czwartek, 30 kwietnia 2015

OD Katniss

"To mój pierwszy dzień w watasze-pisałam w moim dzienniku jako człowiek-nikogo tu nie znam, było to trochę przygnębiające, ale samotność to chyba nic złego, od dwóch miesięcy jestem tylko Ja i nikt więcej, co mi zaszkodzi pobyć sama jeszcze z parę dni, tygodni albo miesięcy..."
Nagle usłyszałam szelest w krzakach, szybko się obróciłam i spojrzałam w krzaki, zdając sobie sprawę że go zauważyłam wyszedł jakiś basior. Szybko schowałam dziennik i wspięłam się na drzewo, zwierzę nie zdążyło mnie złapać. Za to ja skoczyłam na nie i zamieniłam się w locie w wilka. Skoczyłam mu na plecy łapiąc się łapami brzucha i przewaliłam go na ziemię, przystawiłam zęby do ucha.
-Słaby jesteś-szepnęłam i z niego zeszłam, po czym znów byłam człowiekiem i zaczęłam odchodzić.
-Zaczekaj!-zawołał, a ja się obróciłam...

<Jakiś basior? :) >

Powitajmy w stadzie!

Powitajmy Katniss

I jej towarzysza Dayton'a


OD Summer CD Arthur'a

Arthur przedstawił mnie alfie watahy - Mizu.
Uśmiechnęłam się ciepło do niej.
- Hej! Miło mi Ciebie poznać, nazywam się Summer i chciałabym dołączyć do waszej watahy.
- I nawzajem. Bardzo chętnie przyjmę nową waderę do nas - odpowiedziała.
- Dziękuję - odpowiedziałam - Czy mogę się... hm... zadomowić w nowym lokum?
- Och, ależ oczywiście. Arthur jak chcesz możesz iść, już się dzisiaj napracowałeś.
Uśmiechnęła się lekko do niego, a on go odwzajemnił i poszedł mówiąc na pożegnanie ,,Do zobaczenia''.
Mizu zaprowadziła mnie do mego nowego mieszkania. Była to skromna jaskinia, w sam raz dla mnie.
- Jutro z samego ranka odbędzie się apel i każdy dostanie rozpiskę z partnerem, z którym będzie pracować i jakie to będzie zadanie.
- Jeszcze raz dziękuję ci bardzo - powiedziałam jej uprzejmie.
- Nie dziękuj mi, a Arthurowi. To on Ciebie tutaj przyprowadził - odpowiedziała z tajemniczym uśmiechem na twarzy i wyszła.
Nie wiedziałam dokładnie co miała na myśli, więc ułożyłam się do snu, którego bardzo potrzebowałam. W nocy jednak męczyły mnie wyrzuty, że nie podziękowałam Arthurowi za wszystko co dla mnie zrobił.


~~ rankiem ~~

Obudził mnie skowyt, który za pewne był porannym budzikiem. Przeciągnęłam się i wyszłam z groty. Na dworze już świeciło słońce.
Obróciłam głowę i ujrzałam rząd wilków stojących na równo. Ekspresowo dobiegłam do nich. Taaa mój pierwszy dzień, a ja się spóźniam.
Wtem kątem oka widzę Mizu, która widząc mnie skierowała się w moją stronę.
- Och Sum* co tutaj robisz? - zapytała alfa watahy.
- Ymm jestem na apelu? - spytałam cicho.
- Apel jest o 10:00 nie przesadzajmy, żeby tak wcześnie wstawać.
- Więc z kim ja tutaj stoję i po co? - zmartwiłam się, że zrobiłam z siebie głupka.
- Ah to nasz oddział wojskowy, wiesz takie tam... - oznajmiła.
Ja po tych słowach mało co nie zapadłam się pod ziemię.
- Super... - mruknęłam.
- Nie martw się, każdy pierwszak tak miał, już się do tego przyzwyczaiłam.
- Dobra idę, pamiętaj, apel za półtorej godziny! - krzyknęła i pobiegła dalej.
Tak mój pierwszy dzień, chyba dam radę - pomyślałam.
Poszłam coś przekąsić zanim odbędzie się apelik.

* Sum - pseudonim od przezwiska nadanego od Mizu :d

<Arthur?:) >

OD Strzały CD Terrakotty

Czyli to jest Twój dziadek?-spytałem. Wadera pokiwał głową. Wysoki basior spojrzał się na mnie złowrogo. Podkuliłem ogon i zamknąłem oczy. Ten poczochrał mi sierść na głowie.
-Y? - spytałem otwierając oczy.
- Mądry z ciebie chłopak - powiedział anioł. Uśmiechnąłem się.
- No nic już czas na nas - powiedział Shogun i podszedł do Terrakotty przekazując jej jakieś słowa. Zatrzymałem Leath'a.
- O co chodziło z tym kwiatkiem? - spytałem
- Kwiatek oznaczał...- a duch nie dokończył ,bo jakiś jasny wir zapewne do nieba wciągnął go wraz z Shogun'em . Wróciliśmy do watahy,po drodze wstąpiliśmy do jaskini Mizu.
- Gdzie byliście cały dzień? - spytała

<Terrakotta?>

OD Terrakotty CD Strzały

- Czy już rozumiecie?

- Chwila! - zaczęłam mówić zupełnie nie na temat - To ty jesteś Leath?

- S-skąd znasz moje imię? - spytał anioł

- Widziałam twoje życie. - pokazałam runę na łapie i uśmiechnęłam się lekko

- Heh... To prawda nazywałem się Leath, byłem basiorem i...

- Marzyłeś by latać - przerwałam basiorowi

- Tak. Czy, widziałaś jak zginąłem?

- Nie... Wizja się urwała.

- Zginąłem w obronie syna... Shoguna...

Zamurowało mnie. "Shogun?!" - pomyślałam, wstałam i jakoś dziwnie się uśmiechnęłam. Gdyby nie był duchem, chyba bym go przytuliła! Strzała patrzył na mnie zdziwiony...

- O co chodzi? - spytał Strzała

- Mój... Mój ojciec nazywał się Shogun!

Duch popatrzył na mnie zdziwiony. Chwilę później pojawiła się mgła,z mgły wyszedł kolejny duch. Był to wysoki basior, miał rozłorzone skrzydła i bliznę bilsko oka. Wilk posiadał dwa ogony. Od razu go poznałam. Stanęłam przed duchem i po prostu szepnęłam jedno słowo :

- Tata..?

Wilk tylko potaknął... Nie mogłam uwierzyć. Po dwóch latach, na reszcie. Strzała stał obok mnie. "To jest jej ojciec? Nie są podobni..." - pomyślał. Fakt. Jestem bardziej podobna do matki.

- Mniejsza o to... - zaczął Leath - Czy już rozumiecie?

<Strzała?>

środa, 29 kwietnia 2015

OD Strzały CD Terrakotty

-Nie marnujesz- powiedziałem uśmiechając się. Terrakotta zaczęła coraz bardziej płakać. Kiedy na nią patrzyłem widziałem jedynie smutek. Z mojego oka wyleciała malutka łza. Skapnęła na skrzydło wadery. Zaczęło robić się znowu szarawo-siwe. Ona znów była normalna.
Wtedy przed nami stanął anioł ten sam którego widziałem na łące.
I powiedział:


<Terrakotta?>

OD Arthura CD Summer

-Hm?-spojrzałem na waderę
Nic nie odpowiedziała tylko uśmiechnięta patrzyła na mnie.
-Wiesz, jak chcesz to mogę ci pokazać kilka miejsc tutaj, które znam i przy okazji dopilnuję ,aby żaden gangster cię więcej nie zaczepiał. Co ty na to?-zaproponowałem
-Tak! - krzyknęła. Oprowadziłem ją po wilczym mieście,później spacerowaliśmy po lesie łowców(upolowałem dla niej sarnę),następnie poszliśmy do wilczej szkoły,później wspinaliśmy się na górę,na szczęście ją uratowałem kiedy spadała.Mieliśmy szczęście,udało nam się przejść do źródełka życia.Pokazałem jej niesamowite istoty i rośliny.Następnie poszliśmy na plażę.Miałem mały wypadek,bo niechcący zamroziłem całe morze-wraz z waderą.
- Czekaj! - powiedziałem. Wadera się zatrzymała.
- Nie powiedziałaś mi jak masz na imię - odparłem
- Jestem Summer ,a ty? - spytała
- Arthur - odpowiedziałem uśmiechając się

No ,ale jak zwykle ścieżka dobra się kończy ,a zaczyna się zła. Ze szczęścia ,że wreszcie kogoś poznałem zboczyłem z tej dobrej ścieżki. Dotarliśmy do mrocznego lasu (tak myślę). Wokół słychać było przeraźliwe śmiechy. Widać było,że Summer się boi w sumie ja trochę też. Nagle zobaczyłem cień,wokół mnie zaczęło się robić błękitno.
-Co to? - spytała
- Moja aura, blisko nas jest istota o bardzo potężnej aurze - odpowiedziałem trochę się obawiając. Nagle z miejsca ,w którym stał duch wydobyło się ogromne światło. Zamknąłem oczy i zasłoniłem je Summer czekając na śmierć. Przede mną stanęła Mizu i mój smok. Spojrzała na mnie i na Summer uśmiechając się. Zrobiło mi się głupio, odsłoniłem oczy waderze.
-Summer,to jest nasza alfa Mizu- powiedziałem

<Summer?>

OD Terrakotty CD Strzały

Gdy już dotarliśmy do watahy zaczęliśmy szukać Mizu, Moon oraz medyków. Trochę trudno z tym było, bo moja tylna połowa była praktycznie sparaliżowana... Czułam się, jakbym zamarzała, zmieniała się w lodowy posąg. W pewnym momencie przewróciłam się na ziemię, ze sztywnymi łapami, całymi jakby zamienionymi w lód. Skrzydłami też już nie mogłam ruszać. Bez skutku próbowałam podnieść się na przednich łapach. Westchnęłam i zdałam sobie sprawę, że to na nic... Zakryłam pyszczek łapami by strzała nie widział mojego wyrazu twarzy... Mówił "Już po mnie". Strzała pochylił się nade mną i spróbował pomóc mi się podnieść.

- To na nic... - powiedziałam - Zostaw mnie tu.

- Nie. - powiedział

- Powiedziałąm, żebyś mnie tu zostawił, jak chcesz to idź szukać medyków czy coś...

- Nie mogę cię tak zostawić! - powiedział stanowczo, i usiadł na przeciwko mnie

Znów westchnęłam i spojrzałam na Strzałę. Było w nim coś... Nowego? Tak, to dobre słowo. On... On na prawdę był smutny. I to było widać! Jego zwykle kamienna twarz zamieniła się w odwróconą podkowę. Nagle się rozpłakałam i zaczęłam szeptać :

- Przepraszam... Przepraszam... Przepraszam, że marnuje twój czas!

<Strzała?>

OD Summer DO Arthur

Leżałam na ziemi. Byłam cholernie zmęczona uciekaniem przed moimi wrogami. Była to zgraja trzech wilków mroku. Podpadłam im kiedy szłam przez miasto i jednego z nich popchnęłam. Oczywiście uważam za głupotę, to że odebrali to jako mój atak, ale co poradzić na takich jak oni.

Była noc, więc zimny wietrzyk lekko owiewał moje wycieńczałe ciało.
Nie jestem zwolenniczką nadużywania magii, ale kiedy trzeba to muszę, na przykład w takich okolicznościach. Moja magia jednak nie robi krzywdy, ja tylko czytam w myślach.

Nagle podczas mojego rozmyślania wpadli oni. Wilki, które chętnie by mnie zarżnęły. Stanęłam szybko, jednak nadal byłam padnięta po długim biegu.

- No no no - rzekł czarny z blizną na oku - Kogo my tutaj mamy. Czy to nasza mała uciekinierka?
- Nie ładnie zaczepiać innych - powiedział brązowy - A w szczególności takich jak my.
- Nic wam nie zrobiłam - oznajmiłam głośno.
- Nic wam nie zrobiłam - przedrzeźnił mnie trzeci i razem zaczęli się śmiać.
Zmrużyłam oczy i wpatrywałam się nimi w ich lidera.

- Na nas już twoje sztuczki nie działają - rzekł gruby.
Zaczęli na mnie niebezpiecznie nacierać gdy z krzaków wyłonił się biały basior.
- Zostawcie ją - oznajmił groźnie.
- Chyba twój Romeo przybiegł Ci na pomoc - zaśmiał się brązowy.
- To nie... - chciałam zaprzeczyć, ale ujrzałam jak dobry basior zamraża jednego z nich.
- Co do cholery?! - krzyknął lider.
- Zaraz wam pokażę co jeszcze potrafię - dodał i już chciał pokazać swoje kolejne umiejętności, lecz oni ucielki zostawiając jednego ze swoich.

Podeszłam do białego basiora i zgięłam się.
- Bardzo Ci dziękuję za pomoc - powiedziałam.
- Nie ma za co - odpowiedział i odwrócił się by odejść.
Chciałam zobaczyć jego myśli, ale... są zablokowane? Nie mogę nic zobaczyć.
- Hej! Zaczekaj! - krzyknęłam i potruchtałam za nim.

<Arthur? :) >

Przykro

Ponieważ, że nie napisali żadnego opka od kąd dołączyli zostają wygnani:
- Kaya
- Atia
- Prag

OD Matt'a CD Aishy

- Jest fajnie. Ceremonia super i ogólnie świetna atmosfera. - odpowiedziałem.
- Cieszę się, że podoba się wam. - powiedziała wesoło z uśmiechem. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy z Bóstwami i wróciliśmy do watahy. Kiedy tam dotarliśmy zaczęło się ściemniać.
- To do jutra! - pożegnałem wadery. Wróciłem do jaskini i położyłem się na skórach. W środku nocy obudziło mnie burczenie w brzuchu. Przeciągnąłem się i zacząłem biec truchtem. Po chwili wytropiłem stado jeleni. Ruszyłem w kierunku zapachu. Po chwili wpadłem na coś, lub kogoś.
- Przepraszam. - powiedział znajomy mi głos. Podniosłem głowę i zacząłem przyglądać się wilkowi. Po chwili zauważyłem, że to Aisha.
- To ja przepraszam. - powiedziałem lekko się uśmiechając. Widząc to wadera też się lekko uśmiechnęła.
- Co tu robisz? - zapytała.
- Zgłodniałem więc poszedłem na polowanie. - odpowiedziałem. - A ty? - dodałem.
- Ja... Em... - zaczęła się zastanawiać.

<Aisha?>

OD Mizu CD Reahel

Po wypędzeniu zaklęcia którego najwidoczniej wilk nie zrozumiał a potwór się tak jak by rozpłyną. Wadera przykuła mój wzrok miała kolor sierści taki jakiego szybciej nie widziałam. Jej oczy miały piękny kolor czerwonych brylantu który można spotkać. Wadera jak by cały czas krążyła w myślach ale nie swoich a kogoś. Pomimo zadawania jej pytań dowiedziałam się tylko, że na imię ma Reahel a co robiła na terenach watahy odstawiłam na bok.

- Hej Rea chcesz może iść ze mną? - zapytałam się uśmiechając.
- A gdzie mam z tobą iść? - zapytała się zaciekawiona.
- Pokażę tobie coś co można zobaczyć tylko z tego miejsca. Może i nie jest to coś wspaniałego ale każdy to powinien zobaczyć z innej perspektywy. To jak zgadzasz się?
- Niech będzie i tak nie mam nic do stracenia. - odpowiedziała Rea i poszła za mną. Idąc drogą wciąż przypatrywałam. Zastanawiałam się co musiała przejść w swoim życiu i to pewnie sama. Przyjrzałam się jej medalionowi od którego można było wyczuć jakąś moc. Tak jak by coś chciał komuś przekazać, ale nim się obejrzałam byłyśmy na miejscu.
- Czy to tutaj? - zapytała się Rea. Było widać, że jest trochę zmęczona.
- Tak to tutaj musimy chwilę poczekać bo trochę za szybko przyszłyśmy więc odpocznij sobie a ja pozbieram trochę ziół dla Moon.
- A po co są tobie potrzebne te zioła? - zapytała się i przyglądała mi się w dziwny sposób. Tak jakby  uważała, że zbieram jakieś chwasty.
- Te akurat zioła są bardzo potrzebne do leczenia głębszych ran. Ale mało kiedy można je dostać więc są bardzo cenne.
- Rozumiem, czyli jesteś Medykiem? - zapytała się Rea jak by chciała się o mnie wszystkiego dowiedzieć. Ale ja również chciałam się o niej czegoś dowiedzieć.
- Chodź za chwilę zobaczysz to co chciałam ci pokazać. Wzięłam Reahel za łapę i pokazałam jej zachód słońca.
- To nie jest jakiś zwykły zachód słońca, który oglądasz na co dzień sama. Tym razem oglądasz go z kimś komu zaufałaś. A i Rea pamiętaj co do twojej rasy to dla mnie to nie ma znaczenia czy jesteś w połowie wilkiem śmierci a w połowi wilkiem psychicznym. Jak dla mnie to jesteś miłą waderą, która panuje nad sobą bez tego naszyjnika. Ale jeżeli z nim czujesz się bezpiecznie to go noś. A co do twojego pytania czy jestem Medykiem to nie jestem ale się znam co nie co na tym.
- Czekaj ale skąd wiesz, że jestem w połowie wilkiem śmierci a wilkiem psychicznym? - zapytała się zdziwiona.
- Wiesz znam się trochę na rasach wilkach bo się o nich uczyłam. Ale mam do ciebie pytanie. Czy ten medalion dostałaś go od kogoś kto używał magii lub coś podobnego?
- Tak dostałam go od szamana z ostatniej watahy w której byłam.- odpowiedziała
- Rozumiem to dlatego czuję od niego tyle magii. Powinnaś wiedzieć, że ten wisiorek dał go tobie z myślą o tobie. - odpowiedziałam uśmiechając się do wadery.
- Dziękuję tobie, że mi o tym powiedziałaś. Ale jak dla mnie to go dał dlatego abym już nikogo nie zabiła. -  odpowiedziała wadera odwracając wzrok.

Słońce już zaszło a robiło się ciemniej. Niebo pokryło się chmurami zasłaniając całkowicie niebo na którym był księżyc. Pewnie będzie padać - pomyślałam. Powinnam już wracać ale ciekawi mnie czy ona ma się gdzie skryć przed deszczem. Według mnie wygląda na bezradną powiedziałam cicho do siebie. Postanowiłam więc się jej o to zapytać.
- Rea gdzie będziesz dzisiaj nocować?
- Ja jeszcze nie wiem ale coś znajdę, a dlaczego się pytasz?
- Tak jak myślałam pewnie nie zauważyła, że będzie padać. -powiedziałam do siebie szeptem i wzięłam głęboki oddech. Chodź za mną nie daleko powinna być jaskinia tam przeczekamy deszcz.
- No dobrze. Poszliśmy razem do jaskini która była nie daleko przez całą drogę rozmawiałyśmy.

Wadera była miła i się uśmiechała rozmawiają ze mną. Rea była według mnie przeciwieństwem wilka śmierci a wilka psychicznego. Mało kiedy można było spotkać takie wilki jak ona i jeszcze takiej rasy. Jej czerwone oczy przypomniały mi o pewnej osobie, która była podobna do Reahel. Dotarliśmy do jaskini w której od razu zrobiłyśmy ognisko przy którym usiadłyśmy.
- Dziękuję tobie Rea!
- Za co mi dziękujesz?
- Za to, że nie jesteś oschła i nie chcesz mnie zabić za to, że wypytuję ciebie o te różne rzeczy.- Nagle rozpadał się deszcz.
- Rozumiem, ciekawe jak długo będzie padał ten deszcz. - tak jak by trochę posmutniała.
- Pamiętaj, żeby zawsze iść z podniesioną głową wtedy nikt ci nie stanie na drodze i nie będzie tobie dokuczał. A co do deszczu to powinno niedługo przestać padać. Rea zamknęła na chwilę oczy i powiedziała mi, że wejrzała w moje myśli jak i do głębszych wspomnień. - Nic nie szkodzi ale nikomu nie mów zachowaj to dla siebie.
- Czyli ma być coś takiego jak sekret?
Ale nie wyglądało na to żeby miało przestać szybko padać. Z drobnego deszczu zrobiła się ulewa i zaczął wiać silny wiatr. Wiatr tak mocną wiał, że zgasił ognisko przy którym leżeliśmy. Gdy ognisko zgasło czerwone oczy wadery można było zobaczyć jak się wyróżniają z ciemnej jaskini. Świeciły niczym dwa brylanty. Nagle poczułam, że ktoś za mną stoi odwróciłam się za siebie i zobaczyłam również czerwone oczy. Ale nie były to już czerwone oczy Reahel które świeciły jak brylant i można było w nich zobaczyć, że jest miła. A te oczy świeciły niczym krwawe może i tak jak by chciały ciebie połknąć w całości lub rozszarpać na drobne kawałki. Zaczęłam powoli się cofać, ale depnęłam prosto w żar z ogniska i się poparzyłam.
- Rea uważaj. - powiedziałam cicho do niej. - Zacznij się wolno cofać. - dopowiedziałam i zaczęłyśmy się oby dwie razem zaczęłyśmy się cofać. Pomimo bólu próbowałam się powstrzymać od wycia z bólu. Wyszłyśmy z jaskini na ulewny deszcz. Zmokłyśmy od razu a wiatr wiał prosto w twarz.
- Co teraz robimy Mizu? - zapytała się wadera
- Ty się stąd oddal a ja się nim zajmę. - uśmiechnęłam się
- Ale ci się może coś stać. - powiedziała wadera spoglądając na mnie.
- Nic mi nie będzie nie długo będzie po kłopocie wystarczy, że się oddalisz do tamtej skały co jest nie daleko. I bądź spokojna będę miała cały czas ciebie na oku. a co do deszczu nie długo przestanie padać musisz mi tylko uwierzyć.
- Rozumiem ale uważaj na siebie. - odpowiedziała Rea i pobiegła do skał które jej pokazałam. Ja wypowiedziałam zaklęcie usypiające. Powinno zadziałać na tą bestie ale zrobił się tylko lekko śpiący. Nie chciałam go skrzywdzić więc zastanawiałam się co mogło go rozwścieczyć. Zaczęłam mu się przyglądać i zobaczyłam, że na jego plecach jest jakiś magiczny kamień. Jak teraz odwrócić jego uwagę powiedziałam do siebie. Nagle bestia zwróciła uwagę na Reahel i poszedł w jej stronę zupełnie o mnie zapominając. Teraz mam okazję powiedziałam i pobiegłam prosto na bestii plecy po czym wyrwałam magiczny kamień. Z ogromnej bestii zmienił się w małego niedźwiadka.
- Ale jak to jest możliwe? -podeszła zdziwiona do mnie Reahel.
- To wina tego magicznego kryształy na wszelki wypadek wezmę go do watahy i sprawdzę co to jest za kryształ. Widzisz a jednak deszcz przestał padać. - uśmiechnęłam się do wadery a mały niedźwiadek poszedł do swojej jaskini.
- Czy to była wina tego kamienia, że się tak rozpadało?
- Najprawdopodobniej tak ale odpowiem ci na to pytanie jak dotrzemy do mojej jaskini. Tam mam książkę w której są opisane wszystkie magiczne kryształy i nie tylko.
- Rozumiem- odpowiedziała Rea
- Reahel czy chciałabyś dołączyć do mojej watahy? - zapytałam się jej prosto w oczy.
- Ja nie wiem co odpowiedzieć. - speszyła się wadera lekko rumieniąc.
- To odpowiesz mi później jak ci ją pokaże a teraz chodźmy pokaże tobie tereny watahy bo i tak wątpię czybyśmy zasnęły tej nocy. Wadera machnęła na znak, że się zgadza i poszłyśmy  w stronę watahy. Idąc tak wadera wciąż jak by o czymś myślała.Spojrzałam się na niebo i zobaczyłam przepiękną pełnię księżyca. Deszcz przestając padać ciemne chmury, które wcześniej zasłaniały księżyc rozproszyły się. Księżyc świecąc jasno na granatowym niebie wraz z  gwiazdami oświetlał nam drogę. Cykady przygrywając świetlikom, które wyglądały jakby tańczyły.
- Przyjemna noc co nie. Można się wyciszyć, odprężyć, a pomimo tego, że jest ciepło to lekki przyjemny wiaterek przywiewa. A do tego taki miły i przyjazny księżyc przy którym można pomyśleć nad swoimi problemami.- powiedziałam z zachwytem i uśmiechem na twarzy.
- Tak to akurat jest prawda, że można zobaczyć taki piękny księżyc po takiej ulewie.- na twarzy Reahel pokazał się uśmiech. Idąc drogą nieoczekiwanie na drodze stanął przed nami inny wilk. Od wilka można było wyczuć złowrogą aurę ale i za razem kogoś kto sie troszczy o bliskie dla nie go osoby.


<Jermaine? Reahel?>


wtorek, 28 kwietnia 2015

OD Reahel CD Jermaine'a / Mizu

Powiedzieć mu czy nie? Drażniło mnie jak się ze mną droczył, ale jakoś nie mogła się na niego gniewać. W sumie, co mi szkodzi mu powiedzieć o tym wisiorku?

-A co chcesz o nim wiedzieć?

-Hm… opowiedz skąd go masz. I dlaczego dostajesz szału jak nie masz go na szyi. Po prostu opowiedz o nim.- w jego głosie wyczułam nutkę zniecierpliwienia, ze szczyptą żywej ciekawości. Wzięłam głęboki wdech. Przymknęłam delikatnie oczy. Od czego by tu zacząć?

-To na początek opowiem skąd go mam. Nie jest to zbyt skomplikowana historia. Przez ostatni rok, może trochę dłużej, wędrowałam tam, gdzie mnie łapy poniosły. Byłam w wielu watahach, lecz w żadnej nie zagrzałam za długo miejsca. W ostatniej na pożegnanie szaman wręczył mi ten wisiorek.

Otwarłam oczy. Basior siedział obok mnie i patrzył na mnie z zainteresowaniem. Czekałam na jego reakcję. W końcu zerknął na mnie ze zdziwieniem.

-To koniec? Ta błyskotka jest przesycona magią..

-..ale to nie znaczy, że jej historia ma być zawiła i mega ciekawa.

-A zdradzisz, jaki ona ma na ciebie wpływ? W sensie- Dlaczego tak reagujesz jeśli ci go ktoś weźmie? Z tego co powiedziałaś, to nie łączy cię z nim żadne uczucie, czy wspomnienie.

-Sama tego do końca nie rozumiem. Ale powiem ci tyle, co wiem. Przez geny wilka śmierci..

-Jesteś wilkiem śmierci?!

-A co, nie mogę?

-Nie wyglądasz... mów dalej.

-Przez te geny wilka śmierci mam dość dziwną zdolność... a mianowicie spojrzenie bazyliszka. Reszta moich mocy podchodzi bardziej pod wilka psychiki, co mi nawet pasuje. A wracając do tego naszyjnika. On daje mi możliwość kontrolowania tej mocy, jednocześnie bardziej panuje nad samą sobą. Kiedy mi go zerwałeś, po prostu straciłam nad sobą kontrolę. Jeszcze jakieś pytania?

Basior ciągle siedział obok mnie. Myślał nad czymś. Zapanowała dość niezręczna cisza.

-W ogóle jak masz na imię?- zapytałam w końcu.

-Hm... powiem, pod warunkiem, że ty pierwsza zdradzisz swe.

-Reahel.

-Ładne imię... ja jestem Jermaine.

Znowu ta cisza. Jermaine jakoś się nie starał podtrzymywać rozmowę, po prostu odpowiadał na pytania. Dzień powoli chylił się ku zachodowi. Ptaki kończyły swe pieśni, wyśpiewując ostatnie wersy. Ruszyłam przed siebie. Ku mojemu zdziwieniu, basior został na miejscu. Podejrzane, nie przeczę. Chociaż może nawet nie zauważył? Ciągle o czymś myślał, albo udawał dla niepoznaki... Zaczęłam biec truchtem. Myślami byłam gdzie indziej. Podświadomie wymijałam pnie drzew, czy krzewy. Nie musiałam przy tym myśleć, co było nawet całkiem praktyczne. W ten nagle wyrosła przede mną jakaś wadera. W połowie jej sierść miała błękitnawo biały kolor, gdzie indziej była brązowa.

-Uważaj!- krzyknęła i odepchnęła mnie na bok. Zaatakował nas jakiś stwór. Podobny do niedźwiedzia, lecz o nieco zgrabniejszej sylwetce. Wadera wypowiedziała jakieś niezrozumiałe słowa i bestia odeszła, jakby nigdy nic.

-Czy nic ci się nie stało?- zapytała.

-Nie!- odparłam natychmiast. To wszystko stało się tak szybko... Zerknęłam na waderę. Ta przyglądała mi się z żywym zainteresowaniem.

-A tak w ogóle, skąd się tu wzięłaś?

Pytanie banalne, w odróżnieniu od odpowiedzi. Bo co niby mam powiedzieć? „A tak łażę po terenach obcych watah, w żadnej miejsca nie zagrzeję bo biorą mnie za bezlitosnego morderce, w sumie nawet mają do tego podstawy.”? Średnio przekonujące. Nagle przyszedł mi do głowy pomysł idealny, no prawie. Przymknęłam oczy i skupiłam się na otoczeniu. Niemal od razu wyczułam świadomość wadery. Delikatnie, z wyczuciem weszłam wewnątrz. Każdy umysł jest na swój sposób inny, charakterystyczny. Panuje w nim określona atmosfera, plątanina emocji. „Co ona się tak długo zastanawia? Chyba prostszego pytania nie mogłam zadać...”. Myśli zawsze się pojawiają pierwsze, jeszcze przed „wejściem” do reszty świadomości. Umysł wadery był nawet spokojny, wyczułam widoczne zaciekawienie, połączone z przestrachem. Całkiem normalne u każdego kto mnie spotyka po raz pierwszy. Ruszyłam dalej. Poczułam falę napływających wspomnień. Miliony księżycowych nocy. Jakaś wadera, Sierra. Rzędy dziwnych znaków. Człowiek mierzący jakimś dziwnym patykiem do wilka, a raczej dwóch. Stosy książek... To wszystko zlało się w jedno. Czułam się oszołomiona, dawno nie wchodziłam tak daleko w czyjąś świadomość. Przejrzałam wszystko pobieżnie. W końcu znalazłam to czego szukałam. Wiadomości ukryte w głębi egzystencji. Wadera zwie się Mizu, zawsze już coś. Powoli zaczęłam wracać do rzeczywistości. „Co jej jest? Patrzy się tępo w przestrzeń... może jednak ten zwierz coś jej zrobił”? Zapomniałam, jeśli wejdę głębiej niż myśli to tak się „wyłączam”. Dopiero teraz wspomnienia Mizu zaczęły mnie doganiać. Wcześniej były to ledwie obrazy, jakby zdjęcia. Teraz zamieniły się w sceny, w większości z jakimiś emocjami przewodnimi. W porę wróciłam do rzeczywistości. Zastałam waderę wpatrującą się we mnie badawczo.

-Gdzie ty byłaś?

-Cały czas tu stałam..- mruknęłam niepewnie. Powoli analizowałam to co się dowiedziałam na tym rekonesansie.

-Nie o to chodzi. Gdzie byłaś myślami. Ach... po prostu o czym myślałaś.

-W sumie o niczym.- powiedziałam średnio przekonująco. Ale nie mijałam się z prawdą, będąc w cudzym umyśle ciężko myśleć o czymkolwiek. Przynajmniej w tym sensie. To dość skomplikowane, nie do opisania. Mizu spojrzała na mnie jeszcze raz i westchnęła.

-Dobra, jeśli nie chcesz o tym gadać to ja cię nie będę zmuszać.

Poczułam przypływ ulgi, przynajmniej jak na razie mam spokój. Nagle coś zaszeleściło w krzakach po lewej. Odruchowo zerknęłam w tym kierunku. Za wiele nie zobaczyłam, tylko potężną brązową sylwetkę wilka znikającą w gąszczu. Przez głowę przeszła mi pewna myśl. Z początku absurdalna, ale już po chwili wręcz oczywista. Jermain mnie śledził!Ale dziwne, że nagle się zdradził... przez tyle czasu pozostał niewidzialny. Ale jak na razie lepiej zostawić go w spokoju. Może po prostu przechodził? Ta.. akurat tędy. Ciągle widziałam wspomnienia Mizu, jak to bywa z wspomnieniami rozszyfrowywałam je ze sporym opóźnieniem. Ten człowiek z podejrzanym badylem zabił rodziców tej o to wadery. Nijaka Sierra była jej siostrą... Powoli wszystko rozumiałam.

-Mizu, a ta wataha na tych terenach jest twoja?- zapytałam na pół przytomna. Ciągle jeszcze analizowałam te wspomnienia, a to pozbawia czujności.

-Skąd znasz moje imię?-odparła i obrzuciła mnie zdziwionym spojrzeniem.

-Mówiłaś przecież...- próbowałam ratować sytuację. Może akurat się nabierze?

-Jakoś nie pamiętam.

-To masz marną pamięć.

Mizu przymrużyła oczy. W końcu wzruszyła ramionami.

-Niech ci będzie.

Odetchnęłam z ulgą. Kolejne niebezpieczeństwo zażegnane. Biorąc pod uwagę tor tej rozmowy, to jeszcze nie jedno mnie czeka.

-To jak? To twoja wataha?

-Tak, jestem jej alfą. Czemu pytasz?

-Lubię wiedzieć z kim mam do czynienia.

-Ja również, to powiesz kim ty jesteś?

Pytanie względnie niewinne, chyba zdradzenie jak mam na imię nie skończy się końcem świata... pozostało mieć taką nadzieję.

-Reahel, dla przyjaciół Rea.

Wadera skinęła głową w zamyśleniu. Rozejrzałam się w międzyczasie. Słońce już niemal zachodziło, niebo mieniło się wszelakimi barwami. Od stonowanego różu, po krwistą czerwień, z domieszką słonecznej pomarańczy. Czarne sylwetki ptaków wyraźnie się odbijały na jego tle. Delikatny wiatr szumiał w gałęziach drzew. Dzisiejszy dzień był jakiś, taki... inny. Najpierw ten cały Jermaine, teraz Mizu... mam dziwne przeczucie, że to dopiero początek. Tylko czego do diaska?

<Jermaine, Mizu odpowiedź do dogadania. Co do Jermaine: Celowo udawałeś zamyślonego, potem cicho ruszyłeś za mną, ciekawy gdzie pójdę... (taka sugestia). Mizu, co myślisz o Reahel? Ogólnie jak się to dalej potoczy do dogadania, możecie to połączyć (np. najpierw Jerm pisze co robił + kawałek tego co się działo potem, reszta dla Mizu).>

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

OD Aishy CD Matt'a

Gdy przybyliśmy na uroczystość zobaczyliśmy Bóstwa, Bogów, Duchy i Strażników każdy z nich wyglądał przepięknie. Trochę czułam się przytłoczona z resztą tak jak i Matt. Po cichu powiedział, że powinien zostać w watasze. Ja też tak na początku uważałam jednakże to się zmieniło. Mizu przedstawiłam nam Bóstwom, które najwyraźniej się ucieszyły, że kogoś przyprowadziła. Zauważyłam również, że Mizu jest bardzo szanowana, kochana jak i bardzo cenna dla nich. Jedna z Bóstw dała Mizu przepiękny kwiat który włożyła jej w grzywkę. Po czym Mizu odeszła a my zostaliśmy z Bóstwami. Trochę się bałam ale nie było tak strasznie jak myślałam. Nawet Matt się uśmiechał i dobrze bawił. Zaczęła się ceremonia było to coś pięknego, ale pomimo tego wciąż, że czułam się bezpiecznie trzymałam się blisko Matt'a. Ceremonia się skończyła, a Mizu podeszła do nas i zapytała się jak nam się podobało.
- Wszyscy byli dla nas mili i świetnie się bawiłam. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Z uśmiechem ci do twarzy. - powiedziała Mizu z szerokim uśmiechem na twarzy. Jednak widać było, że była strasznie słaba.
- A jak ci się podobało Matt? - zapytała się

<Matt? Mizu?>

OD Mizu CD Matt'a

Tak więc poszliśmy we trójkę na święto,  które się już odbyło. Wszystko było przepięknie ustrojone a pełnia księżyca dodawała blask. Każdy do mnie podchodził i się witał. Prawie bym zapomniała wam przedstawić moich przyjaciół. - powiedziałam do Bóstw, które stały koło mnie.
- To jest Matt a koło niego stoi Aisha. - przedstawiłam ich.
- Jak mi miło. Jacy wy jesteście śliczni. Mizu ty też jesteś piękna ale mamy dla ciebie mały prezent.- powiedziała jedna z Bóstw.
- Dziękuję ale ja nie powinnam. - odpowiedziałam trochę speszona.
- To tylko zwykły kwiat więc nie masz co się wstydzić. - odpowiedziała uśmiechając się.
- Dziękuję wam wszystkim. Mam do was małą prośbę!
- Po raz pierwszy Mizu o nas o coś poprosi. No słuchamy ciebie pomożemy tobie we wszystkim.
- Dziękuję wam ale czy moglibyście się przez jakiś czas zająć nimi. Bo ja muszę chwilę porozmawiać z Latisią. Przedstawcie ich z tymi co ochraniają naszą watahę i tym co zajmują się inni. Matt, Aisha pójdziecie z nimi a ja muszę przez chwilę porozmawiać z kimś.
- No dobrze Mizu! - powiedział trochę przytłoczony Matt
- Rozluźnij się nie masz czego się bać. Każdy was na pewno polubi. - odpowiedziałam i się  oddaliłam. Poszłam tam gdzie znajdywała się Latisia. Gdy ją ujrzałam wiedziałam, że coś jest nie tak.
- Witaj Latisio!
- A jednak przyszłaś kochana.
- Tak a czemu bym nie miała przyjść.- odpowiedziałam i się lekko uśmiechnęłam. - Latisio powiesz mi co się stało? - zapytałam się.
- Mizu jeden ze strażników z tamtego miejsca zachorował. A nasze metody nie działają a ja jestem bezradna. Więc mam prośbę do ciebie czy byś mogła użyć tej starożytnej techniki. - zapytała się bardzo zasmucona Latisia
- No jasne, że to zrobię. Ale po tym jak zakończy się ceremonia. - odpowiedziałam. - Latisia czy byś mogła nic im nie mówić. - zapytałam się z uśmiechem na twarzy.
- Oczywiście o ile tego chcesz. Nic się nie zmieniłaś od tamtego czasu. Zawsze wolisz robić sama i nikogo w to nie wplątywać w swoje sprawy.
- Ja naprawdę nie chcę, żeby to się znowu stało Latisio. Więc proszę powstrzymaj ich do tego czasu.- powiedziałam schylając głowę ku ziemi i odeszłam od niej. Nadszedł czas ceremonii w której każdy wybiera swojego następcę. Przypatrzyłam się tylko i odeszłam. Ukradkiem zobaczyłam jak Aisha i Matt się świetnie bawią. Poszłam do Magicznego Mostu gdzie przeszłam do mojej dawnej watahy, tam zaczęłam się rozglądać wszystko było prawie już odbudowane i wtedy zobaczyłam magiczna chatkę strażnika. Zapukałam po czy weszłam, strażnik  był bardzo osłabiony ale ja się nim zajęłam. Ponieważ czas leciał wolniej niż normalnie mogłam wszystko na spokojnie zrobić. Strażnik się przebudził i się tyko uśmiechnął.
- Witaj w domu Mizu!- powiedział uśmiechając się.
- Wróciłam ale teraz odpoczywaj nie długo będziesz zdrowy Arco.
- Dziękuję ci Mizu! - odpowiedział i zasnął a ja zaczęłam wymawiać zaklęcie. Gdy skończyłam wymawiać Arco się przebudził i był w pełni sił.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Naprawdę Ci dziękuję! Ale czy ty wiesz, że coś ci się mogło stać prawda. - odpowiedział
- Spokojnie nic mi nie jest powinnam już wracać na przyjęcie tak jak i ty. - po naszej rozmowie poszliśmy do innych. Mieliśmy szczęście bo ceremonia się jeszcze nie skończyła a Arco mógł wybrać swojego następcę. Nie opodal zauważyłam Matt'a i Aishe do których podeszłam.
- I jak wam się podoba? - zapytałam się

<Aisha? Matt?>

OD Matt'a CD Mizu

- A z wielką chęcią, a ty Aisha? - zapytałem.
- No oczywiście! - odpowiedziała.
- To chodźcie za mną. - powiedziała po czym zaczęliśmy iść. Podążyliśmy za nią. Po jakimś czasie usłyszałem gwar. Szliśmy w jego stronę. Po chwili ujrzałem mnóstwo Duszków, Bogów i Strażników. Czułem się dość niesfojo. Wokoło wszyscy się znali. Ja znałem tylko Aishe i Mizu. Szliśmy wgłąb okropnego gwaru. Miałem wrażenie, że wszyscy się na nas patrzą. "Może powinienem zostać w watasze?" - pomyślałem.
- Aisha nie sądzisz, że powinniśmy zostać w watasze? - szepnąłem.
- Chyba... tak.... - odpowiedziała zmieszana.
- Już trudno... - powiedziałem cichutko do siebie.

<Mizu? Aisha?> brak weny :-(

niedziela, 26 kwietnia 2015

OD Strzały CD Terrakotty

Zaprowadziłem Terrakotte do miejsca gdzie zerwałem kwiat. - To tutaj. - powiedziałem
- Ale gdzie te kwiaty? - spytała
- Jeszcze nie dawno była tutaj cała kępa. - powiedziałem
- Spojrzałem na skrzydła wadery - były całe niebieskie.
-Teraz kwiatek jest nieważny - pomyślałem łapiąc ją za łapę.
- Co ty robisz - powiedziała
- Szukając kwiatka nic nie zdziałamy,lecimy do watahy. - odpowiedziałem wzbijając się w powietrze i zamieniając się w smoka.

<Terrakotta?>

OD Terrakotty CD Strzały

Minęło dobre pół godziny. Ocknęłam się jak zwykle z potwornymi zakwasami. Spojrzałam na nie przytomnego Strzałę, coś we mnie pękło... Nie zwracając uwagi na ból, podeszłam do Strzały i sprawdziłam czy w ogóle oddycha. Najszybciej jak mogłam zaczęłam leczyć nawet najmniejsze przecięcia. Siedziałam przy Strzale cały czas, i robiłam co tylko mogłam... Meh... Już nie obchodziła mnie klątwa, całe moje skrzydła były już niebieskie, i... Sparaliżowane... Ta "zaraza" powoli rozchodziła się po reszcie mojego ciała. W tym momencie, Strzała się ocknął i co prawda ledwo, ale wstał. Bez zastanowienia przytuliłam basiora i pisnęłam :

- M-m-martwiłam się... - łzy zaczęły spływać mi po policzkach

Po chwili ogarnęłam się i go puściłam. Strzała spojrzał na niebieską "zarazę" rozprzestrzeniającą się po całym moim ciele. Moje skrzydła były sparaliżowane... Nie mogłam w ogóle latać, i ledwo chodziłam.

- Strzała... Musisz pokazać mi, skąd masz ten kwiat...

- Dobrze...

<Strzała?>

OD Jermaine'a CD Reahel

Oburzenie ze strony napotkanej samicy mnie rozbawiło. Parsknąłem cynicznym śmiechem, przysuwając się do niej coraz bliżej.  Z zainteresowaniem spojrzałem w czerwone oczy wadery. Miały w sobie coś, co sprawiało, że z chwili na chwilę wadera pociągała mnie coraz bardziej. Posłałem jej ledwo zauważalny uśmiech. Wadera zmieszała się jeszcze bardziej, odwracając wzrok. Sprawiała wrażenie spanikowanej, a tym samym totalnie uległej i niezdecydowanej. Takiej, która pragnęła uciec, a zarazem pozostać u mego boku. W pewnym momencie dostrzegłem wisior, który znajdował się pod jej gęstą sierścią na szyi. Z pozoru zwyczajny, aczkolwiek była wyczuwalna pewna magia, którą emitował. Pewnym, szybkim ruchem chwyciłem błyskotkę w pysk.

- Nie rób tego. – rzekła przerażona wilczyca, patrząc na mnie błagalnym wyrazem oczu. Nie byłem w stanie zapanować nad swoją ciekawością. Ta magia, którą był przepełniony… Uwiodła mnie. Błyskawicznie zerwałem go z jej szyi, po czym wyprostowałem skrzydła i wzniosłem się w powietrze, uprzednio powalając ją za ich pomocą. Wylądowałem na wzgórzu, niedaleko miejsca naszego spotkania. Położyłem zdobycz na pokrytej świeżą trawą glebie, dokładnie analizując.

- Jest z tobą związana jakaś niesamowita historia, zabaweczko. – mruknąłem pod nosem sam do siebie, próbując wgłębić się w jego czerń. Coś mnie jednak rozpraszało. Strzygłem uchem, ale nie byłem w stanie niczego konkretnego wysłuchać. – No nic, a więc opowiedz mi coś o sobie. - Kiedy dotknąłem go lekko łapą, żeby rozproszyć wszelką magię, zza drzew wyłoniła się wściekła postać wilczycy, z którą miałem okazję zamienić parę zdań. Rzuciła mi się do gardła, wściekła i wyraźnie z zamiarem zrobienia mi krzywdy. Najwidoczniej nie panowała nad sobą. Gdzie zniknęła tamta niewinna dziewczynka? Po chwili zaczęło do mnie docierać, iż może mieć to związek z jej medalionem. Odepchnąłem waderę i próbowałem wstać, lecz Ona cały czas na mnie napierała, starając się przytrzymać moją osobę przy ziemi. Czy miałem zamiar dać jej za wygraną? Absolutnie nie.

- Wygrałaś, jestem Twój. Moje geny również. Rób ze mną co chcesz. Lubię jak boli. – pocałowałem ją delikatnie w policzek, przyglądając się reakcji napastniczki.
- Gdzie medalion?! – warknęła groźnie, przeszywając mnie zimnym spojrzeniem.
- Ups, popsułem. Co teraz? – odpowiedziałem, uśmiechając się szeroko.
- Gdzie medalion, dupku?! – powtórzyła, z nienawiścią w głosie.
- Ejże, skąd w Tobie tyle agresji? Patrz co tu mam. – podniosłem wisiorek, który leżał tuż obok mnie. Byłem lekko zdziwiony, że go nie zauważyła. – Chcesz swój naszyjniczek z powrotem? – zapytałem igrając z sytuacją, która być może zagrażała mojemu życiu.
- Chcesz się doigrać? - wyszczerzyła kły, wyrywając mi go. Nagle samica zmieniła swoje nastawienie. Przyglądałem się całemu zjawisku z zaciekawieniem wymalowanym na pysku. - Przepraszam… - mruknęła, zeskakując ze mnie. Odeszła kawałek, siadając pod drzewem pokrytym fioletowymi kwiatami. Podniosłem się leniwie, co przyszło mi z trudem. Było całkiem wygodnie, kiedy byłem pod nią. Podszedłem do wadery i usiadłem obok. W żadnym razie nie chciałem dać jej spokoju, ponieważ w głębi czułem, że nie chce być sama.

- Romans wisi w powietrzu. - zwróciłem się do niej.
- Co proszę? – zapytała zaskoczona. – Nie licz na to. – dodała po chwili.
- W końcu wiosna, prawda? Nie czujesz tej magii?
- Niespecjalnie. Mam nadzieję, że nie miałeś na myśli nas. – rzekła, patrząc na mnie.
- Nie mam zwyczaju sypiać z ledwo poznanymi paniami, bez względu na to jak byłyby atrakcyjne. A co, chciałabyś?
- Idź sobie. – zaśmiała się, a następnie odsunęła ode mnie. Ten uśmiech na jej pysku… To już połowa sukcesu, przydałoby się teraz to zepsuć.
- Opowiedz mi o tym swoim wisiorku. Zawsze wpadasz w furię, kiedy zostaniesz jego pozbawiona?
- Daj mi spokój. – wstała i ruszyła przed siebie. Dokładnie takiej reakcji się spodziewałem. Postanowiłem dotrzymać jej towarzystwa. Od tyłu wyglądała równie zjawiskowo co z przodu, mogłem nacieszyć oko jej wyglądem. Zatrzymała się po chwili, odwracając łeb. – Nie pozwolisz mi odejść, prawda? – zapytała pełna złudzeń, iż sobie odpuszczę.
- Mógłbym, bo przecież w ogóle mnie nie interesujesz. To co, wtajemniczysz mnie?

<Reahel?>

sobota, 25 kwietnia 2015

OD Reahel DO Jermaine'a

Kolejny dzień wędrówki, nic specjalnego. Przechodziłam przez las. Jeszcze młody, korony smukłych drzew nie przysłaniały słońca. Runo średnio obfite, głównie trawa i zeschłe liście które się uchowały z zeszłej jesieni. Ale wbrew pozorom nawet sporo zwierzyny. Wyczułam sarny, pasące się zaledwie paręnaście metrów na lewo. Jeszcze nie wiedzą o mojej obecności, trzeba to wykorzystać. Ptaki dawały huczny koncert, zagłuszały odgłos moich kroków. Skryłam się za niewielką kępą krzewów. Obserwowałam stado przez szpary między gałęziami. W ten jakieś ptaszysko wrzasnęło obok mojego ucha. Uprzedziło niedoszłe ofiary, te szybko zorientowały się w sytuacji. Ruszyły biegiem jak najdalej ode mnie. Musiałam działać, im szybciej tym lepiej. Wystrzeliłam jak z procy zza spalonej kryjówki. Biegłam sprintem przez niewielką polanę, sarny przyśpieszyły. Musiałam szybko wybrać konkretny cel, inaczej atak się nie powiedzie. Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście, jedna utykała. Dotrzymywała niemal tempa reszcie, niemal. Zamierzałam wykorzystać ten dar losu. Prędko zmieniłam kierunek i skoczyłam. Wylądowałam na jej grzbiecie. Próbowała jeszcze się wyrwać, ale wgryzłam się w jej kark. Polowanie się udało. Reszta stada obejrzała się, ale nie mogła nic zdziałać. Po chwili ruszyła dalej w las. Najczęściej poluje tradycyjnymi metodami, rzadko za pomocą wzroku. Chociaż to może dziwnie zabrzmieć „polowanie wzrokiem”, ale taka prawda. Jeśli zabijasz spojrzeniem, to równie dobrze możesz tak polować. Bez pośpiechu zaczęłam jeść swoją zdobycz. Żadnego wilka w pobliżu, nie ma się czego obawiać. Skąd to wiedziałam? Czytając myśli muszę je najpierw „poczuć”, wyczuć świadomość. Teraz nic takiego nie znalazłam, więc jak na razie mam święty spokój. Przynajmniej w teorii. Odciągnęłam zdobycz w stronę lasu, skąd przed chwilą wybiegłam. Tak instynktownie, nie lubię jeść na otwartej przestrzeni. Zjem i się stąd zmywam, w końcu weszłam na teren jakiejś watahy. A jakie mają nastawienie do obcych to tajemnica jeszcze przeze mnie nie zgłębiona. Chociaż w ostatniej nie było tak źle. Traktowali mnie normalnie, przynajmniej w miarę normalnie. Dopóki uważali mnie za zwyczajnego wilka, może trochę bardziej ponurego. Ale w końcu się wydało. Tym razem nie tak drastycznie, na polowaniu. Pół watahy wzięło udział, ruszyliśmy na żubry. Świetnie pamiętam ten dzień. Wszystko szło dobrze, aż tu nagle żubr natarł na nas. Podrzucił kogoś w górę. Wszyscy go atakowali, ale tona żywej wagi łatwa do zabicia nie jest. Musiałam użyć mej zdolności, inaczej by ktoś zginął. Tak to tylko żubr poległ. Oczywiście nie chcieli dać po sobie poznać, że się mnie obawiają, z marnym skutkiem. Potem zaliczyłam wpadkę, spojrzałam prosto w oczy jednemu z nas… można się domyślić co się stało. Przed odejściem dostałam od szamana ten mój wisiorek. Delikatnie musnęłam łapą czarny medalion. Coś w nim jest. Uspokaja mnie, sprawia, że panuje nad sobą. Teraz już nie wystarczy zwyczajne spojrzenie w oczy by kogoś uśmiercić, muszę tego pragnąć. W końcu skończyłam posiłek. Powoli ruszyłam dalej. Dopóki idę przed siebie gdzieś trafię. Może znajdę to swoje miejsce, gdzie ktoś mnie zrozumie? Spotkam bratnią dusze, kto wie? Mogę mieć najwyżej nadzieję. To bardzo mało prawdopodobne. Wilki śmierci są zazwyczaj zadowolone ze swego żywiołu, uwielbiają widok cierpienia. Ja jestem pechowym wyjątkiem. Spojrzałam w górę. Promienie słońca przedzierały się przez zielony baldachim liści. Gdzieniegdzie trawa usiana była niewielkimi kwiatkami. Wiosna w pełnym rozkwicie. Ile to już minęło? Rok? Może trochę dłużej… Rok samotnej wędrówki, pałętania się pomiędzy wszelakimi watahami. Pierwszy rok bez rodziny. Otwarte myślenie o tym ciągle jeszcze sprawiało mi ból. Prędko się z tym nie pogodzę, co poradzić. Co się dziwić, utrata bliskich nigdy nie jest łatwa. A zwłaszcza wszystkich po kolei. Nagle me rozmyślania przerwał pewien odgłos, a raczej jego brak. Ptaki momentalnie zamilkły, jak łapą odjął. Rozejrzałam się czujnie, las tu robił się gęstszy, nic nie dojrzałam. Pora użyć swych mocy, co mi szkodzi. Przymknęłam oczy i skupiłam się na otoczeniu. „Co to jest? Kto to jest? Znajdzie nas?”- nerwowe myśli jakiegoś z solistów. Przetoczyłam się przez parę podobnych, coś się zbliżało, to pewne. W końcu wyczułam inną świadomość. Silniejsza od innych. Nie mogłam odczytać jego myśli, trochę jakby były za jakąś barierą. Odporny na czytanie myśli, intrygujące... Nie miałam czasu się nad tym zastanowić, owy ktoś wyszedł zza osłony drzew. Potężny basior, o brązowej sierści, przechodzącej w biel na podbrzuszu. Na grzebiecie spore skrzydła, w odcieniu zbliżonym do kory drzew. Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, lecz szybko się ogarnął. Uśmiechnął się złowieszczo. W jego oczach zalśniła ciekawość.

-Kim jesteś?- zapytał pierwszy. Poczułam okropny ból głowy. Przełknęłam nerwowo ślinę, ból rosnął w zastraszającym tempie. Basior czekając na odpowiedź spojrzał na jednego z ptaków przesiadujących na gałęzi. Nieszczęśnik zginął pod osłoną płomieni. Pochłonęły go, powietrze rozdarł mrożący krew w żyłach pisk. Po chwili płomienie znikły, a na osmolonej gałęzi zostało ledwie parę piórek.

-Zabiłeś go?

-Oczywiście. Przecież spoglądanie na śmierć to czysta rozkosz. Patrzeć jak cierpią, jak walczą z tym co już przesądzone. Ciągle nie odpowiedziałaś mi na pytanie- Kim jesteś?

Co mi szkodzi, w tej chwili nie mam nic do stracenia. Nawet jeśli skończę jak ten ptak, to nikt po mnie płakać nie będzie.

-Jestem Reahel, a ty kim jesteś? I co tu robisz? Przyszedłeś zabić parę niewinnych istot, ot taki popołudniowy spacerek?- mruknęłam. Z trudem się opanowałam, nienawidzę zabójców. W szczególności jeśli zabijają bez powodu, dla rozrywki. Zdziwiła go nieco moja pewność siebie, lecz od razu odparł:

-A co, nie pasuje? Wilk śmierci co nie zabija, co za ironia, nieprawdaż?

Zamurowało mnie. Ból głowy nieco zelżał, myślałam pełną parą. Nic przecież nie mówiłam o swojej rasie, jednocześnie nie wyglądam jak jej klasyczny przedstawiciel. Więc po czym do diabła?! I skąd wie o moim zdaniu co do zabijania? W sumie, to akurat najmniejszy kłopot. To mógł sam wykombinować z mojego tonu.

-To jak śliczna, odpowiesz? Co ty taka zamyślona, hę?- wyszeptał mi do ucha. Jakim cudem się tu znalazł? Jeszcze chwilę temu był dobre pięć metrów ode mnie. Ostatnio za bardzo się zamyślam, muszę zacząć być „tu i teraz” inaczej marnie skończę.

-Moja sprawa kim jestem i co robię, czy też co myślę. Ciebie powinno to akurat najmniej obchodzić.- warknęłam robiąc krok w bok.

<Podniosłeś rękawicę, więc Jermaine napisałam do ciebie. Mam nadzieję, że znośnie to poprowadziłam. Powodzenia w kończeniu...>

OD Strzały CD Terrakotty

Wzbiłem się w powietrze i błyskawicą poleciałem za Terrakottą. Ona była szybsza ,ale zdawało mi się, że traci już nad demonem kontrolę. No nic jak trzeba to trzeba - pomyślałem i wyjąłem mój zegarek do hipnozy ,który dostałem od ojca. Stanąłem przed waderą i zacząłem kręcić zegarkiem.
W końcu demon się uspokoił ,ale były skutki uboczne. Bowiem od razu kiedy demon się uspokoił Terrakotta coś szepnęła i zaczęła lecieć w dół,a ja natychmiastowo za nią. Położyłem ją delikatnie na ziemi rozglądając się dookoła czy wokół nie ma drapieżników i poszedłem coś upolować.
Upolowałem trzy zające - jeden dla mnie i dwa dla Terrakotty. Kiedy z uśmiechem na twarzy wracałem do miejsca gdzie leżała zauważyłem coś niepokojącego. Do nieprzytomnej i w tej chwili bezbronnej wadery zbliżał się niedźwiedź. Rzuciłem zające i zacząłem lecieć w stronę niedźwiedzia wgryzając mu się w szyję. Walnął mnie łapą przez co upadłem na ostry kamień uderzając się mocno w głowę. Kiedy misiek myślał, że już się mnie pozbył i ponownie podszedł do Terrakotty trącając ją łapą już lepiej nie było mnie denerwować. Poczułem coś bardzo dziwnego. Fala dźwiękowa słyszalna tylko dla wrogów wybuchła ,a wybuchu towarzyszyło ogromne rozświetlenie. Stałem się smokiem.
Wystarczył tylko jeden ryk żeby niedźwiedź uciekł. Spojrzałem się ze smutkiem na już przytomną i trochę oszołomioną waderę po czym zemdlałem.

<Terrakotta?>

Nowa Wadera

Powitajmy Summer!

Nowa wadera!

~Powitajmy Reahel!~



piątek, 24 kwietnia 2015

OD Terrakotty CD Strzały

- Nie wiem... Może, przepowiednia?

Chwyciłam liść w łapę, a on wypalił na niej błękitną runę duszy. Pisnęłam i spojrzałam na znak. Nagle, moje oczy zaświeciły się na niebiesko i widziałam całe życie jakiegoś wilka. Ale.. Był tylko cieniem. Wiem, że nazywał się Leath i był basiorem... Bardzo lubił niebieski i ciągle mażył by latać. Gdy się ocknęłam leżałam na ziemi a Strzała się nade mną pochylał. Szybko wstałam i się otrzepałam. Rozłożyłam skrzydła i... Zdziwiłam się bo, jedno moje pióro było niebieskie... I kolejne stawały się niebieskie!

- Strzała! - wręcz piszczałam mówiąc to - To chyba klątwa...

- Spokojnie, spokojnie... To wszystko przez głupiego kwiatka...

- Gdzie go znalazłeś?!

- Na łące...

Nie wytrzymałam... Kolejne moje pióra stawały się niebieskie... Nie wiem co może się ze mną stać! Zamieniłam się w podniebnego demona, nie patrząc na to co może się ze mną stać i wyleciałam z jaskini a Strzała poleciał za mną...

<Strzała?>

czwartek, 23 kwietnia 2015

OD Mizu CD Aishy

Gdy zobaczyłam Matt'a i Aishe ucieszyłam się, że nie poszli dalej.
- Mizu co tutaj robisz? - zapytał się Matt
- Ja was przepraszam ale nie możecie tam iść. Matt czy byś mógł razem z Aishą pokazać jej drugą stronę gór.
- Co ale dlaczego? - zapytał się Matt, po którym można było zobaczyć, że wie o co mniej więcej chodzi.
- To nic takiego ale w tamtej części gór dzisiaj jest ważne święto. - odpowiedziałam
- Ale jakie święto? - zapytała się Aisha
- Bo jak chcielibyście zauważyć w naszej watasze są różne Duchy, Bogowie, Bóstwa jak i Strażnicy a dzisiaj obchodzą święto w którym każdy przywódca wybiera swojego następcę. A zapomniałam wam o tym szybciej powiedzieć.
- Teraz to rozumiem. - powiedział Matt lekko się uśmiechając.
- Naprawdę jeszcze raz was przepraszam.
- To nic takiego.- powiedziała Aisha.
- No nic powinnam już iść. - powiedziałam gdy już chciałam iść w stronę gdzie odbywało się przyjęcie.
- A gdzie ty idziesz?- zapytał się Matt
- Ja no cóż...jak by to powiedzieć...zostałam tam zaproszona.
- Że niby co! - powiedzieli równocześnie
- Jak by nie było należę do ich rodziny oni mnie wychowali.- uśmiechnęłam się. A może byście chcieli ze mną iść?

<Matt? Aisha?>

OD Aishy CD Matt'a

Trochę się wstydziłam a raczej bałam, że coś zrobię nie tak. Ale nagle basior wszedł do pobliskiego jeziora i zachęcał abym również weszła. A z resztą co się stanie - pomyślałam sobie. Więc zaczęłam wchodzić, a Matt mnie lekko ochlapał a ja również bawiąc się tak przez chwilę wyszliśmy i otrzepaliśmy się. Gdy chcieliśmy już iść dalej Mizu nas zatrzymała.
- Mizu co tutaj robisz? - zapytał się Matt
- No właśnie co robisz? - dopytałam się

<Mizu?>

OD Matt'a CD Aishy

- Pa. - powiedziałem. Mizu odeszła, a ja spojrzałem na waderę. - To chodź za mną.
Zaczęliśmy iść. Kiedy dotarliśmy do gór zatrzymałem się i wskoczyłem do pobliskiego jeziora. Wadera podeszła i patrzyła niepewnie. Stała cichutko.
- Chodź, popływamy. - zachęcałem ją. Nadal patrzyła dość nieśmiało. Po kilku minutach jednak zaczęła wolno wchodzić. Kiedy była blisko mnie ochlapałem ją lekko. Po chwili ona mnie i tak przez następne kilka minut. Wyszliśmy z wody przemoczeni do suchej nitki. Wytrzepałem się i zacząłem iść dalej.
- Zaczekaj! - usłyszałem i odwróciłem się.
- Już, już. - powiedziałem.
- O Matt, tu jesteście. - usłyszałem głos Mizu. Obejrzałem się i zauwarzyłem ją.

<Aisha?> brak weny

Sillen odchodzi :(

Przykro nam, że odchodzisz no ale rozumiem ciebie. Będziemy za tobą tęsknić a ja zostaję sama.

środa, 22 kwietnia 2015

OD Aishy CD Desoto

Gdy Desoto zaczął ze mną rozmawiać trochę się wstydziłam bo zastanawiałam się czy coś źle zrobiłam lub może coś innego.
- Hej Desoto mam pytanie?
- Tak jakie?
- Czy ty się nudzisz?
- Tak bo nudno każdy wilk zajęty jest innymi rzeczami a ja nie mam nic do robienia. A dlaczego sie pytasz?
- Ja bo jak widzisz jestem od nie dawana i zbytnio nie wiem gdzie iść z tym listem a muszę go dostarczyć Mizu. A w jaskini jej nie było a miałam jej to dostarczyć osobiście.
- Aha no to mały problem ale wiem gdzie możemy ją znaleźć. - chwilę pomyślał i odpowiedziała
- Naprawdę ale skąd to wiesz? - zapytałam się
- Bo ona tam zazwyczaj jest chodź zaprowadzę ciebie tam. - odpowiedział i się lekko uśmiechnął.
- Dziękuję tobie! - odpowiedziałam

<Desoto?>

wtorek, 21 kwietnia 2015

Od Strzały CD Terrakotty

Sam nie wiem-powiedziałem
Wadera spojrzała na mnie niedowierzające . Wziąłem w łapy liść, na którym było napisane coś dziwnego. Zacząłem czytać:
''Jedna dusza połączy drugą ,a druga zaś bronić jej będzie?''
Spojrzałem na waderę.
Rozumiesz coś z tego-spytałem

<Terrakotta?> Brak weny

OD Terrakotty CD Strzały

Po zamianie w podniebnego demona bolał mnie praktycznie każdy mięsień. Nie mogłam się ruszyć więc, nawet gdy Strzała wrócił do jaskini pozostałam w bezruchu, choć byłam już przytomna. Dawno nie czułam tak piekielnego bólu... A po za tym jeszcze obicia i poparzenia... Gdy Strzała wchodził do jaskini ledwo poruszyłam łapą i zaczęłam się leczyć, by w ogóle móc się poruszać. Ciężko było m i nawet oddychać... Strzała patrzył na mnie i widać, zastanawiał się, jak uparta muszę być by przy takich zakwasach jeszcze się leczyć.
- Co ty robisz? - spytał
- Leczę - pisnęłam z bólu - swoje rany...
- Zostaw je...
Przestałam leczyć swoje rany i znów pisnęłam z bólu. Strzała przyłożył łapy do największego poparzenia i zaczął leczyć moje rany. Gdy już byłam na tyle zdrowa by móc się poruszać, wstałam i spojrzałam na kwiatka którego trzymał.
- To... Dla mnie? - zalałam się rumieńcem
- Mhm... - powiedział i mi go podał
W pewnym momencie spojrzałam na tajemniczy napis... Nie była to wiadomość od Strzały.
- Co to ? - spytałam

<Strzała?>

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Nowy wilk!

Nowy wilk dołączy do naszego stada bardzo się cieszymy :)

Powitajmy Jermaine!



Pomysły!!

Dziękuję wam za tyle odwiedzin i czytanie naszego bloga. A z tej okazji zrobię dla was co będziecie chcieli propozycje w komach pod tym postem.

A do tego ogłaszam konkurs na HYMN naszej watahy linki do piosenek proszę wysyłać na howrse lub na Gmaila albo pod postem. Jakie będą nagrody to jeszcze nie wiem muszę się skontaktować z Betą i Deltą. Hymn może być również własnego pomysłu np:. pisany, sam podkład lub coś innego.


Jeżeli macie pomysł na jakiś konkurs lub na coś innego piszcie do mnie. Przypomina również o Loterii jak i o Queście.

~Alfa Mizu~

OD Mizu

Był piękny wiosenny dzień. Pogoda jak i dzień były wspaniałe chodziłam po watasze i sprawdzałam czy nikomu nic nie jest potrzebne. Cieszył mnie widok jak każdy ze sobą współpracował i pomagał. Gdy popytałam wszystkich czy nic nie jest im potrzebne poszłam do Moon bo może ona by czegoś potrzebowała z ziół lub lekarstw.
- Hej Moon?
- O cześć Mizu, co ciebie tu sprowadza? - zapytała się Moon
- Nic tylko chodzę po watasze i sprawdzam czy nic nikomu nie brakuje więc na koniec przyszłam do ciebie. Więc Moon mam pytanie czy czegoś nie potrzebujesz? - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Wiesz co potrzebuję kilka ziół ale pójdę po nie sama. - powiedziała Moon
- A jakie zioła ja pójdę po nie bo i tak nie mam prawie nic do roboty
- Ale ja mogę sama po nie pójść. - powiedziała do mnie Moon jakby nie chciała mi zawracać głowy.
- Nie ja pójdę tylko pokaż jakie. I tak widzę, że masz dużo na głowie bo ostatnio dużo wilków o ciebie przychodzi.
- Co ale skąd wiesz?
- Nie da się tego nie zauważyć wiesz to jak pokażesz mi te zioła czy mam ci wszystkie przynieść co znam a ty pewnie nie których zbytnio nie.
- No dobrze tu masz nazwy ich. - Moon dała mi listę z ziołami które miałam przynieść.
- A i Moon jak znajdziesz czas czy mogłabyś podać mi listę kto do ciebie przychodził i z czym?
- No dobrze - odpowiedziała Moon a ja poszłam.
No dobrze to zobaczmy co my mam na liście i gdzie powinnam się najpierw udać. Spojrzałam się na listę i zobaczyłam, że prawie wszystko mogę zdobyć w jednym miejscu oprócz jednej rośliny. Gdy pozbierałam wszystko oprócz jednego zioła zastanawiałam się gdzie mogłabym go znaleźć. Nagle w powietrzu zaczął się unosić jakiś zapach znajomy dla mnie zapach. Chwilę pomyślałam tak znam ten zapach to jest właśnie to czego szukam poszłam więc za znanym mi zapachem. Zobaczyłam nie opodal chatkę zmieniłam się w człowieka aby nikogo nie przestraszyć. Koło chaty była dróżka o której nie wiedziałam. Ominęłam ją i poszłam prosto pod chatę zapukałam w drzwi a starsza osoba mi je otworzyła.
- W czym mogę tobie pomóc? - zapytała się
- Czy wie pani gdzie znajduje się takie zioło. Pokazałam jej jak wygląda.
- A o to zioło tobie chodzi no jasne, że tobie pokaże. Musisz iść tą drogę co ominęłaś i na samym końcu drogi zobaczysz łąkę i tam będzie rosło to zioło.
- Naprawdę dziękuję pani. - podziękowałam i od razu tam poszłam zmieniając się w wilka. Idąc drogą nagle z za krzaków coś wyskoczyło. Był to jakiś potwór który najwyraźniej cierpiał ale mnie zaatakował. Odskoczyłam a koło mnie znalazł się jakiś wilk.
- Uważaj! - krzyknęłam i rzuciłam się na wilka aby go odsunąć. Zadrasną mnie trochę ale to nie była poważna rana. Wypowiedziałam zaklęcie które wypędza złe duchy jak się okazało było to tylko leśne zwierzę.
- Czy nic ci się się nie stało? - zapytałam
- Nie!

<Moon? Ktoś?>

OD Strzały CD Terrakotty

Wzbiłem się w górę i zacząłem lecieć w dół. Musiałem uważnie kierować inaczej wadera spadłaby w przepaść. Nagle znalazłem ukrytą małą jaskinię. Wleciałem do niej . Położyłem Terrakottę delikatnie na futrze niedźwiedzia ,które tam było. Na skale napisałem list ,który mogą odczytać tylko wilki ze skrzydłami,albo n.p Mizu. Napisane tam było,,Zaraz wracam-Strzała".Poleciałem do najbliższego strumienia. W niewielki dzbanek wlałem wodę,obok strumyka była również polana. Każdy kwiatek tam był czerwony ,lecz...jeden z nich był błękitny. Zerwałem ten kwiatek kiedy przede mną stanął duch.
- Czas na mnie? - spytałem patrząc w mgliste oczy ducha
- Jeszcze nie... - powiedział
- To po co tu jesteś? - ponownie spytałem
- Dlaczego zerwałeś ten kwiat? - spytał duch wskazując na błękitną różę.
- Czy ta informacja jest dla ciebie konieczna? - zapytałem trochę chamsko
- Nie,ale chyba możesz powiedzieć? - tymi słowami duch mnie przekonał
- Ehh...to dla takiej wadery - powiedziałem. Wtedy duch zniknął. Eee...nigdy nie umiałem porozumieć się z duchami - pomyślałem. Kiedy wróciłem do jaskini zobaczyłem wiadomość:,,Jedna dusza połączy drugą,a druga zaś bronić jej będzie".

<Terrakotta?>

OD Terrakotty CD Starzały

Matka zabrała małego feniksa po czym spojrzała na strzałę oczami mordercy. Nie wiem jak, ale dwukrotnie zwiększyła swój rozmiar... Ogniste języki zaczęły latać na prawo i lewo, może było to piękne, ale także niebezpieczne. Matka wydała taki sam dźwięk, jaki zwykle wydawał mały feniks, tyle, że do mieszanki doszedł przeraźliwy wrzask i ryknięcie lwa. Wystraszyliśmy się troszkę... Wielki feniks chciał rzucić się na Strzałę, gdy to zobaczyłam, nie wytrzymałam... Coś się we mnie zagotowało i nagle przemieniłam się w podniebnego demona...

http://s.redefine.pl/dcs/o2/redefine/poszkole_user_page/27/27934102/154255342_1354370643.jpg

Dosłownie wbiłam się w matkę feniksa i odrzuciłam ją dosyć daleko... Ale nie wykluczone, że szybko przyleci.

- Daje Ci wybór... Chowaj się lub uciekaj! - powiedziałam do Strzały

- Nie mogę ani uciec ani się schować i obserwować. - odpowiedział

- To nie była prośba...

Gdy to powiedziałam, Strzała z wyrazem twarzy "wiem, że popełniam błąd" schował się w jakiejś szczelinie by móc obserwować. Matka feniksa powróciła. Warknęłam na nią i posłałam w jej stronę huragan. Wściekłość osiągnęła maksimum, gdy uniknęła po czym zorientowała się, że Strzała się chowa i zaczęła po prostu rozdrabniać wszystkie skały. Już miała rozwalić tą, w której był schowany Strzała. "Teraz albo nigdy... Dla niego..." - pomyślałam, i nie zważając na poparzenia złapałam wielkiego feniksa, i wgryzłam się w jego kark. Matka feniksa odrzuciła mnie na bok, widocznie nie czując ugryzienia, a ja uderzyłam o skałę. Gdy już chciała zająć się Strzałą, lekko obita i poparzona pojawiłam się przed nią i zrobiłam jej wielkie przecięcie na klatce piersiowej przy pomocy wiatru. Nadal się trzymała.

- Koniec! - wrzasnęłam rozwścieczona

Strzała się zdziwił... Zawsze byłam spokojna i opanowana, a teraz... Posłałam w jej stronę potężny huragan, pokonana spadła w dół... Ale... Kompletnie wykończona wróciłam do swojej pierwotnej formy i zaczęłam spadać w dół nie mając siły by użyć skrzydeł.

- Strzała... - szepnęłam i zamknęłam oczy

<Strzała?>

niedziela, 19 kwietnia 2015

OD Nero CD Moon

Kiedy się obudziłem Moon ledwo co chodziła. Dobrze, że w porę ją złapałem,bo inaczej by upadła.
Położyłem ją na łóżku ,a ta od razu zasnęła.
- Amina - krzyknąłem. Za chwilkę przybiegła z sarną.
- Co to jest? - zapytałem
- Sarna - powiedziała
- Ehh.., chcesz się ze mną przejść?
- No tak - powiedziała
Szliśmy dosyć długo,ale ja sądzę iż było warto. Zobaczyliśmy piękny wodospad. Kiedy niespodziewanie zjawiła się Moon.

<Moon?>

OD Strzały CD Terrakotty

- Czasem? - spytałem
- Yhm - powiedziała
- Heh - powiedziałem lekko się uśmiechając.
- Jednak czasem się uśmiechasz - powiedziała
- Spojrzałem się na nią nadal lekko się uśmiechając. Doszliśmy do wielkiej skały ,na której szczycie było gniazdo feniksa. Złapałem małego i zacząłem lecieć w górę. Kiedy na szczycie zobaczyłem feniksa. Najprawdopodobniej była to jego matka.

- Zaczęła na mnie lecieć co nie wyglądało jakby mówiła,,Witaj w domu synku".

<Terrakotta?>

OD Terrakotty CD Strzały

- Meh... - Spojrzałam na małego feniksa który, widocznie bał się Strzały - Choć malutki... - powiedziałam z uśmiechem a feniks wleciał mi na głowę

- Co to? - spytał Strzała

- Mały feniks kriogeniczny... Odniosę go do gniazda. - już chciałam odejść, ale Strzała mnie zatrzymał i spytał :

- Mogę jakoś pomóc?

- Możesz mi towarzyszyć, bo głupio się czuję gadając do ptaka. - zachichotałam

Strzała, dalej bez uśmiechu czy, czegokolwiek poszedł za mną. W pewnym momencie, coś dużego ze skrzydłami chciało dopaść małego feniksa. To była Lyria. "Jak zawsze..." - pomyślałam. Pokazałam Lyrii by poszła z nami, co też zrobiła, ale cały czas próbowała złapać w dziób małego feniksa. Strzała patrzył na gryficę dalej z obojętną twarzą.

- Uśmiechasz się czasem? - spytałam

<Strzała?>

OD Desoto CD Aishy

Nudziłem się. Od dawna nic się ciekawego nie wydarzyło, nie mam znajomych, toteż do kogo pyska otworzyć nie ma, Położyłem się na kamieniu. Nagle zobaczyłem Aishe, popatrzała na mnie.
-Hej - zacząłem
- Cześć - powiedziała niepewnie wadera - ty jesteś Desoto?
-Tak - odpowiedziałem

<Aisha?>

sobota, 18 kwietnia 2015

Od Moon CD Nero

Uspokoiłam się kiedy wszystkie się znalazły, ale byłam też trochę na nie zła. Martwiłam się tak o nie. Cały dzień poszukiwań na nic i w dodatku przez to wszystko obudzili mnie. Każdy wilk pokolei podchodził do nas i składał nam rzyczenia. Zjedliśmy tort i prawie calą noc bawiliśmy się. Rano byłam strasznie zaspana tak jak Nero. Szczeniaki spały od dawna, a my poszliśmy spać dopiero kiedy wszyscy wrócili do swoich jaskiń. Nazajutrz wstałam. Amina siedziała przed wejściem.
- Chciałabyś pójść na polowanie? - zapytałam cicho. Wszyscy jeszcze spali oprócz nas. Przytaknęła. Amina prawie bez mojej pomocy upolowała sarnę. Przenisłyśmy ją do jaskini. Wszyscy nadal spali.

<Nero?>

OD Strzały CD Terrakotty

- Odskoczyłem i wyrwałem się z pod łap wilka. Wtedy to ja przycisnąłem go do ziemi.
-Kim jesteś?!-krzyknąłem. Nagle medalion wilka zaczął świecić tak mocno jak słońce. Zakryłem sobie oczy ,a kiedy je otworzyłem zobaczyłem...
...waderę?!
- To - to ty? - spytałem przyglądając się wilkowi.
- Tak to ja - powiedziała
- Prze..przepraszam - odparłem kłaniając się

<Terrakotta?>

Przykro nam!

Przykro nam ale te wili zostają usunięte z watahy dlatego, że nie mam albo z nimi kontaktu albo usunęli konto na howrse lub po prostu nie napisały żadnego opka.
Amakunga razem ze swoim potomstwem

Prag i Kaya musicie się ze mną skontaktować.





OD Terrakotty

Jest piękny poranek. Spaceruję po terenie watahy, nagle coś przykuwa moją uwagę. Jest tym mały, widocznie zagubiony feniks kriogeniczny ( lodowy ). Feniks usiadł mi na głowie i wydał z siebie nietypowy dźwięk - mieszankę pisku, mruknięcia i dzwonienia. O ile się nie mylę, to inne zwierzę wydaje taki dźwięk... Ale... Nigdy nie spotkałam feniksa kriogenicznego, więc skąd mam wiedzieć czy to ich naturalny odgłos?

- Zgubiłeś się mały? - spytałam tak delikatnym głosem, że chyba każde zwierzę przysiadło by i zaczęło się przysłuchiwać

Feniks znów wydał ten sam dziwny odgłos i zatrzepał skrzydełkami, dzięki czemu wytworzył mały, ale bardzo mroźny wietrzyk. " Będę musiała zanieść cie do gniazda... Zwiedzanie odłożę na później." - pomyślałam. Tak więc, wyruszyłam by pomóc małemu feniksowi dotrzeć do gniazda. Podróż zapowiadała się na długą...

- Wiesz co... Chyba zacznę cię nazywać Śnieżynką... - Śnieżynka wydała wyraźny odgłos zadowolenia

Gdy już miałam opuścić teren watahy zatrzymał mnie jakiś wilk... Po prostu rzucił się na stworzonko na mojej głowie, chyba myśląc, że mały feniks mną manipuluje... Odskoczyłam i przycisnęłam wilka do ziemi.

- Kim jesteś? - spytałam równie spokojnym głosem co zwykle

<Ktokolwiek?>

OD Nero CD Moon

- Ying i Oath! - krzyknąłem
- Co?!
- Słyszałem ,że wczoraj o czymś rozmawiali! - pewnie to znowu jakiś głupi pomysł.
- Wybiegłem przed jaskinię ,a Moon za mną.
- Przebiegłem na około jaskini - też nikogo nie było.
- Pobiegliśmy do jaskini alfy-nie było ich.
- Pobiegliśmy to jaskini Lameny-jej także nie było.
- Byliśmy we wszystkich jaskiniach i nic.
- Wróciliśmy do naszej jaskini.
- Nero! Aqua i Amina zniknęły! - krzyknęła Moon
- Co?!! - no to już za wiele
- Zawyłem,a za chwilę przyleciał Drago.
- Wsiadłem na niego i podałem łapę Moon,aby też wsiadła.
- Okrąż watahę - powiedziałem do smoka. Tak też zrobił.
- Zauważyłem jakiś punkt.
- Czekaj to chyba Plant Spirit-powiedziałem-E nie coś mi się pomyliło.
- Okazało się,że to drzewo.
- Leć dalej - powiedziała Moon - A co jeśli,gdy spaliśmy ktoś ich zaatakował?!
- Nie wiem co mogło się zdarzyć - powiedziałem
- Nagle zaszło słońce.
- Widać było,że Moon i Drago są zmęczeni.
- Jutro dokończymy poszukiwanie - powiedziałem
- Nie możemy ich tak zostawić - powiedziała ledwo żywa Moon
- Nic więcej nie zdziałamy - odparłem. A po za tym ty ledwo się kontaktujesz...
- Drago wracaj - powiedziałem kładąc na Moon białą różę. Ona zasnęła . Wniosłem ją do ciemnej jaskini kiedy...Kiedy światło się zapaliło.
- NIESPODZIANKA!!
- Zobaczyłem wszystkie wilki,których szukaliśmy.
- Moon się obudziła.
- Z jakiej to okazji?-spytała
- Z okazji tego,że się poznaliście - powiedziały Perlita i Charlotte podając tort.

<Moon?> To już moje 3 opo ,bo pozostałe dwa mi się skasowały i musiałem pisać od nowa.

Powitajmy!

Powitajmy Terrakotte 


i jej towarzysza Lyrie


piątek, 17 kwietnia 2015

OD Lameny CD Prometeusza

To była naprawdę piękna piosenka, którą zaśpiewał Prometeusz.
- I jak podobała ci się? - zapytał
- No jasne, że tak. Ty zawsze śpiewasz piękne piosenki. - odpowiedziałam z uśmiechem. Przysiadłam się do Prometeusza. Prometeusz chwycił mnie za łapę i spojrzeliśmy się na niebo.
- Piękna noc co nie? - zapytał się Prometeusz
- Tak bardzo piękna.
- Dziękuję, że jesteś ze mną. - powiedział cicho.

<Prometeusz?>

OD Mizu DO Moon - stanowisko

Trochę się martwiłam o Moon ale wreszcie się obudziła a ja jej wszystko wytłumaczyłam. Zastanawiałam się jak mogę jej się odwdzięczyć. Tak więc ją zapytałam a ona się zapytała czy nie mogłaby zostać doradcą Alf. Chwilę zaczęłam się zastanawiać przecież Moon zawsze mi pomaga więc powinnam już jej szybciej dać. No dobrze zdecydowałam powiedziałam głośno.
- Ale co zdecydowałaś? - zapytał się Nero
- Jak to co o to, że Moon powinna zostać doradcą Alf zasłużyła sobie na to już od dawna.
- Naprawdę dziękuję ci Mizu - powiedziała Moon z uśmiechem na twarzy.
- No dobrze a teraz odpoczywaj. - powiedziałam i odeszłam.

Od Moon - Stanowisko

Pewnego dnia Mizu powiedziała mi, że musi się wybrać na pewną wyprawę. Zaczęłam się martwić. Wiedziałam, że wyruszy w nocy. Nie mogłam zasnąć. Akurat była burza. Nie mogłam wytrzymać dlatego zostawiłam swoją rodzinę i zaczęłam tropić Mizu. kiedy byłam już na tropie zaczęłam biec. Po kilku minutach zobaczyłam ją.
- Mówiłam ci żebyś zajęła się watahą. - powiedziała stanowczo.
- Za tobą! - powiedziałam. Za waderą stał ogromny potwór. Szybko odskoczyła. Skupiłam się mocno i kiedy ledwo co dotknęłam monstrum wokół nas zajaśniała kula białego światła. Potwór padł martwy, a mnie odrzuciło na kilkadziesiąt metrów. Podbiegła do mnie alfa. Byłam na wpół przytomna. Czułam jak podnosi mnie i gdzieś niesie. Obudziłam się nad ranem w lecznicy. Była przy mnie Mizu i Nero.
- Co się stało? - zapytałam rozkojarzona. Mizu wszystko mi opowiedziała i wtedy sobie wszystko przypomniałam. Podziękowała mi i zapytała jakby mogła mi się odwdzięczyć.
- Wiem, że to trochę nie ładnie, ale mogłabym zostać twoim doradcą? - zapytałam niepewnie.

<Mizu?>

Od Moon CD Nero

Nero przyprowadził mnie do czegoś co przypominało tunel z różowych małych kwiatów. Byłam zachwycona.
- Moon... Mam złe przeczucie do Oath'a i Yin'a. - powiedział lekko smutny. - Są zupełnie inni niż reszta. Wolą się kłucić. - dodał. To mnie też zasmuciło. Do tej pory starałam się unikać tej rozmowy.
- Masz rację. - powiedziałam. - Tylko co z tym zrobić? - zapytałam zarówno siebie jak i Nera. Zaproponowałam krótki spacer. Nero zgodził się. Cały czas zastanawialiśmy się co zrobić żeby uchronić ich od zła... Do jaskini wróciłam bardzo śpiąca. Więc szybko zasnęłam nie wiem jak Nero. Kiedy się obudziłam w jaskini była tylko Amina, Aqua, Nero i towarzysz Aqui. Wszyscy spali.
- Nero! Obudź się! NIE MA SZCZENIAKÓW! - zaczęłam krzyczeć podenerwowana. Nero wstał zaspany tak jak szczeniaki.
- Co się dzieje? - zapytał.
- Nie ma maluchów! - krzyknęłam jeszcze raz. Spojrzał w stronę gdzie powinny leżeć. Nie było po nich najmniejszego śladu. Czułam, że za tym wszystkim stoją Oath i Yin.

<Nero?>

Krótkie ogłszenie

Dzisiaj została dodana loteria i nagrody do konkursu.Zapraszam chętnych

~Alfa Mizu~

czwartek, 16 kwietnia 2015

OD Blue CD Zorzy

-Super! - krzyknąłem razem z Arthur'em
- Grr... - zawarczeliśmy
- Ale bez kłótni i bijatyk - powiedziała Zorza
- Yyy..? - spojrzeliśmy na nią.
- Wyglądała jak śnieżny anioł. A Arthur ślinił się jakby widział sarnę bez kości.
- Co za hańba, że mam takiego kuzyna. - pomyślałem.
- Ok - powiedziałem i podszedłem do Zorzy zabierając jej koszyk.
- Ej! - krzyknęła
- Mam pozwolić żebyś się męczyła? - powiedziałem

<Zorza?>

OD Zorzy CD Arthur'a

Arthur i Blue dali mi po bukiecie z zimowych róż i nie tylko. Poszli w stronę swoich jaskiń.
- Powinnaś się cieszyć. - powiedziała Mizu
- Wiem dziękuję tobie, że opowiedziałaś mi o tym jak mnie zaadoptowałaś i dlaczego mam takie imię. Dziękuję!
- No dobrze teraz powinnaś iść spać kochanie. - powiedziała Mizu i odeszła. Położyłam się spać. Rano wstałam tak szybko jak tylko mogłam zrobiłam przekąski które spakowałam do koszyka. Po czym poszłam do Blue i Arthur'a. Zauważyłam ich jak idą w stronę tam gdzie się spotkaliśmy po raz pierwszy.
- Czekajcie! - krzyknęłam
- O Zorza co tutaj robisz? - zapytał się Blue
- Może pójdziemy na mały piknik razem. Chcę się wam odwdzięczyć za wczorajsze bukiety kwiat. Co wy na to?

<Blue? Arthur?> Sory, że co dopiero teraz

OD Aishy DO Matt'a

Chodziłam po terenach watahy do której nie dawno dołączyłam. Zgłodniałam więc poszłam na coś zapolować. Upolowałam sarnę, którą od razu zjadłam. I co ja teraz będę robić powiedziałam po cichu. Nagle zauważyłam basiora od którego wyczułam złowieszczą aurę. Podeszłam do niego.
- Hej  jestem Aisha a ty?
- Ja jestem Matt czego chcesz oddemnie?
- Nic po prostu nudzi mi się a ty?
- Ja czekam na Alfę.
- A jak wygląda Alfa bo gdy ją spotkałam była zmieniona w demona.
- Ona jest miła a z resztą sama zobaczysz niedługo powinna być. Ty jesteś nowa?
- Tak - odpowiedziałam
- A kto ciebie tutaj zaprosił? - zapytał się
- Ja poznałam Alfę ona tak na prawdę mnie uratowała. Ale gdy dołączyłam ona nie była w swoim ciele tylko zmieniona w demona. To dlatego się pytam jak wygląda.
- Niedługo powinna być. - odpowiedział. A moim oczom ukazała się wadera w okół niej była przyjazna aura.
- Przepraszam Matt, że na mnie czekałeś. - powiedziała do Matta
- Nic nie szkodzi. - odpowiedział
- O a ty pewnie jesteś Aisha. Przepraszam, że szybciej nie przyszłam ciebie przywitać.
- Co chciałaś Mizu oddemnie? - zapytał się Matt
- Skoro ona już jest to mam prośbę. Czy byś oprowadził Aishe po terenach i przedstawił ją Lamenie i Moon? - powiedziała z uśmiechem do Matt'a
- No dobrze - odpowiedział
- Naprawdę dziękuję tobie. To ja już pójdę do zobaczenia później.

<Matt?>

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

OD Nero CD Moon

Aqua cały dzień bawiła się z jeleniem.
Gdzie go znalazłaś?-spytałem Moon
Wskrzesiłem go-powiedziała
Następnego dnia dostaliśmy od szczeniaków dziwne pytanie.
Kogo lubicie najbardziej?-spytały
Każdego z was-odpowiedziała Moon.
Ja bardzo lubię Aminę.To tylko tak osobiście.
Myślę ,że ma talent i w przyszłości będzie dowódcą polowań.
Aqua też jest bardzo utalentowana.
Dzisiaj nauczyłem ją panować nad nurtem rzeki.
Jedynie mam złe przeczucia do Oath'a i Ying'a .
Boję się,że w dorosłości dobrze im wieść się nie będzie.
Wieczorem poszedłem z Moon do pięknego miejsca,o którym chyba tylko ja i Mizu wiedzieliśmy.
<Moon?>

Od Moon CD Nero

Kiedy wszystko było skończone wilki odeszły. Byłam strasznie zmęczona. Zaraz po zachodzie słońca zasnęłam. Obudziłam się kiedy słońce było wysoko na niebie. Nikogo nie było w jaskini. Wyszłam i ruszyłam w stronę lasu. Miałam nadzieję, ża znajdę tak kogo kolwiek. Kiedy wróciłam w jaskini był już Nero, ale 9 szczeniąt.
- Gdzie jest Aqua? - zapytałam podenerwowana. Wszyscy spojrzeli na mnie. Pomyślałam, że może być przy jeleniu, którego wczoraj wskrzesiłam. Zaczęłam biec w kierunku jego zagrody, którą zrobiłam po tym jak go wskrzesiłam. Tam zauwarzyłam Aquę.
- Kto weźmie jelenia? - zapytała. Spojrzałam na Nera.
- Ty. - powiedział. Reszta się trochę zasmuciła.
- Nie smućcie się. Na świecie jest dużo więcej zwierząt z którymi moglibyście się zaprzyjaźnić. - pocieszyłam. Po tym wszystkie się rozweseliły. Aqua przez resztę dnia przyzwyczajała jelenia do siebie i innych. Po tamtym dniu stali się nierozłączni.

<Nero?>

niedziela, 12 kwietnia 2015

OD Nero CD Moon

Następnego dnia poszedłem do Mizu obwieścić nowiny,że nasze szczeniaki będą miały chrzciny.
Mizu!-krzyknąłem
Co się stało?-spytała
Z Moon robimy chrzciny-powiedziałem.
Chrzciny?
Nie wiesz co to?
Wiem,wiem,a dla ,którego szczeniaka?
Dla wszystkich szczeniaków-powiedziałem
Wszystkich?!Przecież ich jest 10.Jak uda wam się zrobić chrzciny dla całej dziesiątki?
Ehh...no normalnie-powiedziałem-Z pomocą kilku innych wilków
Mizu mam takie pytanie...
Tak?
Jestem stanowczy?
No tak.
Proszę pomóż mi-powiedziałem do alfy
Ale w czym?
W urządzeniu przyjęcia dla naszej 10.
No dobrze-powiedziała
Przytuliłem się do niej tak mocno,że prawie ją udusiłem.
Następnym razem po prostu podziękuj-powiedziała
Mizu zebrała większość wilków.
Od teraz to ja dowodziłem.
Wyznaczyłem każdemu stanowisko .
Na czas przygotowań trochę je pozmieniałem.
Niektóre wilki odpowiadały za balony,a inne za przekąski.
Do zachodu słońca wszystko było gotowe.


<Moon?Mizu?>

Od Moon CD Nero

Jeszcze chwilę planowaliśmy chrzest maluchów. Potem zjedliśmy to co upolowała Amina z Nerem. Kiedy zostały same kości wyniosłam je i wskrzesiłam z nich zwierzaka. Zapytałam wszystkie szczeniaki czy by chciały mieć takiego towarzysza. Większość się zgłosiła.
- Jutro postanowimy kto go weźmie. - powiedziałam. Po chwili dodałam: - Maluchy niedługo będziecie miały chrzest.
Żadne z nich nie wiedziało o co chodzi. Nero wytłumaczył im wszystko, a kiedy już wiedziały o co chodziło bardzo się ucieszyły.

<Nero?> sorki, że tak długo :(

sobota, 11 kwietnia 2015

OD Phoenix CD Mizu

Gdy już Nero był prawie zdrowy postanowiłam, że wyruszę by pomóc Mizu. Trochę się zdziwiłam tym co tam zastałam. Moja stara wataha, moja obecna wataha i jeszcze kolejna której nie znałam toczyły zacięty bój... Ale, były dwie rzeczy które mocno mnie zaskoczyły... Asare i reszta watahy walczyli u naszego boku, a Mizu nie było! Nie zważając na wszystkie rany jakie mogli mi zadać wbiegłam w pole bitwy i przebiegłam przez nie używając swojego "Magicznego Sprintu". Co prawda, zostało mi parę draśnięć ale nawet nie było warto ich leczyć. Zaczęłam szukać Alfy. Jeżeli ktoś coś jej zrobił, nie wybaczę mu! Niestety, nie znalazłam Mizu i zawróciłam by leczyć rannych. Wilki nie były mocno ranne, otaczała je jakaś tajemnicza aura. Jakby... Ach, o czym ja myślę?! Ktokolwiek przychodził ranny po chwili odchodził w pełni zdrowy, bo rany nie były poważne. Wszystko się zmieniło gdy aura zniknęła. Rany były coraz poważniejsze i coraz trudniej było je wyleczyć. Nigdy nie widziałam takich ran! Moje łzy kapały na rany wilków ale nie było widać przez moją technikę leczenia. Gdy w końcu Asare przyszedł się wyleczyć zobaczył moje łzy i spytał się :

- Phoenix, co się stało ? - stanęło za nim kilka innych rannych wilków m. in. Strzała, Arthur, Desoto, Fabian i Aszer

- Po prostu mam złe przeczucia co do Mizu...

- Uspokój się... - powiedział Asare

- Wszystko będzie dobrze - dodał Fabian

- Mam nadzieję... - powiedziałam

<Ktokolwiek z wymienionych?>

OD Mizu CD Phoenix

Gdy zobaczyła jak Nero leży zeskoczyłam ze smoka i zaczęłam pisać zaklęcie ochronne.Po czym zobaczyłam o wilku o którym powiedziała mi szybciej Phoenix.
-Phoenix weź Nero i leć z nim do Moon ona pomoże wam a ja zajmę się tym wilkiem. Odciągnęłam uwagę wilka aby Phoenix mogła uciec z Nero.Zmieniłam się w demona księżycowego i zaczęłam z nim walkę.Zastanawiałam się co chce od Phoenix i Nero później się nad tym zastanowię.
-Dlaczego się wtrącasz?-zapytał się nieznajomy
-Ja się wtrącam bo chronię bliskie mi osoby a po za tym jestem Alfą więc trochę mnie to też trochę zobowiązuje.A jak masz na imię?
-Ja jestem Asare a ty?
-Ja Mizu miło mi dlaczego ich zaatakowałeś?
-Bo chcę aby ona wróciła do watahy do swojej pierwszej watahy a nie żeby była w tej.Nasza wataha jest w niebezpieczeństwie.I potrzebujemy wilków do walki.
-To było trzeba od razu tak mówić.Jeżeli ja pójdę i wam pomogę czy się na to zgodzisz?
-Ale dlaczego chcesz nam pomóc przecież zaatakowałem twojego wilka z watahy.
-Moon i Phoenix dadzą se z tym radę teraz ważniejsza jest wasza wataha.Tylko przed tym jak pójdziemy muszę coś zrobić.
-Co chcesz zrobić?
-Wezmę jeszcze kilka wilków do pomocy i jak co ty na to?
-Naprawdę ale dlaczego?
-Przecież szybciej ci mówiłam pomagam innym a po za tym poznam kogoś nowego może-uśmiechnęłam się.Poprosiłam duszki żeby zwołały wilki w jednym miejscu oprócz Moon i Phoenix.
Doszliśmy do miejsca gdzie zebrały się wilki.No dobrze dziękuję wam, że przyszliście. Spotkaliśmy się aby pomóc innej watasze w potrzebie ponieważ trwa w tej watasze walka o terytoria pomożemy im.Wybiorę z was kilka wilków które pójdą z nami.A są to Aszer,Chibi,Strzała,Fabian,James,Desoto,Arthur,Blue,Sillen,Tris i Matt .Reszta zostanie tutaj bądźcie cały czas w gotowości Valkyrie ty będziesz pilnował watahy.Teraz przydzielę wam zadania.
Aszer i Chibi wy będziecie przy mnie.Strzała i Fabian wy będziecie szpiegować wodza i jego pomocników jesteście do tego stworzeni więc nie dajcie się złapać bo wtedy ja wkroczę.James i Desoto wy dwoje będziecie patrolować tereny kto z której strony nas będzie atakował.Arthur i Blue wy na ten czas zapomnicie o niej i będziecie współpracować ze sobą,Blue ty wykorzystasz swoje moce szamana a Arthur ty użyjesz magii do ochrony Blue.A wy Sillen i Matt pomożecie Tris z rannymi wilkami Es & Um wam pomogą.A reszta niech czeka na rozkazy pamiętajcie aby Moon i Phoenix nie zdradzić a jak się wyda to żeby nie przyszły walczyć jak już to niech pomogą w leczeniu rannych.To jak idziemy.
-Tak!-krzyknęli wszyscy razem.Poszliśmy na pole walki zobaczyłam,że wataha Asera się powoli wycofuje.Ruszamy do walki-krzyknęłam i ruszyliśmy do walki.Zmieniłam się w podniebnego demona i zaczęłam walczyć. Chibi, Aszer i Aser walczyli przy moim boku.Ja przedostanę się do ich dowódcy a wy się nie poddawajcie.
-Czekaj nie powinnaś iść mamo sama-powiedziała Chibi
-Spokojnie ja se dam radę wy walczcie dalej pomogę wam jeszcze z ochroną.
-Ale jak?- zapytała się Aszer
-Podzielę sie z wami moją aurą bynajmniej was nie zranią jak i innych. Podzieliłam się swoją aurą i pobiegłam aby znaleźć ich dowódcę.Zawołałam duszka''Duszku myśli przybądź na me wołanie''
-Tak czego sobie życzysz?
-Leć do Strzały i Fabiena o informację gdzie znajduje się dowódca.Proszę!
-A w zamian co dostanę?
-Porozmawiamy o ty jak się skończy walka.A teraz Proszę leć i przyleć jak najszybciej.
-Dobrze trzymam ciebie za słowo.Duszek poleciał i powiedział mi dzięki telepatii, że jestem blisko.Zobaczyłam Strzałę i Fabiena którzy pokazali mi gdzie jest.
-Strzała, Fabian pomóżcie innym.
-Tak jest Alfo-powiedzieli i pobiegli pomóc innym
Weszłam w jakiś ciemną jaskinię nagle zapaliły się pochodnie.
-Witaj co sprowadza ciebie do mnie?-zapytał się tajemniczy wilk schowany w cieniu.
-O witaj ja tylko przechodziłam się i zabłądziłam-odpowiedziałam się się uśmiechnęłam
-Może byś wyszedł z cienia chciałabym z tobą porozmawiać a raczej dojść do porozumienia.
-A więc jesteś tutaj jako negocjator no dobrze więc wyjdę.Wilk wyszedł z ukrycia.
-Jak masz na imię?-zapytałam się
-Ja nie mam imienia a ty jak masz na imię?
-Ja jestem Mizu,to jak mam się do ciebie zwracać?
-Jak tylko chcesz.-odpowiedział
-No dobrze później coś wymyślę jak będę się do ciebie zwracać a wracając do tematu.Mam pytanie?
-Jakie?
-Dlaczego walczycie z nimi a raczej już z nami?
-Bo na naszych ziemiach nic nie rośnie a ja gdy zwróciłem się o pomoc to mi nie pomogli.Zlekceważyli nas i wygonili moje stado nie miało zbyt dużo zapasów więc zdecydowaliśmy, że będziemy walczyć.
-Aha rozumiem was,czy mógł byś mi pomóc?
-Ja pomóc w jaki sposób?
-Pokaż mi gdzie były czy są wasze tereny.
-No dobrze więc chodźmy będzie szybciej jak przejdziemy przez teleport.
-Więc chodźmy.Przeszliśmy przez teleport nim się obejrzałam byłam na jakichś terenach gdzie wszystko było uschło i nie miało prawie żadnego życia.
-Co chcesz zrobić?-zapytał się
-Ja wam pomogę a w zamian przestaniecie walczyć.Moje wilki walczą tak aby nikogo nie zabić więc każdy z twoich wilków żyje tylko są nieprzytomni.
-Obiecuję że wtedy skończy się wojna o terytorium.
-Zaczęłam przywoływać duszki które pomogą.Po kilku minutach wszystkie przyleciały.
-W czym mamy tobie pomóc?-zapytała się ich przywódczyni
-Proszę uzdrówcie ten las i wszystko inne.
-A co dostaniemy za to?
-Co tylko będziecie chciały?-odpowiedziałam
-Rozumiem ale czy o tym pamiętasz że gdy uzdrawiamy czerpiemy moc i aurę od osoby która nas przywołała.A masz małe braki w mocy.-powiedziała
-Wiem o co chodzi no już zaczynajcie nie traćcie czasu ani chwili dłużej.Nie zważaj na to co mi się stanie.Ważne jest to, żeby skończyła się ta walka.
-Rozumiem w zamian chcę abyś zaprosiła nas na herbatę ale tylko ty i on. I przywołam strażnika aby chronił te tereny.Rozumiesz!
-Tak rozumiem no już zaczynajcie.
-Kochani zaczynamy przywróćcie wszystko do życia!-krzyknęła a każdy wziął się do pracy
-Czyli nasza przepowiednia się sprawdza.-powiedział cicho tajemniczy basior
-Już wiem jak do ciebie będę mówić.-powiedziałam z uśmiechem
-Jak?
-Alfi
-Dlaczego Alfi?
-Bo twoje oczy są różnego koloru i połowa twojego serca płaczę a druga jest pogrążona w mroku ale masz miejsce gdzie chcesz zachować swoje szczęśliwe spędzone dni.Zupełnie tak jak mój były przyjaciel.Nagle niebieski promień wzniósł się w górę a ja upadłam.Aura którą podzieliłam się zniknęła a ja więcej nic nie pamiętam.

<Wszystkie wilki które zostały wymienione odpisują?>Co się działo gdy rozmawiałam z Alfim?Co było na polu walki?Kto został ranny?

OD Phoenix CD Nero

Wsiadłam na smoka i poleciałam do Mizu. Gdy już dotarłam zeskoczyłam z Drago i pobiegłam w stronę Mizu z łzami w oczach.

- Mizu! - krzyknęłam

- Co jest? Co się stało? - spytała i spojrzała na smoka - Jest smok... Gdzie Nero?!

- W podniebnym świecie... Jakiś wilk nas zaatakował i...

- Zginął?! - przerwała mi Alfa

- Raczej nie... Kazał mi po ciebie przylecieć... Cały czas zdaję mi się, że skądś znam tego wilka... Ach! - nagle mnie oświeciło - Asare...

- Asare?

- Basior Beta z mojej poprzedniej watahy... Może, chciał się zemścić...

- Za co?

- Nie ważne! Musimy lecieć, Nero może tam umierać!

- Masz rację, lećmy.

Wsiadłyśmy na smoka. Gdy wzbił się w powietrze powiedziałam :

- Boję się, że moje umiejętności medyczne będą za małe by mu pomóc...

- Nie martw się, wyleczymy go razem.

Uśmiechnęłam się i zanim się obejrzałyśmy byłyśmy już w podniebnym świecie. Pierwszą rzeczą jaką ujrzałyśmy była skała, a obok niej Nero.

- Nero! - krzyknęłyśmy równocześnie i ruszyłyśmy w stronę basiora


<Mizu?Nero?>

piątek, 10 kwietnia 2015

OD Nero CD Phoenix

W pewnej chwili skoczyłem na wilka od tyłu i pazury wcisnąłem w jego szyję.Za ten czas Phoenix mogła się uwolnić.
Leć do watahy i powiedz o tym Mizu-krzyknąłem do niej
A co będzie z tobą-zmartwiła się
Leć ja sobie poradzę-powiedziałem
Wsiadła na Drago i ruszyła do watahy.Za ten czas walczyłem z napastnikiem.Wygrałbym gdyby ten nie miał skrzydeł niestety przydusił mnie do ziemi tak jak wcześniej Phoenix i odleciał.Z szyi leciała mi krew,przywlokłem się do najbliższego kamienia by tam poczekać na ratunek lub śmierć

<Ktoś?>

OD Phoenix CD Nero

Chwilkę później byliśmy już w podniebnym świecie. Nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu! Jest niesamowite, choć odkąd tu przybyliśmy czuję na sobie kogoś wzrok. Zaczęłam na prawdę martwić się tym uczuciem. Ześwirowałam czy na prawdę ktoś nas śledzi..? Nigdy nie wiadomo! W pewnym momencie usłyszałam kogoś za nami. Odwróciłam się najszybciej jak umiałam ale... Nikogo tam nie było...

- Huh...

- O co chodzi? - spytał Nero

- To nic... Po prostu wydaje mi się, że ktoś nas śledzi... Ale...

I w tym momencie wszystkie moje podejrzenia, okazały się prawdą. Jakiś wilk naskoczył na mnie i przycisnął mnie za gardło do ziemi. Wyglądał mniej więcej tak :



- Ne... Ro... - co prawda ledwo, ale wymówiłam imię basiora - Zrób coś! - próbowałam się wydostać ale... Na nic! Nigdy nie walczyłam... Zawsze leczyłam.


<Nero?>

OD Arthur'a CD Zorzy

- Co tu robicie? - zapytała się Zorza.Obaj się obudziliśmy.
- Bo my czekaliśmy na ciebie - odpowiedzieliśmy dając 2 bukiety .
- A to za co? - spytała ponownie
- Ty powiedź - powiedział Blue
- No wiesz chodzi o to ,że my chcieliśmy ciebie przeprosić za te wszystkie kłótnie powiedziałem. Obaj odeszliśmy,a Zorza została przy swojej jaskini.

<Zorza?> Brak weny

OD Zorzy CD Arthur'a

Dam se z tym radę.Teraz powinieneś już iść ja też powinnam.Arthur został koło drzewa a ja poszłam ale nie do swojej jaskini ale do swojego ulubionego miejsca o którym nikt nie wiedział oprócz może Mizu bo ona zawsze mnie znajdzie.Zrobiło się późno nim tam doszłam ale doszłam.
Położyłam się i spojrzałam na niebo akurat była Zorza Polarna.Nie mogłam oderwać wzroku tak jak zawsze.Wtedy podeszła do mnie Mizu.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam się
-Ci dwaj co się o ciebie kłócą powiedzieli mi.To jak mała powiesz mi co ci jest?-zapytała się.Widać było,że się o mnie martwi.
-Dlaczego nazwałaś mnie Zorza?-zapytałam się bo byłam ciekawa
-No bo widzisz gdy ciebie spotkałam była straszna zamieć.Błądziłam w tej zamieci a nikt mi nie miał jak pomóc.Wtedy usłyszałam twój głos jak płakałaś,pobiegłam jak najszybciej.Jak wzięłam ciebie na łapy zaczęłaś się śmiać, a zamieć ustała i pojawił się księżyc a po tem piękna Zorza wiedziałam wtedy, że jesteś wyjątkowa i dlatego ciebie tak nazwałam.Przepraszam że nie powiedziałam tego szybciej.
-Nic nie szkodzi cieszę,że mi powiedziałaś.-uśmiechnęłam się.Powinniśmy już wracać do domu.-dopowiedziałam
-No pewnie,a w drodze do domu powiesz mi co się wydarzyło-Mizu się uśmiechnęła a ja jej po drodze wszystko  jej opowiedziałam.Gdy doszliśmy zobaczyłam Blue i Arthura którzy zasnęli przy mojej jaskini.

<Arthur?Blue?>

OD Mizu DO Arthur'a-Walka

Arthur i Blue świetnie walczyli spojrzałam się na Zorze ona była trochę tym zmartwiona.Nie chciałam aby była smutna wiec kiedy Blue chciał oddać ostatni atak użyłam zaklęcia i oby dwoje dostali cios ale oddemnie. Na arenie było pełno kurzu.
-Co zrobiłaś przed chwilą Mizu?-zapytała się Zorza
-Ja dałam im równy cios aby zremisowali ta walka pod koniec straciła w sobie to coś o co na początku walczyli.-odpowiedziałam.Gdy pył już opadł wzięłam ich do lecznic do Moon.Po pewnym upływie czasie dwa wilki się obudziły.
-To kto wygrał?-zapytali się równo
-Nikt z was nie wygrał był remis.
-To dobrze że skończyło się to remisem-powiedziała Zorza.
-No to jak chłopaki pogodzicie się czy mam was wsiąść na specjalny trening.-powiedziałam im i odeszłam.

<Arthur?Blue?>

czwartek, 9 kwietnia 2015

OD Arthur'a CD Zorzy

W końcu Zorza znów wyglądała tak jak co dzień.Blue i ja rozeszliśmy się,a Zorza została przy drzewie na łące.Mimo przeczucia Blue wróciłem do Zorzy od tyłu,lecz tego nie widziała.
Po cichu zakradłem się do drzewa ,a wadera usłyszała gałązkę,którą nadepnąłem.Gdy byłem bardzo blisko wyjęła broń i miała ją tuż przy moim oku.
To ty-powiedziała chowając miecz
Tak ,to ja-odpowiedziałem-Mogę się przysiąść?
Pewnie-powiedziała.
Zauważyłem ,że po pyszczku leci jej łza.
Coś się stało-spytałem
Nie tylko...
Tylko co?

<Zorza?>