nie kontrolowałem nad tym. Zauważyłem, że nie ma Umbreona. Zacząłem go szukać. Dotarłem aż na Czarne Jezioro. Tam zobaczyłem Mizu. Ona zaczęła powoli do mnie podchodzić, a ja warczałem. Już miałem ją zaatakować, gdy nagle opanowałem się i powróciłem do normalnej postaci. Wadera patrzyła na mnie i się uśmiechnęła.
- A, to ty - powiedziała spokojnie.
- Dlaczego się uśmiechasz? - zapytałem. Nie wiem, dlaczego, ale trudno.

<Mizu? Jak widzisz nie domyśliłem się, ale mam nadzieję, że mi w tym pomożesz :) >

czwartek, 23 lipca 2015

OD Mizu CD Milo

Z pojawieniem się portalu, dzięki któremu miały się pokazać bardzo ważne osoby, coś przeszkodziło. Zobaczyłam jak Es & Um są lekko poranieni, a towarzysza Milo nie ma, zaczęłam się martwić. Próbowałam pocieszyć wilka, ale nie udawało mi się to zbytnio. Podeszłam do Es & Um, aby pomóc im z wyleczeniem ran. Nie chcąc, aby Milo zauważył jak korzystam ze swoich mocy astrologicznych poprosiłam, aby Es & Um jego jakoś zajęli. Robiąc to o co poprosiłam użyłam swojej mocy. Ravi, towarzysz Milo jest nieopodal, ale coś nim zawładnęło. Podeszłam do basiora i powiedziałam mu, aby poszedł za Umbreonem z jednej strony, a gdy będzie gotowy niech go czymś zajmie, ale żeby nie używał na nim swoich mocy. Ja natomiast wypowiem zaklęcie uwalniające.
- Dasz radę.- powiedziałam uśmiechając się. - Jeżeli coś by mi się stało, to nie przejmuj się mną.- dopowiedziałam.

<Milo? jestem ciekawa czy się domyślisz, że jest to Ravi :) >

OD Mizu CD Ester

Ne mogłam uwierzyć, że jednak jest ktoś kto zagraża naszej watasze. Pomimo, że poszliśmy za nim, zginął nam z oczu. Est była przerażona, chociaż że nie chciała tego pokazywać, mogłam to zauważyć w jej oczach pomimo panującej ciemności.
- Nie martwcie się. - powiedziałam do dwójki wilków, odwracając się. Przykiwneli tylko głowami.
- To co teraz robimy? - zapytał się Labadiel
- Teraz wrócicie do swoich jaskiń i położycie się spać.- odpowiedziałam
- A co z tobą? - spytała się Ester
- Ja poproszę Espeon & Umbreona o pomoc, aby pomogli mi w postawieniu zaklęć obronnych.

< Labadiel? Ester? Przepraszam, że takie krótkie>

OD Milo CD Mizu

Stałem obok Mizu i patrzyłem na Ravi'a. Czułem się dziwnie. Jakby za chwilę miało się zdarzyć coś złego. Nagle zrobiło się okropnie jasno. Zasłoniłem oczy łapami. Po chwili usłyszałem nietypowy dźwięk.
- Też to słyszałaś? - zapytałem.
- Tak. Ten dźwięk chyba wydali Um & Es - odpowiedziała trochę niespokojnie.
Po minucie wadera dotknęła mój grzbiet i powiedziała:
- Już możesz odsłonić oczy.
Odsłoniłem oczy i popatrzyłem na skałę nad jeziorem. Obok niej leżeli towarzysze Mizu. Pobiegliśmy do nich. Es miała małą ranę na boku.
- Coś im przeszkodziło - powiedziała zmartwionym głosem wadera.
- Albo ktoś - odparłem.
Zacząłem się rozglądać. Nigdzie nie było Ravi'a. Wszedłem na skałę, na której zwierzaki były przed tym wszystkim. Zauważyłem leżące na skale czarne pióro. Po policzku spływała mi łza. Szybko ją otarłem.
- Ravi! - zawołałem. Zrobiło się tak cicho, że można było usłyszeć muchę. Mizu podeszła do mnie.
- Na pewno nic mu nie jest. Może schował się przed światłem - powiedziała.
- Może i się schował, lecz zawsze, gdy wołałem go, przylatywał - odparłem.
Opuściłem głowę. Nie wiedziałem, co robić. Wadera poszła do Um & Es. A miało to być niezwykłe.

<Mizu? Przepraszam, ale nic innego nie przyszło mi do głowy>

środa, 22 lipca 2015

OD Mizu CD Milo

- No pewnie.- odparłam entuzjastycznie. Poszliśmy za śladami Umbreona & Espeon. Idąc za śladami dotarliśmy, aż nad Czarne Jezioro. Zobaczyliśmy jak Um & Es stoją na pobliskiej skale, której koniec kończył się nad jeziorem. Wtedy sobie przypomniałam, że dzisiaj jest ten wielki dzień. Koło Um & Es stał jeszcze ktoś. Był to mały, czarny kruk.
- Co tutaj robi Ravi?- zapytał się Milo
- Poczekaj Milo.- zatrzymałam wilka wyciągając łapę. - Zaraz zobaczysz coś niesamowitego.- powiedziałam uśmiechając się.

<Milo? (: >

OD Milo CD Mizu

- Czemu nie - odparłem - Tylko powiedz mi, jak wyglądają.
- Umbreon jest czarny w niebieskie pierścienie, na czole ma księżyc, a jego oczy są złote. Espeon jest różowa, na czole ma czerwony brylant, a jej oczy są też różowe.
- Ok - odpowiedziałem niepewnie. Ten opis był bardzo dokładny, lecz ja mam małe problemy z kolorami. Dla mnie cały świat jest czarno-biały. Mizu popatrzyła na mnie i powiedziała:
- Spokojnie. Na pewno nam się uda ich znaleźć.
Uśmiechnąłem się lekko. Mam nadzieję, że nie ma mocy czytania w myślach lub coś w tym stylu. Nie chciałbym, żeby ona wiedziała o mojej wadzie.
- Dobra, chodźmy, szkoda czasu - wadera uśmiechnęła się i poszła do lasu, a ja za nią. Przez chwilę zastanawiałem się, gdzie jest Ravi. Później skupiłem się na szukaniu towarzyszy Mizu. Podczas szukania wadera opowiedziała trochę o sobie.
- Czyli jesteś Alfą Watahy Księżycowego Ducha? - zapytałem.
- Tak.
- A czy mógłbym dołączyć?
- Oczywiście. A jakie byś chciał mieć stanowisko?
- Sam nie wiem...
- Potrafisz się zmieniać w cień. Mógłbyś być szpiegiem.
- No to niech będzie szpieg... Skąd wiesz, że potrafię się zmieniać w cień?
- To mój mały sekret, nie mogę ci go zdradzić.
Wadera uśmiechnęła się. Nagle zobaczyłem ślady małych łapek.
- Znalazłem czyjeś ślady - zawołałem. Mizu podeszła do mnie i dokładnie się im przyjrzała. Po chwili powiedziała:
- To są ślady moich towarzyszy.
- Więc jak idziemy zobaczyć, dokąd poszli? - zapytałem.

<Mizu?>

OD Mizu CD Milo

Szukając Espeon & Umbreona natrafiłam na wilka i jego towarzysza, którym był kruk. Zapytując się kim jest. Odpowiedział chłodno swoje imię, jego mię brzmiało Milo.
- Ja jestem Mizu. Co tutaj robisz?- zapytałam
- Chodzę...
- Rozumiem.
- A ty co tutaj robisz?- zapytał się.
- Ja szukam.-odpowiedziałam uśmiechając się.
- Czego szukasz?
- Ja szukam moich towarzyszy. I chciałabym się ciebie zapytać skoro nie masz może nic do zrobienia...to czy nie chciałbyś ze mną ich poszukać?

<Milo?>

OD Mizu CD Essix

Essix szło bardzo dobrze. Jeden z potworów próbował mnie zatrzymać, a Es w tym czasie mnie wyprzedziła. Drugi potwór się pokazał przed Es, a ja ruszyłam w stronę mety. Stanęłam kawałek przed metą i odwróciłam się. Chciałam zobaczyć jak sobie z nim poradzi. Uniki Es był nawet dobre, ale nie perfekcyjne.
- Es spróbuj się skoncentrować.- zaczęłam dawać wskazówki.- Nie rób zbyt dużych przerw między twoimi unikami. Jak zrobisz unik spróbuj jeszcze odskoczyć. Zrób tak, aby się zdezorientował. Nie dawaj mu patrzeć się w swoje oczy...

<Essix?>

wtorek, 21 lipca 2015

OD Ame CD Tina

- jasne ^^
Ruszyliśmy w stronę wilków , a Tina zaczęła mi je przedstawiać . Niestety nie mogłem się skupić ponieważ jedna postać nad wodopojem zwróciła moją uwagę. A ..przede wszystkim jej oczy które ciągle się na mnie patrzyły ...

< ktoś ? sorki że tak krótko , ale chce poznać jak najwięcej wilków ^^ >

OD Milo

Spacerowałem sobie w lesie, gdy nagle przyleciał do mnie Ravi.
- Witaj przyjacielu - powiedziałem spokojnie.
Kruk staną przede mną i skierował dziób w głąb lasu, po czym wzbił się wysoko. Ja rozłożyłem skrzydła i poleciałem za nim. Gdy byłem już nad drzewami, zobaczyłem plażę znajdującą się niedaleko. Poleciałem tam razem z moim towarzyszem. Gdy wylądowałem, zauważyłem, że piasek jest tu jaśniejszy, niż na innych plażach. Morze było spokojne, więc postanowiłem zanurzyć w nim łapy. Woda była chłodna. Ravi też zanurzył swoje małe stópki, lecz po chwili poleciał do lasu. Poszedłem za nim. Nagle kątem oka zobaczyłem jakąś waderę. Zatrzymałem się i popatrzyłem na nią niepewnie. Po chwili wadera zapytała:
- Kim jesteś?
- Jestem Milo - odpowiedziałem chłodno - A ty?
- Jestem...

<Która wadera chętna?>

Nowy Basior - Milo

Powitajmy nowego szpiega w naszym stadzie Milo 


I jego towarzysza Raviego


poniedziałek, 20 lipca 2015

OD Ester CD Mizu

Z tym pogłaskaniem po głowie to nie do końca tak było jak sobie Mizu wyobrażała. Zanim zdążyła dotknąć mojego pyszczka odsunęłam się nieznacznie tak, że wilczyca trafiła na miękki mech porastający ściany jaskini. Chyba nie wyczuła różnicy. Roślina była dość miękka, a w jaskini było ciemno. Byłam natomiast pewna, że basior o świetlistych oczach widział wszystko. Być może nawet to jak łapa Mizu która musnęła moje ucho błysnęła kryształowym blaskiem. Serce biło mi szybko, ale starałam się panować nad oddechem. Na szczęście nieznajomy nie wydał mnie. Alfa wytłumaczyła mi, że niedawno dołączył do watahy i dlatego mogłam go nie kojarzyć. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Jak zawsze poczułam się nieswojo. Zawsze tak mam w towarzystwie samców mojego gatunku. Z drugiej strony ten mój sekret i w ogóle te okoliczności. Musiałam wyglądać dość głupio jak mnie znaleźli. Poczułam także jednak ulgę. Oczy Labadiela, bo tak miał na imię tajemniczy wilk, świeciły na tyle jasno że przebycie jaskiń nie stwarzało mi problemu. Wolałam się jednak za bardzo na tym nie skupiać. Zaczęłam się jednak zastanawiać czy nie powinnam powiedzieć komuś o tej klątwie. Przecież nie chciałam, by moi przyjaciele zmienili się w kryształowe rzeźby, ale nadal zbyt ciężko było mi o tym mówić. Postanowiłam wreszcie zdobyć się na odwagę i upewnić się co do zamiarów wilka.
- Labadiel? - szepnęłam nieśmiało
- Co się stało? - spytał wlepiając we mnie jarzące oczy, w których wyczytać można było mieszankę niepewności i znużenia.
- Mam takie pytanie... i ono jest takie no... - pierwszy raz żałowałam, że ktoś nie czyta mi w myślach. Samiec nadal przyglądał mi się wyczekująco.
- Ty to wszystko widziałeś prawda...
Chyba nadal mnie nie rozumiał. No tak od pobytu w jaskini można było naprawdę sporo zaobserwować. Sowy, nietoperze, drzewa chwiejące się na wietrze.
- Wtedy w jaskini...łapa...mech nie pyszczek - podjęłam z desperacją coraz bardziej plątając się, a to moje zdenerwowanie niezwykle męczyło chyba basiora.
- Chce wiedzieć czy nie powiesz nikomu
Nie doczekałam się odpowiedzi, bo nagle przed nami wyłoniła się sylwetka wilka.
- A to co - szepnęła Mizu.
Skryliśmy się za drzewami.
- Mizu to jest właśnie ten wilk o którym ci mówiłam... To nie był Labadiel bo jego oczy świecą inaczej... zresztą przecież wtedy na równinie... poznałabyś go gdyby to był on.
Posuwaliśmy się ostrożnie za nieznajomym, aż do Czarnego Jeziora. Basior przystanął tam, rozejrzał się i zagłębił w ciemne wody jeziora znikając nam z oczu.
- Co teraz zrobimy? - szepnęłam w przestrzeń.

<Mizu? Labadiel? Ta historia nie może się tak zwyczajnie skończyć ;) Labadiel czy nie zdradzisz mojego sekretu? Mizu czy nadal zamierzasz śledzić nieznajomego?>

OD Essix CD Mizu

Ruszyłyśmy biegiem. Pułapki pojawiały się znikąd. Mizu przeskakiwała je z lekkością. Mnie szło trochę gorzej. Biegłam dość szybko, byłam kawałek przed Mizu. Nagle przede mną pojawiła się dość duża wyrwa w ziemi. Ledwo udało mi się odepchnąć od jednego krańca. Wiedziałam, że nie uda mi się dolecieć i stracę trochę czasu. Po drugiej stronie, wbiłam w ziemię pazury i po chwili wydostałam się z dołka. Mizu wyprzedziła mnie. Stosunkowo byłam na przegranej pozycji. Przeskoczyłam jeszcze dwie kłody drewna, a wtem przed Mizu wyskoczył jeden z ,,potworów''. Zatrzymała się gwałtownie i próbowała przejść, ale ona nie pozwalał jej na to. Uśmiechnęłam się lekko. Byłam już przy samej mecie, gdy przede mną wyskoczył drugi stwór. Był duży i przypominał chińskiego smoka. Poruszał się bardzo zwinnie. Ogonem próbował mnie kilka razy przewrócić. Przeskakiwałam długą przeszkodę, ale nie mogłam przejść. Nadal nie rozumiałam lekcji Mizu. Właśnie!
Mizu! Gdzie ona jest? Rozejrzałam się i zobaczyłam jak powoli dochodzi do mety.

<Mizu? Wymyśl coś. Jestem trochę zajęta, a chciałam ci odpisać. Przepraszam, że krótkie...>

OD Gardisa CD Mizu

Lekko zaniepokoiło mnie gdy samica bezbłędnie określiła typ moich mocy. Kątem oka spojrzałem na samicę i zamyśliłem się na chwilę. Patrol... zdaje mi się, że to dla mnie dobre wyjście. Skinąłem przytakująco głową i z lekkim uśmiechem powiedziałem:
- Chętnie dołączę do patrolu.
- Świetnie - powiedziała samica.
- Tak właściwie to jaki będzie zakres moich obowiązków? - zapytałem
- Będziesz musiał co jakiś czas obchodzić wszystkie tereny watahy a gdybyś zauważył coś niepokojącego natychmiast o tym poinformować.
- To dość proste - stwierdziłem.
- Racja, proste - powiedziała.
Nie wiem dlaczego ale miałem wrażenie, że jej ostatnie słowa nie były do końca szczere. Czyżby coś przeczuwała? Zresztą, zapewne tylko mi się zdaje. Za długo żyłem z dala od wszystkich to i jestem bardziej podejrzliwy.
- Chcesz wiedzieć coś jeszcze? - zapytała
Skinąłem głową i uśmiechnąłem się.
- To wszystko, dzięki.
Samica oddaliła się a ja miałem trochę czasu dla siebie. Rozejrzałem się dookoła. Zdaje się, że mojej towarzyszki nie ma w pobliżu. Mizu powiedziała, że dziś jeszcze nie muszę przejmować się obowiązkami związanymi ze stanowiskiem. To w sumie dobrze. Mam dzień na przywyknięcie do tego miejsca. Ułożyłem się pod drzewem, postanowiłem poczekać na powrót mojej towarzyski. Nie wiem nawet kiedy dokładnie zasnąłem. Sen przyszedł tak nagle, że nie zdążyłem nawet się mu przeciwstawić. Obudziłem się dopiero słysząc jakiś szelest. Otwierając oczy zauważyłem znikający w krzakach biały ogon. To na pewno była Suspex, coś musiało ją spłoszyć. Wstałem i przeciągnąłem się leniwie. Wciąż nieco zaspany rozejrzałem si dookoła. Zauważyłem przechodzącą niedaleko waderę. Byłem ciekaw czy należy do watahy. Nie zdążyłem tu jeszcze nikogo zapoznać. Postanowiłem za nią podążyć. W ten sposób dotarliśmy do złocistej polany. Samica zdawała się nie zdawać sprawy z mojej obecności a może tylko udawała? Po krótkim pokazie umiejętności Mizu dotyczących rozpoznawania mocy wilka uznałem, że mogę się spodziewać już niemal wszystkiego. Samica skryła się w krzakach, chyba zaczęła czaić się na jakąś ofiarę. Ja natomiast stałem na pograniczu lasu skryty gdzieś w cieniu drzew. Po chwili uznałem jednak, że takie śledzenie nie ma sensu. Prościej będzie po prostu zapytać kim jest. Wylazłem z lasu i przywołując na pysk uśmiech powiedziałem:
- Hej.
Wadera odwróciła się gwałtownie.

<Estera?>

OD Mizu CD Gardisa

Chodząc po watasze nudząc się, napotkałam pewnego wilka. Po wilku można było zobaczyć, że dużo przeszedł. Zaproponowałam mu dołączenie do watahy, o dziwo się szybko zgodził. Poprosił mnie również o oprowadzenie jego po naszych terenach. 
- Więc chodźmy i tak nie mam nic do zrobienia, więc mi to nawet pasuje.- powiedziałam lekko się uśmiechając. Przez prawie całą drogę panowała cisza. Chcąc ją przerwać zaczęłam się wypytywać.
- Gardis jakie stanowisko chciałbyś wypełniać u nas?
- Nie wiem. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.- odpowiedział
- Twoje moce opierają się mniej więcej na magi nocy i wody. Nie jestem pewna, ale..- nie skończyłam mówić, a wilk mi przerwał
- Skąd wiesz?- spytał się.
- To już taki mały sekret.- odpowiedziałam.- Wiesz bo brakuje nam wilków do patrolowania, więc pomyślałam, że może chciałbyś...

<Gardis?>

OD Mizu CD Ester

Wciąż idąc przed siebie myślałam wciąż, że idzie za mną Ester. Ale jak tylko się obejrzałam za siebie jej nie było. Hej Est gdzie jesteś? Est? Est słyszysz mnie? wołałam Est, ale ona najwidoczniej nie słyszałam. Szłam więc przed siebie bo wiedziałam, że Est da sobie radę. Po kilku minutach napotkałam się na naszego poszukiwanego wilka. Chmury na niebie się rozproszyły przez co na niebie zawitał księżyc, a wraz z nim gwiazdy, które rozjaśniły mi pole widzenia. Tym wilkiem był Labadiel. Teraz wiedziałam dlaczego każdy wilk w ciemności widział tylko jego oczy. Nie mogłam uwierzyć, że to akurat on. Nie mogąc wytrzymać się od powstrzymywaniu się śmiechu wybuchłam. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- O to ty Mizu. Dlaczego się śmiejesz?-spytał kompletnie nie wiedząc o co mi chodzi.
- Wiesz już o nic. Chodźmy musimy kogoś znaleźć.- powiedziałam powoli uspakajając się. Wilk podbiegł do mnie.
- Mizu wytłumaczysz mi dlaczego się śmiałaś?- zapytał się, będą ciekawy.
- Przez czas w którym szukaliśmy Est,opowiedziałam mu wszystko. Na sam koniec oby dwoje zaczęliśmy się śmiać. Wyczułam jak i zauważyłam świecący cień wilka. Wiedziałam wtedy, wiedziałam, że jest to kryształowy wilk Est.- Chodźmy Labadiel,osoba której szukamy jest już niedaleko.
- Skąd  wiesz? - spytał się.
- Wiesz to już jest tajemnica.- odpowiedziałam uśmiechając się. Nim się spojrzałam Est wpadła wprost na basiora. Otrząsnęła się i zaczęła przepraszać basiora. Ja tylko podeszłam i pogłaskałam wilczyce, mówiąc jej przy tym.
- Dobrze się spisałaś mała.- uśmiechnęłam się lekko, a do jej kryształowego ducha przy kiwnęłam głową. - Pora się już zbierać moje wilczki kochane. Jutro, a raczej dzisiaj musicie się jeszcze położyć i dobrze wypocząć. A ja wreszcie wezmę się do swojej pracy.- powiedziałam i wyruszyłam w stronę swojej watahy.

<Ester? Labadiel?>

niedziela, 19 lipca 2015

OD Lucyfera DO Reahel

Spacerowałem lasem. Zapach gorącego, suchego powietrza podrażnił moje nozdrza. Lekki wiatr owiewał mnie, a słońce wyjątkowo mocno prażyło ziemię, lecz ciepło nie docierało do mnie w tak dużym stopniu, ponieważ drzewa stwarzały coś w rodzaju baldachimu. Liście przepuszczały tylko pojedyncze promienie słońca. Ptaki, wysoko w koronach drzew, odśpiewywały swoje pieśni, które brzmiały jak dość zażarta kłótnia. Po chwili postanowiłem uwolnić się od ciężkiej atmosfery i wzleciałem w powietrze. Wiatr zawiewał mi w twarz mocnej za każdym razem, gdy przyspieszałem. Życie bywa na prawdę nużące. Czy nie może się czasem zdarzyć coś ciekawego? A może po prostu powinienem poszukać czegoś takiego? Leciałem przez kilka minut obserwując las i jego stworzenia. Po chwili poczułem niezbyt uciążliwy ból głowy. W jednej sekundzie odczułem silną magię, która bardzo mnie zaintrygowała. Zleciałem trochę niżej, cicho wymijając drzewa. Na odkrytej polanie spostrzegłem waderę. Oczy ów panny były czerwone jak krew i głębokie. Jej długa, piękna sierść powiewała na wietrze.  Rozglądała się czujnie. Wyszedłem zza drzew i uśmiechnąłem się ironicznie. Natychmiast zwróciła się w moją stronę i przeszyła mnie wzrokiem.
- Kim jesteś? - spytałem. Patrzyła się na mnie trochę zdziwiona, może lekko zaniepokojona. Uznałem, że skoro sama nie chce o sobie powiedzieć sam to muszę załatwić. Była bardziej odporna na moją magię, niż większość wilków, ale i tak w miarę szybko dostałem się do jej mózgu. ,, Nie muszę mu nic mówić'' - myślała. Miała na imię Reahel.
- Może sam si... - nie dałem jej dokończyć.
- Kim jesteś? - znów powtórzyłem,mimo, że wiedziałem jak się nazywa. Powoli, podszedłem do wadery, która bacznie mnie obserwowała.
- Reahel... - mruknęła. Po chwili siedziałem już tylko kilka centymetrów od niej. W łapie trzymałem jej wisior. Emanował silną magią. Wadera popatrzyła się na mnie z lekkim strachem. Zamyśliłem się chwilę wpatrzony w kruczo czarny kamień.
- Opowiedz mi o nim - powiedziałem do wadery dość zainteresowany tematem. Reahel zawahała się. Nie była chętna do rozmowy. - W razie czego Aiden może w każdej chwili pozbyć się tej błyskotki. Prawda Aiden?
Zapytałem się, a on zaczął oddziaływać na wisior. Najpierw powoli podniósł go do góry. Zsunął go z szyji samicy.
- Nie! Oddaj go! - krzyknęła. Aiden zrobił swoje. Nie niszczył ozdoby, ale zrobił na niej jedno dość drobne pęknięcie, by Rea pamiętała o tym zdarzeniu. Zagapiłem się na akcję Aiden'a, a w tym czasie naszą waderę napadła furia, czy coś... Skoczyła, wywracając moją osobę, mimo tego, że jest ode mnie drobniejsza, gotowa zabić. Aiden uznał to za coś poważnego, ale nic jej nie zrobi bez mojego znaku.
Wadera zeskoczyła ze mnie, chwyciła wisior i pobiegła w głąb lasu. Uciekła. Nie wytrzymała tego psychicznie. Uśmiechnąłem się zadowolony. Wstałem i poszedłem za nią. A co? W końcu nie opowiedziała mi o tej błyskotce... Kroczyłem przez ciemniejszą część lasu. Czułem zapach iglastych drzew, które powoli umierały od upału. Jeśli w najbliższym czasie nie będzie deszczu, to rośliny długo nie po będą na tym świecie. I dobrze. Wszedłem na wydmy. Na jednej z nich zobaczyłem postać samicy, której szukałem. Chodzenie po piasku nie należy do przyjemności, więc podleciałem na skrzydłach na parę centymetrów. Stosunkowo szybko znalazłem się obok niej. Usiadłem i poczułem od niej ciepło nagrzanej sierści.
- Wciąż nie opowiedziałaś mi o wisiorze - zwróciłem się do niej. Westchnęła głęboko, a z nieba zaczął padać deszcz. W oddali usłyszeliśmy grzmot.

<Reahel? Sory, że krótkie, ale miałem mało czasu. Nie spiesz się z odpisywaniem, wyjeżdżam od wtorku na dwa tygodnie. Poprowadź to dalej. Fabuła też nie za ciekawa, ale nie miałem pomysłów :P>

sobota, 18 lipca 2015

OD Saikhan'a CD Mizu

Jestem lekko zszokowany. Nie wiem co odpowiedzieć. Alfa wie, że jestem szamanem, a przecież tylko Parys o tym wie.
Mizu podeszła do swoich ksiąg i jakąś wyciągnęła. Teraz jestem bardzo zdumiony to jest ta sama książka, którą dziś z zapałem czytałem, kiedy pomagałem Parysowi.
- Dziękuje...
- Proszę! A co z stanowiskiem dowódcy szamanów? - Spytała i uśmiechnęła się.
- Tak. Bardzo chętnie. - Odpowiedziałem i odwzajemniłem uśmiech.
- Dobrze, a opowiesz mi o swoich mocach?
- Chętnie. Władam nad ziemią i roślinnością. A ostatnio odkryłem swój talent wokalny, który jest zdecydowanie wyjątkowy, swoim śpiewem mogę hipnotyzować, leczyć, a dodatkowo zawsze, gdy śpiewam zwierzęta z najbliższej okolicy przychodzą do mnie. No i jeszcze szybko biegam, ale trenuję to od dzieciństwa.
- A jaka jest twoja historia? Co robiłeś zanim do nas dotarłeś.
Zacząłem opowiadać Mizu wszystko co przeżyłem nawet moje przygody, które mnie spotkały w czasie wędrówki.
Alfa cały czas słuchała w napięciu, wszystko o czym mówiłem interesowało ją. -... i tak trafiłem na teren waszej watahy gdzie spotkałem Parysa.
- Dobrze. Późno już. Idź się przespać. Pewnie jesteś zmęczony.
- Nie ukrywam. - Dzień był bardzo ciekawy ale okropnie męczący.
Lekko ukłoniłem się Mizu, po czym poszedłem do Parysa.
- Pewnie nie masz jaskini?
- Nie.
- To chodź znam jedną gdzie możesz mieszkać. - Powiedział i przyjacielsko się uśmiechnął.
- Dziękuję ci.
Poszliśmy w stronę lasu, obok starych ruin skręciliśmy w lewo.
- A jeśli mogę zapytać. Jakiej rasy jesteś?
- Ja jestem Arinark'iem.
- Co to za rasa?
- To jest bardzo stara rasa, która jest już na wymarciu. Przez, to że jestem z tej rasy mam zdolności szamańskie.
- Aha. O to tutaj. Proszę to twój nowy dom.
Spojrzałem na jaskinie i już sam wygląd zewnętrzny mi się spodobał. Była porośnięta mchem na zewnątrz, w środku była ogromna. Na zewnątrz był kamienne schody prowadzące wyżej do mniejszej jaskini.
Jaskinia bardzo mi się podobała.
- Tu zamieszkam. Dzięki Parys.
- Do usług. - Powiedział po czym lekko się ukłonił i uśmiechnął. Odpłaciłem mu się tym samym.
Od razu wszedłem do środka jaskini i zaśpiewałem, aby parę świetlików przyleciało do środka.
Świetliki przyleciały, a ja zająłem się układaniem leża. Po skończonej robocie położyłem się spać.


OD Gardisa

Dzisiejszy dzień był wprost cudowny. Słońce było już wysoko chodź było jeszcze bardzo wcześnie. Taki tam urok lata. Postanowiłem zrobić mojej wybrance serca niespodziankę, więc wybrałem się na polanę. Tam udało mi się złapać dość dorodnego młodego jelenia. Zaciągnąłem zdobycz do naszej jaskini. O dziwo jednak nikogo tam nie zastałem. Czyżby moja ukochana w tym czasie wstała? Zajrzałem na chwilę do jaskini w której mieszkali moi rodzice, ich jednak również nie zastałem. Trochę mnie to zdziwiło. Postanowiłem zajrzeć w jeszcze jedno miejsce. Była to malutka polanka na której stała spora skała. Mieliśmy tam zebrania. Pomyślałem, że być może alfy zorganizowały jakieś zebranie o którym poinformowały w czasie, gdy ja byłem na polowaniu. Na polance... byli wszyscy, a właściwie to były ciała wszystkich. Leżeli tam dosłownie wszyscy i wszyscy równie martwi. Zbliżyłem się do ciała mojej ukochanej. Wciąż było ciepłe. Miała krwawą ranę na piersi. Rozejrzałem się dookoła. Każdy posiadał dokładnie te samą ranę. Był to okropny widok. Skrzywiłem się na samą myśl jak ktoś mógł coś takiego zrobić. Moje serce było złamane. Czułem niesamowity ból, którego nie mogłem porównać do niczego innego. Najgorsze jednak było to, że miałem świadomość, iż nic nie mogę zrobić. Nagle usłyszałem za sobą jakiś dziwny śmiech. Wzdrygnąłem się i gwałtownie odwróciłem. Przede mną stała ogromna postać, wyglądała jakby była zaledwie cieniem jednak jej kły i pazury wyglądały wyjątkowo prawdziwie. Potwór oblizał się patrząc na mnie swoimi wielkimi, czerwonymi ślepiami. Poczułem jak moje serce bije jak oszalałe. Do tego czułem dziwną niemoc, nie byłem w stanie się ruszyć.
- Ofiara została spełniona - powiedział
Jego głos był bardzo niski i brzmiał jakby dobiegał gdzieś z daleka, a nie ze stojącej przede mną czarnej postaci.
- Nienarodzone dusze są wyjątkowo dobre. - Po tych słowach potwór znikł.
Czym to właściwie było? Czy to jest właśnie to co nazywają demonem? Po chwili dopiero dotarły do mnie jego ostatnie słowa. Spojrzałem na leżące ciała. Dotknąłem brzucha mojej wybranki, była w ciąży. A więc to demon miał namyśli mówiąc o nienarodzonej duszy. Poczułem jak po moich polikach zaczynają spływać łzy. Nie mogłem tego powstrzymać, z resztą nawet nie chciałem. Dlaczego ten demon nie mógł też zabić mnie? Dlaczego musiałem tak cierpieć? Nie mogłem na to dłużej patrzeć. Nie zabierając ze sobą absolutnie nic odszedłem. Bolące serce sprawiło, że przez pierwsze kilka miesięcy byłem gotów zaatakować każdego kto się do mnie zbliżył. Straciłem jakąkolwiek chęć do życia. Zrobiłem się też nietowarzyski i trochę zgryźliwy. Pewnej nocy przebywając w górach usłyszałem jakichś potężny ryk. Zaraz po nim nastąpił pisk, a następnie wszystko umilkło. Zignorowałem to jednak niedługo po tym usłyszałem pisk ponownie, tym razem jednak zdawał się być znacznie bliżej mnie. Nie wiedzieć czemu poszedłem w stronę z jakiej wydobywał się ów głos. Po jakimś czasie zauważyłem niewielką białą kulkę z drobnymi skrzydłami. Miała duże fioletowe oczka i ledwo widoczne rogi. Podszedłem. Młode zerwało się i wyszczerzyło swoje drobne ząbki w ostrzegawczy geście wydając przy tym specyficzny syk.
- Nic ci nie zrobię. - powiedziałem cicho
Mała wyglądała jakby nieco się uspokoiła.
- Chodź do mnie. - uśmiechnąłem się do niej ciepło.
Zdałem sobie sprawę, że dawno tego nie robiłem. Tak wiele się zmieniło w moim życiu. Nagle malutka smoczyca podeszła i przytuliła się do mnie. Byłem tym nieco zaskoczony. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że znów płaczę. Być może dlatego, że gdyby nie ta feralna sytuacja być może teraz przytulał bym swoje szczeniaki.
- Dlaczego płaczesz? - usłyszałem w swojej głowie jakiś głos
Spojrzałem na małą smoczycę. Słyszałem o tym, że smoki potrafią porozumiewać się w ten sposób jednak jeszcze nigdy nie miałem okazji tego doświadczyć. Wytarłem łzy i uśmiechnąłem się.
- To nic takiego.
Poczułem się jakoś dziwnie spokojny. Chciałem zaopiekować się tą małą. Jakiś czas potem dowiedziałem się co się tak naprawdę wydarzyło w życiu Suspex. Uczyłem ją wszystkiego co umiałem. Starałem się jej dać wszystko czego zapragnęła. Chciałem, aby była szczęśliwa.
***
Stanąłem na brzegu wody. Piasek pod moimi łapami był wyjątkowo miękki i posiadał dość nietypowy jak dla mnie kolor. Moja towarzyszka nie chcąc pokazywać się w tak widocznym miejscu pozostała w lesie siedząc na jakimś drzewie przyczajona jak kot. Ja jednak chciałem zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza. Usłyszałem za sobą jakieś kroki przekonany, że to Suspex powiedziałem:
- Jednak postanowiłaś wyjść na plażę. - odwróciłem się z lekkim uśmiechem.
Można więc się domyśleć, gdy za sobą nie zobaczyłem smoczycy a waderę. Zamarłem na chwilę. Otworzyłem pysk chcąc coś powiedzieć jednak samica mnie wyprzedziła:
- Kim jesteś? - zapytała przekrzywiając lekko głowę w pytającym geście.
Położyłem uszy po sobie, zrobiło mi się trochę głupio.
- Jestem Gardis - powiedziałem po chwili.
- Ja nazywam się Mizu - powiedziała z uśmiechem i rozejrzała się dookoła - Ktoś jest z tobą? Zdaje mi się, że to nie mnie spodziewałeś się zobaczyć.
Skinąłem przytakująco głową.
- Moja towarzyszka Suspex. Wybacz, ale wątpię by chciała się pokazać. - powiedziałem i dodałem - Boi się obcych.
- W porządku, rozumiem. - odparła - Masz jakąś watahę?
Pokręciłem przecząco głową po czym dodałem cicho:
- Już nie.
- Chciał byś? - zapytała
Spojrzałem na nią pytająco.
- Jestem alfa Watahy Księżycowego Ducha. Jeśli chcesz możesz dołączyć. - uśmiechnęła się lekko.
Spojrzałem w stronę drzew. Dla mojej towarzyszki mogło być to trudne, ale chciał bym w końcu na nowo poukładać sobie życie. Spojrzałem na waderę i z uśmiechem odparłem:
- Chętnie.
- Super - uśmiechnęła się.
No tak, mój pierwszy krok w stronę normalnego życia. Wadera zaczęła odchodzić.
- Zaczekaj - zatrzymałem ją
Samica odwróciła się i spojrzała na mnie pytająco.
- Tak przy okazji... mogła byś mnie oprowadzić? - zapytałem

<Mizu?>

Nowy Basior - Gardis

Powitajmy Gardisa 



i jego towarzysza Suspex'a


piątek, 17 lipca 2015

OD Estery CD Mizu

Porównanie do szczeniaka nie bardzo mi przypadło do gustu, ale najważniejsze że sposób działał. Byłam jej więc bardzo wdzięczna. Przede wszystkim nie wyśmiała mnie jak postąpiłoby pewnie wiele wilków. Wcześniej nie bałam się ciemności, ale trochę za dużo się jej na oglądałam, gdy błąkałam się w tunelach. Mizu stała teraz na polanie rozglądając się za naszym tajemniczym przewodnikiem, a ja zerkałam lękliwie na ziejący ciemnością otwór. Jedno jest pewne sama tam nie wejdę. Wreszcie dołączyłam do alfy.
- Mizu?- Spojrzała na mnie, a w jej oczach odbijała się troska i zrozumienie. - Ale nie powiesz o tym nikomu?
- Oczywiście, że nie. - odparła beztrosko - Nie widzę powodu, by kogokolwiek o tym informować.
- Dziękuje
- Ale zrozum Est w końcu będziesz musiała komuś zaufać...
- Wiem, ale zbyt wielu już mnie zdradziło... gdy spotkałam kryształowego ducha była ze mną przyjaciółka Aruena, ale gdy pojawił się duch uciekła przy okazji spotkała tego który ich uwięził i wszystko mu powiedziała... wydała mnie, a wcześniej często zdarzało się, że zabawiali się moim kosztem... raz taki jeden basior założył się, że mnie uwiedzie... zawsze byłam bardzo nieśmiała, a przed nim tak się otworzyłam... pokazałam mu moje pierwsze wiersze, a on zaniósł je swoim znajomkom i potem śmiali się ze mnie... albo Linsi udawała, że wpada w przepaść, a ja próbowałam ja ratować, ale nie znałam swojej mocy i byłam tak bezradna, a inni patrzyli i mieli niezły ubaw, bo wiedzieli, że to wszystko iluzja.
Wadera przyglądał mi się uważnie.
- Wybacz te zwierzenia, ale uznałam ze powinnaś wiedzieć.
- Miło mi, że jednak komuś ufasz...- uśmiechnęła się łagodnie - Mam nadzieje, że w naszej watasze to się nie powtórzy
Oczy zaszły mi mgłą. Miałam ochotę uściskać wilczyce, ale duma osobista w porę mnie powstrzymała. Opanowałam się i zaproponowałam, by podążyć dalej. Rozsypałam pył i poszłyśmy dalej tropem nieznajomego. Zastałyśmy go na polanie. Przystanął na małej polance otoczonej z trzech stron skałami. Ukryłyśmy się i nadal go obserwowałyśmy. Nagle podszedł do skały i zniknął. podbiegłyśmy do tego miejsca i zorientowałyśmy się, że za zwisającymi z pionowych skał pnączami jest ukryte przejście. Mizu wślizgnęła się szybko do środka ponaglając mnie bym dołączyła do niej. Niepewnie weszłam do wnętrza i natychmiast ogarnął mnie drapieżny mrok. Pamiętając rade alfy zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie rozgwieżdżone niebo. Szkoda, że nie pomyślałam o tym by zerknąć gdzie idę. Szłam przed siebie tak na wyczucie, aż wreszcie zderzyłam się z jakąś ścianą. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że jestem sama w jakiejś podziemnej komorze. Miałam dość. To czego najbardziej się bałam otaczało mnie ze wszystkich stron. Nie ważne czy mnie zauważą czy nie. Wezwałam kryształowego ducha. Pojawił się ona jak zawsze pod postacią jasno świecącego cienia wilka.
- Witaj władczyni kryształów - zawsze mnie tak witały.
- Witaj sługo czystego serca - odparłam zgodnie z magiczną etykietą.
- Czego żądasz?
- Chciałabym, abyś mnie zaprowadził mnie do... zgubiłam się - przyznałam wreszcie
- Przyszłaś tu z tą młodą waderą
- Mizu! Widziałeś ją?
- No tak... Jak chcesz to zaprowadzę cie... Tylko, że ona szła za jakimś basiorem
- Wiem śledzimy go...
- Ale po co?
- Wybacz ale to prywatna sprawa...
- Dobrze już nie zadaję pytań.
Popędziłam za moim magicznym przewodnikiem mając nadzieję, że Mizu nic się nie stało pod moją nieobecność...gdyby nie ten przeklęty strach przed ciemnością...

<Mizu? Co się z tobą działo? Wiesz już kim jest ten nasz nieznajomy?>    

czwartek, 16 lipca 2015

OD Mizu CD Labadiela

Spacerowałam po łące, chociaż że był późny wieczór. Lekki wiatr powiewał delikatnie rozwiewając moją sierść. W ciemności wyczułam czyjąś obecność i zauważyłam jakieś pomarańczowe dwie kulki. Zaczęłam chodzić wokół nich i się przyglądać. Ktoś zaczął do mnie mówić, ale ja nie mogłam go zobaczyć lepiej. Mając tego dość wypowiedziałam zaklęcie, dzięki któremu światło księżyca oświetliło całą łąkę. Wtedy ujrzałam wilka. Podeszłam bliżej niego.
- Proszę wybacz mi nie chciałam ciebie obserwować.- czułam się zakłopotana, że co dopiero nowy członek, a ja go musiałam już obserwować.
- Jak masz na imię?- spytał się.
- Wybacz mi również, że nie przyszłam szybciej ciebie powitać. Ja jestem alfą tej watahy Mizu. A ty jesteś Labadiel o ile się nie mylę.- powiedziałam uśmiechając się.

<Labadiel?>

Nowy Basior - Lucyfer

Powitajmy Nowego Stratega Wojennego ~Lucyfera.


OD Mizu CD Saikhan'a

Wróciłam do swojej jaskini i zobaczyłam, że moje wszystkie książki zostały poukładane. Trochę się zdziwiłam, ale tego właśnie mogłam się spodziewać po Parysie i jego nowym koledze. Wyszłam z jaskini i zobaczyłam dwójkę która akurat zmierzała w kierunku mojej jaskini. Pomachałam im, aby podeszli do mnie. Saikhan wszedł do środka, a Parys został na zewnątrz przed moją jaskinią.
- No dobrze. Więc chciałabym dowiedzieć się kilku rzeczy.
- Tak, słucham jakich?
- Po pierwsze chciałabym wiedzieć jakie chciałbyś mieć stanowisko?
- Sam nie wiem do końca.- powiedział zastanawiając się.
- Z tego co zauważyłam nadawałbyś się na dowódcę...
- Ja na dowódcę?!- podniósł lekko głos.
- Co ty na to abyś był dowódcą szamanów?
- Ale skąd wiesz?
- Co wiem?- spytałam się z uśmiechem. - A ostatnia sprawa to taka, abyś wybrał sobie jedną z ksiąg które posiadam. Tą co sobie wybierzesz będzie ona twoja już na zawsze. Oczywiście będziesz mógł pożyczać ode mnie, kiedy tylko będziesz chciał.

<Saikhan?>

OD Mizu CD Estery

Wadera pomimo iż nie chciała pokazać, że się boi ciemności, mogłam od razu to stwierdzić. Stwierdziłam to po tym jak zaparła się swoimi łapami i nie chciała tam wejść, a w jej oczach można było zobaczyć strach.
- No dobrze Est zamknij na chwilę oczy.
- Ale dlaczego?
- Rób tak jak ci będę mówić.- powiedziałam uśmiechając się.
- No dobrze.- zgodziła się niechętnie.
- Wiec zamknij oczy. Pomyśl o czystym gwieździstym niebie. Piękne niebo przy którym jest jasno. Chodzisz po rozjaśnionej ścieżce gwiazd które prowadzą ciebie gdzieś gdzie jest jeszcze więcej jasności. A teraz chodź powoli do przodu. Pamiętaj, że ciąż idziesz po gwieździstym niebie. I czekasz, aż gwiazdy pokażą tobie miejsce do którego ciebie prowadziły. Przyśpieszasz co raz bardziej i bardziej.- powtarzałam to wciąż Ester, aż przeszłyśmy całą jaskinię i byliśmy po drugiej stronie.- Teraz Est otwórz oczy.- wilczyca otworzyła oczy i nie mogła uwierzyć własnym oczom.
- Ale jak? Kiedy? Dlaczego?
- Jeżeli będziesz się jeszcze kiedyś bać ciemności to wyobraź sobie gwieździste niebo. Zawsze tak robiłam, gdy się sama bałam. No a po tem uczyłam tego małych szczeniaków jak się bały.- uśmiechnęłam się.- Chodźmy dalej za tamtym wilkiem.

<Ester? Jak podoba ci się mój pomysł na przełamanie twojego lęku?>

OD Saikhan'a CD Mizu

Mizu zostawiła mnie z Parysem no, ale ten miał do wykonania pewne zadanie. Zaoferowałem mu swoją pomoc no i Parys się zgodził. Mizu miała naprawdę wiele ksiąg, niektóre pochodziły od ludzkich pisarzy, ale niektóre były pisane przez naszych szamanów, ale te księgi mnie nie interesowały ponieważ w rękach miałem je wiele razy i większość znam na pamięć, ale ludzkie księgi z bliska widziałem pierwszy raz w życiu dlatego też najbardziej przykuły one moją uwagę. W pewnym momencie zamiast pomagać Parysowi zacząłem czytać książkę o ludzkich szamanach. Z tego co wywnioskowałem to niektóre zakazane przez nich rytuały są wręcz potrzebne.
- Saikhan! Słuchasz mnie w ogóle?
- A przepraszam zaczytałem się. Co mówiłeś?
- Powiedziałem, że jak skończymy porządki robić to oprowadzę cię jeszcze po terenach watahy. Na mamę jeszcze będziesz musiał długo poczekać.
- Dobrze.
Wzięliśmy się dalej za porządki. Tym razem poszło dużo szybciej ponieważ w końcu skupiłem się na pracy, a nie na czytaniu. Po skończonej robocie Parys zaproponował mi długą wycieczkę krajoznawczą. Szliśmy kolejno przez białą plażę następnie przez wątpliwą pustynie. Las sekretów przeszliśmy tylko po to, aby dostać się Niezadbanego jeziora.
Od razu jak się do niego zbliżyliśmy poczułem, że skrywa ono jakąś tajemnicę, ale wody wolałem nie pić jak dla mnie była zbyt mulista. Dopiero w Widmowej puszczy poczułem się jak w domu, to miejsce emanuje energią i tą dobrą no i niestety też tą złą. Parys powiedział żeby lepiej tam nie wchodzić, ale ja nalegałem więc się zgodził.
Po lesie krążyło wiele dusz na szczęście żądnego złego ducha, o których opowiadał Parys nie spotkaliśmy. Doszliśmy do rzeki tutaj zwanej Styksem, niebezpieczeństwo czuć od niej z daleka. Stworzenia w niej żyjące są na pewno magiczne choć te zwykłe pewnie też się zdarzą. Tym razem usłuchałem Parysa i przeszliśmy daleko od rzeki choć byliśmy wystarczająco blisko, aby dobrze się jej przyjrzeć. Następnym naszym celem była złota polana, która wyglądała naprawdę pięknie, biegało tu wiele zwierząt, ale tylko takie zwykłe nie było tu nic magicznego co przykułoby moją uwagę.
Następnie Parys zabrał mnie nad czarne jezioro gdzie ponoć rośnie czarny narcyz.  Parys dokładnie opowiedział mi historię z nim związaną. Wyczułem jego magiczną wibrację, a nawet go zobaczyłem ale nie miałem zamiaru nikomu o tym mówić i sam też go nie chciałem zerwać. Teraz przemierzamy stare ruiny, w których dziś spotkałem mego nowego przyjaciela. Parys chciał mi pokazać je dokładnie więc przez parę godzin zwiedzaliśmy te zniszczone budowlę na końcu zachowaliśmy się trochę jak dzieci bo urządziliśmy sobie wyścig  z przeszkodami okazało, się że z Parysem tak samo szybko biegamy. Doszliśmy do pechowego wąwozu, który już dziś mijałem. Odpoczęliśmy chwilkę po czym wracaliśmy do jaskini Mizu. Był już wieczór i to dość późny. Mizu czekała na nas przed swą jaskinią, zauważywszy nas uśmiechnęła się. Machnęła łapą żebyśmy podeszli więc to zrobiliśmy. Teraz rozmowa z Alfą się zaczęła.

<Mizu?>

środa, 15 lipca 2015

Pomysły! Co o nich sądzicie?

Ja wraz z naszą betą Reahel wpadłyśmy na kilka pomysłów. Przedstawię je mniej więcej jak by one mniej więcej wyglądały.

1) Naszym pierwszym pomysłem jest to, abyśmy zrobili małe zadanie w parach. Polegało by to na trzech etapach. Wiąże się to z pisaniem opowiadań, ale nie będzie ich dużo.
Etap 1: napisanie po jednym opowiadaniu na osobę jak są relacje pomiędzy wami. (taki krótki wstęp)
Etap 2: napisanie po dwa opowiadania na osobę jak przeszliście przez tor przeszkód. (który oczywiście będzie szybciej zaplanowany i ogłoszony)
Etap 3: napisanie po co najmniej trzy opowiadania na osobę, jak wykonaliście przydzielone wam zadanie. (będzie dodany post, kto co jakie zadanie dostanie)
Oczywiście będą nagrody takie jak na przykład:
* przydzielenie dwóch osób jako autorów naszego bloga
* wyższe stanowisko
* dodatkowa moc
* dodatkowy żywioł
* zostanie dowódcą i jeszcze kilka innych

2) Drugi pomysł to taki aby dodać drużyny coś podobnego do gildii powiedzmy. Polegało by to na tym, że jedna osoba zakłada drużynę. I zaprasza, czy też zachęca innych do dołączenia do niej. Gdy będzie więcej niż jedna drużyna, zostaną stoczone bitwy pomiędzy nimi.
Formularz by wyglądał jak na dzień dzisiejszy tak:
Nazwa drużyny:
Herb:
Przywódca:
Członkowie (max.5 wilków):
Punkty drużyny:

3) Niedługo będzie ogłoszony konkurs, ale nie wiem jeszcze dokładnie jaki temat. Dzięki temu konkursowi wyłonimy z:
Basiorów:
* Deltę i Gammę ( może nowego Betę)
Wadery:
* Deltę i Gammę
Jak i również przydzieleniu dodatkowych stanowisk takich jak (niektóre):
* Doradca Alf 
* Doradca Bet 
* Doradca Gamm
* Przywódca całej Armii
* Strateg Wojenny
Oczywiście całkowicie wszystko by nie zostało wyłonione dzięki temu konkursowi. Ale stanowiska zostały by dodane jako nagrodę do zadań, questów...itp.

4) Dodanie nowych questów i zadań. Jeżeli macie jakiś pomysł lub pomysły to piszcie.

5) Chcielibyśmy zrobić coś takiego jak zadania, które dostaje przydzielony wilk. Oczywiście nie co dziennie, a co jakiś czas np. co dwa lub trzy tygodnie.

To są nasze pomysły, które wymyśliłam ja Alfa i nasza Beta Reahel. Jeżeli macie jakieś uwagi czy też pomysły śmiało piszcie do mnie. Oczywiście wasze opinie co na ten temat sądzicie i tak dalej i dalej...

~Alfa Mizu
~Beta Reahel 

OD Labadiela

Postawiłem łapę na tereny watahy nie wiedząc czego się spodziewać. Minęły wieki od kiedy byłem w większej grupie, zwyczaje mogły się nawet tutaj zmienić. A z tego co widzę, to jest to nawet młoda grupa. Wziąłem jednak jeden głęboki wdech ciesząc się tym pięknym dniem. Cokolwiek by się stało, najważniejsze aby doceniać to co się dzieje w około.
Wiatr niósł zapach kwiatów i ciepłego powietrza co wzbudzało we mnie dosyć pozytywny humor ale nie pozbywał się moich obaw .Ruszyłem przed siebie nie wiedząc właściwie gdzie nogi mnie niosą.
Zastanawiałem się też jak długo czas minie zanim przywita mnie ktoś z watahy,na pewno ktoś musi mnie oglądać. Przydałby mi się jakiś kompan do rozmów. Albo kompanka. Chociaż nie chciałbym mieć na karku kogoś kto chce mnie tego karku pozbawić.
Tak czy inaczej, nie mogłem zbyt długo cieszyć się tylko i wyłącznie własnym towarzystwem. Nawet zaczęła mnie nudzić ta samotność.
Wskoczyłem na jeden z większych kamieni na łące i obrzuciłem spojrzeniem całe te pole. Trawa leniwie bujała się wraz z orzeźwiającym wiatrem,niebo zakryło chmurami słońce powierzchownie, pozwalając aby horyzont mienił się kolorami różu i fioletu.Zanim się spostrzegłem dzień szybko zmienił się w wieczór. A co najważniejsze,moje wściekłe pomarańczowe oczy jarzyły się w półmroku, dzięki którym widziałem nieco lepiej. Jednak działa to w obie strony,każdy teraz widział pomarańczowe światełka na środku polany. Zszedłem z kamienia i zrobiłem kilka kroków. Chciałem jednak się z kimś przywitać ale nie być na celowniku. 
Nagle poczułem się obserwowany. Nie mogłem pozbyć się uczucia że ktoś mnie pierwszy zauważył. Nienawidzę tego uczucia.
Już mniej pewny stanąłem i podniosłem głowę. Przeklinałem w głowie łudząc się ze spotkam kogoś miłego.
-Halo?- Rzuciłem gdzieś w powietrze.
- Nie musisz się martwić, nie jestem agresywny.- uważnie porozglądałem się po otoczeniu. Takie zapewnienie jest tylko i wyłącznie skuteczne jeżeli ta druga strona też nie chce cię zabić
.- jeszcze...-Dodałem cicho,bardziej do siebie. Nie byłem pewny zamiarów osobnika ale byłem pewny swoim własnych.

<Ktoś?>

OD Estery DO Mizu

Wieczór był pogodny i jasny. Gwiazdy mrugały do mnie przyjaźnie z nieba, a księżyc rozsiewał wokół błękitnawą poświatę. Siedziałam przy wejściu do mojej jaskini z bawiąc się małym błyszczącym kryształem. Znalazłam go w tunelach uciekając przed moim prześladowcą, miał dziwna właściwość, że świecił w mojej obecności. Bardzo dobrze rzucało się nim zaklęcie blasku którego nauczył mnie Argo. Poznał je przebywając z kryształowymi duchami. I tak dzięki niemu mogłam sprowadzić jasność wszędzie tam gdzie przebywałam. Niestety nie umiałam jej gasić więc w czasie pościgu na nic się nie zdała. Teraz jednak wreszcie byłam bezpieczna więc rozkoszowałam się ciszą i światłem. Przymrużyłam oczy i westchnęłam z ulgą. Wreszcie jestem bezpieczna. W zasadzie w mojej watasze też byłam, ale byłam młoda nie umiałam tego docenić no i nic nie wiedzieli o mojej mocy, więc zawsze czułam się samotna. Tu też nie miałam jeszcze wielu znajomych, jakoś nie rzucałam się w oczy, co wziąwszy pod uwagę moją nieśmiałość było mi nawet na rękę. Nagle moich uszu dobiegł dziwny szelest. Zrozumiałam, że ktoś się zbliża. Wsunęłam się do wnętrza mojej kryjówki i skryłam się za skałą wstrzymując oddech.
- Estera, gdzie jesteś? - usłyszałam spokojny, ale zdecydowany głos. Rozpoznałam Mizu.
- Tu - wyszeptałam wychylając się z kryjówki.
- Chowasz się przed kimś? Mam nadzieję, że nie przede mną. - zażartowała.
- Nie - odparłam jeszcze ciszej.
Przyjrzała mi się badawczo.
- Jak ci przeszkadzam mogę sobie pójść.
- Nie - zaprzeczyłam pospiesznie - naprawdę nie robię nic ważnego...
- Ładnie się tu urządziłaś - stwierdziła przyglądając się świecącym wzrokom na stropie.
- Mam rozumieć, że to przyjacielska wizyta? - odważyłam się wreszcie zapytać. - Jakbym wcześniej wiedziała upolowałabym coś, a tak mam do zaproponowania tylko trochę jagód i wodę.
Spojrzałam na nią przepraszająco.
- Nie - odpowiedziała po chwili namysłu - mam teraz tyle na głowie. Nowi członkowie i w ogóle, że zapomniałam już po co właściwie przyszłam.
Roześmiałyśmy się i bariera mojego wstydu opadła.
- O już sobie przypomniałam! - wykrzyknęła.- Mówiłaś mi coś dzisiaj o tym, że jakiś wilk kręci się po naszych terenach.
- A no tak! - potwierdziłam - Mam go śledzić?
-  Wiesz co chyba ktoś jeszcze mówił mi, że go widział i to nawet nie tak dawno w okolicach czarnego jeziora chyba zmierzał w kierunku równiny...
- Myślisz, że powinnyśmy pójść za nim - spytałam nie bez lęku. Perspektywa takiego spaceru wcale mi się nie podobała.
- To może być naprawdę ekscytująca wyprawa...no i trzeba dowiedzieć się co on kombinuje, ale musimy się pospieszyć.
Niechętnie podążyłam za alfą. Biegłyśmy dosyć szybko. Wreszcie zatrzymałyśmy się na skraju lasu otaczającego czarne jezioro. Ukryłyśmy się za drzewami i obserwowałyśmy błądzący we mgle ciemny kształt. Wreszcie wilk zaczął się oddalać. Mizu wyraźnie chciała iść za nim, ale powstrzymałam ją ruchem łapy.
- No chodź! - ponagliła
- Zaczekaj... nie bez powodu jestem szpiegiem... jeśli teraz za nim pójdziemy to bez trudu nas dostrzeże
- Racja, ale jak tu zostaniemy to zgubimy jego ślad... no chyba, że zamierzasz go tropić.
- Nie zaczekaj... aby przejść równinę potrzebuje jakoś tak ze trzy godziny, więc poczekamy, a potem zobaczysz.
Siedziałyśmy więc ukryte tam około trzy godziny. Łapy nam drętwiały i chciało się spać. Byłyśmy już półprzytomne, gdy wreszcie uznałyśmy, że można ruszyć. Wyjęłam z sakiewki nieco proszku z takiego specjalnego kamienia i rzuciłam go na wiatr. Wyszeptałam zaklęcie i drobinki zaświeciły delikatnie.
- To już wiem dlaczego byłaś taka spokojna - szepnęła Mizu.
Podążałyśmy za drogowskazem kolejne godziny. Niewątpliwie dużo szybciej niż ten którego ścigałyśmy, bo zastałyśmy go nie za daleko od początku gór północnych. Przesuwałyśmy się ostrożnie wzdłuż ścian, a on szedł ciągle wzdłuż łańcucha oglądając się bacznie za siebie. Czyżby wyczuwał naszą obecność. Dookoła panował mrok rozświetlany tylko blaskiem księżyca i gwiazd. Nagle ścigany wsunął się do jakiejś jaskini. Stanęłyśmy u wejścia.
- No choć Estera - zachęcała Mizu.
- Nie, nie ma szans, ja tam nie wejdę. - odparłam zapierając się przednimi łapami na wszelki wypadek gdyby próbowała mnie tam jakoś wepchnąć.
- Dlaczego?
- Bo... bo tam jest ciemno - wyjąkałam
- Boisz się ciemności?
- A widziałaś kiedyś wilka który, by się bał ciemności? - odparłam z godnością, choć wewnątrz w cale nie czułam się tak pewnie.

<Mizu? Ciekawa jestem co z tym fantem zrobisz ;)>

OD Mizu CD Essix

Zakończyłam rozstawiać barierę i przeszłam do wyjaśnienia na czym miało by to polegać.
- Teraz słuchaj Essix. Nasza zabawa polega na tym abyśmy przeszłyśmy z tego końca pola na drugi. Rozpoznasz naszą metę bo będzie czekać tam na nas Espeon, a Umbreon będzie nas obserwował, czy czasami nie oszukujemy. Oczywiście są przeszkody na naszej trasie tak jak mówiłam wcześniej. Co kilka minut i jakiś czas będą się pojawiać znikąd jakieś pułapki. Jak to się mówi kto pierwszy ten lepszy.
- A co z tymi małymi niewdzięcznikami?- spytała się Es
- Te dwa niewdzięczniki zmienią się po naszym starcie w potwory na jakiś czas. Oczywiście nie wiem w co się zmienią i kiedy nas zaatakują. I utrudnieniem naszym jest to, że nie możemy używać naszych mocy. Liczy się tylko nasza zwinność i spryt.
- A jak masz mnie przez to czegoś nauczyć?
- Sama się na końcu przekonasz.- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Dałam znak Umbreonowi, że niedługo zaczynamy. - Gotowa czy nie czas zacząć. Trzy, dwa, jeden start...- i tak rozpoczęliśmy naszą zabawę.

<Essix>

OD Essix CD Mizu

Truchtałam za waderą. Liski za to były przed nami i dalej bawiły się w najlepsze. Po chwili byłyśmy na łące.
- Rozstawianie pola może mi trochę zająć... - powiedziała Mizu.
- W porządku, poczekam - powiedziałam i usiadłam. Mizu zamknęła oczy. Wyglądało to tak jakby medytowała na stojąco. Po chwili zaczęły się pojawiać drzewa. Potem pojawiło się jezioro. Następnie parę dołów w ziemi tu i tam, ale Mizu je zamaskowała. Starałam się zapamiętać ich położenie, ale zapamiętałam tylko część. Lepsze to niż nic... Zamyślałam się, więc nie widziałam więcej przeszkód, które robiła Alfa.
- Już prawie gotowe... - mruknęła do mnie. A ja dalej myślałam, po co nam były te lisy? Ni minęła minuta, a Mizu podeszła do mnie.
- Gotowa do startu?
- Tak, ale mówiłaś, że mnie czegoś nauczysz i że ci dwaj - wskazałam na lisy łbem - przydadzą nam się do czegoś.
- Dokładnie, ale wszystko w swoim czasie. No to jak, zaczynamy? - kiwnęłam głową na tak.
- To o co chodzi i jakie są zasady?
- Już Ci tłumaczę - powiedziała Mizu.


<Mizu? Sory, ale kompletny brak weny :< >