niedziela, 31 maja 2015

OD Essix CD Nathan'a

Gdy Nathan chciał o czymś ze mną porozmawiać zamieniłam sie od razu w słuch. A chodziło mu o temat szczeniaków. Nie byłam zbytnio na to przygotowana więc powiedziałam.
-Szczeniaki?.. Ja... Nie wiem... Czy... Jestem na to gotowa... Może jeszcze poczekajmy?
- Dobrze.
- Ale Nathan, wiedz, że cię kocham! - powiedziałam, a on pocałował mnie w policzek.
- Chodź zaprowadzenia cię gdzieś.
- Ok, ale żeby było tak, jak na pierwszej randce; spokojnie... - zaśmialiśmy się.

<Nathan? Gdzie mnie zaprowadzisz?>

Od Essix - Quest #4

Kazano mi zabić wampira. Jedyne miejsce, gdzie przebywają, to  Las Krwisty. Nic nie zabrałam. Poszlam na żywioł.Pobiegłam więc, przez polanę do lasu. Z lasu na pola ścieszkę, a następnie do Lasu Krwistego. Gdy przeszłam przez jego granicę, szlam powoli i po cichu. W końcu było to polowanie. Nagle, usłuszałam za sobą szelst liści, jakby ktoś właśnie za mną przebiegł. Nie odwróciłam się. Szlam dalej. Jakieś 15 minut później, zobaczyłam przed sobą jakąś starą, zapuszczoną chatkę. Starałam się do niej wejść po cichu, ale podłoga pode mną strasznie trzeszczała. Wchodziła coraz dalej. Zanim do niej weszłam, wydawała się mała, lecz potem weszłam. Wyglądała jakby nie miała końca. Szlam w ciemności przez długi korytarz. Trwało to co najmniej 20 minut. Potem na końcu korytarza zobaczyłam drzwi. Podbiegłam do nich. Otworzyłam je i zobaczyłam zawalony gratami pokój. Podeszłam do miejsca gdzie leżały papiery. Zobaczyłam tam jakąś mapę. Zaczęłam się jej przyglądać. Wyglądała jak mapa tego ów domu. Wzięłam ją w pysk i wyszłam na korytarz. Prawie nic nie widziałam. Skoro jestem wilkiem ognia mogę go używać. Stworzyła kulkę ognia, która leciała przede mną. Skręciłam w lewo. Według mapy był tam korytarz, ale ja widziałam tylko ścianę. Wzięłam rozbieg i uderzyłam w ścianę. Od razu się wywróciła, bo była zrobiona ze styropianu. Na końcu widziałam jakieś światełko. Biegłam przez wąski korytarz, aż dotarłam do końca. Po mojej prawej stronie stały drzwi. Weszłam do jakiegoś pomieszczenia. Tam też było ciemno. Byłam zawiedziona. Cały, wielki pokój był pusty! Zaczęłam myśleć. Spojrzałam się na mapę. Ogień poświecił mi tak, że widziałam tylko mapę. Chwilę potem spojrzałam się na ziemię. Mapa dawała cień. Tyle, że dawała cień inny od mapy. Wpatrzyłam się w cień. Cofnęłam się o 4 kroki i zrobiłam 2 kroki w prawo. Potem zaczęłam skakać. Stara podłoga nie wytrzymała obciążenia, a ja zjechałam na czymś, co przypominało zjeżdżalnię, jakieś 20 metrów. ,,Zjeżdżalnia'' kończyła się około 2 metrów nad ziemią, więc kawałek spadłam. Byłam w pomieszczeniu, które przypominało lochy. Wokół mnie leżały szkielety martwych wilków. Drzwi przede mną były zamknięte, ale obok wisiał na sznurku zardzewiały klucz. Zerwałam go ze sznurka i wsadziłam do dziórki. Zaczęłam go przekręcać. Był spory opór, ale jakoś sobie poradziłam. Gdy otworzyłam ciężkie metalowe drzwi, ujrzałam piękną salę tronową. Na środku leżała otwarta trumna. ,,Chyba nie uda mi się zabić wampira, bo już nie żyje.'' I w tym momencie poczułam na karku ukłucie. Zdąrzyłam tylko zobaczyć skrzydło nietoperza, który wbił mi pazury w kark. Skoczyłam na niego i go przytrzymałam. Miałam go zabić, ale zamienił się w człowieka. Odepchnął mnie z taką siłą, że wylądowałam na ścianie. W łapie czułam przeszywający ból. Mimo to wstałam. Zaczęłam walczyć z wampirem. Walczyłam koło pół godziny. Opadałam z sił. Wampir złapał mnie i chciał ugryść. Ja, nie mogłam do tego dopuścić! Zadrapałam go w twarz. Odrzucił mnie i krzyknął. Wykorzystałam okazję. Zabiłam go! Zadanie wykonane. Ufff... Zmęczyłam się. Teraz, trzeba jakoś wyjść! Zobaczyłam, że kolumny układają się w coś w stylu parkour'a. Zaczęłam po nich skakać. Po kilku minutach wyszłam na powierzchnię. Następnie wróciłam do watahy.

OD Crystal CD Tristian'a

-Ja jestem Crystal.Według mnie Nimfa ma rację-odpowiedziałam-Co tutaj robisz?
-Przyszedłem sobie poczytać, a ty?-zapytał
-Mizu mnie poprosiła,bym poszła do Nimfy po korzenie gnomu ,a później po jakieś fioletowe kwiatki, które nazywały się chyba unestie-odpowiedziałam
-Mogę ci pomóc?
-No jasne-uśmiechnęłam się.
Tristian usiadł w kącie i zaczął po cichu czytać książkę.
-Crystal,korzenia gnomu są gotowe-usłyszałam głos Nimfy
-Dziękuję,Tristian to idziesz ze mną?-zapytałam
Ten nadal czytał książkę.
Z mojego łuku strzeliłam strzałą nad jego głową.
-Y?A tak.-powiedział i zamknął książkę.

*Na łące*

Nigdzie nie mogłam znaleźć niedawno poznanego basiora.
Nagle zauważyłam jakieś piórko w kępie trawy.
Ostrożnie podeszłam do tego piórka.
Z trawy wyskoczył Tristian.
-Znalazłaś mnie...-powiedział
-Nie wiedziałam,że bawimy się w chowanego-powiedziałam

<Tristian?>

sobota, 30 maja 2015

OD Taylor'a CD Phoenix

Chwyciłem waderę i położyłem ją sobie na grzbiecie po czym zacząłem biec do watahy.
-Mizu! Mizu!Phoenix zemdlała!-krzyczałem szukając alfy
-C-co się stało?-zapytała obudzona Phoenix w jaskini Mizu
-Nic się nie stało.Odpoczywaj-powiedziałem uśmiechając się.
W pewnym momencie do jaskini weszła Mizu.
-Mizu ,i co będzie z Phoenix?-zapytałem
-Nic jej nie jest.Tylko zemdlała pewnie ze stresu-powiedziała
-To znaczy,że nie długo będę mogła stąd wyjść?Bo zaczynam się robić głodna...-powiedziała Phoenix
-Sekunda-powiedziałem
Za kilka minut przyszedłem z czterema zającami w pysku.
-Tyle starczy?-zapytałem

<Phoenix?>

OD Nathan'a CD Essix

-Wiesz,bo ja chciałbym z tobą o czymś porozmawiać-powiedziałem
-Yhmm, o czym?-zapytała
-No,chyba można nas już uznać za parę.
-Raczej tak-powiedziała-A co?
-Bo wiesz ja myślałem o no wiesz o...-nie dokończyłem ,bo Essix mi przerwała
-O szczeniakach?-zapytała
-No tak jakby.

<Essix?>

OD Essix CD Nathan'a

Dark skoczył i już zaraz był koło Sovu. Stanął po jej prawej stronie. Briggan też skoczył i l odepchnął Dark'a. Sovu lekko zakłopotana, podleciała do góry na swoich malutkich skrzydłach i wylądowała na moim grzbiecie. Bri i Dark starali się tam wskoczyć, ale byli za mali. Razem z Nathan'em zaśmialiśmy się. Potem poszliśmy na spacer. Szliśmy w ciszy po plaży. Niedługo był zachód słońca.

*Wieczorem*

- Ehh...
- Co się stało? - zapytał troskliwie.
- To, że nie mam jaskini bywa problemem, ale mimo wszystko chcę spać pod gwiazdami.
- Rozumiem. Ostatnio często śpię pod gwiazdami. - spojrzał się na mnie. Westchnęłam i szczęśliwa położyłam się na piasku. Byłam tak zmęczona że zasnęłam. Rano, gdy się obudziłam spojrzałam przed siebie. Leżały tam: jagody, króliki i woda w korze.
- Co to...
- Śniadanie do łóżka - przerwał mi i się uśmiechnął.


<Nathan? Sory,że tak późno, ale nie miałam czasu :P>

OD Essix CD Matt'a

Podeszłam do nich. Spojrzałam się na to słodkie stworzenie, które stało przed Matt'em.
- Jaki on słodki! - powiedziałam.
- Taa... Tak - odpowiedział bawiąc się z gryfem. Nagle skoczyli. Gryf zmienił kierunek i Matt też. Gryf mnie wywrócił. Matt wylądował na mnie i na gryfie. Zarumieniłam się. Matt wstał i podał mi łapę.
- Przepraszam... Ja...
- Jest w porządku - uśmiechnęłam się do niego. Potem spojrzałam... a... raczej chciałam spojrzeć na gryfa, ale go nie było. Matt zauważył kawałek jego ogona.
- Chodź! - krzyknął i pobiegł za gryfem, a ja za nim. Biegliśmy przez las. Biegłam za Matt'em, więc nie wiele widziałam. Nagle Matt skoczył w lewo, a ja wylądowałam na drzewie. Trochę bolało, w końcu dość szybko biegłam. Matt chyba tego nie zauważył i dobrze! Szybko wstałam i pobiegłam za nim. W pewnym momencie Matt zniknął mi z oczu. Biegłam tam, gdzie jeszcze go widziałam. Skoczyłam w krzaki, a przed sobą zobaczyłam piękne miejsce, w którym stali Matt i gryf. Wyglądało to tak jakby na mnie czekali.

<Matt?>

OD Parysa DO Charlott

Wstałem wczesnym rankiem Charlott jeszcze spała więc nie chcąc jej budzić wyszedłem na zewnątrz. Zastanawiając się co mam zrobić poszedłem w stronę gór wiedziałem, że mogę spotkać tam Mizu. Idąc przez las zacząłem się rozglądać. Niektóre zwierzęta jeszcze spały i było cicho a poranna mgła jeszcze nie opadła. Wychodząc z lasu zobaczyłem postać jakiegoś wilka, którą od razu rozpoznałem. Była to Mizu która oglądała jakieś kwiaty. Podbiegłem do niej i się zapytałem co tak ją zainteresowało.
- A ty co tutaj tak wcześnie robisz, z tego co wiem to nie należysz do tych co wcześnie wstają.
- Bez przesady po prostu lubię trochę pospać.- odpowiedziałem z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Tak każdy wie jak lubisz sobie pospać. Zawsze mają problem z obudzeniem Ciebie. A wracając do zadanego pytania to oglądam kwiaty. Mało kiedy można je znaleźć więc się trochę zdziwiłam.
- Rozumiem one na prawdę są piękne.- odpowiedziałem i przyjrzałem się bardziej kwiatom. Kwiaty były różowe a zarazem podchodziły pod fiolet. Słońce wyszło zza gór a mgła opadła. Gdy słońce zaświeciły na kwiaty krople rosy które były na płatkach zaczęły się błyszczeć.  Mizu mogę zerwać jednego kwiata dla Charlott?
- Tak, na pewno się jej spodoba. Muszę już iść a ty zerwij kwita i idź do niej na pewno już wstała.- uśmiechnęła się Mizu i poszła dalej. Ja zerwałem jednego z kwiatów i pobiegłem do jaskini gdzie była Charlott. Wbiegłem do jaskini trochę zdyszany, a Charlott stanęła przede mną.
- Dlaczego jesteś taki zdyszany? - zapytała się. Ja wręczyłem jej kwiata i się uśmiechnąłem.

<Charlott?>

OD Matt'a CD Essix

*Kilka godz. później*

- Jesteś głodna? - zapytałem.
- Nie... dzięki. - odpowiedziała smutna. Wyszedłem i zacząłem chodzić po watasze. Po chwili zauważyłem małe stworzonko...

http://republika.pl/blog_do_4071410/5563210/tr/ac4e2d97_gryf10.jpg

Było zagubione widocznie się zgubiło...
- Kim jesteś? - zapytało przerażone.
- Nazywam się Matt. Masz jakieś imię?
- Nie... - odparło rozglądając się dookoła.
- Chciałbyś do mnie dołączyć i towarzyszyć mi? - zapytałem. Gryf pokiwał głową szczęśliwy, a jego oczy zaczęły się błyszczeć

<Essix?>

OD Phoenix CD Taylor'a

- To... Twój ojciec?! - spytałam strasznie podekscytowana
- Mhm. - powiedział basior widocznie z siebie dumny
Co prawda ledwo, ale wstałam na trzęsących się łapach i popatrzyłam na niego z szerokim uśmiechem. Zapomniałam o wszystkich krwawiących ranach i obiciach. Stanęłam przed basiorem i spytałam :
- Na prawdę mógłbyś mnie trenować..? Bo wiesz... - westchnęłam - Mało kiedy walczę. Zwykle robię za medyczkę... - przyłożyłam łapę do jednej z moich ran i zaczęłam ją leczyć - Trochę mi to zajmie... Rany zadane przez inne magiczne stworzenia, leczą się wolniej niż na przykład te zadane przez wilki.
Basior patrzył na moją technikę leczenia. Rana goiła się na prawdę powoli. Nagle cichutko pisnęłam... Taylor popatrzył na mnie, a ja powiedziałam :
- Potrzebowała bym jeszcze kogoś z umiejętnościami medycznymi...
- Znasz kogoś takiego?
- Chyba tylko Mizu... Ale, można by się popytać. Nie chciałabym zawracać jej głowy...
- Choć, poszukamy kogoś...
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i uszłam kilka kroków, nagle zaczęłam robić się... "taka nie obecna"
- Na pewno dobrze się czujesz? - spytał Taylor
- No... Pewnie... - powiedziałam i padłam na ziemię nie przytomna

<Taylor?>

czwartek, 28 maja 2015

OD Federico CD Danerys

-Wszystkiego Najlepszego-powiedziałem
-Ale ,ja nie mam dzisiaj urodzin...-powiedziała wadera
-Ani ja,ale cóż znamy się kilka tygodni i postanowiłem ci coś wyznać...-powiedziałem
-Co?-zapytała zaciekawiona
-Bo,wiesz ja ,ja chyba się zako-zako-zako-zakochałem!-powiedziałem.
-W kim?-zapytała
-W tobie...-powiedziałem i opuściłem głowę nieśmiało.

<Danerys?>

OD Nathan'a CD Essix

-Jasne ,tylko...-powedziałem
-Y?
-Gdzie oni właściwie się podziali?Zdaje się,że zaledwie kilka minut temu widziałem och przy strumyku.
-No to chodźmy ich poszukać!-powiedziała Sovu
Zaśmiałem się.
Poszliśmy do strumyka ,przy którym widziałem liski Essix-nie było ich.
Z krzaków dobiegał jakiś głos.Ostrożnie odsunąłem liście.W krzewie były liski Essix.
-Gdzie wy byliście?-zapytałem
Podkulili ogony.Essix odsunęła krzaki ,aby Sovu mogła ich zobaczyć.Zdawało się,że obaj się w niej zakochali.
-Cześć,jestem ?Sovu,a wy?-zapytała kotka
-Ehh... to jest Briggan ,a to Dark-powiedziałem

<Essix?>

OD Essix CD Nathan'a

Spojrzałam się na małego słodziaka. Nagle poczułam coś, co dotykał mojej łapy. Spojrzałam się w prawo. Zobaczyłam takiego kotka:

http://pu.i.wp.pl/k,NjkzNDcyNzgsNDcyMTEwNTk=,f,1wilczek1ov.jpg

Patrzył na mnie wielkimi oczami.
- Cześć mały, jak się nazywasz? - powiedziałam do niego delikatnie. Nie spodziewałam się odpowiedzi.
- Jestem... Sovu... - odpowiedziała nieśmiało.
- A ja... Essix - powiedziałam. Potem wskazałam łapą na Nathan'a - a to jest Nathan.
Kotka spojrzałam się na mnie, ziewnęła, a potem połorzyła się na mojej łapie i zasnęła.
- Nathan... Chyba nie jesteśmy sami - zaśmiałam się. Wiedzieliśmy tak i rozmawialiśmy. Kotka obudziła się i wstała.
- Wygodna jesteś... - ziewnęła. - lubię cię. Czy mogę z tobą zostać?
- Yyy... Tak... Ale... Pod warunkiem, że Briggan i Dark się zgodzą. Nathan pomożesz mi ich znaleźć?

<Nathan?>

OD Danerys CD Federico

Federico dał mi piękne, czerwone róże. Powiedział też, że wieczorem ma dla mnie jeszcze jedną niespodziankę. Byłam bardzo zaskoczona, gdy Federico odszedł zastanawiałam się jaka mnie czeka niespodzianka. Ale nie miałam zbyt dużo czasu się zastanawiać co przygotował ponieważ miałam dość dużo zajęć. Skończyłam swoje zadania i poszłam do swojej jaskini. Po dojściu do jaskini zobaczyłam stojącego przed nią basiora. Federico podszedł do mnie. Zaprowadził mnie na łąkę, tam usiedliśmy.A po chwili ujrzałam na niebie kolorowe fajerwerki...

<Federico?> Weny brak :c

środa, 27 maja 2015

OD Nathan'a CD Essix

-Ahh... Życie jest piękne:Tylko ty,ja i ta łąka-powiedziałem
-I ja!-usłyszeliśmy jakiś głos.
-Kto?-zapytałem
-No ja!-krzyknął mały zajączek.

-Co ty tu robisz?-zapytała Essix
-Zgubiłem się-powiedział zakłopotany.
-Cóż,a nie chciałbyś zostać ze mną?-zapytałem
-A jeśli tak to jakbyś mnie nazwał?-zapytał
-Hmm... może Tonny?-zapytałem
-OK,a jak wy macie na imiona?-zapytał
-Ja jestem Essix ,a to jest Nathan-powiedziała Essix.
-Miło mi -podał nam kolejno łapkę.

<Essix?> Brak weny

OD Essix CD Nathan'a

- No... Nie obiecuje... Mogę jeszcze próbować dostać się do innych cywilizacji z którymi jestem związana... Ale naradzie zgoda.
Wskoczyliśmy do morza i wypłynęliśmy na powierzchnię. Podpłynęliśmy do brzegu. Wyszliśmy i otrzepaliśmy się z wody. Znów byliśmy na tej pięknej polanie z której popłynęliśmy do wodnego pałacu. Podeszłam do drzewa. Usiadłam tak, że się o nie opierałam. Natahan usiadł obok mnie i objął mnie łapą.
- Nathan? - zapytałam patrząc się na niego.
- Tak? - spojrzał się na mnie. Nie odpowiedziałam. Pocałowałam go i westchnęłam.


<Nathan? Brak weny>

wtorek, 26 maja 2015

OD Nathan'a CD Essix

Tiara zauważyła ,że Essix próbuje mi pomóc.
Skoczyła na nią ,lecz ona była silniejsza.
Ja nadal wisiałem przytrzymując się gałęzi.
Poczułem coś dziwnego.
Zamieniłem się w całkowicie białego wilka:
http://magicwolvess.blox.pl/resource/mm.jpg
Skoczyłem między Essix ,a Tiarę.
Odciągnąłem wroga od wadery i zacząłem walczyć.A właściwie to robić uniki.
Byłem bardzo szybki.Skoczyłem na Tiarę i popchnąłem ją tak,że wtedy to ona zwisała na gałęzi.Nadepnąłem jej na jedną z przednich łap,a Essix na drugą.Spadła.Nie zabiła się ,bo upadła na kłodę,która płynęła do wodospadu.
-Nigdy więcej takich przygód-powiedziałem do Essix.

<Essix?>

OD Taylor'a CD Phoenix

-Mi nie,ale z tobą nie najlepiej-powiedziałem-Odważna jesteś
-Dzięki-powiedziała
Uśmiechnąłem się do niej.
Zauważyłem jakiś blask w jej oczach,lśniły na niebiesko.
Wcześniej widziałem w nich przerażenie,samotność,a teraz.Wiedziałem,że ma serce do walki tylko brak trenera.
-Podszkolić cię?-zapytałem
-TY?Ale,ale w czym?-zapytała trochę zdezorientowana
-W walce.Zauważyłem,że masz do tego serce-powiedziałem
-No nie wiem-powiedziała
-Zastanów się,jak na razie do propozycja.Ja sam uczyłem się u samego mistrza Sanurito-powiedziałem
-Sanurito?!Największy mistrz w walce?!-zapytała nie dowierzając
-Tak ,w końcu jest moim ojcem-powiedziałem

<Phoenix?>

OD Essix CD Matt'a

- Słyszałam to. Skoro wiesz to jak to powiedz! - krzyknęłam do niego załamującym się głosem.
- Tego uczucia nie da się opisać - powiedział ze smutkiem w głosie. Westhnęłam. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Z klifu Noe skoczyłam, ale zjechałam na czterech łapach po stromym zboczu. Potem weszłam do lasu odwróciłam się jeszcze raz w stronę Matt'a kiedypoczułam szarpnięcie, a potem wielki ból. Potem ciemność. Nagle ocknęłam się w jaskini nade mną stał Matt.
- Matt?... - powiedziałam zakłopotana i spróbowałam wstać. Upadłam.
- Na razie nie wstawaj - powiedział Matt. Położyłam się w tym momencie najbardziej bolała mnie głowa i serce.??


<Matt?>

OD Phoenix CD Taylor'a

Przez jakiś czas siedziałam grzecznie w krzakach, liściach czy co to tam było... Ale gdy Taylor został mocno zraniony przez przeciwnika... Moja krew zaczęła wrzeć! Wyskoczyłam przed basiora i zawarczałam na centaura. Taylor popatrzył na mnie zdziwiony i krzyknął :

- Co ty robisz?! Schowaj się!

- Zamknij się... - powiedziałam, miałam łzy na policzkach bo było mi go żal, i po prostu nienawidzę widoku krwi - Cofnij się... Gdy się z nim rozprawię, wyleczę cię.

- Ale...

- Cofnij się! - warknęłam widocznie mocno zdenerwowana

Aktywowałam swój "Magiczny Sprint" i zaczęłam atakować stworzenie tak szybko, że nie orientowało się kto i kiedy zamierza ja zranić. Nawet gdy jakimś cudem mnie trafił, nie poddawałam się... A gdy padłam na ziemię zawsze się podnosiłam. Taylor obserwował to co robię, i był zdziwiony... Jeszcze przed chwilą byłam tak wystraszona, że musiał mnie bronić. A teraz? Teraz, postawiłam się i próbuję go obronić... Cenaur był strasznie mocno poraniony. W pewnym momencie kopnął mnie tylnymi kopytami, tak mocno, że poleciałam w tył i uderzyłam plecami w skałę... Centaur uciekł. Upadłam na ziemię i ledwo dysząc spytałam :

- Nic Ci nie jest Taylor..? - postarałam się uśmiechnąć, by nie było widać, że wszystkie rany i obicia sprawiają wielki ból...

<Taylor?>

OD Essix CD Nathan'a

- Nathan! Tak się bałam!!! - krzyknęłam i się uśmiechnęłam.
- Spoko, od początku mi się nie podobała - uśmiechnął się. Tiara patrzyła na nas. Potem odepchnęła Nathana przemieniła się:
Skoczyła na mnie. Ja niczego się nie spodziewając nie odskoczyłam. Leżałam na ziemi i próbowałam się wydostać, ale po przemianie była silniejsza. Nathan skoczył, by mi pomóc, ale odepchnęła go i trafiła niem w okno. Okno się rozbiło, a Nathan zwisał za jednej łapie.
- Nathan! - krzyknęłam ze strachem. Wtedy poczułam coś dziwnego. Zaczęłam się unosić, a wokół mnie krążyło coś w stylu światła. Wylądowałam na ziemi. Czułam duży przypływ energii.
Spojrzałam na swoje łapy. Wyglądały inaczej niż zwykle. Wyglądałam tak:


Nie miałam czasu rozważać jak wyglądam. Skoczyłam do okna i wylatując przez nie złapałam za przednie łapy Nathn'a.



< Nathan? >

OD Nero CD Essix

Tiara zaczęła do nas biec.
Przyjąłem pozycję obronną.
-Esssix,dlaczego uciekasz?-zapytałem
-Wiej i ty jeśli ci życie miłe!-krzyknęła z daleka
Uniosłem się w powietrze i po drodze chwyciłem ją za sierść na grzbiecie.
Kiedy tak leciałem stanął przed nami okropny wilk.
A wyglądał tak :
Za chwilę podleciała do nas Tiara i razem z czarnym wilkiem otoczyli nas .
Tym razem nie mieliśmy dokąd uciekać.
Otoczyli nas z wszystkim czterech stron,a w sumie się podwoili.
Z daleka zobaczyłem medalion Nathan'a.
-Co on tutaj robi?Chwila on nadaje Morse'a-powiedziałam
Zrozumiałem to tak: UCIEKAJCIE TĘDY.
Nie wiem czy dokładnie ,ale zawsze coś.
Zacząłem biec w stronę światła,Essix za mną.
Dobiegliśmy do watahy.
Skoczyłem do jaskini Mizu.
Oboje poinformowaliśmy ją o wrogach.

<Essix?>

OD Nathan'a CD Essix

Czułem się trochę dziwnie.Jakbym się w niej zakochał.Ale coś mnie nadal powstrzymywało.
Pokręciła swoim puszystym ogonem przy moim pysku.Essix była niespokojna.Tiara kazała mi biec za nią.Byłem nieświadomy,więc tak zrobiłem.
Essix biegła za nami.Kiedy byliśmy w jakiejś komnacie,w której było wielkie okno Tiara złapała mnie za medalion i poniosła do góry.Unosząc się spojrzałem z zapłakane oczy Essix.Widziałem w nich wszystkie nasze wspólne chwile.Kiedy byłem zaledwie centymetr od powietrza wbiłem pazury w wielki czerwony dywan ciągnący się przez kilka komnat.
-Nathan,zostań ze mną-powiedziała słodkim głosem Tiara
-Wiesz, to chyba nie będzie konieczne-powiedziałem i ogryzłem ją w łapę.Puściła mój medalion ,a ja wylądowałem w komnacie.Essix podbiegła do mnie i mocno przytuliła.


<Essix?> Brak weny

OD Essix CD Nero

- Ja nie mam szczeniaków i pewnie nie będę miała. - odpowiedziałam lekko smutna. Położyłam się na jeszcze rozgrzanym piasku i popatrzyłam w gwiazdy. Zobaczyłam tam wilka. Kogoś mi przypominał.... Tiara! Wstałam nagle i rozejrzałam się nerwowo.
- Co się stało? - zapytał Nero.
- Ja... Ona Chce bym z nią została! - krzyknęłam.
- Ale... Kto?
- Moja siostra!


< Nero? >

OD Essix CD Nathan'a

Kiwnęłam głową, a potem poszliśmy za Neptunem. Weszliśmy do sali tronowej. Spojrzałam się przed siebie i oniemiałam.
- Nathan.... uciekajmy.... - szepnęłam. Spojrzałam się przed siebie i zawarczałam. Przede mną stała moja siostra: Tiara!
Tak wygląda:

- Witaj Essix - powiedziała słodko, patrząc na mnie tak jakby chciała mnie zabić. Ale tylko ja to wiedziałam. Jest moją siostrą! Zawarczałam.
- Nie waż się... - syknęłam do niej
- Oj weź... Tak to się wita siostrzyczkę po latach? - uśmiechnęła się szyderczo. Podeszła do Nathan'a. Obeszła wokół niego i powiedziała:
- Jestem Tiara, a ty?.... - Spojrzała na niego słodko i zamrugała oczami.
- Nathan.... - powiedział lekko zdziwiony, ale jakby rozmarzony. Spojrzałam na niego ze smutkiem. Nie wytrzymałam. Rzuciłam się na Tiarę. Przygwoździłam ją do ziemi. Wtedy Nathan skoczył do nas i powiedział:
- Es, spokojnie! Tiara jest w porządku! - spojrzał się na nią rozmarzony.


< Nathan? >

OD Nero CD Essix

Noriko bawił się z liskami Essix.Wtedy jeden z nich popchnął mnie tak,że poleciałem na Essix.
-Moon będzie zła-powiedziałem zarumieniony
-Moon?
-No moja partnerka-powiedziałem
-Macie szczenięta?-zapytała
-I to ile.Około trzynastu-powiedziałem
-To dużo-powiedziała
-Cóż,większość jest dorosła ,więc nie tak źle-odpowiedziałem
Uśmiechnęła się.

<Essix?> Brak weny

OD Essix CD Nero

- Bri, Dark, tak nie można! Nie grzeczne liski! - zaczęłam na nie krzyczeć. Wtedy podkuliły ogony i zaczęły nam nie skakać więc się położyłam. Liski zaczęły na mnie skakać. Gdy chciałam wstać dalej na mnie skakały. Nie mogłam sobie poradzić.
- Ejjjj.... - powiedziałam do lisków.
- Poczekaj, pomogę ci - powiedział Nero i podał mi łapę. Skorzystałam z pomocy. Wyciągnęłam łapę, a on ją chwycił. Wstałam i wstrząsnęłam się, by pozbyć się wody z sierści. Potem usiedliśmy obok siebie i patrzeliśmy na naszych pupili. 
- Chyba się polubili - powiedział Nero.
- Tak, chyba tak.- uśmiechnęłam się do niego.


< Nero? >

OD Matt'a CD Essix

Zawróciłem. Widząc, że Essix chce skoczyć z klifu szybko podbiegłem do niej i w ostatniej chwili złapałem ją za ogon.
- Nie rób tego... - powiedziałem i wciągnąłem ją.
- Nie wiesz jak ja się teraz czuję... - oznajmiła.
- Wiem.
- Nie wiesz! Ty niczego nie rozumiesz! - zawołała.
- A żebyś wiedziała... że wiem... - powiedziałem do siebie odwracając się.

<Essix?> brak weny :<

poniedziałek, 25 maja 2015

OD Taylor'a CD Phoenix

Przed nami stanął pó koń pół człowiek
-Centaur-warknąłem
-C-Centaur?-Phoenix podkuliła ogon.
Z daleka zobaczyłem liście położone na sobie.Było to nawet dobre schronienie.
-Uciekaj-powiedziałem wskazując liście
-Ale dlaczego?
-UCIEKAJ!!!-krzyknąłem kiedy z lasu wyskoczył Centaur.
Phoenix uciekła do miejsca,które jej wskazałem.
Razem z hybrydem walczyliśmy zaciekle.Wadera obserwowała naszą walkę.
<Phoenix?> Brak weny

OD Nathan'aCD Essix

Dotarliśmy do niedużego zamku.Wokół było dużo pomników przedstawiających jakieś postacie.Na drodze stanął nam niebieski wilk z białymi wąsami.
-N-Neptun?!-krzyknąłem
Wilk pokiwał głową.
-Chwila ,kto to Neptun?-zapytała Essix.
-Neptun jest królem wody i tak częściowo moim ojcem-powiedziałem
-TWOIM OJCEM?!
-No tak częściowo-powiedziałem

<Essix?> Spoko i brak weny

OD Jermaine'a CD Essix

Obnażyłem kły w złowrogim, cynicznym uśmieszku.  Odwróciłem się bez uprzedzenia. Złapałem wilczycę za szyję, przybijając ją do pobliskiej kamiennej ściany. Uwielbiam wykorzystywać swoją przewagę w budowie ciała.  Jej tylne łapy bezwładnie unosiły się nad ziemią. Essix przełknęła nerwowo ślinę, bezowocnie próbując przemienić się w cokolwiek, co mogłoby ją uratować z tej niekorzystnej sytuacji. Przybliżyłem pysk do ucha wadery, a następnie użyłem swojego przepełnionego drwiną głosu:

- Bawimy się dalej, suko? – turkusowe oczy wilczycy zabłysnęły. Musnąłem delikatnie ranę na jej prawym oku. Skorzystała z chwili mojej nieuwagi, mały spryciarz. Odepchnęła mnie od siebie, tym samym uwalniając się z mych łap. Przybrała postać feniksa i zniknęła mi z pola widzenia. – Lubisz igrać z ogniem, co? Czuję twoją obecność. Wiem, że jesteś blisko mnie i starasz się oszukać kogoś, kto jest niepodatny na takie gierki. Nic nie wiesz o mnie i moich umiejętnościach. Jesteś tak samo naiwna jak reszta idiotów, którzy byli przekonani, iż są w stanie pokonać moją osobę w walce. Magicznej? Magia… To u mnie chleb powszedni. – po krótkim monologu wilczyca przeobrażona w ognistego ptaka runęła do strumienia, który był niedaleko mnie. W ułamku sekundy wzbiłem się w powietrze, kończąc swój stosunkowo krótko lot tuż przed waderą, która z nieznacznym trudem wydostała się z wody. Pozbywając się jej nadmiaru, plunęła nią w stronę moich przednich łap. Spojrzała mi w oczy, a na jej pysku zawitał uśmiech. Czułem niedosyt. Chęć zakończenia tego w inny sposób przepełniała całą moją osobę. Pragnąłem zaspokoić swój zabójczy instynkt. Poza tym byłem niebywale zaciekawiony tym, co miała jeszcze do pokazania. Co zrobi, żeby przetrwać. Na tamtą chwilę mogłem powiedzieć na temat jej umiejętności jedynie tyle, iż były przeciętne. Przemiana w feniksa, opcjonalnie jakiś pyłek? Która rozsądna istota staje do walki z mocą przemiany w PYŁEK? Hahah.. Bądźmy poważni. Dla kogoś takiego jak ja, to kiepski żart.

- Poddajesz się? – zadała mi pytanie, głupie tak bardzo, że parsknąłem śmiechem. Śmiechem pełnym kpiny i szyderczości. Ze szramy na prawym oku wilczycy zaczęła sączyć się błękitna ciecz. Dotknęła jej łapą. Sierść wokół opuszka Essix zaczęła znikać – została pożarta przez jasno niebieską wydzielinę. Podniosła się impulsywnie z wilgotnej ziemi, czując, że ktoś lub coś próbuje zawładnąć jej ciałem. Natychmiastowo spojrzała na mnie. Mimo, iż była przerażona, uśmiech, który widniał na jej białym pysku nie chciał zniknąć. – Co, co się dzieje? To twoja zasługa? Przestań!  - wykrzyknęła, zataczając koło. U mego boku znikąd pojawił się demon Infernus, pokryty zielonymi płomieniami. Na mój rozkaz stanął za wilczycą, uniemożliwiając waderze ucieczkę. Uśmiechnąłem się do niej, a potem przejąłem kontrolę nad jej osobą. Turkusowe oczy Six zgasły. Zostały pozbawione swojego wyjątkowego koloru. Zyskały nową barwę – bordową. 

Odzyskała świadomość po kilku dniach. Obudziła się w zupełnie obcej jaskini. Ponurej, bez dostępu do światła słonecznego. Pierwszą osobą, którą ujrzała po „powrocie do świata żywych” byłem ja. 

- Kim.. Gdzie ja jestem?  Chłodno tu. – rozejrzała się dookoła. Wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. No właśnie, czy to nie dziwne, iż zachowywała się tak spokojnie? Straciła pamięć. Niecałą, ale znaczną część. Nie widziała z kim ma do czynienia, czy też co się stało. Kompletnie zagubiona, bezsilna chwyciła moją sierść na klatce piersiowej, wtulając się w nią. W głowie miałem tylko jedno – postanowiłem zabawić się wilczycą. Zasłużyła sobie na to.

<Essix?>

niedziela, 24 maja 2015

OD Essix CD Nathan'a

Nie zdąrzyłam odskoczyć, ale Nathan mnie uratował. Potem stwór popchnął go tak, że wylądował na rafie koralowej. Podbiegłam do niego. Noe miałam żadnej ochronnej kuli, lecz musiałam coś zrobić. Nathan krwawił i był nieprzytomny. Stałam się niewidzialna i rzuciłam się na potwora. Walczyłam co najmniej pół godziny. Potem potwór uciekł. Skoczyłam do Nathan'a. Wzięłam go i znalazłam jakąś jaskinię. Połżyłam Nathan'a na skale. Zamieniełam się w feniksa i się spaliłam. Znów byłam wilkiem. Posypałam Nathan'a popiołem. On się obudził, a jego rany zaczęły się goić.
- Nathan! - skoczyłam na niego - Tak się o ciebie bałam!
- Chyba jest w porządku - powiedział lekko zmieszany.
- Chodź, już wiem co czułam do tego miejsca - powiedziałam. Potem połyneliśmy do zamku, który zobaczyłam w trakcie walki z bestią.

<Nathan? Sory nie miałam czasu>

OD Essix CD Matt'a

Patrzyliśmy na siebie w ciszy. Potem Matt gdzieś pobiegł. Odwróciłam się, a potem pobiegłam na klif. Miałam ochotę skoczyć. Jedno pytanie mnie męczyło: Kogo mam wybrać? Nathan'a, czy Matt'a? Mam dość! Zaczęłam płakać, a potem postanowiłam od tego uciec. Wzięłam rozbieg i małam skoczyć z klifu, lecz coś pociągnęło mnie za ogon.

<Matt? Sory, że tak późno, ale nie miałam czasu>

sobota, 23 maja 2015

OD Phoenix CD Taylor'a

- Był pierwszym wilkiem jakiego tu poznałam... - uśmiechnęłam się
- Na prawdę?
- Mhm.
Obejrzałam uważnie basiora. "Wydaje się miły..." - pomyślałam. Odwróciłam się i zrobiłam ze dwa kroki do przodu, po czym spytałam :
- Idziesz ze mną, czy będziesz tu stał?
- Pewnie, że idę. - basior uśmiechnął się i podszedł do mnie
Razem ruszyliśmy do przodu. Po krótkiej rozmowie, Taylor okazał się całkiem interesującym wilkiem... Nawet nie zauwarzyliśmy, a weszliśmy w częśc lasu w której przynajmniej ja nigdy nie byłam. WIększość roślin była uschnięta, a duża część nawet trująca.  Było słychać warczenie... Stanęłam i rozejrzałam się w około. Podkuliłam ogon i cofnęłam się o dwa kroki.
- Byłeś t-tu kiedyś?
- Nie jestem pewny... Ale chyba nie. - basior spojrzał na mnie - Phoenix, co się stało?
- To... - ogarnęłam się - Nic...
Basior był troszkę zdezorientowany... Nagle usłyszeliśmy ryknięcie. Jakieś stworzenie zaczęło się do nas zbliżać...
- Szlag... - szepnęłąm do siebie


<Taylor?>

OD Nero CD Moon

-Co się dzieje?-zapytałem
-Ni- nie wiem -powiedziała
W tej chwili do jaskini wszedł Ying.
-Co tu robisz?-zapytałem
-No chyba chciałeś ze mną porozmawiać!-krzyknął 
-Nie unoś się!-wrzasnąłem na niego.
Spojrzał na mnie przewracając oczami.
-Amina,Perlita-krzyknąłem
Za chwilę do jaskini weszły wadery
-Wołałeś nas?-zapytała
-Tak,muszę porozmawiać z Ying'iem ,ale coś dzieję się z Moon,zostańcie tu z nią-powiedziałem.
-Dobrze-powiedziały.
Wyszedłem z jaskini z synem.
-Tutaj nie będziemy rozmawiać-powiedziałem i zacząłem iść na południe.
Ying ruszył za mną.
Dotarliśmy do Drzewa Mądrości.
Usiadłem pod drzewem.
-Dlaczego taki jesteś?-zapytał.
-Ale jaki?
-Taki surowy-powiedział Ying.
-Ja nie jestem...-nie dokończyłem ,bo przybiegły zmęczone Perlita i Amina.
-Co wy tu robicie?Gdzie Moon?!-krzyknąłem
-Mama ,ona zemdlała i i chyba nie oddycha!-krzyknęły
Zacząłem biec tak szybko jak mogłem.Za mną były Amina i Perlita.Doganiał ich Ying.
-Gdzie ona jest?!-krzyknąłem kiedy w jaskini było pusto 
-Medycy ją zabrali-powiedziała Amina
Zacząłem biec w kierunku jaskini Phoenix.I faktycznie tam była.
Za chwilę przyszedł Blue z Zorzą z jakimiś ziołami.
Zaczęli leczyć Moon.
Kiedy Zorza mi powiedziała ,że Moon nadal żyje byłem nadal przestraszony ,bo nie wiedziałem co będzie dalej.
Phoenix kazała wszystkim wyjść.Tylko ja mogłem zostać.
Moon się ocknęła.
-Co co się stało?-zapytała
-Nic ,odpoczywaj-uśmiechnąłem się do niej,coś było nie tak.Może już mnie nie kocha.

<Moon?>Brak weny

piątek, 22 maja 2015

OD Matt'a CD Essix

- Zrobić... ale co? - udawałem.
- No to. - odparła.
- Ja sam siebie tam bym nie zrzucił. To wina gałęzi! - zawołałem.
- No powiedz czemu. - powiedziała. Zacząłem odchodzić udając, że nie słyszę. - Matt! - zawołała lekko zdenerwowana.
- Y?
- No czemu chciałeś spaść? - zapytała.
- Ja przypadkowo się tam znalazłem. Po prostu... nie patrzyłem pod łapy. - odpowiedziałem.
- A czemu chciałeś spaść z gałęzi? - zapytała. Znów udałem, że nie słyszę i zacząłem iść dalej i szybciej. Essix powtórzyła pytanie.
- Bo ja Cię kocham! Ale wiem, że nie będziemy razem! - zawołałem pod presją. Umilkliśmy. Patrzyliśmy na siebie.

<Essix?> brak weny

OD Moon CD Nero

Kiedy zasnęłam szybko się obudziłam, aby coś powiedzieć Nero. Kiedy go znalazłam bardzo się zdziwił.
- Co tu robisz? - zapytał. Amina gdzieś zniknęła.
- Chcę ci coś powiedzieć.
- Tylko szybko. Żebyś mi tu nie zemdlała.
Zaczęłam myśleć co by tu powiedzieć. Tak naprawdę nie miałam mu nic do powiedzenia... tylko... tylko nie wiem czemu to zrobiłam.

<Nero?> sorki, że tak późno i brak weny :(

Ważne!

Chciałabym was powiadomić o tym, że nie będzie mnie przez jakiś czas. Dlatego watahą zajmie się Jermaine. Wszystkie opowiadania, formularze, pytania... proszę pisać do nie go. Wszystkie opowiadania mają być wysyłane na jego pocztę.
Proszę was również o to aby do mnie nie pisać dlaczego mnie nie będzie itp. Takie typu wiadomości w ogóle nie przeczytam.

~Alfa Mizu~

czwartek, 21 maja 2015

OD Sunny

Byłam waderą i jestem ale jak by nową...Zawsze żyłam w samotności każdy dzień taki sam ...Lecz to się zmieniło jak ją poznałam . To było tak:
Jak zwykle byłam nad rzeką i w nią patrzyłam bez sensu . Nagle zauważyłam, że woda się poruszyła ...
Wskoczył w rzekę wilk. Była to radosna, wesoła pełna energii wadera a gonił za motylem .W kółko się uśmiechała.
Spojrzała na mnie i powiedziała:
-Hej.Jak masz na imię ?
Przez chwile leżałam cicho a potem mruknęłam:
- Sunny
-Miło cię poznać ! I dalej była wesoła i zaczęła machać ogonem .
-Z czego tak się cieszysz ?-spytałam
-Ciesze się życiem ,tym że cie poznałam ...
Wymieniła jeszcze 100 rzeczy i zrobiła się jeszcze bardziej szczęśliwa i zaczęła skakać .
W życiu nie widziałam tak szczęśliwego wilka. Potem zrobiła się tam szczęśliwa, że skakała jeszcze wyżej .
-To co porobimy ?- spytała
-Nie wiem może pogapimy się w wodę .
-Ok .
Potem zaraz dodała
-To nudne!
-Wiem....- przyznałam się.
-Ja ci pokaże co to znaczy zabawa !Goń mnie!
-Ok .
Potem jeszcze bawiliśmy się w chowanego i w coś tam jeszcze ...
-Było super! Co nie ?
-Tak!-przyznałam rozbawiona i dodałam :
-Jesteś fajna! Umiesz rozbawić nawet smutasów ,którzy nie cieszą się z życia tak jak ja ...
-Nie jesteś smutasem! Byłaś tylko na początku z samotności i ty też jesteś supcio!
-Naprawdę?- byłam zdziwiona .
-Tak, naprawdę i dodała:
-Masz jaskinie czy śpisz w jakiejś opuszczonej noże ?
-Nie, śpię w jaskini.
-Pokażesz ją?
-Oki ,chodź za mną.
-Oooo ale tu ciemno...
-Nie bój się i chodź.
-Na pewno bezpieczne ?
-Tak.
-Lubisz chyba czarny co nie ?
-Nie lubię czerwień a ty ?
-Ja wszystkie wesołe kolory.
-A jesteś już w watasze?
-Nie ,a ty ?
-Ja jestem a chcesz do tej watahy co ja należeć ?
-Tak.

<Ktoś?>

Nowa Wadera!

Powitajmy Sunny

OD Nathana CD Essix

Płynęliśmy coraz głębiej i głębiej.
-Essix może wracajmy ,co?-zapytałem trochę zdenerwowany
--Co ty!Ominie nas przygoda!-krzyknęła Essix.
Westchnąłem.
-Stój-powiedziałem
-Co?
-Nie jesteśmy sami...

Kiedy to powiedziałem rzucił się na nas stwór wodny ,który przypominał lwa ,a jego ogon to ciało węża.
Kiedy chciał rzucić się na Essix odepchnąłem go i zacząłem walczyć.

<Essix?>

OD Strzały CD Terrakotty

W pewnym momencie przyszywany brat rzucił się na mnie.
Zaczęła się walka-ogień VS ogień .
Zadrapałem Ying'owi skórę pod okiem.
Za to on rzucił się na mnie tak,że wylądowałem na skale.
Terrakotta obserwowała nas z daleka.
Miałem rozciętą głowę,ale dzięki mojej mocy nic mi się nie stało.
Wtedy przyszedł Nero.
-Co wy robicie?!-
-On zaczął!-krzyknął Ying
-On się na mnie rzucił!-krzyknąłem
-Ying,jak mogłeś rzucić się na swojego brata?
-On nie jest moim bratem!
-Nie pyskuj!!-krzyknął Nero i zabrał Ying'a.
Kiedy odeszli podeszła do mnie Terrakotta.

<Tarrrakotta?>

OD Taylor'a CD Phoenix

-Jestem Taylor ,a ty?-zapytałem
-Ja jestem Phoenix-powiedziała
-Miło mi-uśmiechnąłem się
-Co tu robisz?-zapytała
-Spaceruję,oglądam naturę-powiedziałem.
-Myślałam,że jestem szpiegiem czy kimś tam-odpowiedziała
-Skąd?Z watahy?Jak na razie jestem w Watasze Księżycowego Ducha-powiedziałem
-Serio?Ja też-powiedziała
-Teraz szukam mojego starego przyjaciela.Podobno jest tu betą-odparłem
-Chodzi ci o Nero?-zapytała
-Tak,znasz go?

<Phoenix?> Chyba ,cię polubi

OD Federico CD Danerys

W pewnym momencie zauważyłem Mizu.
W sekundzie zszedłem z Danerys.
-Gdzie wy byliście?-zapytała
-My...zwiedzaliśmy-powiedziałem puszczając oczko do Danerys.
-Aha... ,a wy przypadkiem się nie...-nie dokończyła ,bo przerwałem jej słowem ,,nie".
-Nie ważne,wracajcie do watahy,robi się ciemno-powiedziała Mizu
Tak wróciliśmy do swoich jaskiń.
Jutro przyszedłem do jaskini Danerys z niespodzianką.

<Danerys?> Nie wiedziałem co odpisać

Nowy wilk!

Powitajmy Taylor'a

OD Bluelly

Hunter zazwyczaj łaził ze mną wszędzie, lecz tym razem był to wyjątkowy przypadek. Spał spokojnie, więc stwierdziłam ,że sama udam się do ośrodka adopcyjnego. Oprowadziłam Tsu po całej jaskini i na końcu doszłam do miejsca w którym było posłanie Huntera. Mój towarzysz spał nieopodal wejścia, poniekąd pilnując go.
-Hunter! -Chlusnęłam na niego odrobiną chłodnej wody. -Obudź się już.
-Blu! Czemu mnie budzisz?!
-Chcę Ci przedstawić nową mieszkankę naszej jaskini. Zostaję członkinią naszej rodziny.
Tsu nieśmiało wyszła przede mnie. Hunter przytulił ją od razu.
-Witaj w domu! Me imię już zdążyłaś poznać. Blu, czemu mnie nie budziłaś wcześniej?
-Nie widziałam takiej potrzeby. Spałeś tak spokojnie.
Tsu przyglądała się rudemu lisowi i ponownie przepatrzyła całą jaskinię. Musiało jej się bardzo spodobać to miejsce. Ja zaś czułam ,że jest między nami spora więź. Być może miałyśmy bardzo podobną przeszłość. Na obiad Hunter upolował jakiegoś królika. Ja dodatkowo upiekłam mój specjał. Mleczne ciasteczka, które od razu zasmakowały Tsu. Wieczorem położyłam się spać na moim posłaniu. Po chwili do mojej sypialni cichutko weszła malutka waderka, trzymająca w pyszczku niewielkiego misia.
-Ciociu? Mogę spać tutaj?
-Ależ oczywiście.- Przesunęłam się bliżej pod ścianę.
Noc upłynęła nam spokojnie. Następnego ranka do mojej jaskini zapukała Rea.

<Rea? ^~^>

OD Danerys CD Federico

Byłam zaskoczona tym jak mnie pocałował. Ale nie byłam jeszcze gotowa na partnera... Uważałam, że zbyt krótko się znamy. W końcu trzy dni to niewiele czasu. Federico wstał i znów próbował na mnie skoczyć. Tym razem mu się to udało. Nasze pyszczki były naprzeciwko siebie... Ponownie mnie pocałował.... Tylko, że tym razem mu w tym nie przeszkadzałam.

<Federico?> Co z tego wyniknie? Może uwiedziesz Danerys i...

OD Essix CD Nahana

Westchnęłam z zadowoleniem. Potem wstałam i podeszłam do jeziorka. Wskoczyłam do niego zgrabnie na główkę. Zanurkowałam i spojrzałam w dół. Co najmniej 20 metrów w dół!
Ale miałam wrażenie, że coś jest na dole.
- Nathan! - krzyknęłam, żeby przyszedł. Podbiegł do mnie. - Chodź!
Wciągnęłam go pod wodę. Gdy wypłynęliśmy powiedziałam:
- Coś tam jest! Muszę tam dotrzeć! To może być wspaniała przygoda! - powiedziałam, a oczy mi błyszczały. - Chciałam się zapytać: Idziesz ze mną, czy nie?
- To długa droga... - powiedział.
- Ale damy radę! - powiedziałam. Coś ciągnęło mnie do tego miejsca.


< Nathan? Szykuje się niezła przygoda>

OD Federico CD Danerys

Zauważyłem,że Danerys jest zimno.
Przytuliłem się do niej i ogrzałem ją.
Pocałowałem ją w pyszczek.
-Ejj!-krzyknęła
-No co? Chyba wystarczająco długo się znamy-powiedziałem
-Trzy dni?-zapytała
-Jak ten czas szybko leci-powiedziałem
Spojrzała na mnie trochę dziwacznie i kiedy się tego kompletnie nie spodziewałem przewróciła mnie tak,że leżałem na ziemi ,a ona na mnie.
Polizała mnie po czym ze mnie zeszła i usiadła na górce.
Przyszykowałem się do skoku na nią i skoczyłem.
W tym momencie kawałek się przesunęła i przeleciałem obok niej,wylądowałem pod jakimś drzewem.
Nagle na moją głowę spadł kokos.
-Ałł-zawołałem
Wadera się śmiała.
-Niegrzeczna dziewczynka-pomyślałem.

<Danerys?> Ciekawe jak to się skończy?

OD Phoenix

~Spaceruję po lesie.~
Jestem w tej watasze już dość długo, ale rzadko wychodzę ze swojej jaskini. Trochę dziwne, co nie? Nagle usłyszałam pękającą gałąź. "Wilk, czy nie wilk? Z tej watahy, czy nie?" - pomyślałam. Praktycznie bez zastanowienia, pobiegłam przed siebie. "Ktoś" dolej za mną biegł. "Na pewno wilk" - przemknęło mi przez głowę. Zatrzymałam się i stanęłam na przeciw wilka, który ledwo przede mną zahamował.
- Kim jesteś? - spytałam


< Ktokolwiek? >

OD Terrakotty CD Strzały

Podeszłam do Strzały i szczeniaka.

- Kto to? - spytałam

- To... - basior westchnął Ying

Ying nic nie mówił, tylko patrzył na mnie... W jego oczach było coś dziwnego. Odbijała się w nich czysta chęć walki. Odsunęłam się i powiedziałam :

- Spójrz w jego oczy...

- O co ci chodzi? Są normalne. - powiedział Strzała

- Skup się!

Strzała popatrzył Ying'owi w oczy, i nagle odskoczył jakby przestraszony. Ying nagle pojawił się przed nim i spojrzał jakby chciał mu coś powiedzieć... Coś niezbyt miłego... Zaczęłam biec w ich kierunku. Chęć walki nie zniknęła z oczu Ying'a.

< Strzała? Ying? > Brak weny :<

środa, 20 maja 2015

OD Danerys CD Federico

-I jak na razie dobrze Ci to idzie-zaśmiałam się.
-Taa...
Sean dalej się do nas łasił. W końcu wszedł basiorowi na głowę i tam postanowił uciąć sobie drzemkę. Nagle zawiał lodowaty wiatr. Aż zadrżałam.

<Federico?> Romanse się zaczynają? XD

OD Bluelly

Mizu zaprowadziła mnie do miejsca w którym przebywały wszystkie szczeniaki do adopcji. Większość bawiła się na sporej polanie. Jedna marzycielsko, w cieniu drzewa, uciekła myślami. Moją uwagę przykuła jedna z nich.Siedziała cicho i obserwowała innych. Niemal niewidoczna przez wysoką trawę. Odwróciłam się. Mizu rozpoczęła rozmowę z jedną opiekunek szczeniąt,Moon. Podeszłam do malutkiej wadery. Od razu speszyła się.
-Cześć, mam na imię Bluelly. -Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Tsuya. -Na jej pyszczku dostrzegłam ledwie widoczny uśmieszek.
-Zastanawiam się nad adopcją.
- Vectra to miła wadera, albo Nate, basior z gwiazd zrodzony. Niezwykle opiekuńczy.
Chyba nikt się nią nie interesował.Sama stworzyła sobie inny świat. Ktoś ją musiał skrzywdzić.
-Dziękuję za propozycję.- Rzuciłam miłym tonem.-Ale to właśnie Ciebie, chciałabym zabrać do domu.
-M-mnie?- Popatrzyła zdziwiona.
Przytaknęłam w pozytywnej odpowiedzi. Mizu podeszła do nas i wytłumaczyła mi sprawę adopcji. Potem powiedziałam iż to właśnie Tsu, chciałabym zabrać do domu. Miałam wrażenie, że się uśmiecha. Ta mała zamknięta w sobie wadera,Tsu, uśmiechała się teraz, przynajmniej odrobinę. Za chwilę poleciała spakować swoje rzeczy. W tym czasie ja zapoznałam się z warunkami adopcji. Po krótkim czasie, Tsu wyszła z niewielką walizeczką, którą niesfornie ciągnęła w moim kierunku. Pożegnała się prędko z tymi, których polubiła, a potem opuściłyśmy polanę. Wzięłam jej walizkę i ciągnęłam ją na wodnej smyczy. Podczas drogi opowiedziałam jej trochę o sobie, swoim towarzyszu i ogółem życiu. Następnie to ona otworzyła się przede mną. Dowiedziałam się o ,że jej matka zostawiła ją tu. Współczułam jej. Może teraz mam szansę dać jej wspaniały dom? Mam nadzieję ,że otworzę jej nowe pole widzenia na słowa "kochająca rodzina".
-Powiedz, lubisz ciemności?-Zaniepokoiłam się, ponieważ moja jaskinia nie była chyba zbyt odpowiednia dla szczeniaka.
-Uwielbiam. -Uśmiechnęła się.
Doszłyśmy na miejsce. Otworzyłam wodne przejście, po czym gdy znalazłyśmy się w środku zamknęłam je z powrotem.
-Będę mogła się teleportować, by nie zmoknąć.
Poparłam jej pomysł. Wydawało mi się ,że jaskinia jej się podoba. Lubiła takie klimaty. Zapoznałam ją z moją sypialnią. Składała się ona z wygodnego posłania oraz komody stworzonej z kamienia. Światło wpadało przez otwór w ścianie,który zabezpieczyłam (tak jak i wejście) wodną kopułą.
-Chcesz mieć osobną sypialnię, czy spać tutaj ze mną? Stworzę Ci osobne łóżeczko.
-Hmm sądzę ,że mogłabym tutaj zostać. Ale jeśli Pani pozwoli, mogłabym spać z..Panią?
-Mów mi "Ciocia", "Mama" lub po imieniu, Blu.-Zaproponowałam.
-Dobrze,Ciociu. To jak?
-Oczywiście ,że będziesz mogła ze mną spać. Ahh właśnie chodź, przedstawię Cię Hunterowi. Mój towarzysz też powinien Cię polubić!

CDN

OD Federico CD Danerys

-Przecież nie musisz go odnosić-powiedziałem-Widocznie bardzo cię lubi skoro przyszedł za tobą tak daleko.
-Widocznie tak-powiedziała
Kotek zaczął się do niej łasić.
I dziwne ja nie kichałem,a on na mnie nie syczał po chwili podszedł do mnie i też zaczął się łasić.
-Chyba cię polubił-powiedziała Denerys
-Widocznie tak -uśmiechnąłem się do niej.
-To o czym my tu?-zapytała
-A! Chyba o niczym.-powiedziałem nadal obok niej leżąc.
Wtedy o tym się zorientowałem.
-Yy... przepraszam-powiedziałem-Jak na razie uczę się lądować.

<Danerys?>

OD Nathana CD Essix

~Kiedy Twoich oczu stracę blask,
~kiedy nad moją głową przestanie śpiewać ptak,
~kiedy odejdziesz znów,
~by przykuć do łap trud.
~Zaczniesz nadzieję mieć,
~zaczniesz nadzieję mieć,nadzieję mieć.
~A kiedy ona pójdzie w dal,
~Kiedy odejdziesz Ty
~Zostanie tylko żal...
Tak skończyliśmy śpiewać.
Dziwne to wyglądało jakbyśmy słowo do słowa czytali sobie w myślach.

<Essix?> Wiesz ja też nie wiem co pisać

OD Essix CD Nathana

Zaśpiewał o mnie piosenkę. Potem zaczął śpiewać następną.
Brzmiała tak:
~ Zawsze, gdy cię widzę czuję, że żyję.
~ Za tobą skoczył bym w ogień,
~ By umrzeć z tobą.
~ Jeśli odejdziesz,
~ Nie przeżyję,
~ Ponieważ kocham cię...
W tym momencie mnie pocałował. Uśmiechnęłam się do niego.
- Może w duecie? - zapytałam.
- Zgoda - powiedział i zaczęliśmy śpiewać:


<Nathan?> Niestety, nie potrafię pisać dobrych tekstów do piosenek :P

OD Essix CD Matt'a

- Matt? To ty? Gdzie jesteś? - pytałam nerwowo.
- Ughhh.. - usłyszałam czyjeś westchnięcie. Spojrzałam w dół przepaści. Tak, to był Matt.
- Matt, chodź, pomogę ci wyjść!
- Nie chcę! - westchnęłam. Zamieniłam się w Feliksa, podleciałam do niego i chwyciłam go za kark. Trochę się miotał, ale mi się udało.
- Co ty sobie myślałeś?! - krzyknęłm na niego.
- No... nie wiem...
- Matt, czemu chciałeś to zrobić?!


<Matt? > Dalej mam brak weny :P

OD Nathana CD Essix

Spojrzałem się na nią.
Wyglądała jak anioł.
Nadal patrzyłem i zacząłem śpiewać:
~Kiedy tak na Ciebie patrzę,
~świat zmienia się na lepsze.
~Kiedy tak na Ciebie patrzę,
~zdaje się ,że nie istnieją łzy.
~Kiedy tak na Ciebie patrzę,
~wydaje się,że niestraszne mi jest nic.
~Kiedy Ty odejdziesz ,
~świat na gorsze zmieni się.
~Kiedy Ty odejdziesz,
~ łzy zaczną istnieć.
~Kiedy Ty odejdziesz ,
marzenia stracą swój sens...
Później zacząłem śpiewać drugą piosenkę:

<Essix?> Ciekawe jak ona brzmiała

OD Matt'a CD Essix

Schowałem się w krzakach. Nagle zza roślin wyskoczył smok.


Był szary. Jakby zbudowany z pajęczyn. Z jego pyska leciał kwas, wokół którego była fioletowa mgła. Kwas świecił na fioletowo. Smok pluł nim dookoła, a Essix cały czas robiła uniki. Wyglądała ślicznie... Kiedy smok wycelował w nią i pluną w jej kierunku kwas, a ona nie miał jak go uniknąć skoczyłem, aby ją uratować. Wiedziałem, że to przeżyję, bo jeżeli się chce przeżyje się wszystko. Nie pamiętam co się potem działo. Obudziłem się w jaskini Mizu. Była przy mnie ona i... i nikt. Próbowałem wstać, ale Mizu powstrzymała mnie.
- Musisz teraz odpoczywać. - powiedziała. Westchnąłem. - Nieźle oberwałeś... Masz szczęście, że nadal żyjesz. - dodała z lekkim uśmiechem.
- Tak... szczęście... - powiedziałem do siebie.
Kilka dni później byłem już na nogach, ale nadal trochę kulałem. Spotkałem Essix.
- Jak się czujesz? - zapytała.
- Dobrze. - odpowiedziałem. Miałem wzrażenie, że... Byłem słaby i... żyć mi się nie chciało, bo... dzień wcześniej widziałem coś czego z całą pewnością widzieć nie powinienem. Odeszłem do jaskini. Kiedy wadera była już daleko wyszedłem. Idąc przez watahę spotkałem białego wilka. Był rozdrarzniony, a za nim stał brązowy basior ze skrzydłami. Ten drugi zachowywał się jak szczeniak.
- Kim jesteście? - zapytałem.
- Co cię to? - odparł wściekły biały basior.
- Siemanko! Jestem Grown, to Yööng. - powiedział brązowy. - A ty jak się nazywasz?
- Matt... - odpowiedziałem.
- Czemu jesteś smutny? - zapytał Grown.
- Co cię to?! - warknąłem.
- O, widzę, że ciebie też denerwuje Grown. - powiedział Yööng.
- Eh... Wszystko mnie dzisiaj denerwuje...
Yööng powiedział coś drugiemu. Po czym ten brązowy odszedł. Biały zaczął iść w drugą stronę. Poszłem za nim. Kiedy znikł mi z oczu skręciłem w prawo, potem w lewo, znowu w lewo, potem cztery razy wnprawo, siedem w lewo i tak dalej, aż się zgubiłem. Zacząłem iść przed siebie. Nagle pod łapami zabrakło mi gruntu. Zacząłem spadać niżej i niżej, aż zatrzymała mnie gałąź. Byłem pośrodku przepaści. Nie miałem szans się wspiąć. Po kilku godzinach zacząłem bujać gałąź, tak, aby wpaść prosto w rzekę, która płynęła doliną. Było w niej mnóstwo ostrych jak brzytwa kamieni i głazów. "Nareszcie się uwolnię i będę wolny... i będę robił co mi się będzie chciało..." - pomyślałem. Gałąź bujała się coraz bardziej... aż w końcu usłyszałem jakiś głos. "Super! Teraz jeszcze słyszę głosy! Idealnie!..." - pomyślałem nie przerywając mojej czynności.

<Essix?> los Matt'a jest w twoich rękach!

OD Danerys CD Federico

-Sean!-krzyknęłam-jeśli jeszcze raz wywiniesz mi taki numer, to przysięgam, że Cię wykąpię!
Kotek słysząc słowo "wykąpię" od razu podkulił odonej i położył uszy po sobie. Zaczął syczeć na Federico.
-Jeszcze syczysz?! No to w jaskini inaczej sobie porozmawiamy, mój drogi.
Federico zaczął kichać.
-Najmocniej Cię przepraszam. Nie wiedziałam, że za nami idzie... Przepraszam, muszę go z powrotem zanieść. Ech... A potem jakoś tu wrócić.

<Federico?>

OD Essix CD Nathana

Zaprowadziłam go w pewne miejsce, zdjęłam mu opaskę i powiedziałam:
- To tu - Powiedziałam. To miejsce wyglądało tak:

- Wow... To miejsce jest takie.... piękne.
- Tak. I takie... Tajemnicze.... - Tym razem byliśmy bez lisków. Położyłam się na ziemi i spojrzałam w gwiazdy na niebie. Nathan położył się obok mnie.


< Nathan?>

OD Essix CD Matt'a

- Ok, chodźmy za watahę. Ale musimy wrócić przed nocą - spojrzałam na niego poważnie.
- Okey. - powiedział i się zaśmiał.Ja wiedziałam, że to zły pomysł. Potruchtałam za nim. Weszliśmy, do jakiegoś ciemnego lasu.
- Matt... - zawahałam się  -  nie wchodźmy tu... Obejdźmy ten las...
- Spokojnie - Powiedział, ale ja jakoś nie byłam spokojna. Wchodziliśmy coraz głębiej. Usłyszałam szelest w krzakach.
- Stój - powiedziałam - uciekajmy, coś nas śledzi. Biegnij!
- Ale..
- Biegnij! - Matt pobiegł, a ja zostałam. Byłam gotowa do uniku i do ataku.


< Matt?>

OD Federico CD Danerys

-Okk...-powiedziała niepewnie wadera
Szliśmy dosyć długo.
Odkryłem oczy Denerys.
Byliśmy w lesie kwitnących kwiatów.
Denerys położyła się w kwiatach.
Tam było naprawdę pięknie.
Chwilę później wylądowałem obok niej.
Zmieniłem trajektorię i przypadkowo wylądowałem obok jej pyszczka.
Zarumieniła się.
W pewnym momencie usłyszałem miauknięcie.
Okazało się,że kotek Denerys cały czas szedł za nami.

<Denerys?>

OD Nathana CD Essix

-Trochę za dużo tych czułości-pomyślałem.
Liski nadal się do mnie łasiły.
-To może teraz ja ci coś pokażę?-powiedziała Es
-Ale to chyba basior powinien robić niespodzianki,co?-zapytałem.
-Proszę,zgódź się-powiedziała
-Dobra,ale tylko ten jeden raz.Zgoda?
-Zgoda!
Wadera zakryła mi oczy opaską i prowadziła do jakiegoś miejsca.

<Essix?> Nie tylko u ciebie

OD Matt'a CD Essix

- No dobra. - odpowiedziałem bez dłuższego zastanawiania się. Wadera wyszła i zaczęła biec. Ja za nią. Po jakimś czasie zatrzymała się i odwróciła.
- Jesteś zmęczony? - zapytała.
- Nie, a co?
- Nie nic. - odparła. Odwróciła się i znów biegła. Po jakimś czasie zorientowałem się, że okrążyliśmy całą watahę.

*5 minut później*

- To... co robimy? - zapytałem. Wciąż o niej myśląc. Wydało mi się, że jesteśmy sobie przeznaczeni...
- No nie wiem
- Może pochodzimy w poszukiwaniu przygód? - przerwałem.
- No, dobra... - odpowiedziała niepewnie. Zacząłem iść. Essix podążyła za mną. Kiedy wyszedłem za terytorium watahy wadera zatrzymała się i zapytała:
- Czemu odchodzimy od reszty?
- Przecież najlepsze przygody zdarzają się poza watahą. - oznajmiłem. Wtedy zauważyłem w niej coś innego niż zwykle. Wtedy uwierzyłem, że naprawdę jesteśmy sobie przeznaczeni... ale co ona czuje? Tego nie wiem...

<Essix?>

OD Danerys CD Federico

-Oh... Ja nie... Nie wiedziałam... Nieumyślnie go tak nazwałam...-odparłam. Strasznie mi było głupio.
-Spokojnie. Nic się nie stało-zaśmiał się basior.
Federico znów kichnął.
-Poczekaj chwilę. Odstawię Sean'a do jaskini.
Poszłam i zostawiłam kotka w jaskini. Ponownie wróciłam na miejsce spotkania z basiorem.
-Już.
-Uff..
Południe... Ech. Nie lubiłam tej pory dnia. Zawsze było gorąco. Jednak Federico wziął opaskę i zawiązał mi nią oczy.
-Chodź, muszę Ci coś pokazać.

<Federico?>

OD Essix CD Nathana

- Hej, Bri, Dark! Nathan jest w porządku! - powiedziałam do nich. Wtedy one podeszły i zaczęły się łasić do Nathana - Idźcie się jeszcze pobawić w wodzie.
- Heh... Słodkie są... - uśmiechnął się
- Taaak... - odpowiedzialna i lekko się zaśmiałam. Potem Nathan mnie pocałował.

<Nathan?> Kompletny brak weny.

wtorek, 19 maja 2015

OD Federico CD Danerys

-Ładnie -powiedziałem
-Dzięki,ty też masz ładne imię-powiedziała
Usłyszałem ciche miauczenie.
-To-to twój koo-koot?-zapytałem kichając
-Tak,a co?-spytała
-B-o j-a maaam al-er-gię na kkottty-powiedziałem ponownie kichając
Kotek się schował za waderą i zaczął na mnie ,,syczeć".
-Sean uspokój się-powiedziała
-Sean?Mój ojciec miał na imię Sean-powiedziałem

<Danerys?> Także brak weny

OD Nathana CD Essix

Uśmiechnąłem się do niej.
Nasze spojrzenia się spotkały ,gdy przed nami przepłynął Dark ,a za nim Briggan.
Zaczęli się ganiać w pod wodą.
Kiedy oni tego nie widzieli wyszedłem z wody.
Podałem łapę Essix i ona także wyszła.
Już miałem ją pocałować kiedy oba lisy na mnie warknęły.

<Essix?> Brak weny

OD Essix CD Nathana

Nie uwierzyłam własnym oczom i uszom! Znajdowałam się w tak pięknym miejscu, a na dodatek Nathan powiedział, że jest to randka!
Jeszcze raz obejrzałam się dookoła.
- Nathan, zamknij oczy... - powiedziałam.
- Okey... - zamknął je. Ja po cichu wzięłam wody na łapę i chlusnęłam na Nathana. Zaśmiałam się. Prze chwilę się na mnie patrzył, a potem śmiał się zemną. Nadal stałam przy wodzie. Nathan rozpędził się, chwycił pod koniec drogi i wskoczył do wody wciąż mnie trzymając. Zanurzyłam się cała w przyjemnie chłodnej wodzie. Potem wynurzyłam się i zaczęliśmy się chlapać z Nathanem.
- Wiesz co? - zapytałam się go.
- Ni... - nie dokończył, wciągnęłam go pod wodę. Byliśmy na równi. Spojrzałam się na niego i go pocałowałam.

< Nathan? :3 >

OD Danerys DO Federico

Był ciepły poranek. Wyszłam z jaskini i podbiegłam do jeziorka. Za mną stanął Sean. Kotek szturchnął mnie łapą w ogon, bo chciał jakoś zwrócić na siebie moją uwagę. Wystraszyłam się i poślizgnęłam. Wpadłam do jeziorka. Jakiś basior przyszedł z "odsieczą". Pomógł mi się wydostać.
-Jak masz na imię?-spytałam.
-Jestem Federico, a ty?
-Danerys...


<Fedrico?> Brak weny :<

OD Nathana CD Essix

Wadera usłyszała szum wody .
-To tutaj?-spytała
Nie odpowiedziałem.
-To tutaj-powiedziałem-Możesz otworzyć oczy

Essix otworzyła oczy i zaniemówiła.
-Podoba ci się?-spytałem
-To-to najpiękniejsze miejsce jakie w życiu widziałam-powiedziała
-Czyli nie mogłem wymyślić lepszego miejsca na randkę-powiedziałem
-Randkę?-spytała
-No tak-powiedziałem

<Essix?> Też ostatnio mam pustkę w głowie :)

OD Rick'a CD Katniss

Zanurkowałem za waderą.
Wynurkowałem ,by zaczerpnąć powietrza.
Katniss była już daleko.
Machała do mnie łapą ,ale ja nie wiedziałem o co chodzi.
Posłużyłem się wyobraźnią.
Zbudowałem most z roślin pnących i wskoczyłem na niego.
-Kat c-co się stało?-powiedziałem zeskakując z mostu na jakąś małą wyspę.
Przed nami stało coś w postaci dinozaura.

<Katniss?>

OD Essix CD Nathana

- Wszystko w porządku? - zapytałam i podałam mu kawałek kory w której znajdowała się woda.
- Tak... Chyba tak. Dzięki - uśmiechnął się do mnie.
- Już oczyściłam twoje i moje rany, a także je opatrzyłam. - Uśmiechnął się do mnie. Oczy mi błyszczały. Może po prostu miałam jakieś halucynacje, ale Nathan bardzo mi się podobał. Westchnęłam rozmarzona. Potem poczułam na sobie wzrok Nathana i się do niego odwróciłam. Nasze rany nadal nie wyglądały dobrze. Uznałam, że trzeba coś zrobić. Zamieniłam się w feliksa. Moje skrzydła błyszczały kolorami. Nagle zaczęłam się palić.
- Co?! - krzyknął Nathan - Co się dzieje?!
- Spokojnie Nathan, jest dobrze... - wtedy stałam się już tylko kupką popiołu. Nathan był zaskoczony, bo zaniemówił. W tym momencie zaczęłam powstawać z popiołu. Znów stawał się pięknym ptakiem. Ale zostało trochę popiołu. Zamieniłam się w wilka. Potem wzięłam cześć z pozostałego popiołu i posypałam rany Nathana. Po kilku sekundach, magicznie się zagoiły. Potem resztkę sypnęłam sobie na kark i ociupinkę która została na łapę. Teraz mogłam normalnie wstać. Nathan też wstał. Uśmiechnęłam się do niego.
- Dzięki - powiedział - może się przejdziemy?
- Zgoda. A gdzie?
- Zaprowadzę cię. - uśmiechnął się do mnie. - zamknij oczy.
- Ok - zamknęłam je. Już w pełni mu ufałam.
- Ciekawe, gdzie zabierze mnie tym razem... - myślałam.


< Nathan? Eh... Brak weny.... >

poniedziałek, 18 maja 2015

OD Nathana CD Essix

-To ty!?-krzyknęliśmy w tym samym czasie
-Co ty tu robisz?!-ponownie krzyknęliśmy
Wtedy spojrzał się na nas Cerberus.
Warknąłem-nic.Znowu warknąłem-i nic.Tym razem ryknąłem-Chyba rozzłościłem go tym bo urwał się ze smyczy.
Było groźnie.
Spojrzałem na Essix. Ledwo utrzymywała równowagę.
Wiedziałem,że nie długo upadnie więc nie chciałem jej przemęczać.Po za tym te rany.
Zbliżył się do wadery.
Skoczyłem na przeciwko niego osłaniając Essix.
Otoczyłem siebie i nią tarczą ochronną.
Wróg atakował,ale dzięki moim mocom udało mi się go powstrzymać.
W pewnym momencie popchnął mnie ,że poleciałem na skałę.
Mimo rozbitej głowy i wylewającej się z niej krwi nadal walczyłem.
Wiedziałem,że długo tak nie wytrzymam.
Byłem zmuszony przywołać jedną z gwiazd.
Przy takiej odległości zwierzę szatana nie miało najmniejszych szans.
Kiedy się odwróciłem zobaczyłem Essix.
Uśmiechnąłem się do niej i za chwilę upadłem.
Znalazłem się w niewielkiej jaskini.

<Essix?> Taki piesek to pestka.

OD Kandy'ego DO Essix

Gdy wróżka przyleciała po mnie aby powiadomić mi, że mój kochany braciszek Atlas mnie szuka. Poprosiłem ją aby mnie do niego zaprowadziła. Wróżka mnie zaprowadziła gdzie był Atlas ale nie był on sam. Był z jakąś waderą ja trochę zazdrosny myśląc, że znalazł sobie dziewczynę podbiegłem i powiedziałem do nich złośliwie. Ale wadera chyba się zezłościła bo mnie popchnęła a ja ją odpychając przez przypadek zraniłem. Wróżka za to im pomogła a ja tylko się przyglądałem. Pomimo tego, że mi powiedzieli iż nie są parą jakoś mnie to zbytnio nie przekonało. Zamyślając się dlaczego szukał mnie Atlas pierwszą myślą było, że Alfa może coś chcieć oddemnie. Ale przecież to nie to, ciekawe kto się na mnie tym razem znowu będzie dawał mi kazanie. Wtedy brat mi powiedział, że Moon mnie szukała. Ciekawe dlaczego ciebie szukała może mi powiesz braciszku zapytał się Atlas. Ja mówiąc, że później mu powiem ten zaproponował pomoc waderze w zbieraniu kwiatków. Ja na początku sprzeciwiałem się ale pomogłem aby brat się na mnie więcej nie złościł. Ale bynajmniej miałem czas aby wymyślić wymówkę dla Atlasa. Wtedy wadera nam oznajmiła że już skończyliśmy a ja nie zdążyłem wymyślić wymówkę dla Atlasa dlaczego szukała mnie Moon i dlaczego była na mnie zła. Essix na którą mówiłem Aya prowadziła do watahy po przez jakiś skrót przez co do watahy bardzo szybko dotarliśmy. Atlas pożegnał się z waderą na jakiś czas a mnie zaprowadził do Moon. Atlas powiedział Moon, że przyszedłem ta stanęła przede mną i dala mi z liścia.
- Co on takiego zrobił? - zapytał się Atlas
- Czyli mu jeszcze nie powiedziałeś coś zrobił.- powiedziała wkurzona wadera
- Nie, bo myślałem że nie musi zawsze wszystkiego wiedzieć. A po za tym to było jakieś lekarstwo więc możesz je zrobić jeszcze raz.- odpowiedziałem cicho patrząc się w dół. Nawet nie wiedziałem dlaczego jest taka zła była to tylko zwykła fiolka z jakimś lekarstwem.
- No to Ci powiem co twój braciszek zrobił i komu tak jak by zaszkodził. I z tego nie zdaje sobie z tego sprawy. Tą fiolkę co rozbiłeś było to lekarstwo dla Mizu, która bardzo go potrzebuje. A ty jako, że ją zbiłeś musisz jej o wszystkim powiedzieć.- odpowiedziała Moon
- Ale po co jej jest to lekarstwo? - zapytał się zdenerwowane a zarazem zmartwiony Atlas. A ja nie wiedząc co zrobiłem nie mogłem nic wykrztusić z siebie. Wtedy przerwała nam wadera tą waderą była Mizu a koło niej Aya. Aya jak by wiedziała o co chodzi ale nie chciała o tym rozmawiać. Podejrzewając, że wie o co chodzi chciałem zacząć się jej wypytywać ale Mizu przerwała mówiąc
- Już mi nie jest potrzebne to lekarstwo więc nie musicie się martwić. Było mi potrzebne aby moje mocy przemiany były pod kontrola. Może tego nie zauważyliście ale raz na kilka lat strażnicy i Bóstwa pożyczają od Alf część mocy które czasami mogą się wymykać z pod kontroli więc brałam to lekarstwo. Przepraszam, że nie wiedzieliście ale teraz nie musicie się już martwić.- powiedziała o wszystkim i podeszła do nas głaszcząc po głowie.
- Ja muszę już iść więc będę się już zbierać.- powiedziała Aya idąc w stronę wyjścia.
- To ja również pójdę przy okazji odprowadzę Essix.- powiedział Atlas podbiegając do wadery.
A ja zostałem przez chwilę z Moon i Mizu po czym odszedłem. Było już późno na nocnym niebie można było zobaczyć księżyc i gwiazdy. Poszedłem do miejsca gdzie mało kiedy kto przychodzi położyłem i spojrzałem się w górę na niebo i rozmyślałem. Wtedy nade mną pojawiła się Issue.
- Co ty tu robisz Aya? - zapytałem się bezpośrednio nawet nie chciało mi się jej dokuczać.
- A co Ci jest czyżby ciebie coś martwiło? - zapytała przysiadając się.
- Nie nic a co ty tu robisz? I mam do ciebie jedno pytanie!
- Leżę tu bo mi się podoba. Szybko zadaj mi je co szybko odpowiem Tobie i sobie wtedy pójdziesz.- odpowiedziałem chcąc aby Aya już sobie poszła i mnie zostawiła samą.
- Dlaczego mówisz do mnie Aya a nie Essix?
- Czy wiesz co oznacza imię Aya jeżeli nie to się oddemnie nie dowiesz ale mój brat może będzie wiedział. A teraz idź sobie jeżeli nie masz żadnych do mnie więcej pytań.
- Powiesz mi co oznacza bo jak nie to powiem Alfie co mi zrobiłeś.- powiedziała chytrze się uśmiechając.
- No dobrze niech Ci będzie Aya oznacza kolorowy więc teraz sobie idź daj mi pobyć trochę sam mam zamiar się zdrzemnąć.- wadera nic nie powiedziała i odeszła oddemnie a ja nareszcie zostałem sam.

<Essix? Co robiliście gdy odeszliście z Atlasem? Dlaczego chciałaś wiedzieć co oznacza to słowo? A na sam koniec gdzie poszłaś po naszej krótkiej rozmowie?>


OD Essix

Szlam przez las omijając drzewa. Słyszałam śpiew ptaków. Las kończył się małą polaną, gdzie właśnie doszłam. Usiadłam na wielkim głazie i myślałam o życiu. O jego sensie itp. Leżałam tak, aż zasnęłam. W pewnym momencie gwałtownie się obudziłam i poczułam przeszywający ból na karku. Jakiś wilk mnie zaatakował. Miał czerwone oczy, czyli był opętany. Wiedziałam, że nad sobą nie panuje, więc nie atakowałam tak bardzo. Wolałam robić uniki. Odskakiwałam, raz w lewo, raz w prawo. Potem skoczyłam na niego i go przytrzymałam. On odepchnął mnie tak, że odbiłam się od drzewa. Potem on na mnie skoczył i oderwał mi część skóry, z lewej przedniej łapy. Zawyłam. On jak na zawołanie uciekł. Odetchnęłam z ulgą. Już miałam iść kiedy pojawił się on i jeszcze dwa wilki. Chciałam uciec, ale te dwa mnie przytrzymały. Za to tamten podszedł i pazurami zrobił mi szramę na pysku. Tym razem nie zawyłam. Udało mi się na chwilę wyrwać więc kopnęłam te dwa wilki i przegryzłam im po kolei tchawicę. Ledwo dyszałam. Ten który został znów uciekł do lasu. Zaczęłam iść w szybko ( w miarę moich możliwości), lecz wtedy słońce zasłonił czarny dym. Ten czarny dym przemieszczał się w moją stronę. Uciekałam lecz jednak mnie dorwał. Były to demony z piekieł pod kontrolą diabła. Zaczęłam walczyć lecz ich było z pięćdziesięciu, a ja jedna z licznymi ranami. Chyba odebrały mi naradzie cześć mocy, bo gdy mnie otoczyły nie mogłam zmienić się w dym. Złapały mnie i chwyciły. Walczyłam, ale któryś walnął mnie mocno w pysk i zemdlałam. Gdy się obudziłam byłam w celi. Poznawałam to miejsce już tu byłam. Piekło. Dom diabła. Nagle jakiś strażnik podszedł do mnie i powiedział:
-Masz, to twój posiłek na najbliższe trzy dni. Najedz się - zaśmiał się i rzucił mi kawałek węgla. Kopnęłam węgiel do strażnika i się odwróciłam. Potem zasnęłam. Rano jakiś inny strażnik otworzył celę, chwycił mnie i zaniósł do sali tronowej diabła. Oj... Co przeskrobałam?... Pewnie chodziło mu o to, że to on mnie stworzył, by odnosić dusze do cel. Ale mnie się budziło kiedyś gdy przeszedł przez portal nie zamknął go. Ja żądna przy od uciekłam. I do tej pory żyłam spokojnie na ziemi.... Aż do teraz. Strażnik rzucił mnie przed tronem i przytrzymał na klęczkach. Udało mi się zerknąć w prawo i zobaczyłam też innego wilka. Strażnik, niestety zauważył, że spojrzałam się w bok, więc z biczował mnie dziesięć razy.
-Najpierw ty! - powiedział diabeł do drugiego wilka.
Poszli do innego pokoju. Tamten wilk nie wrócił.
-Teraz ty! - powiedział do mnie i poszliśmy do innego pokoju, gdzie mnie złapał i zamknął w klatce. Pode mną był jakiś otwór.
- Nakarmię tobą moje Cerberusy.- powiedział najwyraźniej zadowolony. Po około dwóch godzinach zaczęłam zjeżdżać w dół.
- Nie wiem jak tamten wilk, ale ja będę z nimi walczyć i jeszcze wrócę na Ziemię!- szepnęłam. Gdy zjechałam czekały na mnie trzy wygłodzone Cerberusy. Klatka się otworzyła. Wyskoczyłam z klatki i pobiegłam na środek mrocznego pomieszczenia. Szlam tyłem gotując się do walki. Nagle na coś wpadłam. To był ten wilk. Uff. Co za ulga.


<Ktoś się wcieli w tego ,,wilka''?>

OD Desoto DO Elune

Spacerowałem sobie po watasze. Nic się nie działo, wszyscy gdzieś poszli. Gdy nagle zobaczyłem waderę. Nie da się ukryć, była piękna. Biało/Brązowa. Podszedłem do niej.
- Hej - zacząłem
- O cześć - odpowiedziała
- Jestem Elune
- Ja Desoto

<Elune?>

niedziela, 17 maja 2015

OD Reahel CD Jermaine/ nawiązanie- Bluelly/ Quest4

Zacisnęłam zęby. Czułam się trochę zakłopotana całą tą sytuacją, lecz jednocześnie  w moim sercu narodziła się pewna złość. Rosła w sile, chcąc mną zawładnąć. Wzięłam głęboki wdech. Miałam serdecznie dość tego tu o to basiora. Grał ze mną jak chciał. Choć jego słowa dały mi w jakiś sposób do myślenia. Nie wiem dlaczego w ogóle zapadły mi w pamięć. Powinny po mnie spłynąć jak woda po kaczce. "Przez niego nie jesteś sobą", te słowa dudniły mi w głowie, nie chciały dać spokoju. W ogóle po co tu przylazłam? Ta przeklęta ciekawość... Następnym razem już nie popełnię takiego błędu. Bratam się z potworem, kto by pomyślał, z moim przeciwieństwem... Dlaczego nie mogę zwyczajnie odejść? Co mnie tu trzyma? Jermaine raczej za mną nie ruszy, chyba od ostatniego razu to nie uległo zmianie. Spojrzałam na owego basiora. Ten mi się przyglądał. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały nawet się nie speszył. Widząc moją niepewną minę tylko się uśmiechnął. Złość we mnie się zmogła. Rozejrzałam się. Staliśmy na niewielkiej polanie, tuż przy jednym z nielicznych drzew chroniących przed słońcem. Powietrze było niemalże letnie. Moją uwagę przykuła jakaś dziwna kreatura zmierzająca w naszym kierunku. Po chwili ją rozpoznałam. Był to jeden z demoników Jerma. Tylko co on tu robił? Nie powinien być przypadkiem w jego jaskini, tej lochopodobnej? Zerknęłam ze zdziwieniem na basiora. Ten jakby tego nie zauważył. Nie wiedziałam co myśleć. To one tak zwyczajnie stamtąd wychodzą? Już miałam zapytać o to Jermaina, kiedy ten zaczął:
-To co teraz...?
Po czym zaczął przyglądać mi się z zainteresowaniem, czekając na odpowiedź.
-W sensie?- odparłam trochę zagubiona. On tylko parsknął śmiechem.
-Jak chcesz...- mruknął tajemniczo i ruszył przed siebie, w kierunku lasu. Nie mam pojęcia dlaczego i po co, ale ruszyłam za nim. On jakby nie zwrócił na to uwagi, szedł dalej jakby nigdy nic. Las z czasem robił się coraz gęstszy, promienie słońca z trudem tu docierały, zatrzymywane przez całe baldachimy liści. W dole panował zielony półmrok. Kroczyłam za basiorem, po dość mizernym runie. Trochę liści pozostałych po zeszłej jesieni, gdzieniegdzie miękki mech, w cudownym odcieniu zieleni. Gdzieś tam wysoko rozlegał się nieustanny świergot ptaków. W ten poczułam zapach jakiejś wadery. Dyskretnie skryłam się za krzewem, Jermaine nawet nie zauważył. Jakiś teraz się zamyślony zrobił, podejrzane, nie przeczę... Po chwili zza osłony drzew wyszła błękitna wadera. Jej sierść mieniła się we wszelakich odcieniach niebieskiego, od niemal nocnego granatu, po delikatny błękit wody, z białymi wstawkami na podbrzuszu. Z zadowoleniem spojrzała na basiora. Znała go? Ale jak.... Chociaż nie ma innej opcji, normalnie każdy unika Jermaina jak ognia, dosłownie i w przenośni. Wykorzystałam sytuację i powoli się wycofałam. Rozmawiali o czymś, lecz ja nie skupiłam się na słowach. Muszę ogarnąć temat naszego kochanego basiora, samotny spacer idealnie się do tego nada... przynajmniej w teorii. Wadera pewnie go na chwilę zajmie, więc za daleko nie powinien zajść. Znalezienie go nie powinno być trudne... Tylko dlaczego w ogóle o tym myślę? Nic mnie z nim nie łączy, jeśli odejdę pewnie szybko o mnie zapomni. Aczkolwiek jestem pewnie jedną z nielicznych istot, które przeżyły spotkanie z nim. Na tę myśl mimowolnie się wzdrygnęłam. Powinnam o nim zwyczajnie zapomnieć, wymazać z pamięci. Tak będzie lepiej... Tymczasem las wokół powoli zaczął się zmieniać. Śpiew ptaków się oddalał, choć ciągle był świetnie słyszalny. Drzewa wydawały się uboższe, pozbawione większości liści. Rozejrzałam się trochę zdezorientowana. Zaledwie parę metrów ode mnie dojrzałam znajomą sylwetkę Mizu, wadery o czekoladowo- srebrzystej sierści.
-O hej, masz chwilkę?- zagadnęła szybko. Z nieznanych mi bliżej przyczyn, uśmiechnęła się na mój widok. Coś było w tym uśmiechu, co mnie zaniepokoiło... W mojej głowie zaświeciła się przysłowiowa czerwona lampka.
-Cześć, a czemu pytasz?- odparłam ostrożnie.
-Mam taką jedną sprawę w okolicy, mogłabyś pomóc?
-A o co chodzi?- dopytałam się lekko zdezorientowana.
-Ostatnio gdzieś w nijakim Krwistym lesie widziano wampira, trzeba się tym zająć. Ja mam jeszcze coś do załatwienia, a to nie będzie takie trudne...-tu się na chwilę zatrzymała, sprawdzając moją reakcję. Ja ciągle stałam jak słup soli. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Widocznie wadera odebrała to jako odpowiedź twierdzącą- To ja idę, powodzenia w misji!- rzuciła radośnie i już jej nie było. Jak się dałam w to wpakować? Jakie życie byłoby prostsze, gdybym mogła zwyczajnie odmówić, zwyczajnie odejść... Delikatnie musnęłam łapą mój naszyjnik. Nie wiem czy Jermaine wiedział co mówił. Czasem mam niewyjaśnioną ochotę zerwać ten wisior i pokazać światu swe poniekąd prawdziwe oblicze. Lecz to nie jest takie proste. Jeden ruch, a zmieniłby tak wiele... Już nie dałabym sobie w kaszę dmuchać, budziłabym pewien respekt. Pewnie nasz basior byłby z tego całkiem zadowolony... Nie wiem do końca jakby się to skończyło. Czy moja zmiana polegałaby jedynie na niższej skłonności do panowania nad sobą? Czy też cała bym się zmieniła... W końcu mogłabym zostać całkiem nową Reahel. Maszyną do zabijania, pozbawioną skrupułów, bez cienia litości. Dla której śmierć to dziecinna igraszka, rozrywka. A widok cierpienia innych sprawia wręcz niewyobrażalną przyjemność. Jeden niewielki naszyjnik, a tyle zmienia... Z wolna ruszyłam przed siebie. Gdzieś zza linii drzew prześwitywała dziwna, czerwona poświata. Idealnie widoczna w powszechnej zieleni. Niepewnie skierowałam się w tamtym kierunku. Po paru metrach wkroczyłam do jakiegoś dziwnego lasu. Świergot ptaków zanikł niemal całkowicie. Drzewa miały niemal czarne, nienaturalnie pokręcone pnie. Udekorowane krwisto czerwonymi liśćmi. Prześwitujące przez nie promienie słońca nadawały temu miejscu złowrogiego klimatu, napawały je jakąś niezgłębioną dotychczas tajemnicą. Miejscówka niezła, nie mogę zaprzeczyć. Tylko nie mogę zapomnieć po co tu jestem. O wampirach wiem tyle co nic. Coś na kształt człowieka, blada skóra, pije krew. Miejmy nadzieję, że tyle wystarcz. Do moich uszu dobiegło żałosne krakanie kruka. Miałam niejasne przeczucie, że przed czymś mnie ostrzega. Lecz zignorowałam to dziwaczne ostrzeżenie. Przyczajona dalej wędrowałam w poszukiwaniu owego stwora. Tylko gdzie go mam szukać? Krążąc po lesie raczej go nie znajdę, pewnie sie gdzieś się ukrywa. Tylko gdzie?! Muszę zdać się na przeczucie, instynkt. Tylko gdzież mnie ono zawiedzie? Za niedługo powinnam się przekonać... Ta dziwna cisza zaczynała mnie niepokoić. Miałam nieustępliwą ochotę zawrócić. Potem zawsze się wymyśli jakąś wymówkę przed Mizu, to żaden kłopot. Lecz teraz rządy nade mną przejęła zwyczajna ciekawość. Dojrzałam coś kątem oka. Jakby stos cegieł, ułożonych bez żadnego widocznego ładu. Oczywiście musiałam zobaczyć, cóż to jest. Kiedyś to pewnie było coś na kształt ludzkiego domu, kiedyś... Teraz to były już szczątki ruiny, nie było nawet co zbierać. Konstrukcja jakimś cudem przetrwała, ale wyglądała jakby tylko czekała by zawalić się komuś na głowę. Już miałam iść dalej, porzucić tą wątpliwą konstrukcję, w ten usłyszałam jakiś hałas. Czujnie nastawiłam ucha. Dochodził z rudery. Jakby jakiś syk, może warkot. Mimo usilnych protestów zdrowego rozsądku, weszłam do środka. Natychmiast uderzył we mnie swąd pleśni, stęchlizny, charakterystyczny zresztą dla dawno nie odwiedzanych domów albo tego co z nich pozostało. Znowu ten odgłos, który ciężko opisać znanymi mi słowami. Jakaś część mnie miała niebagatelną ochotę zrobić taktyczny zwrot w tył i nawiać jak najdalej stąd. Ale jednocześnie chciałam iść dalej, przekonać się o mieszkańcu tej tu oto pięknej miejscówki. Choć mam  przeczucie, ba byłam pewna, że bez walki sie nie obejdzie. Ta myśl nie przerażała mnie w żadnym razie, co było dość dziwne. Zwykle nie lubię pakować się w kłopoty, nie tak dosłownie. Wolę unikać bójek, niepotrzebnych walk. W taki sposób obeszłam całe pomieszczenie. Stąpałam po gruzie, śmieciach wszelakich. Cała ruina składała się z jednego pomieszczenia, wypełnionego jedynie paroma starymi gratami, nienadającymi się do użytku na pierwszy rzut oka. W ten gdzieś w rogu coś się poruszyło. Stanęłam jak skamieniała, nasłuchując. Każdy mięsień miałam napięty, gotowy do ewentualnego skoku. Sylwetka ponownie się poruszyła, tym razem w moim kierunku. Po chwili znalazła się w strudze światła, wpadającej przez jedną z wielu dziur w dachu. Postać niewątpliwie przypominała człowieka. Lecz była nieco wyższa od statystycznego przedstawiciela gatunku homo sapies. Jej skóra była chorobliwie blada, w marnym oświetleniu przypominała niemal ducha. Twarz o ostrych rysach, brunet. Wyglądał na góra 25 lat. Krwiste oczy wpatrywały się we mnie z chciwością, niemal łakomstwem. Złowrogo oblizał lśniące, śnieżno białe kły. Wykonał kolejny krok do przodu, teraz dzieliły nas może z 3 metry zagraconej powierzchni. Góra dwa szybkie skoki, może jeden dłuższy. W końcu odzyskałam władzę w łapach. Zaczęłam się przygotowywać na następny ruch przeciwnika. Muszę polegać na wszystkich mych umiejętnościach, może za wyjątkiem moc. Choć warto by spróbować. Co mi szkodzi? W starciu z tym stworem przyda się każda przewaga, a zaskoczenie przeciwnika może okazać się wręcz bezcenne. Cofnęłam się o dwa kroki. Wampir skwitował to uśmiechem. Ciekawe co myślał. Jakiś naiwny wilczek wpakował się w paszczę lwa? W sumie, trochę w tym prawdy jest. Muszę działać póki jeszcze mam jakiekolwiek szanse. Skupiłam się na świadomości wroga, jego umyśle. Przedstawiał sie okazale, ale całkiem szybko się włamałam. Na razie nie czyniłam żadnych szkód. Jakimś trafem nie mogłam czytać jego myśli, ale pozostało mieć nadzieję, że reszta mych mocy zadziała. Przyczaiłam się w cieniu jego świadomości, czekając na odpowiedni moment.
-I co? Przyszłaś na obiadek?- warknął, po czym zachichotał. W jego głosie dominowała pewność siebie. Był świadomy własnej przewagi i nie zamierzał tego ukrywać- Nic nie powiesz? Zazwyczaj chociaż walczą, wierzą wytrwale w niemożliwe. Choć miło, że wpadłaś. Ostatnio ubyło naiwniaków, co przychodzą "upolować wampira". Jakaż ironia, w końcu i tak wiadomo jak kończą. Ale już koniec gadki, pachniesz całkiem apetycznie...- tu przerwał swój monolog i zerknął na mnie łakomie. Rzucił się w moim kierunku. Jego ruchy były błyskawiczne, aż za szybkie. Ja nie pozostałam mu dłużna. Zaatakowałam go od innej strony, gdzie nie mógł się bronić. Zdążyłam w ostatniej sekundzie, wampir zatrzymał się może z parę centymetrów przede mną. Gwałtownie skręcił w bok, nie rozumiejąc skąd pochodzi ból. Uśmiechnęłam się pod nosem, choć do świętowania zwycięstwa jeszcze daleka droga. Nasz kochany krwiopijca już otrząsnął się po moim ataku. Stał, choć jeszcze zgięty wpół. Atak od strony psychicznej ma niebywale parę zalet. Daje przewagę w postaci zaskoczenia, działa natychmiastowo, w dodatku na dobrą sprawę jest niewykrywalny po fakcie. Wampir już całkiem doszedł do siebie. W jego lśniących w półmroku oczach dojrzałam przebłysk furii. Ponownie zaatakował. Tym razem nie zdążyłam użyć mych mocy, ale odruchowo uskoczyłam w bok. Wampirowi w ręce został jedynie mój naszyjnik.
-Poddaj się, a zrobię to szybko i bezboleśnie... Choć jeśli chcesz to mogę cię troszkę pomęczyć, kocham patrzeć jak moje ofiary konają w męczarniach...- tu ruszył w mym kierunku. Ja podświadomie się cofnęłam.- Jak powolutku uchodzi z nich życie..- znów się do mnie zbliżył. Lecz strach dotychczas mnie paraliżujący, zniknął bezpowrotnie. Już się nie cofałam, nie miałam po co. Nasz drogi koleszka nie był świadomy wartości wisiorka. Pewnie obstawił, że to jakiś sentymentalny  śmieć, najwyżej "medalion na szczęście". Warknęłam ostrzegawczo i ruszyłam w kierunku wampira. Ten nieco się zdziwił tą nagłą zmianą, ale szybko się ogarnął. Zdecydował się na czekanie na mój ruch, zapewne ciekaw co takiego wymyślę. Miałam pewien plan, lecz szczerze wątpiłam w jego powodzenie. Od kiedy tu weszłam mój los został przesądzony, a przynajmniej w teoretycznie. W nagłym przebłysku paniki zdecydowałam się na ucieczkę. I w taki piękny sposób zaprzepaściłam własny plan. Jednym przysadzisty susem pokonałam odległość dzielącą mnie od okna i znalazłam się na zewnątrz. Lecz wampirek nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Nim zdążyłam pomyśleć o dalszej ucieczce, już był na przy mnie. Natychmiast na niego skoczyłam, uprzedzając atak. Tym ruchem nie zdziwiłam jedynie wampira. Moja świadomość została jakby zepchnięta na dalszy plan, cały ten atak to była zasługa instynktu. A zważywszy utratę wisiorka, walka była jak najbardziej zacięta. Choć podchodziło to raczej pod bezowocną szarpaninę, ale ten fakt można przemilczeć. Mój przeciwnik przewyższał mnie siłą i szybkością, a ja miałam do dyspozycji świadomość wilka śmierci, która już w pełni przejęła nade mną kontrolę. I mimo wszystko, o zakończeniu tej potyczki zadecydował czysty przypadek. W pewnej chwili wampir odskoczył, widocznie decydując się na zmianę taktyki.
-Wiesz co, zaczynasz działać mi na nerwy. Najwyższa pora zakończyć tą "walkę", dlaczego wy nigdy nie możecie się pogodzić z przegraną, tak trudno zrozumieć porządek rzeczy i oszczędzić trochę czasu? Przecież i tak zgini....- nie dane było mu zakończyć ten monolog. Pechowiec opad bez życia na ziemię. Jego krwiste oczy momentalnie zaszły mgłą. Jak łatwo się domyślić, po prostu spojrzałam mu w oczy. Pseudonimu "bazyliszek" nie dostaje się bez przyczyny... Ze zwieszoną głową weszłam do rudery. Po chwili wśród stert gruzów wszelakich odnalazłam swój wisior. Założyłam go i wróciłam na miejsce ostatniej walki. Co było całkiem do przewidzenia, trup wampira znajdował się na swym miejscu. Zaszczyciłam kreaturę ostatnim spojrzeniem i ruszyłam gdzieś w las, przed siebie. Wszystko pięknie- przeżyłam, odzyskałam błyskotkę, wykonałam zadanie... lecz jedna sprawa nie dawała mi spokoju. Jedyne co mnie ocaliło, to moja "ciemna strona" i parę przypadków. Gdybym nie była w połowie wilkiem śmierci, to skończyłabym jako przegryzka tego tu oto wampirka. Powinnam się cieszyć, że jestem jeszcze wśród żywych. Ta… gdyby to wszystko było prostsze. Ze wszystkich walk najgorsza jest ta z samym sobą. Wolałabym już stoczyć bój z całym garnizonem wampirów, wilkołaków i wszystkich bestii, jakie tylko mi do głowy przychodzą, niż nieustannie walczyć z częścią siebie, sobą. W tej walce moje szanse są znikome, do tego nie mam czym walczyć. Zawsze już będę po części wilkiem śmierci, muszę się z tym pogodzić. I pewnie jeszcze nie raz ktoś mi zerwie mój wisior. Czy nawet go zgubię… Ale w tym wszystkim najbardziej mnie dobija ta moja łatwość zabijania. Jedno spojrzenie i po wszystkim, kolejne istnienie przeszło „na tamtą stronę”. A ja nawet tego nie czuję. Życie które odbieram jest mi zupełnie obojętne, warte tyle, co padlina sprzed tygodnia. Potrząsnęłam głową, jakbym chciała przegonić te myśli. Lecz one ciągle tam były, niezrażone zupełnie mymi próbami. Niczym chmara rozwścieczonych os latały w te i we w te, żądląc co się da. A przegonienie ich było wręcz Syzyfowym wysiłkiem. Uwięziona we własnym ciele, własnej psychice… jakaż ironia. Do rzeczywistości przywrócił mnie widok zdrowych drzew, z rzecz jasna zielonymi liśćmi. Efektu dopełnił huczny śpiew ptaków, który brzmiał jak jedna wielka kłótnia. Uśmiechnęłam się pod nosem. Już miałam iść dalej, zagłębić się w ten błogo normalny las, lecz coś mnie powstrzymało. Odwróciłam się niepewnie. Zobaczywszy czerwień Krwistego lasu po plecach przeszedł mi lodowaty dreszcz. W tej chwili byłam już zupełnie pewna, że moja łapa już więcej tam nie powstanie. A przynajmniej nie z mojej woli. Tylko to nie oto chodziło. Nie, musiało mi się wydawać. Nikt przecież mnie nie obserwuje, wampir jest już martwy. Sama widziałam jego truchło, niewidzące oczy. Ruszyłam zatem w stronę znanych mi terenów, jak  najdalej od lasu krwi. Kolejny raz zignorowałam przeczucie, tylko jaką cenę będzie mi dane za to ponieść… przekonamy się już wkrótce.

<Bluelly? Jermaine? Zostawiam to w waszych rękach  łapach. Powszechnie wiadomo, że ciężko zabić wampira, lecz nasza Reahel o tym nie wie… Tradycyjnie moja postać musi mieć przekopane. Wiem, że średnie opko, ale mam nadzieję, że znośne… nadzieja w końcu umiera ostatnia.>

OD Essix CD Matt'a

Było już ciemno.
- Ja już będę iść spać, dobranoc. - powiedziałam i się położyłam, chodź nie spałam. Czułam na sobie spojrzenie Matt'a. W końcu zasnęłam.

*Rano*

Wstałam chyba późno, bo byłam wyspana. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jelenia, dwa króliki i wodę.
- Co to...
- Śniadanie do łóżka - uśmiechnął się - pomyślałem, że jakoś ci się odwdzięczę za wczoraj.
Uśmiechnęłam się. Usiadłam.
- Zapraszam do stołu - powiedział.
Zaśmiałam się. Zaczęłam jeść.
- Wiesz, bo ja... Zwykle rano biegał i... Czy... Chciałbyś pójść ze mną?


<Matt?>

OD Essix CD Jermaine'a

- Nie, dupska nie ruszę, bo ty żeś mi jelenia przepłoszył - uśmiechnęłam się arogancko.
- Zrobisz co chcę, bo... - stanął tak jakby chciał użyć mocy. Wokół mnie pojawił się ognisty krąg, zaczął się zmniejszać i zamieniać w kulę. Zdążyłam z niego wyskoczyć.
- Ty jakiś porąbany jesteś? - zaśmiałam się nerwowo - Masz jakiś problem psychiczny? Idź się leczyć.
- Nie jestem, ale chcę kolację.
- To sobie upoluj! Ja już zdążyłam zjeść jelenia. A ty jesteś taką sierotą, że pewnie nawet nie wypatrzyłeś zdobyczy!
Podszedł do mnie tak, że byliśmy pysk w pysk.
- KIM JESTEM?! - ryknął.
- S-i-e-r-o-t-ą. - uśmiechnęłam się do niego. Potem lekko się odsunęłam i dałam mu z liścia w pysk tak, że aż się wywalił. Odwróciłam się na liście i chciałam iść, ale mimo woli odwróciłam się  do niego podeszłam i dałam się walnąć w pysk. Miałam szramę na prawym oku.
- On ma moc manipulowania wilkami. Muszę się uwolnić od jego mocy... -pomyślałam i znów oberwałam, tym razem w brzuch. Stanęłam i tym razem nie udało mu się nade mną zapanować. Zmieniłam się w pyłek i przeleciałam za niego. Zmieniłam się w wilka i kopnęłam go w tyłek.
- Tu jestem sieroto! - robiłam tak kilka razy. Basior był rozwścieczony. Chyba wpadł w szał... Trudno po bawię się z nim jeszcze...


<Jermaine? :P>

OD Matt'a CD Essix

Kiedy zjadłem zacząłem oglądać ściany.
- Co robisz? - zapytała lekko się śmiejąc.
- A ściany sobie oglądam. - odpowiedziałem. - Opowiedzieć ci rzart? - zapytałem.
- No dobra.
- Właściciel najnowocześniejszego banku na świecie chciał przetestować czy ktoś da radę się włamać. Przyprowadził najlepszych złodziei z Francji, Niemiec i dwuch przypadkowych polaków. Powiedział, że jeżeli uda im się otworzyć sejf w ciągu pół minuty mogą zabrać jego zawartość. Najpierw byli francuzi - nic. Potem niemcy - nic. Potem przyszła kolej na polaków. Próbują zapalić światło - nic. Próbują ponownie - nic. Nagle z ciemności słychać jak ktoś mówi: "Stefan! Mamy tyle pieniędzy, po co ci jeszcze ta żarówka?!".
Wadera się nie śmiała. Widocznie nie zrozumiała.
- H... Chodzi o to, że polakom się udało, a oni nie mogli później zapalić światła, bo jeden z nich zabrał żarówkę. Rozumiesz? - zapytałem.
- Średnio... - odpowiedziała.

<Essix?> brak weny

OD Jermaine'a CD Essix

Przyciągnąłem Essix do siebie. Przeszyłem ją wzrokiem, uśmiechając się ledwo zauważalnie. Po kilkunastu sekundach ciszy i wymiany spojrzeń odepchnąłem samicę, co skutkowało jej upadkiem. Zrobiłem to lekko, ale najwyraźniej łatwo ją powalić. Rozłożyłem skrzydła, które okryły leżącą na ziemi wilczycę. Miałem zamiar wznieść się w powietrze i opuścić miejsce porażki związanej z polowaniem, ale ona chwyciła mnie za ogon. Nie mam pojęcia co jej wówczas chodziło po głowie. Igrała z ogniem. Odwróciłem łeb, ponownie wbijając w nią swoje złote ślepia.

- Nie puszczę Cię. – mruczała coś tam pod nosem, nie było jej słychać prawie w ogóle. – Nie puszczę Cię, nie myśl sobie. – pewność siebie wilczycy była rozbrajająca. Westchnąłem głęboko  i usiadłem na moment, pozwalając waderze na chwilę fałszywego triumfu.
- Mało tego, że odebrałaś mi zabawę swoim potencjalnym posiłkiem, to jeszcze dotykasz mój ogon za co powinienem Cię ukarać. Sama sobie wybierz karę.
- Ha, czyżbym wygrała? Jestem Essix, wiesz? A Ty jak masz na imię? Wisisz mi kolację, bezimienny. – podniosła się, unosząc z dumą łeb. To byłoby na tyle, postanowiłem zapobiec dalszej euforii w związku z triumfem. Podstawiłem jej swój zbezczeszczony dotykiem wadery ogon, a ta sierota się o niego potknęła. Pieprznęła na ziemię, ale cały czas cieszyła pysk. Uwięziłem ją pod swoim cielskiem, stając nad waderą.
- Nieudolna sierota. Nie jesteś godna poznania mojego imienia. – rzekłem chłodno, kpiąc sobie z niej,  a potem ruszyłem w drogę z nadzieją na spotkanie jakiegoś godnego siebie przeciwnika, z którego mógłbym zrobić sobie kolacyjkę.

Las opustoszał. Po jeleniu, któremu się poszczęściło z powodu niefortunnego spotkania z waderą nie było śladu. Co więcej, panował dziwny spokój i cisza. Bynajmniej do chwili aż usłyszałem czyjś niesamowicie drażniący zmysł słuchu śpiew. Nie jestem pewien, czy można było to nazwać śpiewem. Bardziej wycie kastrowanego na żywca zwierzęcia. Nie chciałbym być w jego skórze kurwa. Momentalnie to coś stało się moim celem. Trzeba było jak najszybciej uciszyć stworzenie płci nijakiej, ile można cierpieć. Ruszyłem w kierunku dźwięków, doskonale namierzając ich źródło. Wyszedłem tej istocie na spotkanie i ku mojemu rozczarowaniu była to Essix. Siedziała sobie w najlepsze na skale, pogrążając się coraz bardziej w swoim śpiewie. Ktoś, kto nie ma do tego talentu powinien siedzieć cicho.

- O hej. Śpiewam sobie. Czyżbyś pozwolił się uwieść? – ucieszyła się na mój widok.
- A czy wyglądam na kogoś, kto jest chętny na szybki numerek i gotowy na wszystko z powodu Twojego śpiewu?
- Co o nim sądzisz? Mam talent, co? – przechyliła łeb na bok, uśmiechając się obrzydliwie słodko. Podszedłem do niej od tyłu i wyszeptałem waderze do ucha:
- Śpiewasz tak źle, iż miałem ochotę Cię unicestwić. Brak talentu to zdecydowanie za delikatne słowa, Słonko. Nikogo tym śpiewem nie podniecasz, ewentualnie kastrujesz. Nigdy więcej tego nie rób.
- Pewnie tylko się ze mną droczysz, weź. – pomiziała mnie pod pyskiem.
- Rusz dupsko i znajdź jelenia, którego przepłoszyłaś, zamiast używać na mnie swoich kiepskich sztuczek.

<Essix?>